Biblioteka
HISTORIA KOŚCIOŁA
strona 11

 

RELIGIA RZYMU


     Długo chodziłem po ulicach odkopanej Pompei, wchodziłem do jej domów lepiej lub gorzej zachowanych i nie spostrzegłem w sobie jakiegokolwiek wielkiego wrażenia, które miała podobno wywoływać w zwiedzającym Pompeja. Ot, takie muzeum resztek domów, ścian, kolumn. Martwe, zimne, obce, prawie sztuczne. Nie wiem, czy to tylko ja tak ją odbierałem, czy inni Polacy też, czy także inni ludzie, którzy widzieli za dużo ruin w swoim życiu. Ale przecież coś w tym jest. Jakaś nienaturalność tego miasta: brak śladów ludzkiej, zwyczajnej obecności – przedmiotów codziennego użytku ludzi, którzy tam żyli. Albo są w muzeach, albo ukradzione. A dopiero właściwie one: ślady ludzkich zwyczajnych spraw, które okazują się takie same albo bardzo podobne naszym, potrafią nas naprawdę wzruszyć. To sobie powiedziałem wtedy, gdy dostrzegłem w atrium jednego z domów maleńką pogańską kapliczkę. Wtedy przyszło na mnie to przeżycie, które miałem w zburzonej Warszawie, gdy zobaczyłem na kawałku muru podwórkowego obrazek Jezusa Miłosiernego z resztką półeczki okapanej woskiem.

     Rzymianie byli religijni. Religia organizowała ich życie prywatne i publiczne. I tak na przykład dziewiątego dnia po urodzeniu skrapiano dziecko wodą oczyszczająca. Ojciec uznawał je za swoje i nadawał mu imię. W okresie dojrzewania miał miejsce obrzęd zdjęcia ubrania dziecięcego i włożenia męskiej togi, zakończony złożeniem ofiary. Najuroczystszym wydarzeniem było małżeństwo. Do związanych z nim obrzędów należało uwolnienie narzeczonej przez jej ojca z więzów religii rodzinnej. Towarzyszyło temu zjedzenie placka orkiszu przed ogniskiem domowym małżonka. Każdy dom miał coś w rodzaju kaplicy, poświęconej duchom przodków – lares i duchom stojącym na straży rodziny – penates. Tam palił się ogień – vesta, który przyjmował ofiary. Składano je w porze obiadowej.
     Dla Rzymian również rok miał charakter religijny: dzielili go na dwanaście miesięcy. Każdy miesiąc był czemuś poświęcony. Dla przykładu: marzec był pierwszym miesiącem religijnego roku rzymskiego, nazwa pochodzi od Marsa – boga rozwoju roślinności. Święta odnoszą się do Marsa jako boga wojny. (I tak siedemnastego – wyścigi konne, dziewiętnastego – czyszczenie broni, dwudziestego trzeciego – czyszczenie trąb). Kwiecień był miesiącem kiełkującej roślinności. Maj – wzrostu roślinności i bydła. Czerwiec – rodziny. Lipiec – lasów (19 i 21) i źródeł (25). Grudzień – nasion i zmarłych. Styczeń był miesiącem obejmowania władzy przez konsulów (lata liczono podług ich urzędowania). Luty – ostatni miesiąc roku – przeznaczano na oczyszczanie i ekspiację. Nie mówię tu szerzej, aby nie przedłużać, o obrzędach kapłańskich, o ofiarach publicznych, o modlitwach prywatnych i publicznych (np. naznaczonych przez senat z racji jakiegoś wydarzenia).
     Ktoś powiedział, że Rzymianie mieli genialną zdolność wybierania. Jak w każdej dziedzinie, tak i tu ukazała się ta umiejętność. Własna religia Rzymian była formalistyczna, pozbawiona głębszych przeżyć, była zbiorem zewnętrznych ceremonii, utonęła w państwie i patriotyzmie. Ale oni zdawali sobie sprawę z tych braków i dlatego wiele przejęli do swojej religii od Etrusków, potem od Greków (np. Apollo – bóstwo słoneczne, Herkules – bóstwo darzące obfitością plonów i bydła, Dis i Persefona – bóstwa świata podziemnego). Z czasem poczęto lansować kult cesarza, a także kult Rzymu (jako bogini Dea Roma), które zresztą błyskawicznie się przyjęły. Potem, z nastaniem dynastii Sewerów (III wiek), z kolei zaczęły napływać kulty Wschodu, głoszące wyzwolenie się ze zła przez złączenie się z bóstwem. Szeroko rozpowszechnił się kult Mitry i Izydy. Wszystko wskazywało na to, że powstanie w Imperium religia synkretyczna, więc będąca zlepkiem różnych wierzeń, mająca za wspólne odniesienie Boga objawiającego swoją moc w świecie – Boga, który się objawia przez moc widoczną w świecie.
     Kiedyś Konstantyn Wielki i jego następcy uznają, że religia chrześcijańska doskonale odpowiada koncepcji cesarstwa – będąc w założeniach swoich powszechną i równocześnie stanowiąc doskonałą jedność, a nie zlepek różnych wierzeń – tak że mogą ją wyznawać wszystkie narody. Ale to dopiero potem, teraz chrześcijaństwo było dla szerokich mas nie do przyjęcia. Dla przeciętnego Rzymianina chrześcijaństwo to nie była religia, ale coś, co najwyżej można było nazwać zabobonem. Chrześcijanie byli dla Rzymian ateistami: „Nie czczą Boga, bo nie czczą cesarza ani Rzymu, ani nie składają ofiar, ani nie biorą udziału w igrzyskach”.
     Prawdą jest, że Żydzi również nie brali udziału w ofiarach Rzymian, a cieszyli się pełną tolerancją. Ale Żydzi dlatego nie byli jakimś precedensem, który powinien się rozciągnąć na chrześcijan, ponieważ Jahwe był w pojęciu Rzymian podobnym bogiem do chociażby Jowisza, bo był ich zdaniem bogiem narodowym. A więc – jakąś personifikacją mocy immanentnej w świecie. Obejmował swą opieką jeden naród, naród żydowski, miał swoją świątynię, składano mu ofiary – był podobny do bogów innych narodów. A to, że nie miał żadnych posągów, obrazów? Ostatecznie Żydzi byli uważani za na tyle prostackich dziwaków, że można było i to przyjąć. W końcu nie było powodu, by stawiać sprawę na ostrzu miecza. Przecież były ważniejsze sprawy, a fanatyzm religijny tego prymitywnego, maleńkiego ludu już Rzymianie zdążyli poznać.
     W wypadku chrześcijan rzecz się miała zupełnie inaczej. Chrześcijanie to nie naród. Bóg chrześcijan to nie personifikacja mocy, ale po prostu osoba. To nie symbol, to nie mit, to nie legenda, ale Jezus Chrystus skazany na śmierć przez prokuratora rzymskiego, Piłata.

