REKOLEKCJE NA CAŁY ROK

strona do druku


REKOLEKCJE NA CAŁY ROK

 1. nauka rekolekcyjna

     Co to jest wiara?
     Wiara w sensie religijnym to nie jest przyjęcie za prawdę tego, co ktoś do nas mówi - czy to teolog, czy to kaznodzieja, czy to Kościół święty. Wiara to nawiązanie kontaktu ze swoim Stwórcą. Z Bogiem stwarzającym każdego z nas. Im bliższy kontakt, tym większa wiara. Tym większy zachwyt, dziękczynienie, współpraca.
     Inaczej mówiąc, wiara nie przychodzi z zewnątrz. Nie jest to Mojżesz, który na Synaju oznajmia nam Boże przykazania. Wiara przychodzi z wewnątrz. Jest to przeświadczenie, że jesteśmy wtopieni w Boga, stwarzającego nas nieustannie. Że Bóg wciąż przenika nas swoją mocą. Że każde uderzenie serca, każdy oddech to jest jego dzieło. Od pierwszej chwili poczęcia aż do ostatniej chwili życia ziemskiego i aż do wieczności, która nas czeka.
     Wiara polega na świadomości, że Bóg nas stworzył i nas nieustannie stwarza. I na tej zasadzie jesteśmy w Nim zanurzeni, wczepieni, wmontowani w Niego. Złączeni z Nim, związani. Z Nim istotowo zjednoczeni. A więc wiara to nie jest akt czysto intelektualny. To jest przeżycie całościowe naszego człowieczeństwa odczuwającego intuicyjnie działalność stwarzającego nas Boga.
     Czasem zejdzie na nas ta świadomość jak lekki powiew wiatru. Czasem jak burza. Czasem to przyjdzie nagle, czasem stopniowo, ale wcześniej czy później przychodzi nie jeden raz, aby towarzyszyć nam jako ciągłość, głębiej lub płycej trwać w nas na stałe. A my podejmujemy to objawienie, to doznanie, ten zachwyt - albo nie.

* * *

     Ale jesteśmy stwarzani nie tylko w sferze fizycznej czy fizjologicznej. Również w sferze duchowej. Świat rozumu naszego, woli naszej, uczuć naszych jest również dziełem Boga.
     Dążenie do prawdy. Rozróżnianie prawdy od fałszu. Ukazywanie się nam prawdy w kolejnych, coraz głębszych pokładach.
     Pragnienie wolności, radość z posiadania wolności wyboru. Świadomość godności naszej, jaką nam daje wolna wola.
     Świat naszych uczuć. Wrażliwość nasza na zło i dobro, na piękno i brzydotę, na serdeczność i złośliwość - to też Jego dzieło.

* * *

     Kolejny krok na drodze wiary to świadomość tego, że my - ludzie - nie jesteśmy samotni. Nie jesteśmy jedynymi stworzeniami Boga. Że zwierzęta, ptaki, ryby, rośliny, krzaki, lasy, woda, powietrze, ziemia są również stworzone przez Boga i podtrzymywane w istnieniu przez akt stwórczy Boga. Cały świat jest słowem Boga, wyrazem Boga, dziełem Boga stworzonym na Jego kształt i podobieństwo.
     Cała przyroda żywa i tak zwana martwa na swój sposób myśli. Na swój sposób decyduje o swoich losach. Na swój sposób odczuwa. Tak pies jak kot, tak mrówka, jak pszczoła. Każde zwierzę ma swoje życie, ma myślenie, swoją wolę, decyzję, swoje uczucia - ma swoją duszę.
     Również każda roślina: drzewa, kwiaty, trawy, glony mają swoiste życie psychiczne.
     Podobnie przyroda nieożywiona. Woda, ziemia, powietrze, ogień, śnieg, deszcz, susza też myśli, chce, czuje. Też współpracuje albo walczy. Wszystkie stworzenia Boże są złączone z Bogiem aktem stwórczym. Żyją zgodnie z Jego prawem miłości, z Jego wolą - albo się z niej wyłamują. Bo mają wolną wolę. Jak człowiek. Jak zwierzę, jak roślina, tak samo i przyroda nieożywiona - też ma swój rozum i swoją wolność.
     Jesteśmy zanurzeni w cudownym Bożym świecie.

