Rekolekcje Adwentowe 2005

strona do druku


REKOLEKCJE ADWENTOWE 2005


2.  NAUKA  REKOLEKCYJNA 
 

13 grudnia 2005


             Patrzyli z oczu ogromną dziwotą
             pasterze, owiec porzuciwszy straże,
             o Trzej Królowie, gdyście Panu w darze
             przynieśli mirrę, kadzidło i złoto.

     Dzisiaj stoimy przed tajemnicą Mszy świętej.
     Msza święta. Sakrament podstawowy naszego chrześcijaństwa.
     Studnia bez dna - z której można czerpać wodę całkiem z wierzchu, a można sięgnąć głębiej, aż do samego źródła.
     Pole bezbrzeżne - które można ogarnąć wzrokiem albo przewędrować je, nie zwracając na nie uwagi.
     Las ogromny - w którym zgubić się można albo podziwiać jego piękno.
     Góry wysokie, szczyty - na które wejść to radość z widoków, jakie tam się roztaczają wokoło, albo tylko mieć satysfakcję, że się tak wysoko wyszło.
     Morze przepiękne o zachodzie - w którym tonie kula słońca.
     Tajemnica Mszy świętej. Od niej zależy nasze świętowanie niedzieli, od niej zależy nasza świętość, nasze człowieczeństwo. Od zrozumienia i przeżywania tego sakramentu.
     Co to jest Msza święta? Powtórzenie Ostatniej Wieczerzy. Liturgiczne powtórzenie Ostatniej Wieczerzy. Liturgiczne powtórzenie.
     Wchodząc do kościoła, maczamy ręce - rękę w wodzie święconej, czyniąc znak krzyża świętego. Świadomi albo i nieświadomi tego do końca, że wchodzimy, że zaczynamy, że rozpoczynamy, że dotykamy wielkiej tajemnicy. Że wchodzimy w inny świat - w świat liturgii niosącej Boga.

             Patrzyli z oczu ogromną dziwotą
             pasterze, owiec porzuciwszy straże,
             o Trzej Królowie, gdyście Panu w darze
             przynieśli mirrę, kadzidło i złoto.

     Bo uczestniczenie we Mszy świętej oznacza uobecnienie Jezusa i Jego świata. Uobecnienie - wejście w świat Jezusowy. Ale to jest tylko dopiero pierwsza część tej tajemnicy.
     Druga część nazywa się utożsamienie. Utożsamienie się z postaciami Ewangelii.

     Utożsamienie. Z pasterzami - gdy Boże Narodzenie i Wigilia. Utożsamienie. Tak jak oni zostali dotknięci przez tę metafizyczną, religijną rzeczywistość, tak każdy z nas musi być tym pasterzem dotkniętym przez tę rzeczywistość religijną, metafizyczną. Rzeczywistość rzeczywistą - jak najbardziej rzeczywistą - która jest wstrząsająca!
     Przecież przed chwilą jeszcze śpiewały chóry anielskie zwiastujące narodzenie Mesjasza. Chóry niebiańskie, chóry niebieskie - zjawisko niesłychane. "Bo się wam narodził Jezus i złożony jest w żłobie".
     Przyszli do tego żłobu. Nie dowierzając temu, co słyszeli. I zobaczyli - nędzę. Mesjasz? To jest Mesjasz? Ten, który ma wyzwolić naród żydowski spod wszelkich nieszczęść. To jest Mesjasz? To Dziecię jest Mesjasz? W żłobie leżące, w stajni śmierdzącej odchodami zwierząt. To jest Mesjasz? To o Nim śpiewali aniołowie? To jest Syn Boży?
     To nie tylko oni. I my, uczestniczący w Pasterce, jesteśmy tymi pasterzami zaskoczonymi widokiem Jezusa leżącego w żłobie.
     Trzej Królowie poszli do Heroda. Bo w pałacu powinien się narodzić ten wyczekiwany - Syn królewski.
     A gdy Herod nic o tym nie wie, gdy wychodzą z podwoi jego pałacu, kierują się Gwiazdą, która znowu zaświeciła, która staje przed miejscem, gdzie mieszkał Jezus z Matką i Józefem. To jest kolejny wstrząs dla nich. Tu? Ten?
     Ale to i każdy z nas - jak ci Mędrcy - musi przeżyć! Ten wstrząs. To uświadomienie sobie tego nieprawdopodobnego zdarzenia, jakie się dzieje na naszych oczach, w naszej obecności, przed nami.

             Patrzyli z oczu ogromną dziwotą
             pasterze, owiec porzuciwszy straże,
             o Trzej Królowie, gdyście Panu w darze
             przynieśli mirrę, kadzidło i złoto.

