Biblioteka
HISTORIA KOŚCIOŁA
strona 5

 

GRECY W KOŚCIELE


     Do Aten przyjechałem po pobycie w Egipcie, i dobrze, że taka była kolejność. Gdy wszedłem do muzeum ateńskiego, do sali mieszczącej eksponaty najdawniejsze, pierwszym wrażeniem było: to są przecież dzieła egipskie. Autentyczny posąg faraona, ten sam układ ciała – trochę hieratyczny, ten sam wyraz twarzy – poważny, daleki. Potem, w następnych salach, widać, jak styl egipski ustępuje i greccy artyści dochodzą do nowego, własnego spojrzenia na świat.
     Nie ulega wątpliwości, że Grecy bardzo dużo – a jak dzisiejsze badania wskazują, więcej, niż się nam to zdawało – we wszystkich dziedzinach nauki i sztuki przejęli od Egipcjan. To stwierdzenie nie pomniejsza wielkości Grecji, choć ukazuje nam ją od innej strony. Każdy wielki naród dochodził do swojej wielkości nie przez to, że zaczynał wszystko od nowa, ale że potrafił stworzyć syntezę wszystkiego, co dotąd powiedzieli poprzednicy, aby na tej drodze dojść do własnej kultury.
     Mówiąc z wielkim uproszczeniem: jak dla Rzymian podstawą tej syntezy było prawo, jak dla Egiptu była nią religia, tak dla Grecji była filozofia.
     Mam przyjaciela, Czesława, który – moim zdaniem – klasycznie reprezentuje typ myślenia greckiego. Każda dyskusja, na jakikolwiek temat, pod wpływem jego zapytań zawsze dąży do rozwiązywania istotnych zagadnień, docierania do podstawowych pojęć. Przy jego sposobie ujmowania problemu człowiek musi się bardzo zmobilizować, aby ściśle formułować każde zdanie, sprawdzać znaczenie każdego użytego w dyskusji wyrazu, być przygotowanym na to, że on nie zadowoli się jakąś zgrabnie sformułowaną odpowiedzią, że nie zaimponuje mu żaden autorytet, że trzeba będzie dogłębnie uzasadnić zajęte stanowisko. Pamiętam dyskusję, która rozpoczęła się zupełnie niewinnie: od oceny jakiegoś obrazka wiszącego na ścianie, a skończyła się na sformułowaniu pojęcia piękna, definicji obiektywizmu i subiektywizmu. I co ciekawe, wciąga do dyskusji całe towarzystwo, nie ma mowy, aby wytworzyła się grupa zajmująca się innym tematem. Wszyscy się wypowiadają. Wszyscy wzajemnie się poprawiają, wszystkich pochłania dążenie do rozwiązywania wyłaniających się problemów. Mało tego, to nie jest trans, który mija z chwilą przerwania dyskusji. Okazuje się, że dyskusje trwają po rozejściu się uczestników, zapalają się w nowych zupełnie grupach.
     Mówią, że razu pewnego Aleksander Wielki przyszedł do Diogenesa, jednego z filozofów greckich. Stwierdził, że mieszka on w nędzy – za mieszkanie służyła mu beczka. Zapytał go, jakie ma życzenia, obiecując, że wszystkie zostaną spełnione. Ten odpowiedział, że jego życzeniem jest, aby Aleksander Wielki odsunął się trochę i odsłonił mu słońce, bo w słońcu łatwiej jest mu myśleć. W tej anegdocie zawarta jest prawda, że dla Greka najważniejszą sprawą było: zrozumieć wszystko – otaczający go świat materialny, świat ludzki, czyli społeczeństwo, i siebie samego. Zrozumieć, czyli po prostu znaleźć odpowiedź na dwa ciągle nasuwające się pytania: „Co to?”, „Dlaczego?”
     Jesteśmy zaskakiwani coraz to nowymi wynalazkami, na wyższych uczelniach rośnie ilość katedr. Obserwujemy coraz większą specjalizację. Ale gdy cofamy się do początku wielu dyscyplin naukowych, spotykamy tam Greków. Oczywiście, wtedy jeszcze nie było specjalistów, wtedy była tylko jedna nauka: filozofia – miłość mądrości. Stanowiła ona, po pierwsze, całokształt wiedzy o świecie, ale po drugie – była nauką o podstawowych założeniach, o pewnikach pomagających nam zrozumieć rzeczywistość. Potem ta pierwsza rozprysnęła się na nauki szczegółowe, które ostatecznie przybrały współczesną formę. Stąd też z całą słusznością można powiedzieć, że Grecy stoją u początków matematyki, muzykologii, fizyki, medycyny, architektury, nie mówiąc o naukach ściśle filozoficznych, takich jak: logika, ontologia, teoria poznania czy etyka.
     Od Greków Europa wzięła nie tylko naukę, ale i poezję, dramat, ustroje społeczne. Europa – bo Grecy mieli talent wciągania innych narodów w myślenie: najpierw Rzymian a potem nas.
     Spotkałeś się z pewnością na nauce religii z takimi słowami, jak: transsubstancjacja, współistotny, monoteletyzm. Słowa dziwne, obce, nie bardzo wiesz, na co potrzebne. To jest ślad wkładu Greków do chrześcijaństwa: filozoficzne ujęcie prawdy Chrystusowej. Grek chciał zawsze wszystko zrozumieć, nawet sprawy nadprzyrodzone. Ciągle pytał, na wszystkie pytania żądał odpowiedzi od otoczenia albo od siebie. Grek, który przyjął chrześcijaństwo, pozostawał Grekiem, to znaczy pozostawało w nim dążenie do jak najdokładniejszego określenia prawd podanych mu w formie popularnej. Teraz weź pod uwagę, że to nie był jeden człowiek, ale było ich bardzo wielu. Postaraj się wyobrazić sobie ich spotkania. Postaraj się wyobrazić sobie ich dyskusje, niezwykle gorące, bo przecież w nich nie chodziło już o zagadnienia dotyczące świata, ale Pana Boga. To wtedy chyba będzie obraz z grubsza zarysowany. Tysiące teologów staczających przez wiele wieków formalne boje w dyskusjach na soborach powszechnych czy synodach prowincjonalnych. Tylko nie myśl, że to wszystko było bezproduktywne, niepotrzebne. W toku zażartych dyskusji wykuwano pojęcia, starając się ująć filozoficzne prawdy objawione, budowano system teologii chrześcijańskiej.
     Ale ten sposób podchodzenia do religii chrześcijańskiej krył w sobie duże niebezpieczeństwo. Po pierwsze: religia to nie jest filozofowanie, a po drugie: trzeba umieć uznawać granice możliwości rozumu ludzkiego: nie wszystko, co dotyczy życia nadprzyrodzonego, potrafimy zrozumieć. Istnieją tajemnice Boże dla nas niedostępne. A nie wszyscy jedno i drugie chcieli przyjąć.

