REFLEKSJE NIEDZIELNE

strona do druku



19 sierpnia 2007
20. NIEDZIELA ZWYKŁA

"Czas pracy"

      Powoli kończą się urlopy, wczasy, wakacje. Chociaż to nie już jutro, ale myśli nasze wybiegają w przyszłość. I trzeba, żeby tak wybiegały - w naszą zwyczajność, w czas pracy.
     Nasuwa ci się pytanie:
     Co powinienem zmienić w swojej pracy, co udoskonalić, co poprawić? Pozwól, że odpowiem - wszystko, co mieści się w słowie: profesjonalizm. I już wyjaśniam.
     To, co najbardziej nam doskwiera w naszej codziennej działalności, to brak fachowości u ludzi tak zwanych kompetentnych, do których się zwracamy z zapytaniem, z prośbą o pomoc, poradę, załatwienie, decyzję. I stąd moja propozycja: Niech każdy z nas stanie się w ciągu tego roku, który jest przed nami, doskonałym profesjonalistą. Niezależnie czyś student, czy urzędnik, czyś inżynier, czy rzemieślnik, czyś lekarz, czy kierowca, czyś nauczycielka, czy pielęgniarka, czyś człowiekiem pracującym w handlu, w przemyśle, w budownictwie czy w transporcie. W tym celu trzeba - studiować, kształcić się.
     Czytaj literaturę fachową. Bierz udział w konferencjach, wykładach, w kursach, dokształcających. Miej grono przyjaciół. Spotykaj się z nimi. Rozmawiaj na tematy związane z twoją specjalnością. By być prawdziwym fachowcem w swoim zawodzie.
     Równocześnie nie daj się zniszczyć pracą. Nie stań się robolem. Umiej odpoczywać. Dbaj o sen, o pożywienie - żeby być w formie.

* * *

     Jak wytrzymać to tempo? Jak sprostać tym zadaniom tu naszkicowanym w paru słowach? Jak odpowiedzieć na te wymagania?
     Umiej świętować. Do tego należy między innymi sport, wycieczki, literatura, sztuka, religia. Zwłaszcza niedzielna Msza święta.
     Powiesz mi: "To już wiem".
     Tylko pozwól, że postawię pewną prośbę: Żebyś na każdej Mszy świętej niedzielnej zwrócił uwagę przynajmniej na jedno zdanie. Zrozumiał je i przejął się nim. To będzie to Słowo Boże w twojej Mszy świętej. Dla przykładu:
     Gdy na początku Mszy świętej usłyszysz: "Przeprośmy Pana Boga za nasze grzechy" - to przeproś Pana Boga za swoje grzechy! A nie powtarzaj bezmyślnie tekstów wyuczonych na pamięć.
     Albo: Gdy recytujesz z wszystkimi w kościele: "Chwała na wysokości Bogu" - to mów całym sercem! Całym sobą: "Chwała na wysokości Bogu"!
     Albo: Gdy Jezus sakramentalny wzywa: "W górę serca", to obudź się i postaraj wzniecić radość w sercu.
     Albo: Gdy przy ołtarzu padają słowa: "To jest bowiem Ciało moje" - to ty bądź całą sobą w tym tekście, w zrozumieniu, w pragnieniu, w tej tajemnicy, która się dzieje na ołtarzu.
     W ciągu całej Mszy świętej jedno zdanie. Przejmij się nim, zrozum je i ogarnij sercem.

* * *

     I na koniec: Na Monte Cassino, gdy szli żołnierze polscy do szturmu, to widzieli napisy rozwieszone: "Nie daj się zabić!". Nie daj się też ty zabić. Bądź rozsądny. Musimy się spotkać wszyscy za rok, tak jak dzisiaj jesteśmy zgromadzeni. Powtarzam: Nie daj się zabić. Ani sobie samemu - nikotyną, narkotykami, ani chorobą, ani ludziom - głupim, psychicznie zachwianym, złym. Spotykamy się za rok w tym samym składzie. I jak będziesz chciał, to mi powiesz, coś zrobił dla kraju przez ten rok.
     Bo tak ojczyzna powstaje do pełni sił i pełni wyrazu - przez każdego z nas! który ze swojej inicjatywy, swoimi siłami realizuje swój program życiowy! Tak państwo nasze buduje się - tobą!
     Za rok mi powiesz.
__________________________________________________________________ 

  Bardzo dziękuję za wszystkie wyrazy życzliwości, które otrzymałem i otrzymuję nadal osobiście. 
     Niezależnie ode mnie została utworzona strona internetowa pod adresem
mm-veto.pl - o czym mnie poinformowano - dziękuję więc również bardzo za wszystkie zamieszczone tam wypowiedzi.
____________________________________________________________________

    OŚWIADCZENIE

   Nie byłem współpracownikiem SB ani UB.
   Nie podpisywałem żadnej deklaracji współpracy ze Służbami Bezpieczeństwa, ani żadnej "lojalki".
   Nie pisałem żadnych donosów ani informacji o kimkolwiek.
   Nie otrzymywałem żadnych wynagrodzeń ani pieniędzy, ani jakichkolwiek gratyfikacji.
   Moje rozmowy miały charakter duszpasterski.
   O nich wiedział ks. Biskup Karol Wojtyła, potem Arcybiskup, potem Kardynał Wojtyła, potem Jan Paweł II.
   Ze zdumieniem dowiedziałem się z prasy, jakobym był utożsamiany z niejakim TW "Delta".

