Biblioteka
HISTORIA KOŚCIOŁA
strona 3

 

HISTORIA NARODU WYBRANEGO

 
     Patrzę przez okno. Pustynia, step, porosły z rzadka kępkami jakiejś trawy, stado owiec. Autobus zatrzymuje się na chwilę. Wysiadamy. Samotny pasterz i kilkaset owiec. Pomagają mu psy. Głowa okręcona białą chustą, która zasłania usta, nos. Usiłujemy jakoś nawiązać kontakt. Pasterz wskazuje nam w dali czarne plamy namiotów. Tak, to pozostało bez zmian, od tysięcy lat. Płachty namiotów z grubego sukna wielbłądziego. Wciąż wieje silny, wysuszający wiatr. W ciągu tych paru dni pierzchną mi wargi. To dlatego te chusty na głowach i twarzach ludzi pustyni. Podnoszę z ziemi wyschłą kępę trawy. Prawie drzewko ze zdrewniałymi gałązkami. Nie jest to najmilsza pasza dla tych owiec.
     „Terach był ojcem Abrama (...) Terach, wziąwszy ze sobą swego syna Abrama (...) i Saraj swą synową, żonę Abrama, wyruszył z nimi z Ur chaldejskiego, aby się udać do kraju Kanaan. Gdy jednak przyszli do Charanu, osiedlili się tam. Terach (...) zmarł w Charanie” (Rdz 11, 27-32).
     Patrzę znowu na step sięgający do gór Antylibanu. To właśnie tereny, o których mówi Pismo Święte. Ur jest położone na samym dole – nad dolnym Eufratem, choć dziś ujście Eufratu, na skutek zamulenia, przesunęło się o mniej więcej 200 kilometrów w głąb morza. Ur – jedno z miast sumerskich, należące potem do Akkadu i Babilonii. Charon (teraz już za granicą turecką) – 100 kilometrów na północ od Rakka.
     Abram – ojciec wysoki. Ab – ojciec, ram – pień, być wysokim. Imię zresztą szeroko używane na terenie Mezopotamii przez ludy semickie.
     To był właśnie wiek XX przed Chrystusem, czas wędrówek ludów semickich, które wtargnęły do Mezopotamii. Częściowo tutaj się osiedliły, a częściowo odpłynęły w kierunku Syrii i Palestyny, dochodząc aż do Egiptu. I w kontekście tych wędrówek ludów trzeba, po pierwsze, zobaczyć decyzję Abrahama. Po wtóre, trzeba przyjąć jej interpretację teologiczną.
     „Jahwe rzekł do Abrama: Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród (...) Abram udał się w drogę, jak mu Jahwe rozkazał (...) Abram miał siedemdziesiąt pięć lat, gdy wyszedł z Charanu. (...) I wyruszyli, aby udać się do Kanaanu (...) A w kraju tym mieszkali wówczas Kananejczycy. Jahwe, ukazawszy się Abramowi, rzekł: Twojemu potomstwu oddaję tę właśnie ziemię” (12, 1-7).
     Od Charanu rozpoczyna się wędrówka rodu Abrama, która prowadzi wzdłuż Eufratu ku rzece Orontes, potem wzdłuż tej rzeki ku Kanaan. (Kanaan to Palestyna).
     „A gdy Abram miał dziewięćdziesiąt dziewięć lat, ukazał mu się Jahwe i rzekł do niego: Jam jest Bóg Wszechmogący. Służ Mi i bądź nieskazitelny, chcę bowiem zawrzeć moje przymierze pomiędzy Mną a tobą i dać ci niezmiernie liczne potomstwo. Abram padł na oblicze, a Bóg tak do niego mówił: Oto moje przymierze z tobą: staniesz się ojcem mnóstwa narodów. Nie będziesz więc odtąd nazywał się Abram, lecz imię twoje będzie Abraham, bo uczynię ciebie ojcem mnóstwa narodów” (17,1-5). Abraham składa ofiarę na ziemi kananejskiej, ale potem wędruje dalej do Egiptu, aby z kolei wrócić do ziemi kananejskiej. Obok Hebronu, na południe od Jerozolimy, kupuje pieczarę na grób dla siebie i swojej żony.