* * *

     Wyszedłem rano wczas na plażę w Dębkach. Na ogół zawsze plaża jest pusta o tej porze. Tym razem było inaczej. Na piasku, mniej więcej w połowie szerokości plaży, klęczał człowiek. Tyłem do mnie, twarzą do morza. Ubrany w beżowy sztruksowy garnitur. Zaskoczył mnie ten widok. Kto to może być? Popatrzyłem trochę z boku - i rozpoznałem. To Jerzy, ksiądz Popiełuszko. Najwyraźniej witał się z morzem. Pierwszy dzień w tym roku na plaży.
     Potem spotykałem go, jak wtulony w wydmę, twarzą do morza, siedział w kąpielówkach i w kapeluszu - takim kapelutku okrągłym jak to nosił wtedy. Ukryty, prawie niewidoczny.

* * *

     Kochać morze. Słuchać jego ciszy. Cieszyć się plażą. Patrzeć, jak wiatr pędzi piasek. W górach wspinać się na upragniony szczyt, by stamtąd podziwiać widoki przyprawiające o zawrót głowy. Gapić się na chmury płynące nad głową. Nadsłuchiwać szumu lasu. Jak urzeczony chłonąć zieleń traw. Kochać śpiew ptaków. Zachwycać się w nocy wygwieżdżonym niebem. I mieć świadomość przy tym coraz głębszą tego, że to wszystko stworzenia Boże.
     Odkrycie tego faktu jest urzekające. Że w tym wszystkim Bóg jest obecny. Że Bóg jest obecny bardziej niż my potrafimy to pojąć. Że Bóg daje istnienie wszystkiemu - nam samym, ale i tej przyrodzie, temu światu który jest wokół nas. Tak można trwać i trwać. Zapatrzony, zasłuchany, urzeczony pięknem, mądrością, porządkiem tego świata.