* * * 

   W czasie mojej pracy duszpasterskiej trwała dokuczliwa inwigilacja mojej osoby. Tak było w Rabce, gdzie pracowałem w latach od 1949 do 1960, jak w Krakowie czy Lublinie. W skład inwigilacji wchodziło
- podsłuchiwanie rozmów telefonicznych,
- odczytywanie moich prywatnych listów,
- podsłuchiwanie moich kazań,
- próby werbowania mnie do "księży patriotów",
- zakazy organizowania wycieczek z uczniami i uczennicami.
   Prawie wszystkie moje artykuły czy książki były naruszone ingerencją cenzora państwowego. Skreślał albo poszczególne słowa, albo akapity, albo całe rozdziały. Albo nie dawał zezwolenia na druk całego artykułu czy książki. Moje sprzeciwy nie odnosiły skutku.
   W Krakowie - dokąd zostałem przeniesiony z Rabki - po roku pracy, w 1961 roku, pomimo mojego oporu, zostałem skierowany przez ks. abpa Eugeniusza Baziaka na doktoranckie studia zagraniczne. Złożyłem podanie o paszport. Otrzymałem odmowę. Złożyłem odwołanie i wtedy usłyszałem zdanie, żebym nie składał odwołania, bo: "Jak długo ksiądz żyje, tak długo nie wyjedzie za granicę, bo ksiądz nie usłuchał naszych zakazów, aby nie organizować wycieczek z młodzieżą".
   Ks. bp K. Wojtyła doradził mi studia na KUL-u. Polecił mi również zwrócić się w sprawie ewentualnego paszportu do Jerzego Zawieyskiego, członka katolickiej grupy poselskiej "Znak", zastępcy Przewodniczącego Rady Państwa. I tak też zrobiłem. Studiowałem filozofię na wydziale filozofii teoretycznej u o. prof. Mieczysława Krąpca i pisałem pod jego kierunkiem pracę doktorską "Transcendencja u Gabriela Marcela". W czasie pobytu w Lublinie parokrotnie nachodzili mnie agenci SB, namawiając do współpracy, ale kategorycznie odmówiłem.
   Po dwóch latach poinformował mnie Jerzy Zawieyski, że otrzymałem paszport. Ale to mnie już nie interesowało. Byłem w połowie pisania pracy doktorskiej.
   Niespodziewanie jednak ks. bp K. Wojtyła zmienił plany odnośnie mojej osoby. Polecił przerwać kończenie pracy doktorskiej, wyjechać do Rzymu, zrobić kurs doktorancki na wydziale teologicznym i napisać pracę doktorską na uniwersytecie Angelicum. Ponieważ - jak tłumaczył - Krakowski Fakultet Teologiczny potrzebuje sakramentologa dogmatycznego. Co też wykonałem, choć z oporami. Poinformował mnie, że mam stypendium na cztery lata i miejsce zamieszkania w Collegio Polacco. W Rzymie zaczepiali mnie parokrotnie agenci SB, namawiając do współpracy. Odmówiłem. W tamtym czasie zmarł mój brat Józef w Krakowie. Nie odważyłem się jechać na jego pogrzeb z obawy, że zostanę zatrzymany w kraju i nie ukończę studiów.
   Po wyborze kard. Karola Wojtyły na papieża żyłem w euforii. Z własnej inicjatywy uczestniczyłem w wielu pielgrzymkach papieskich. Uważałem, że powinienem tak postąpić, będąc związany z nim przyjaźnią od roku 1940. Byłem zachwycony tym, co się działo na pielgrzymkach. Dzieliłem się moimi przeżyciami, moim podziwem dla osobowości papieża Jana Pawła II i dobrem, które światu dawał, i na tej zasadzie był również najlepszym ambasadorem polskości wszechczasów. Mój zachwyt przekazywałem ludziom w czasie kazań, odczytów, prelekcji jak również w rozlicznych artykułach czy książkach poświęconych tej tematyce.
   Przekazywałem swój zachwyt również urzędnikom wydziału paszportowego. Byłem zdania, że trzeba z nimi rozmawiać, że choć zaślepieni, to powinni być traktowani jak ludzie, z szacunkiem a nie ze strachem czy z pogardą. Uważałem, że jako ksiądz jestem do tego zobowiązany. Jezus też rozmawiał z grzesznikami i celnikami i jadał z nimi, mimo że Mu to miano za złe.
   Ale w tych rozmowach nie wykraczałem poza wiadomości przekazywane publicznie przeze mnie. Poruszałem się wyłącznie w tych treściach, o których mówiłem, o których pisałem w artykułach i książkach.