     W autobusie poruszenie. Karawana wielbłądów. Zatrzymujemy się. Obładowane tobołami zwierzęta, paru jeźdźców, twarze szczelnie otulone chustami: tylko szpary oczu. Życzliwie pozwalają się fotografować, zwierzęta dają się głaskać. Jedziemy dalej.
     To jakoś tak wyglądał Abraham i jego ród, zanim osiedlili się w ziemi Kanaan. Potem był pobyt w Egipcie (w ziemi Gessen), trwający ponad trzysta lat chyba. Mimo tak długiego czasu potomkowie Abrahama nie potrafili wróść w ten nowy kraj. Stanowili obce ciało. Wreszcie uznano ich za zagrożenie dla całości organizmu państwowego. Zaczął się okres ucisku. Potem wyjście z Egiptu pod wodzą Mojżesza w XV wieku (chyba). Symboliczne czterdzieści lat wędrówki po pustyni. Zajęcie ziemi Kanaan, przejście na osiadły tryb życia. Kształtowanie się struktury państwowej: okres Patriarchów, Sędziów. Wreszcie Saul – pierwszy król – rok 1040. Potem największy: Dawid, i wreszcie Salomon. Świetny polityk i gospodarz, budowniczy. Buduje świątynię. Jej centrum stanowi ołtarz całopalenia, który z całą pewnością został postawiony tam, gdzie Dawid składał Bogu ofiary: na skale 17 x 13 m. Nad nią wznosi się dziś „meczet Omara”, który nie jest ani meczetem, ani tym bardziej Omara. Jego właściwa nazwa to „Kopuła Skały”. I to chyba najtrafniejsze. Mam przed oczami tę kształtną złoconą kopułę i piękne mozaiki pokrywające ściany okrągłego budynku. Stoi samotny na ogromnej płaszczyźnie tego, co było świątynią, a co zostało zrównane z ziemią przez Rzymian najpierw w roku 70, a w sposób ostateczny w roku 135 po Chrystusie. Ale wracając do Salomona – o nim pisze Księga Królewska, że pobudował Palmirę, do której jedziemy.
     Znowu za oknem płaszczyzna stepu. Nawet nie zamykając oczu można widzieć, jak tędy maszerowali Asyryjczycy, Babilończycy, Persowie, Grecy i Rzymianie. Jak potomkowie Abrahama szli tędy do niewoli asyryjskiej i babilońskiej.
     W roku 927 z powodu nieustępliwości Roboama – syna Salomona – następuje rozdział królestwa Salomonowego. To chyba jedno z najważniejszych wydarzeń w dziejach narodu żydowskiego. Podział na królestwo pokolenia Judy i na królestwo północy: pozostałych dziesięciu pokoleń, nazwane Izraelem (właśnie od Jakuba, którego imieniem teologicznym było: Izrael). Dwunaste z pokoleń, Lewi, nie otrzymało jakiejś konkretnej połaci kraju w posiadanie. Żyło rozrzucone pomiędzy wszystkimi jedenastoma. W 735 roku dochodzi do wojny bratobójczej: Izrael wszedł w koalicję państw aramejskich, które z Damaszkiem na czele chciały wyzwolić się z jarzma asyryjskiego. Królestwo Judy odrzuciło propozycję uczestniczenia w tym spisku. Zostało zaatakowane przez koalicję. Pobity król Achaz zamknął się w Jerozolimie. Wzywa na pomoc Asyryjczyków. Tiglapilesar III wchodzi do Syrii, zdobywa Damaszek. Rozbija ligę. W roku 732 Asyryjczycy wkraczają do królestwa północnego, zagarniają Galileę i Zajordanię, deportują tamtejszą ludność. Ale król resztki Izraela, Ozeasz, myśli o zemście. Podtrzymuje potajemne kontakty z wrogiem