*

     Tyle tutaj przeciwnych twierdzeń upadło, a ostało się to jedno, że wystrzegać się należy krzywdzenia drugich więcej niźli krzywdy własnej i w każdym razie mężczyzna dbać powinien nie o to, żeby się wydawał dzielnym, ale żeby  b y ł  takim i w życiu prywatnym, i w publicznym.
     A jeśli się ktoś pod jakimkolwiek względem zrobi zły, powinien ponieść karę, i to jest drugie dobro po tamtym, żeby być sprawiedliwym: stawać się sprawiedliwym na nowo i znieść karę, i zadośćuczynić przez to sprawiedliwość.
     A wszelkiego schlebiania i sobie samemu, i drugim, czy to nielicznym wybranym, czy szerokim kołom, należy unikać. A retoryki używać do tego, co w każdym wypadku sprawiedliwe, i ten sam cel wytknąć wszelkiej innej działalności praktycznej.
     Więc, proszę cię, posłuchaj mnie i chodź za mną tam, gdzie cię czeka szczęście za życia i po śmierci, jak twoje słowo powiada.
     I nie dbaj o to, że ktoś będzie na ciebie patrzał przez ramię, jak na obranego z rozumu, i że cię sponiewierać gotów, jeżeli zechce, i, na Zeusa, z dobrą miną weź ten policzek od niego; nic cię strasznego nie spotka, jeżeli istotnie będziesz piękny i dobry, jeżeli będziesz się ćwiczył w dzielności.
     A potem, kiedy się tak wspólnie wyćwiczymy, to wtedy już, jeżeli się nam to potrzebnym wyda, weźmiemy się do polityki, czy jaki inny nam się spodoba temat, będziemy o nim wówczas radzili; lepiej wtedy przygotowani do rady niż dzisiaj.
     Bo to brzydko, kiedyśmy jeszcze tacy, jak się dziś pokazuje, puszyć się i prostować, jak gdybyśmy czymś byli my, którzy nigdy nie mamy tego samego zdania o jednym i tym samym, i to o tym, co największe.  D o  t e g o  s t o p n i a  jeszcześmy nie wychowani.
     Więc, niby za wodzem, pójdziemy za tym zdaniem, które się nam dziś objawiło, a powiada nam, że ten sposób życia najlepszy: oddawać się  ć w i c z e n i u  w sprawiedliwości i w każdej innej dzielności; tak żyć i tak umierać. Więc za  t y m  pójdźmy i namawiajmy do tego drugich, a nie za tamtym, w które ty wierzysz i mnie do niego namawiasz.

     Bo tamto nic nie warte, Kalliklesie.

Platon (ok. 427-347 r. przed Chr.), Gorgiasz

 

strona: ...[3]  [4]  [5]  [6]  [7]  ...