Tygodnik Powszechny

strona do druku




15 lutego 2004
6. NIEDZIELA ZWYKŁA

"Biada wam"

     Prawdziwa miłość chodzi nogami po ziemi. Widzi ostro, ocenia krytycznie. Nie upiększa tego, co jest brzydotą, nie ubarwia tego, co jest czernią, nie pociesza się bez końca, okłamując siebie i swoje otoczenie, że nie jest tak źle, że wszystko idzie ku dobremu, gdy naprawdę idzie w przepaść. I z miłości używa, gdy potrzeba, również środków surowych - żeby uratować tego, kto tonie, wskazać drogę temu, kto błądzi, pouczyć tego, który nie rozumie. Prawdziwa miłość nie patrzy pobłażliwie na występki, błędy, głupotę, zło, które popełnia ukochany człowiek. Robi wszystko, co tylko jest możliwe, aby go wyzwolić, przestrzec, błąd pokazać palcem, zło nazwać złem, krzywdę - krzywdą, głupstwo - głupstwem. A wszystko po to, ażeby - póki jeszcze się da - wyszarpnąć ukochanego z błota, wzbudzić w nim życie, które zdaje się gasnąć. Prawdziwa miłość liczy się z tym, że może się spotkać z reakcją negatywną, ale spodziewa się, że gdy wyjdzie ukochany na prostą, pójdą razem sprzęgnięci jednym uściskiem.

KS. M.M.