REFLEKSJE NIEDZIELNE

strona do druku



13 czerwca 2004

Ocalona

     Żeby aż tak - w biały dzień, na oczach wszystkich, którzy ją znali, zupełnie nie a propos, bo to przecież uroczysta kolacja. Ludzie rozbawieni, zadowoleni ze siebie i z tego, że się zgromadzili, żeby pogadać, nie załatwiać ważne sprawy. A ona tak ni z tego ni z owego wpada, rzuca się z płaczem do nóg Jezusa. Konsternacja. Niesmak. Zażenowanie. Jak zareagować? Udać, że nic się nie stało? Polecić sługom, żeby ją wyprowadzili, bo się nie umie zachować? Jakaż ona była szczęśliwa. Że potrafiła przemóc wstyd, złamać zwyczaje towarzyskie i wyrzucić z siebie to, co ciążyło jej jak kamień młyński.
     Żeby choć jeden raz w swoim życiu tak upaść do stóp Jezusa i wyznać Mu swoje błądzenie, swoją grzeszność, głupotę, rzucić przed Niego swoje zmarnowane życie i prosić o ratunek, o pomoc. I być tak jak ona szczęśliwym.