strona do druku



W dniu pogrzebu ks. Tadeusza Ryłko

3 stycznia 2007

Kazanie wygłoszone na Mszy świętej w dniu pogrzebu
ks. Tadeusza Ryłko 

     Tadek, to twoje święto. Odprowadzamy twoje ciało do grobu. Zebrali się przy twojej trumnie twoi bliscy i twoi dalecy, ale związani z tobą. Może zaskoczyło cię to, że przyszedł sam Kardynał, ordynariusz Stanisław Dziwisz, żeby być razem w tej ważnej godzinie modlitwy za ciebie. A poza tym przyszli twoi następcy: obecny proboszcz, prałat Andrzej Waksmański, ksiądz biskup Jan Zając, ksiądz Eugeniusz Góra, księża koledzy, księża wikariusze. Koledzy z roku: jest Kazek Myśliwiec. I ja.
     Nie przyszli ci, którzy nie wiedzieli o twojej śmierci, ci którzy chorzy, starzy, którzy daleko. Bo kościół powinien pękać w szwach! Tłumy powinny stać również na zewnątrz! Twoje uczennice i uczniowie, twoi penitenci, twoi uczestnicy Mszy świętych, kazań, odczytów, rekolekcji, wykładów.
     Byłeś świetnym katechetą, wykładowcą, kaznodzieją, konferencjonistą. Brali od ciebie pełnymi garściami! A tyś dawał, rozrzutnie, ile cię tylko było stać na to. A stać cię było na wiele.
     Przyszliśmy w to twoje święto dzisiejsze, by odprowadzić twoje ciało do grobu. A ty jesteś z nami. Duchem. W sposób szczególny. Bo to Msza święta za ciebie.
     Miałeś czasy, po ludzku mówiąc, powodzenia. Ale przyszedł czas niepowodzeń, przyszedł czas choroby - jednej, drugiej, trzeciej, atakowały cię coraz to nowe. A tyś pozostał księdzem. Nawet wtedy, kiedy nie mogłeś chodzić. Duszpasterzowałeś. Miałeś dużo do powiedzenia i mówiłeś - na nowy sposób: przez Internet, przez komputer, przez książkę, przez modlitewniki znane w całej archidiecezji, w całej Polsce.
     Miałeś swoje pasje. Jedna z nich to Jan Paweł II. Byłeś zachwycony tym człowiekiem. Mówiłeś, że to największa postać w dziejach tysiącletniej Polski. Jego mądrość, miłość, przebaczenie podnosiłeś w książkach o nim. Studiowałeś jego wypowiedzi, nie tylko w encyklikach, ale nawet w środowych audiencjach generalnych. Jego teksty brałeś jak skarb najdroższy i dawałeś ludziom.
     Druga pasja to prawda o Miłosierdziu Bożym ukazana przez świętą Faustynę Kowalską. Zachwyciła ciebie i ten zachwyt starałeś się przekazać twoim czytelnikom.
     Byłeś księdzem. I doceniali to ludzie. Doceniali ci najbliżsi. Twój gospodarz - proboszcz, prałat, twoi koledzy wikariusze. Otaczali cię szacunkiem, serdecznością, posługą. Byli na każde zawołanie.
     W to święto twoje modlimy się - by cię Bóg przyjął do swojego Światła. Bo taka jest prawda człowiecza. Ale modlimy się również do Boga z podziękowaniem za ciebie. Że dał nam spotkać ciebie w życiu. Że zachwyciliśmy się prawdą, którą głosiłeś w sposób oryginalny, jedyny, swoisty, indywidualny. Pokazywałeś nam Ewangelię, Jezusa, Słowo Boże w sposób zaskakujący.
     Dziękujemy Bogu za ciebie. I - zostaniesz z nami. W naszych sercach, w naszych umysłach, w ukształtowanym przez ciebie poglądzie na pobożność, religijność, na cierpienie, miłość, przebaczenie - o czym tak chętnie pisałeś i mówiłeś.
     Umierałeś tak, jak ksiądz tylko może sobie wymarzyć. Na plebanii. W otoczeniu najbliższych księży - księdza proboszcza, księży wikariuszów. Prawie nie cierpiąc. Pogrążony w modlitwie, po przyjęciu sakramentu olejem świętym namaszczenia, umierałeś spokojnie. Zgasłeś prawie niespodziewanie.
     Chcemy cię zachować w naszej pamięci jako człowieka o wielkiej mądrości życiowej, o wielkiej miłości do ludzi, o wielkim sercu przebaczania za krzywdy, których doznałeś w swoim życiu.