     Msza święta to jest uobecnienie tamtych wydarzeń, tamtych ludzi, tamtych spraw, tamtych tragedii, dramatów, komedii.
     W Nazarecie - przyszedł, żeby głosić to, co Bóg Mu polecił: prawdę o miłości Boga do wszystkich ludzi, nie tylko do Żydów, ale i do pogan. I tu nie wytrzymali Jego pobratymcy, rzucili się na Niego, wywlekli Go na zewnątrz i chcieli Go zepchnąć w przepaść.
     Przecież wiedzieli, że Bóg kocha tylko Żydów, że pogan przeklina, że pogan nienawidzi. A Jezus mówi, że kocha wszystkich?
     Bóg kocha wszystkich? Jak się okazało z Jego Ewangelii, kocha i grzeszników, i celników, i pijaków. Nazwali Go przeklętym pijakiem, obżartuchem, który jada z grzesznikami.
     To dla nich jest wstrząs, to dla nich jest przeżycie, którego nie wytrzymali! Wobec którego zaprotestowali i chcieli zabić Go - Jezusa, swojego pobratymca - zrzucić ze skały.
     Msza święta to jest utożsamienie.
     Bo pod krzyżem nie było uczniów - pouciekali. Nie wytrzymali. Zdradzili. Zaparli się. Przerazili się tym, że On zginął. On, na którym budowali, na którego stawiali, za którym poszli, licząc na zwycięstwo.
     Msza święta to jest utożsamienie.
     Ale jest Józef z Arymatei, jest Nikodem. Pojawili się przyjaciele Jego dotąd niezauważani. I mają odwagę przyznać się do buntownika ukrzyżowanego, zabitego przez Żydów i Rzym. I zdejmują Jego ciało. I chowają w grobie własnym Józefa z Arymatei.
     Utożsamianie się. To jest tajemnica Mszy świętej.
     Uobecnienie i utożsamianie.
     Z pannami mądrymi i głupimi, które czekają na Oblubieńca. Z synem marnotrawnym, który wrócił do ojca.
     Jak jego brat, który dowiadywał się: "Co się tam dzieje w tym moim rodzinnym domu, że taki zgiełk i taka radość?" "Brat twój, który odszedł i zmarnował swój majątek, wrócił. I stąd ta radość. Ojciec kazał wyprawić ucztę". I obraził się. I zaprotestował!
     Msza święta to jest uobecnienie, ale i utożsamienie się z tym, co dobre, co wielkie, co piękne, co odważne - co Boże.
     Żeby wyjść z tego wstrząsu metafizycznego uświęcony, oczyszczony, odnowiony, upewniony w swojej linii postępowania.

     Na wstępie - przeproszenie za grzechy swoje. Bo nie godzi się wchodzić w tajemnice Boże z brudnymi rękami.
     A gdy przyjdziesz do ołtarza, żeby złożyć dar twój, a przypomnisz sobie, że twój brat ma coś przeciwko tobie, zostaw dar przed ołtarzem i wróć się, i pogódź się ze swoim bratem. A wtedy, wróciwszy, złóż Bogu ofiarę.
     Nie godzi się z brudnymi rękami przychodzić do tajemnicy Bożej Rzeczywistości.
     Dlatego na początku - żal za grzechy.
     Uczyniłem wam to ja, wasz Mistrz i Nauczyciel. To, co ja wam uczyniłem, czyńcie i wy swoim braciom - Jezus powiedział przed Ostatnią Wieczerzą. Przepasał się prześcieradłem, wziął miednicę i poszedł myć po kolei wszystkim swoim uczniom nogi! Którą to czynność spełniali niewolnicy wobec wchodzących na przyjęcie do ich pana. To, co ja wam uczyniłem, czyńcie i wy braciom swoim. Jezus myje swoim apostołom nogi - Judaszowi też. Licząc na to, że to nim zachwieje, wstrząśnie. Że się obudzi!
     Msza święta jest na to, żeby uobecnić. Uobecnić. Uobecnić. Uobecnić. I utożsamić.
     Każda Msza święta jest inna. Każda Msza święta jest nowa. Idąc w niedzielę na Mszę świętą czy w dzień powszedni, nie wiesz, co cię czeka. Co cię uderzy, co tobą zachwieje, co ciebie uraduje! Że tak! Ja też?
     Jak Maria i Marta, i Łazarz, o których pisze ewangelista Jan, że miłował Jezus Martę i Marię, i Łazarza. Miłował. Słowo użyte jedynie wobec nich - tych trzech osób z Betanii. Ta Marta, która troskała się o porządek w domu i pożywienie; ta Maria, która słuchała Jezusa u stóp Jego, ta Maria która była pod krzyżem, ta Maria która płakała pod grobem, ta Maria która zobaczyła Jezusa - jako pierwszy człowiek na świecie - zmartwychwstałego. Utożsamiać się z Marią!
     Żeby się uradować, żeby się ucieszyć. Idziesz do kościoła na Mszę świętą - nie wiesz, co cię rąbnie! Co cię zachwieje, co cię uraduje, co cię ucieszy, co tobą wstrząśnie.
     Każda Msza święta jest inna. Bo nawet ta sama Ewangelia, czytana raz na trzy lata, to jest nie ta sama. Bo usłyszysz ją inaczej, bo zobaczysz ją inaczej, bo zwrócisz uwagę na inny fakt, na innego człowieka, na inne zdarzenie, na inne słowo, na inne zdanie.

