REKOLEKCJE NA CAŁY ROK

strona do druku


REKOLEKCJE NA CAŁY ROK

3. nauka rekolekcyjna

     Po co żyć? Jaki sens ma życie ludzkie? Jaki sens ma życie każdego człowieka? Jaki sens ma życie moje? Twoje? Jego? Ich? Po co żyję? Po to, żeby zabezpieczyć sobie byt na jak najdłuższy czas - w zdrowiu, powodzeniu, w dostatku? Żeby zadbać o rodzinę, o dzieci, dać im wykształcenie, wychowanie, stworzyć im prawdziwy dom? Rozwinąć swoją osobowość - tak zawodową jak ogólnoludzką? Dążyć do jakiejś doskonałości, w miarę swoich możliwości - technicznie, zawodowo i ogólnoludzko? Piąć się po drabinie w układach, w których jestem, żeby zająć jak najwyższe stanowisko? Mądrze rządzić, rozdzielać, nagradzać, karać? Jaki sens ma życie? Jaki sens ma twoje życie? Wygoda, luksus - jak się uda.
     Pełna "problemów", niepokoju,
     z zegarkiem wielka kupa gnoju.
A może nawet bez problemów i niepokoju - tylko "z zegarkiem wielka kupa gnoju".
     Co ma do mojego życia jeszcze Bóg? Jeżeli jest. Co ma do mojego życia Jezus? Ze swoją Ewangelią. 
          Nie mogę. Zrozum. Jestem mały
          urzędnik w wielkim biurze świata,
          a Ty byś chciał, żebym ja latał
          i wiarą mą przenosił skały.
     Tak jak ewangeliczny Jezus cuda czynić? Wiarą swoją wyrzucać drzewa z posad i rzucać je w morze?
     Jakie są żądania Boże wobec mnie? Co Bóg ode mnie wymaga, co chce ode mnie? Czego żąda? Czego się domaga?
          Nie mogę. Popatrz: to me dzieci,
          śliczna kanapa i dywanik,
          i lampa z abażurem świeci,
          i gwiazdka malowana na nim,
  
          gwiazdka normalna, świeci ziemsko -
          a Ty byś zaraz - betlejemską!
     Co chcesz ode mnie? Czego się domagasz? Czego żądasz?
     Betlejemską! Co to znaczy betlejemską?
          Posadę przecież mam w tej firmie
          kłamstwa, żelaza i papieru!
          Jeśli ją stracę, kto mnie przyjmie?
          Kto mi jeść da?! Serafin? Cherub?
     Chodzi o to, żeby się utrzymać na poziomie? Żeby się utrzymać na powierzchni? Chodzi o to, żeby sobie zabezpieczyć byt? I dobrą emeryturę?
     Co chcesz ode mnie, Boże?
          Świt. Sekwana ziewa. Trzy
          koty miauczą. Deszczyk mży
          i w śmiesznych rynnach woda płacze.
 
          Gdy wróci noc, znów pójdę sam
          na pusty plac przed Notre-Dame
          i cień mój pomknie za mną tam 
          z wielką walizką rozpaczy.

     Czy ja się mogę znaleźć w tym świecie? Czy ja się mogę znaleźć w tej gęstwinie? Czy się ja mogę znaleźć w tej pustce, która mnie otacza? Czy ja mogę usłyszeć głos Boży? Czy mogę Go usłyszeć? Czy jest głos Boży do mnie zwrócony?
     Jaką, Boże, odpowiedź mi możesz dać? Jaką drogę możesz mi wskazać?
     Choćbym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jako miedź brzęcząca albo cymbał grzmiący.
     Masz odpowiedź: miłość. Kochaj.
     Co to znaczy kochać?

     Miłość cierpliwa jest,
     łaskawa jest.
     Miłość nie zajrzy,
     złości nie wyrządza,
     nie szuka swego,
     nie jest czci pragnąca,
     nie myśli złego.
     Nie cieszy się z niesprawiedliwości,
     ale współweseli się z prawdy.
     Wszystko znosi,
     wszystkiemu wierzy,
     wszystkiego się spodziewa,
     we wszystkim pokłada nadzieję.
     Wszystko przetrwa.