Asyryjczyków: Egiptem. Doprowadza do powstania. W 772 r. Asyryjczycy zdobywają i burzą Samarię, stolicę północnego państwa. Palono wsie, ludzi masowo mordowano, wbijając na pal. Zamożnych deportowano, uprowadzano na wschód nad Tygrys (granica z Iranem) do Halach – w pobliże Charanu, skąd wyszedł Abraham. Roczniki Sargona: „Na początku moich rządów zdobyłem Samarię (...). Uprowadziłem 27 290 ludzi. Ludność wiejską pozostawiłem na miejscu”. Ci uprowadzeni, czyli Izraelczycy, nigdy nie wrócą. Roztopią się w morzu ludów małoazjatyckich. Na ich miejsce przyjeżdżają osadnicy z głębi Asyrii, plemiona arabskie i babilońskie. Zgodnie ze zwyczajem przyjmują religię kraju, w którym zamieszkali, a więc wiarę w jedynego Boga Jahwe, która wraz z ich religią tworzy jakiś dziwny synkretystyczny konglomerat. To będą Samarytańczycy, nienawidzeni przez Żydów. (Żyd – ściśle mówiąc: Judejczyk. Żyd od słowa Juda, czytanego jako Dżuda). Tak zniknęło z powierzchni ziemi dziesięć pokoleń Abrahamowych. A pokolenie Judy? Tutaj dynastia Dawida trwa nieprzerwanie i stanowi jedyną szansę ocalenia religii objawionej. (Pozostała resztka Izraela zaczyna nazywać królestwo judzkie królestwem izraelskim). Wszyscy zgodnie marzą o tym, by pozbyć się uciążliwego przyjaciela, jakim była dla Jerozolimy Asyria, dążąca do wynarodowienia Żydów i narzucenia im swojego kultu religijnego. Król Ezechiasz nawiązuje potajemne kontakty z Egiptem. Tworzy ligę antyasyryjską z innymi państewkami Palestyny. Sennacheryb, władca Niniwy, podejmuje wyzwanie. Pokonuje Egipt, z kolei przystępuje do zniszczenia jego sojuszników. Pisze: „Co dotyczy Ezechiasza z Judy (...) zabrałem 200 150 osób. Jego miasta, miasta, które złupiłem, oderwałem od jego terytorium. Dałem je królowi Asdad...”
     Nienawiść do Asyrii była irracjonalna. Gdy załamała się jej potęga, a Egipt zdecydował się ratować Asyrię przed skonaniem, dla zachowania równowagi sił, król jerozolimski Jozjasz zagrodził faraonowi Nechao drogę, ale poniósł straszną klęskę pod Megiddo w 609 r. Faraon został jednak pokonany przez nową potęgę – Babilon – pod Karkemisz (605) i w ten sposób Palestyna stała się częścią składową Imperium Babilońskiego. I znowu Jerozolima zwróciła swe oczy w stronę Egiptu. Wtedy król babiloński Nabuchodonozor najechał kraj, mszcząc się za te knowania. Po raz pierwszy za króla Joakima w 597, deportując 7000 możnych i 1000 rzemieślników. Po raz drugi za ostatniego króla, Sedecjasza. Babilończycy zdobywają Jerozolimę, mordując jej mieszkańców. Palą świątynię, niszczą gruntownie miasto. To jest rok 587. Wtedy to ginie Arka Przymierza. Mówią, że Jeremiasz ukrył ją w górach. Sedecjasz zostaje oślepiony. Babilończycy po raz trzeci najeżdżają Judeę w 582; jako karę za bunt uprowadzają resztki jej mieszkańców. I tak zostaje wyludniona w sposób ostateczny Judea. W kraju pozostają nieliczni wieśniacy. Możni, którzy nie polegli albo nie zostali wymordowani, są deportowani do państwa Babilon. Zatrudniano ich przeważnie w samym mieście Babilonie.
