Biblioteka
I NIE OPUSZCZĘ CIĘ
strona 26


8.
JEDNOŚĆ FIZYCZNA I JEDNOŚĆ DUCHOWA

Twoja dłoń, dziwnie, już lodowata,
światło najczystsze niebieskiego stropu
mnie przepaliło. Jesteśmy oboje
jak dwie w ciemności leżące równiny,
dwa czarne brzegi zmarzłego potoku
w przepaści świata.
                                  Cz. Miłosz: Posąg małżonków

 

   Najpierw był krótki telefon:
   - Muszę się z księdzem zobaczyć. W ważnej sprawie. Można dzisiaj?
   - Oczywiście. Najlepiej po Mszy świętej, w rozmównicy.
   Zaniepokoił mnie ten telefon. Zwłaszcza ta nerwowość. Przyszła odmieniona. Prawie jej nie poznałem. Paczka papierosów na stole, dym w pomieszczeniu. Dotąd tego nie bywało.
   - Co się dzieje?
   Wybuchła szlochem:
   - Ja już tego nie mogę znieść, jak on mnie traktuje. Wciąż mnie okłamuje. Nie przyznaje się, gdzie był, co robił. Opowiada mi jakieś dyrdymały. A ja wiem, że był u niej. Gdy mu to wypominam, to się wypiera. Nie pomagają moje płacze, moje wymówki. Nic sobie z tego nie robi.
   - Nie wraca na noc? - pytam zaniepokojony.
   - Wraca. Jeszcze tego by brakowało. Ale wciąż u niej przesiaduje. To są kawy, wpadanie na rozmowy w sprawach "fachowych" jak to mówi.
   - Rozmawiałaś z jej mężem?
   - Rozmawiałam, ale on jak idiota. Jej i jego broni. Tłumaczy ją, że potrzebuje pomocy, że szuka porady. A mój mąż, oczywiście, na wszystkim zna się i tylko on potrafi wszystkiemu zaradzić.
   - A co twój mąż o niej mówi? Czy mówi?
   - Teraz już nie mówi, bo oświadczyłam, że nie chcę o niej słuchać.
   - Błąd. A przedtem?
   - Bo go zapytałam: O czym ty z nią masz tyle do gadania? To on odpowiedział, że ma z nią więź duchową. "A ze mną nie masz?" spytałam go, to się wykręcił i powiedział: "Ja zawsze mówiłem i powtarzam: jesteś świetną gospodynią, świetnie gotujesz, znakomicie utrzymujesz dom w porządku". I przysięgał, że to szczerze mówi.
   - A co ty na to?
   - A mnie to bokiem wychodzi. Ja nie chcę usłyszeć tego, że jestem dobrą gospodynią, tylko że jestem dobrą żoną.
   - A dało ci to coś do myślenia?
   - Najwyżej tyle, że jej nienawidzę.
   - A co więcej? Może byś ty postarała się, aby swoją więź duchową z mężem pogłębić. Ja z nim chętnie porozmawiam, ale najpierw stwierdzam, że z tobą jest źle.
   - Że płaczę?
   - Dokładnie tak, że płaczesz, że mu robisz awantury przy ludziach i w cztery oczy.
   - A co, mam się uśmiechać? Mam kłamać tak jak on?
   - Kłamać w żadnym wypadku. Chcę ci powiedzieć, że zatraciłaś instynkt kobiecy.
   - O jakim instynkcie ksiądz mówi?
   - Instynkt kobiecy to chęć przypodobania się. To chęć oczarowania. A to, co ty robisz, jest samobójstwem. Bo biegasz za nim i chcesz go przykuć do siebie za wszelką cenę. A powinnaś się starać, żeby on biegał za tobą.
   - On już nie będzie biegał za mną.
   - A właśnie. Ty utraciłaś ambicję kobiecą, wstyd kobiecy i z jego strony zasługujesz w najlepszym wypadku na współczucie, w najgorszym na pogardę.
   - No to co ksiądz proponuje? - zapytała, patrząc wyczekująco na mnie.
   - Odpowiedz mi na inne pytanie: Czy ty jeszcze kochasz swojego męża?
   - No pewnie, gdybym go nie kochała, to bym tu nie przychodziła.
   - Gdybyś go naprawdę kochała, to byś wiedziała, że nie wolno robić scen zazdrości.
   - Tak się zachowuję, bo mi zależy na nim. Jakbym nie kochała, to by mnie nie obchodziło, co on robi, do kogo chodzi, z kim rozmawia.
   - Ty musisz rozumnie kochać. I wiedzieć, co służy temu, żeby on ciebie też kochał. Bo nie sztuka kochać i robić głupstwa. Jeżeli kochasz rozumnie, to powinnaś na głowie się postawić, żeby on ciebie lubił. A jak ma ciebie lubić wciąż płaczącą, zaślimaczoną, brzydką, zaniedbaną, z rozczochranymi włosami, byle jak ubraną. Ty popatrz się jak tamta wygląda. Nie znam jej, ale jestem pewien, że się nie mylę. Ona jest uśmiechnięta, elegancka, na luzie, wspaniała.
   - Tak, ona to potrafi. Ona potrafi grać taką.
   - A ty nie potrafisz? Potrafisz. To po pierwsze. Ale nie to jest najważniejsze.
   - Ale co jeszcze?
   - Najważniejsze jest, abyś odbudowała więź duchową z mężem. To jest zupełnie istotna sprawa. Przecież czujesz, zwłaszcza podświadomie, że brak tej więzi stanowi wielkie zagrożenie dla ciebie. I słusznie. Bo to jest jakaś forma zdrady.
   - A co mam zrobić? 
   - Rozmawiaj z nim. Miej czas na to.
   - Jakie tematy mam poruszać?
   - Nie wiem konkretnie jakie. Ale to ci będzie łatwo uzyskać. Pytaj. Pytaj go o sprawy, jakie prowadzi, co go interesuje, jakie ma plany, zamiary, niepowodzenia, sukcesy. On lubi mówić.
   - Ale właśnie, on mnie potrafi zanudzać swoim gadaniem.
   - I to jest twój błąd. Ma mieć w tobie wiernego słuchacza. I tyle. Ale póki co, zadbaj, aby stół wielkanocny był pociągający. Na ile znam twojego męża, on przepada za tym.

 

strona: ...[24]  [25]  [26]  [27]  [28]  ...