     Dlatego trzeba się przygotować do Mszy świętej. Przyjść wcześniej. Przyjść wcześniej.
     Z Kurii przyszło polecenie przed kilku laty, że Msza święta nie może być co godzinę. Żeby był odstęp Mszy świętej od Mszy świętej. Żeby ci, którzy byli na Mszy świętej, mogli jeszcze chwilę poklęczeć po Mszy świętej, posiedzieć po Mszy świętej, postać po Mszy świętej; wyjść wtedy, kiedy zechcą, nieprzeszkadzani przez tych, co już przychodzą. Żeby ci, którzy przychodzą na Mszę świętą, mogli przyjść wcześniej. Nie przepychając się przez wychodzących. Żeby przyjść wcześniej. Co najmniej półtorej godziny odstępy mają być między Mszami świętymi. Żeby przyjść wcześniej. Żeby usiąść w ciszy - jeszcze bez grania organów. W ciemności - jeszcze bez światła mszalnego, bez zaświeconych świec, bez zaświeconych jupiterów. Żeby się przygotować - na to, co się ma stać.
     Bo coś się musi stać! Coś się stanie na pewno, ale ja się muszę na to przygotować. Bez przygotowania nie stanie się!
     Bo mnie po prostu zagadają jeszcze głosy, z którymi wszedłem do kościoła. Bo mnie jeszcze absorbują obrazy, które miałem, wchodząc do kościoła.
     Muszę się uspokoić. Muszę się uciszyć. Muszę się przygotować na to wielkie coś, które się wydarzy za chwilę. Które wydarzy się, gdy będzie czytana Ewangelia święta. Gdy słowo Boże zostanie skierowane do mnie! Osobiście!
     To jest uobecnienie tamtego świata. To jest utożsamienie moje z postaciami tamtego świata. To jest nie spotkanie się - to jest utożsamienie się.

     A potem jest Ofiarowanie.
     Błogosławiony jesteś, Panie, Stwórco Wszechświata, bo dzięki Twej hojności otrzymaliśmy chleb - owoc ziemi oraz pracy rąk ludzkich, który Tobie ofiarujemy, aby stał się dla nas Chlebem Życia.
     Ofiarowanie. O tekście prastarym. Sięgającym najpierwszych rolników. Prastary tekst. Ofiarujemy Tobie chleb - owoc ziemi oraz pracy rąk ludzkich. Ofiarujemy Ci wino - owoc ziemi oraz pracy rąk ludzkich, aby stał się dla nas Napojem Duchowym.
     To będzie Jezus. Ten chleb to będzie Jezus. To wino to będzie Jezus. To będzie Jezus! Który się staje przez Mszę świętą. Nie ciało Jezusa dosłownie w tym sensie wzięte i rozumiane. Tylko Jezus. Osoba! Nie ciało - Osoba. Nie krew, ale męka.
     Na to, żebyś ty, który chcesz zawsze być po stronie Józefa z Arymatei; po stronie dobrego Samarytanina ratującego swojego nieprzyjaciela poranionego Żyda, rzuconego w rowie; który jesteś po stronie Marii i Marty, i Łazarza; który jesteś po stronie ojca przyjmującego marnotrawnego syna; który jesteś po stronie całego dobra, które się dzieje w Ewangelii świętej - żebyś tak chciał żyć za wszelką cenę! Nawet za cenę śmierci! Tak jak Jezus! Bo przecież za to umarł! Że to głosił, w co ty teraz wierzysz! Bo za to umarł, że tak żył, jak ty chcesz żyć!
     Nawet za cenę śmierci chcesz zostać przy twoim profilu życiowym, którego cię uczy Jezus.
     To jest Msza święta. To jest przeżycie, które mamy raz na tydzień, które nam musi wystarczyć na cały tydzień, który przed nami - do następnej niedzieli, do następnej Mszy świętej - musi nam wystarczyć.
     Do następnego święta Bożego Narodzenia. Do następnego święta Wielkanocnego. Do następnego święta Zesłania Ducha Świętego. Musi nam wystarczyć.
     Ale już czujemy, że nam brakuje. Że chcemy go już mieć jak najszybciej, że święta Bożego Narodzenia już są dla nas takie brakujące, że trudno bez nich żyć, że czekamy na nie. Że na tośmy przyszli do kościoła, żeby się na nie przygotować. Bo Święta Bożego Narodzenia - tego chcemy - żeby były szokiem! Żeby nas zbudziły, żeby nas zmobilizowały, żeby nas uruchomiły.
     Żebyśmy byli Jezusowi.

             Patrzyli z oczu ogromną dziwotą
             pasterze, owiec porzuciwszy straże,
             o Trzej Królowie, gdyście Panu w darze
             przynieśli mirrę, kadzidło i złoto.