Biblioteka
WYCHOWAĆ DZIECKO, WYCHOWAĆ SIEBIE
strona 59



PRZYBRANE DZIECKO


   Aż któregoś dnia zobaczyłem na plaży Maciejka z Zuzą. "Kurczątko" – pomyślałem. Choć chłopiec miał chyba już 5 lat. Ale taki wychudzony, wynędzniały, że tylko to określenie pasowało do niego. Potem patrzyłem, jak idzie za rękę z Zuzą - swoją przybraną matką - do wody. Dziecko po heinemedinie. Powłóczyło bardzo prawą nóżką i prawa ręka zwisała bezwładnie.
   Wieczorem, gdy już zasnął, siedzieliśmy przy herbacie, a Zuza opowiadała:
   - Największe trudności miałam ze strony rodziny.
   - Dlaczego?
   - Hasło ogólnie znane: "Co ludzie powiedzą?"
   - A co niby mają mówić?
   - "Panna z dzieckiem". Tym hasłem "panna z dzieckiem" straszyli mnie w domu bez końca.
   - A tyś się nie dała zastraszyć. I wzięłaś.
   - Potem były nowe lamenty. "Dlaczego takiego ułomnego? Nie znalazłaś lepszego dziecka?".
   - A co ty na to?
   - Nawet było. Ale Maciejka nikt nie chciał brać. A on do mnie się przylepił jak porzucony psiak. Nie miałam serca prosić o inne dziecko.
   - I co w końcu rodzice?
   - Pokochali.
   I od tego czasu rok w rok spotykałem Zuzę z Maciejkiem na plaży. Wciąż większym, wciąż bardziej otwartym, coraz weselszym, coraz sprawniej się poruszającym, coraz lepiej mówiącym - bo i z tym były kłopoty.
   - Jak to robisz, że takie postępy?
   - Pracuję z nim jak profesjonalny rehabilitant. Nauczyłam się tego.
   - A jak radzi sobie Maciej w szkole?
   - Z trudem.
   - Co wtedy?
   - Przerabiamy razem codziennie każdą lekcję. Przygotowujemy się do każdego przedmiotu bardzo pracowicie.
   - A on to lubi?
   - Sam nie dałby rady. Wobec tego by nie polubił. Ale razem, zwłaszcza gdy uda mi się zrobić z nauki zabawę, to lubi.
   Wyrósł, wystrzelił na wysokiego, wcale przystojnego chłopca.
   - To już matura?
   - Już matura.
   - Co dalej?
   - Wyższe studia.
   I zaczął. Aż któregoś roku zniknął. Zuza przyjechała sama.
   - Co z Maciejem?
   - Usamodzielnił się.
   - Usamodzielnił?
   - Ano tak - Zuza otarła łzę ukradkiem. - Ale przecież czegoś innego nie chciałam. O nic innego nie walczyłam, tylko żeby był wolnym, myślącym człowiekiem. Wybrał inną drogę niż o tym marzyłam. Ale to jego rzecz.

* * *

   Piszę o Macieju i o Zuzi. Ileż takich Zuź jest w Polsce i na świecie. Iluż takich uratowanych Maciejów żyje teraz jako wolni i rozumni ludzie. Zawdzięczają to gigantycznemu poświęceniu przybranych rodziców. Ci rodzice to nasi niekoronowani święci. Bo nikt nie wyniesie ich na ołtarze, ale na pewno u Pana Boga są bardzo wysoko notowani.
   Że czasem się nie uda? Że jest całkowita klapa? Że zwyciężą złe geny, odziedziczone po jakichś tam przodkach?
   Bywa i tak, ale to na zasadzie wyjątku. Ale do reguły należy uratowany człowiek, który wcześniej czy później jest coraz bardziej wdzięczny przybranym rodzicom - rodzicom, którzy go przybrali.

 

strona: ...[57]  [58]  [59]  [60]  [61]  ...