* * *

     Dla kontrastu - kościół. Dla kontrastu, bo jakoś nam się nie zgadza z dostojeństwem przyrody, jej pięknem. Jakoś nas rani, razi. Ta Msza święta odprawiana niejednokrotnie schematycznie, byle jak. Ta gadanina kazań pusta, quasiteologiczna. Ta retoryka kościelna - czy dewocyjna. Tak tylko wyczekujemy, żeby skończył, a jak nie skończy, to lepiej wyjść, żeby nie grzeszyć.
     Dla kontrastu, bo to, co napotykamy często w kościele, zdaje się nie zgadzać z tym Bogiem, którego przeżywamy w sobie, w świecie, w przyrodzie. Wśród wspaniałych gór, mgieł, gwiazd, wśród słońca, w śniegu. Ta nudna Msza święta tak nam się nie zgadza. Tak nam się nie zgadzają ze śpiewem ptaków te śpiewy kościelne - trochę starodawne, trochę banalne, trochę wciąż dewocyjne. Po prostu nie przystają nijak.
     Wobec tego zrezygnować z kościoła, zrezygnować ze Mszy świętej, zrezygnować z nabożeństw?
     A przecież tu Jezus może stać się obecny jak nigdzie indziej. W najgorszej Mszy świętej, w najbardziej banalnie odprawianej Mszy świętej, w najnudniej "odklepanej" Mszy świętej może być dla nas uobecniony Jezus - Słowo naszego Boga. Trzeba się tylko wsłuchiwać w to Słowo, które dzieje się w czasie Mszy świętej.
     Przyglądać się poczynaniom Jezusa - jak staje w obronie jawnogrzesznicy, którą faryzeusze chcieli ukamienować, jak idzie w gościnę do celnika Zacheusza, potępionego przez społeczeństwo, jak wychwala wiarę poganina setnika. Wsłuchiwać się w Jego przypowieści. O synu marnotrawnym i jego zazdrosnym bracie. O mądrych i głupich pannach czekających na nowożeńca. O sługach z pochodniami zapalonymi czekających na pana domu. O talentach rozdawanych przez gospodarza.
     Aż odkryjemy, że to my jesteśmy faryzeuszami, chcącymi kamienować jawnogrzeszników. To my jesteśmy grzesznicami, to do nas odnoszą się słowa Jezusa: "I ja ciebie nie potępiam. Idź i nie grzesz więcej". To my jesteśmy tymi, którzy gorszą się, że Jezus idzie do Zacheusza w gościnę. To my jesteśmy uszczęśliwionymi Zacheuszami, którzy przyjmują w swoim domu Jezusa. To my jesteśmy synem, który zmarnował swój majątek, i my jesteśmy tym bratem zazdrosnym o miłość ojca do lekkomyślnego brata. To my jesteśmy pannami czekającymi na nowożeńca: głupimi, bez zapasu oliwy do lamp. I mądrymi, ale nieżyczliwymi, które nie pomogą pierwszym.
     To wszystko Jezus mówi o nas. Bóg przez Niego staje się obecny w szczególny sposób, na nowy sposób. Właśnie ten Bóg, który jest w nas, który nas podtrzymuje w istnieniu, który nas stwarza na każdą sekundę naszego życia. W każdej Mszy świętej jest obecny Bóg sam przez Jezusa, który Go reprezentuje.
     I na tej zasadzie można nie ulec schematyzmowi, powtarzając wciąż te same teksty drugiej - rocznicowej - części Mszy świętej. Ta rozpoczyna się od Ofiarowania i trwa do końca. A jest powtórzeniem Ostatniej Wieczerzy i w niej uobecnia się śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Chociaż na pamięć wiemy, jakie padnie kolejne słowo, jakie zdanie nastąpi, to można nie ulec automatyzmowi, bo odbieramy je w kontekście przeczytanego fragmentu Pisma Świętego, zwłaszcza Ewangelii, który odnosi się do nas.

* * *

     Nieraz wieczorami spotykaliśmy się - najczęściej u pani Wolskiej, ale i u pana Bratkowskiego - na herbacie. W gorących dyskusjach, w rozmowach - na tematy polityczne, społeczne, gospodarcze i kulturalne. Ksiądz Popiełuszko milczał. Nie zabierał głosu. Ze swoimi oczami sarny, przysłuchiwał się. Myślałem sobie: Jak ten człowiek potrafi przyciągnąć tysiące robotników do kościoła Świętego Stanisława Kostki w Warszawie, takie masy ludzi na Msze święte za Ojczyznę. Czym? Jedyna sensowna odpowiedź, jaką znajdywałem była: Autentyzm.

* * *

     Tak potrzebujemy Mszy świętych odprawianych autentycznie. Tak potrzebujemy Mszy świętych odprawianych - że użyję tego słowa niechcianego - pobożnie! Jeżeli ksiądz się modli Mszą świętą, to porwie do modlitwy i ludzi zgromadzonych w kościele. Do odczucia Boga, który jest obecny w nas, prawdzie Ewangelii.
     Bo wiara jest kontaktem z Bogiem stwarzającym nas. Z Bogiem, który nas kocha. Z Bogiem, który nas stworzył, wciąż stwarza z miłości. Który nam towarzyszy z miłości. Który jest z nami wciąż, na każdą chwilę. Pomaga, doradza, ostrzega, upomina, prosi. To On wciąż! Mówisz: sumienie. To On! Mówisz: kolega, mówisz: ojciec, matka, mówisz: przypowieść ewangeliczna. To On wciąż! Bóg, który chce być z tobą zawsze. I chce, żebyś był podobny do Niego.