     Co to jest miłość?

     Ale co to jest miłość?!
     To jest zachwyt. Zachwyt pięknem, prawdą, dobrem.
     Zachwyt, który ogarnia całe życie! Wszystkie dziedziny, które ogarnia - i dzieci twoje, i twoją rodzinę, i twoją pracę zawodową, i twoje stanowisko do którego wspiąłeś się. Miłość może ogarniać wszystko - powinna ogarniać wszystko! Ciebie całego.

     Od wszystkich prac doktorskich, od mojej poezji,
     od pierścienia na palcu - mój Boże, mój Boże -
     piękniejszy jest różaniec, mszał i noc czerwcowa,
     i żebrak błagający o buty na dworze.

     Wiatr podnoszący z harcerzami łódki, 
     cmentarz zmarłych dziewcząt - najwierniejszy książę -
     tysiąc zwykłych rzeczy, choćby taki plecak,
     co się w boju ramionom omdlałym odwiąże.

     Wszystko masz ogarnąć swoją miłością. Wszystko możesz ogarnąć swoją miłością. I wszystko wtedy jest proste! Jasne! Czyste! Bezinteresowne!

     Wszystko włączyć możesz do miłości. Wszystkim możesz rozpalić miłość w sobie. Wszystko możesz obdarzyć swoją miłością. Gdy jesteś zachwycony.

* * *

     "Czym się zachwycać?! Czym się można tutaj zachwycać?! Niech Ksiądz weźmie gazety do ręki. Czym się można zachwycać?"
     Wypatruj dobra, wypatruj piękna, wypatruj mądrości. Znajdziesz w każdej gazecie, najpodlejszej, w szmatławcu.
     "No to niech Ksiądz powie, wobec tego - spaliło się Księdzu mieszkanie. Co Ksiądz może znaleźć tutaj do zadowolenia czy zachwytu nawet?"
     Ktoś mi powiedział: "Dobrze, że to było o godzinie czwartej po południu. Bo gdyby to było w nocy, to byście się nie obudzili. Dym by was zaczadził".
     To w sprawach zasadniczych. Ale w sprawach drobnych, drobiazgów - możesz nagromadzić sobie tyle, ile chcesz. Żeby się nacieszyć dobrem, pięknem, prawdą. Polską.
          Kochał Szymanowskiego. Lubił kwiaty.
          Wydawał "Prosto z mostu". Pił czasami.
          I tajemnicze okulary miał, i w nich
          pochylał się nad partyturami.

          Błądził. Jak ludzie co mają dużo siły.
          Łachudry nie błądzą. Strzał w struny.
          I drogo za błąd zapłaciły
          skrwawione okulary w Palmirach.
          ..................................................

          Wybacz mi, Polsko, że żonę i dziecko
          ukochałem więcej niż Ciebie.

     To napisał Gałczyński o Stanisławie Piaseckim - przed wojną endeku i antysemickich tendencjach. Podczas wojny sprawdził się. Ten, który wydawał "Po prostu", jak przyjaciel Żydów bronił ich, stawał w ich obronie. Schwytany, umęczony w Palmirach i zastrzelony. Ostatni gryps, który wysłał do żony: "Przebacz mi, żono, i dziecko, że Polskę ukochałem więcej niż was".
     Gałczyński parafrazuje:
          Przebacz mi, Polsko, że żonę i dziecko
          ukochałem więcej niż Ciebie.
     Ale ukochał!
     Stanisław Piasecki -
     Kochał - Polskę, ludzi, świat, wiosnę, lato, jesień, zimę, przedwiośnie.
     Ciesz się słońcem, niebieskim niebem, ciesz się szarym dniem, takim jak choćby dzisiejszy. Umiej się cieszyć wszystkim, co ci jest dane. Umiej się cieszyć każdym dniem. Bo to jest dar. Od Boga dla ciebie. Każdy dzień. Ze swoimi troskami, kłopotami, drobiazgami, ważnymi sprawami, plotkami, ploteczkami, okrucieństwami, które dochodzą do ciebie w tym dniu. To jest każdy dzień darowany.
     Ciesz się każdym dniem, każda sekundą twojego życia.

