Dziennik Polski

strona do druku


10 kwietnia 2005
PRZYJACIELE WOJTYŁY
    
      A co mi tam, a co mi tam. A ja już przyjaciela mam, którego nikt mi nie zabierze. 
   
 On nie odszedł. Jest przy nas. Zmartwychwstały. W ciele uwielbionym. I ofiaruje nam - każdemu z nas - swoją przyjaźń. Nie trzeba jechać do Watykanu. Wystarczy przyjąć go jako swojego przyjaciela. Nazwać go swoim przyjacielem. Być jego przyjacielem. Starać się być jego przyjacielem. Iść razem z nim przez życie.
     On nie odszedł. Jest jeszcze bliżej nas niż był.

*

     Bo my nie odchodzimy, gdy umieramy. My jesteśmy z naszymi tu żyjącymi dalej. Chociaż już inaczej.

*

     "Wojtyły przyjacielem jestem" - każdy z nas ma prawo to powiedzieć! On tego chce. Chciał całe życie i chce nadal - być przyjacielem każdego człowieka.
     I każdy z nas może go uważać za swojego przyjaciela. I być - jak on - mądry, wolny, odważny, tolerancyjny, dobry, ciepły. Każdy z nas może być jego przyjacielem. I stawać się nim coraz bardziej. Dorastać do tego stwierdzenia. Wciąż dorastać. Całe życie dorastać.

*

     A co mi tam. A ja już przyjaciela mam, którego mi nikt nie zabierze.

*

     Gratulujmy sobie takiego przyjaciela. Bądźmy zaszczyceni przyjaźnią z nim. I miejmy świadomość, że to nie jest fikcja, to nie jest na niby, ale to jest rzeczywistość bardziej konkretna niż niejedna rzeczywistość ziemska.

*

     A Bogu niech będą dzięki za nasze człowieczeństwo - że trwa wiecznie. W ciele fizycznym, potem uwielbionym. Niech Mu będą dzięki za świętych obcowanie. Za przyjaźń ze zmarłymi, którzy żyją w ciele uwielbionym.
     To tajemnice, niezgłębione przez nasz umysł, ale przeczuwane, doświadczane.

KS. MIECZYSŁAW MALIŃSKI