*

     Pytać się o wizerunek Boga i jego wygląd uważam za objaw ludzkiej głupoty. Kimkolwiek jest Bóg, cały jest czuciem, cały wzrokiem, cały słuchem, cały duchem, cały rozumem, cały niezależny. Wierzyć, że jest niezliczona liczba bogów, a nawet wywodzić ich z cnót i błędów ludzkich lub sądzić jak Demokryt, że jest dwóch w ogóle bogów – Zła i Dobra, wskazuje na większy jeszcze nierozum. Ułomna i biedna ludzkość w poczuciu słabości swojej tak Boga na części podzieliła, że czci te jego własności, których najwięcej potrzebuje. Toteż u wszystkich ludów coraz to inne imiona znajdujemy i niezliczone bóstwa; stworzono różne rodzaje nawet bóstw podziemia, chorób, a zwłaszcza wielu zaraz, gdyż strachem trapieni przejednać je pragniemy. Dlatego na Palatynie poświęcona jest nawet publiczna świątynia Febry, a na Eskwiliach ołtarz Nieszczęsnego Losu. Dlatego zrozumiałe jest, że większa nawet jest rzesza niebian niż ludzi, gdyż nawet poszczególni ludzie z siebie tyleż bogów stwarzają, przyjmując dla siebie Junony i Geniusze. Pewne zaś ludy uważają za bogów zwierzęta, i to nawet niektóre wstrętne, i mają wiele obyczajów raczej sromotnych, jak przysięga na tłuste pokarmy i inne tym podobne. Wierzyć, ze istnieją małżeństwa między bogami, z których mimo tak wielkiego okresu czasu nikt się nie rodzi, wierzyć, że jedni są sędziwi i zawsze siwi, a inni młodzieńcami, a nawet chłopcami, że są czarni, skrzydlaci, kulawi, że się z jaja urodzili i na przemian jednego dnia żyją, a drugiego umierają – jest niemal dziecięcą głupotą.

Pliniusz Starszy (r. 23-79), Historia naturalna

cdn.

 

strona: ...[9]  [10]  [11]  [12]  [13]  ...