          „Nad rzekami Babilonu tameśmy siedzieli
          i płakali wspominając Syjon...
          Jeślibym cię zapomniał, Jeruzalem,
          niech obezwładnieje prawica moja,
          niech przyschnie język mój do podniebienia mego,
          jeślibym na cię nie pomniał” (Ps 137).
     Po około 70 latach, w 538, Cyrus opanowuje Babilon, niszczy Imperium Babilońskie, ogłasza wolność Judejczykom. Wtedy około 30 tysięcy Judejczyków wraca do Judei i Jerozolimy. Ci ludzie, świadomi religijnie i narodowościowo, mówiący po aramejsku, ale pamiętający jeszcze hebrajski, są zaczynem, z którego odradza się naród. Ich siłą ideologiczną są księgi, skrupulatnie kolekcjonowane i redagowane. Drugi element ich siły to nabożeństwa sobotnie. Synagoga. Oni tam nad Eufratem, garstka Żydów, wprowadzili zwyczaj zbierania się co tydzień – instytucję synagogi; treścią tych spotkań była modlitwa i medytacja przeszłości, wybraństwa narodu. Ten zwyczaj kontynuują po powrocie do Judei. Przystępują też wtedy do odbudowy świątyni w Jerozolimie. Rzecz znamienna: Samarytanie chcą w tym pomóc Judejczykom, z terenu Samarii zgłaszają się ochotnicy. Judejczycy w imię czystości religii i rasy rezygnują z tej pomocy, odcinają się od nich. Odtąd Samarytanie egzystują oddzielnie, nienawidzący Judejczyków i znienawidzeni przez nich. Świątynię odbudowano w 515 roku. To był czas panowania Persów. Potem Judejczycy żyją pod władzą Ptolomeuszów egipskich. Z kolei Seleucydów greckich – spadkobierców imperium Aleksandra Wielkiego ze stolicą w Antiochii.
     Gdyby patrzeć „z zewnątrz” na historię tego narodu pełną niedojrzałości politycznej, a nawet wręcz głupoty królów, którzy nie umiejąc dostrzec swoich wymiarów, podstawiali przysłowiową żabią łapę do podkucia, historię pełną okrucieństw, skrytobójczych mordów, niesprawiedliwości, samowoli, zdrad, podstępów – mniej lub więcej podobną do historii innych współczesnych narodów – to niewiele można by zrozumieć. Bo w rzeczywistości głównym nurtem tego narodu jest wiara w jedynego Boga. Boga duchowego. I wierność lub niewierność tego narodu wobec Jahwe, który zawarł z nim przymierze, jest istotnym sensem tej historii. Oczywiście nurt ten czasem był ledwo dostrzegalny na tle ambicji politycznych czy walk dynastycznych poszczególnych władców, ale był wciąż obecny.

     Za oknami autobusu zapadł zmrok. Przy mikrofonie ks. prof. Smereka (Kraków) opowiada o rytuale obrzezania – wskazuje na jego religijny charakter oraz na fakt, że Żydzi przejęli tę praktykę z innych religii. Ten obrzęd zawsze był przez Żydów przestrzegany. W ciągu lat trwania narodu żydowskiego religia ich nigdy nie była prześladowana na szeroką skalę przez rządy okupacyjne. Stało się to dopiero za Seleucydów greckich. Wiedząc, że jedyna droga do hellenizacji Żydów prowadzi przez odebranie im ich religii, rozpoczęli systematyczne prześladowanie. 15 grudnia 167 r. na rozkaz władców greckich z Antiochii wniesiono do świątyni Jahwe „obrzydliwość spustoszenia” (1 Mch 1,54) – prawdopodobnie posąg Zeusa. Rozpoczyna się prześladowanie tych, którzy nie chcą oddać hołdu temu bóstwu. Równocześnie zakazuje się obrzezania. Wybucha wtedy powstanie pod wodzą braci Machabejskich. Toczy się ze zmiennym szczęściem, ale przynajmniej udaje się im uzyskać wolność religijną. Poświęcenie oczyszczonej świątyni – 25 XII 164 r.
