Dziennik Polski - wydanie niedzielne

strona do druku




3 sierpnia 2003
18. NIEDZIELA ZWYKŁA

"Chleb życia"

Być nauczycielem. Uczyć dodawania, odejmowania,
stawiania liter, stulania liter w słowa,
układania słów w zdania poprawne stylistycznie.
Potem w domu siedzieć bez końca nad zeszytami
przy poprawianiu głupich błędów. I troszczyć się
ustawicznie o dzieci zaniedbane, skompleksowane,
o te dzieci, które się nie uczą, nie przychodzą
do szkoły, spóźniają się, kłamią, kradną, palą, piją.
Szukać współpracy, pomocy u rodziców
przez telefony, wizyty domowe, wysłuchiwania
użaleń, utyskiwań, pretensji, żądań, awantur. Być im
jak matka, jak ojciec, jak koleżanka, jak kolega.
Uczyć zachowania się, wyrażania się, jedzenia,
higieny. Poprawiać kokardy, włosy, fartuszki,
wycierać nosy, zawiązywać sznurowadła.
Upominać. Bez końca upominać serdecznie. Być
aktorem, klownem, spowiednikiem, prorokiem.
Widzieć tydzień za tygodniem, rok za rokiem jak
dziecko nieporadne, bałaganiarskie zmienia się, pięknieje,
szlachetnieje, staje się coraz bardziej człowiekiem.

Aż do końca klasy, szkoły. Wtedy
kwiaty, łzy, wierszyki, słowa pożegnania,
skurcz w gardle. Jeszcze przelotne wizyty,
zanikające listy. Aż kolejne twoje dziecko tonie w tłumie.

Potem powrócić do klasy i następnym dzieciom
być jak najbliższy człowiek na świecie.

KS. MIECZYSŁAW MALIŃSKI "OKRUCHY MIŁOŚCI"