Dziennik Polski - wydanie niedzielne

strona do druku




21 września 2003
XXV NIEDZIELA ZWYKŁA

"A oni nie rozumieli tych słów" 

     Tak to zawsze było, że wciąż domagaliśmy się od Boga znaków, cudów, które by potwierdziły Jego obecność. Jego istnienie. Żeby stos drzewa polany wodą, na którym złożono zwierzę ofiarne, zapłonął. Żeby było cudowne źródełko, aby niewidomi widzieli, głusi słyszeli, trędowaci byli oczyszczeni. A ci, którzy głoszą Boga, żeby byli ludźmi niezwyczajnymi, najlepiej pustelnikami. Najlepiej gdyby nic nie jedli, nic nie pili, na dowód, że są Boży, że Bóg ich podtrzymuje na siłach. A może nawet żeby nie odczuwali głodu ani pragnienia. Najchętniej byśmy widzieli świętych Pańskich, którzy nie umierali, ale choćby na wozie ognistym byli wzięci prosto do nieba.
     To nie tylko my domagamy się cudów. Dwa tysiące lat temu ci, którzy naiwnie opowiadali o Jezusie, też chcieli, żeby był takim cudownym Dzieckiem, które dla zabawy mogło cuda czynić. W rozmaitych apokryfach, które w strzępach zachowały się do naszego czasu, malutki Jezus lepi ptaszki z piasku i potem sprawia, że one latają jak normalne ptaki.
     A tymczasem widzimy Jezusa - Słowo Boże, który jest zupełnie zwyczajny.
     "A wy mówicie, oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników".
     I faryzeusze słusznie to mówili. Bo Jezus i jadł to, co wszyscy, i pił to, co wszyscy, i faktycznie był przyjacielem celników i grzeszników. A te cuda, które czynił, to nie po to, żeby pokazać moc Bożą, tylko po to, aby wykazać, że Bóg lituje się nad biedą ludzką.
     I umarł na krzyżu...
     Bo prawda jest taka, że Boga spotkać można tylko w życiu uczciwym, pracowitym, twórczym, w bezinteresowności i przebaczaniu, w poszanowaniu godności własnej i naszych bliźnich.

KS. MIECZYSŁAW MALIŃSKI