     Bywało, że Machabejczycy uzyskiwali pełną niepodległość, czasem tylko jakąś autonomię na pewien czas. Ich następca Jan Hirkan podbija w 106 r. cały teren Palestyny: dokonuje przymusowego obrzezania w Galilei – narzuca starą wiarę ludności. W tamtych czasach „na końcu wciąż przychodzili Rzymianie”. Tak i w tym wypadku. Dochodzi do walki o władzę dwóch stronnictw: Rzymianie wykorzystują to w roku 63 przed Chrystusem. Poproszeni o interwencję, opowiadają się po jednej ze stron zwaśnionych. Z bezlitosnym okrucieństwem zdobywają miasto. Wchodzą do świątyni. W konsekwencji włączają państwo jerozolimskie w skład swojego imperium.
     Lata okupacji rzymskiej pełnej buntów i niepokojów – wreszcie powstanie w roku 70 po Chrystusie. Wódz rzymski, późniejszy cesarz, Tytus po trzech miesiącach straszliwego oblężenia zdobywa Jerozolimę. Bierze 97 000 jeńców. Zabitych 1 100 000. W Rzymie przy Drodze Świętej między Palatynem a Forum stoi łuk triumfalny, na którym kiedyś ze zdziwieniem zobaczyłem płaskorzeźbę świecznika siedmioramiennego i stołu ofiarnego, uniesionych jako łup przez Rzymian.
     Ale to nie był koniec. Cesarz Hadrian wydaje dekrety: zakaz obrzezania i przebudowa Jerozolimy na Aelia Capitolina. Wybucha powstanie pod wodzą Bar Kochby. Zginęło 581 000 Żydów, a w Jerozolimie na miejscu świątyni Jahwe stanęła świątynia Jowisza Kapitolińskiego. To było w roku 135 po Chrystusie.

*

     ...Mimo że Tytus ogłosił obrońcom bezkarność, ci trwali dalej w uporze, a jeńcy ich i zbiegowie psuli skrycie wodę Rzymianom, mordowali ludzi, których gdzie samotnych dopadli. Tytus więc już więcej nikogo z nich nie przyjmował (...) Nie poddali się nawet, gdy mur machinami oblężniczymi został rozwalony, lecz bardzo wielu, którzy przez wyłom usiłowali się wedrzeć, wycięli. Aby z większej odległości przeszkadzać Rzymianom (...) w zbliżaniu się, podpalili niektóre pobliskie budynki, lecz przez to uszkodzili mur i wbrew swej woli spalili równocześnie obwarowanie świątyni, tak że wejście do świątyni stanęło Rzymianom otworem. Mimo to ci zabobonnym powodowani strachem nie wtargnęli natychmiast, lecz dopiero gdy Tytus zmuszać ich począł, posunęli się naprzód. Lecz Żydzi z tym większym zapałem ich odpierali, jak gdyby jakie szczęście niespodziewane znaleźli w tym, że mogą zginąć pod świątynią, walcząc w jej obronie (...) i nie wpierw ulegli, choć słabi liczebnie z wielką przewagą walczyli, aż jedna część świątyni stanęła w płomieniach. Wówczas bowiem jedni ochotnie sami się na miecze rzymskie rzucali, drudzy wzajemnie się mordowali, inni samobójczą ginęli śmiercią, niektórzy nawet do ognia wskakiwali. Wszyscy więc mieli wrażenie, zwłaszcza zaś oni sami, jakoby to była nie zguba, lecz zwycięstwo, ocalenie i szczęście, iż giną razem z świątynią.
     W ten sposób upadła Jerozolima w sam dzień Saturna ...

Swetoniusz, Życie Wespazjana
 

strona: [1]  [2]  [3]  [4]  [5]  ...