     Czekam na was, najdrożsi, z każdą pierwszą gwiazdką,
     ze srebrem betlejemskim, co w pudełkach świeci,
     z barankiem wielkanocnym. Bez was - świeczki gasną
     i nie ma żyć dla kogo -
                                      ten od głupich dzieci.
     Pisze ksiądz Twardowski. A więc ma ukochanie swoje. Ma swoją pracę - wśród dzieci niepełnosprawnych. Ma swoje ulubione zajęcie, dzieci, do których się przywiązał. Gdy mu je odebrano, nie mógł się nażałować.

* * *

     Zabezpiecz się. Na drodze twojego życia powtykaj rozmaite punkty, które ci pomagają kochać, cieszyć się, radować się.
     Powieś na ścianie plakat, który cię urzekł. Zmień go, jak przyjdzie lepszy, nowy. Powieś na ścianie twojego domu reprodukcję dobrej rzeczy - krajobrazu, portretu, autoportretu. Rembrandt, wszystko jedno co, Modigliani, Malczewski, Pankiewicz, wszystko jedno co cię urzekło, co cię porwało, co ci się spodobało.
     Miej swoich pieśniarzy, których lubisz, którzy cię porywają w górę - czy to Niemen, czy Grechuta, czy Sikorowski. Nie chcę ci podsuwać ani podpowiadać, nie chcę ci burzyć twojego porządku i twojej hierarchii.
     Miej swoje wiersze. Miej swoją poezję.
     Na to, żebyś został wierny. Miłości. Na to, żebyś dbał, żeby ogień miłości płonął w twoim każdym dniu. Żeby ogarniał całe twoje życie. Bezinteresownie. Bezinteresowne życie twoje. Dla pracy, dla ludzi, dla siebie. Dla Polski, dla społeczeństwa. Dla konkretnego człowieka czy dla społeczności, do której należysz. Żebyś był wierny.

     I wierność. Koniecznie wierność.
     Bogu - do końca mszału.
     Wodzowi - do ostatniego wystrzału.
     Ojcu - przez gorzkie łzy.
     Siostrze - do grobowej deski,
     niosąc jej jeszcze kwiatki niebieskie.
     Choince aż do sufitu,
     gdy babcine nożyczki krają brody Trzem Mędrcom,
     pastuszkom trzewiczki.
     Panience, co w ołtarzu świeci,
     do wszystkich małych dzieci,
     i do klasztornej sieni,
     gdzie proszą zamodleni
     o łaskę, co odmienia.

     Modlić się każdym szczęściem.
     Cieszyć się każdą różą.
     I umrzeć zapomniany,
     najlepiej jakąś burzą.

     Bo wierny powinieneś pozostać - miłości.
     Bo choćbyś mówił językami ludzi i aniołów, a miłości byś nie miał, staniesz się jak miedź brzęcząca albo cymbał grzmiący.

     Kochaj. Na to pacierz ranny. Na to pacierz ranny - żebyś przez cały dzień nie zeszedł z drogi miłości. Z którą się łączysz przez modlitwę twoją ranną. Pacierz wieczorny - żeby sobie zdać sprawę, jaki był dzień, który przeszedł. Czyś zeszedł z drogi miłości choćby o milimetr. Czyś nie zdradził. Czyś nie zaprzeczył. Czyś nie odrzucił. Każda Msza święta w niedzielę - źródło miłości na cały tydzień. Żebyś wytrzymał do następnej niedzieli, te sześć dni, które przed tobą. Żebyś wytrwał. Żebyś był wierny.
     Żebyś miał sens życia ustalony na miłość. Żebyś się tego trzymał. Tego ci życzę.