Biblioteka
HISTORIA KOŚCIOŁA
strona 29

 


ŚREDNIOWIECZE

 
     Toruń zobaczyłem po raz pierwszy zza Wisły. Zaskoczył mnie swoim niecodziennym widokiem. Zdawał się przekraczać granice realności, wyglądał prawie jak bardzo kolorowa makieta teatralna. Czerwone mury obronne z wieżyczkami, kryjące się za nimi kamieniczki, a nad całością górujący ogrom kościoła Świętego Jana. Wszedłem do miasta, pragnąc skrycie, ażebym i tam ten nastrój znalazł. I tak chyba było. Ciasne, czyste uliczki i wielki spokój. Jakieś kobiety rozmawiały na rogu. Stary człowiek w oknie palił fajkę. Wszedłem na plac gotyckiego kościoła Panny Maryi. Przez otwarte drzwi ujrzałem kolorowy dywan witraża, który wydłużał się, w miarę jak wchodziłem do kościoła. Wnętrze było ogromne, czyste, niezepsute barokiem. Tylko teraz jakoś puste, pozbawione dawnego życia, które kiedyś wielorakimi nurtami rozeszło się po mieście.
     Jak dla okresu wędrówek ludów i wczesnego średniowiecza charakterystyczna jest wieś z zamkiem feudalnym, tak dla średniowiecza charakterystyczną instytucją jest miasto, a symbolem życia miejskiego jest stojący przy rynku kościół parafialny – fara. W niej koncentrowało się prawie całe życie społeczności miejskiej w formach nam zupełnie nieznanych. Miasto było początkowo osiedlem rzemieślników i kupców pod murami zamku. Z czasem, bogacąc się i rozbudowując, wchłonęło go, otoczyło się murami, zaprzysięgło wspólną obronę. Społeczeństwo średniowieczne składało się z samodzielnych korporacji: każde rzemiosło organizowało się w osobny cech, każda gałąź handlu w odrębną kongregację handlową. Przedstawiciele wszystkich korporacji na równi ze szlachtą (zamek) stanowili zarząd miasta. Z drugiej strony władze miejskie miały prawo kontroli poszczególnych korporacji. Na tej zasadzie w dziedzinie gospodarki miastu średniowiecznemu udało się pogodzić interesy konsumenta z wolnością producenta: przez sensowne współdziałanie wszystkich społeczności zamieszkujących teren miasta. Życie ekonomiczne i społeczne miast było uregulowane do najmniejszych szczegółów. Bardzo charakterystycznie określił ustrój miasta Erazm z Rotterdamu (+ 1536): „Widziałem monarchię bez tyranii, arystokrację bez partii, demokrację bez zgiełku, dobrobyt bez zbytku”.
     Człowiek średniowieczny miał równocześnie świadomość swojej przynależności do ludzkości odkupionej przez Chrystusa, tworzącej wielki organizm Kościoła. Dlatego nie przeszkadzało mieszczaninowi wcale, że spełnia całkiem „materialne” czynności – np. robienie butów – bo wiedział, że w każdym organizmie wszystkie funkcje są potrzebne. I właśnie o to chodzi, o tę świadomość tamtejszych ludzi. Chrześcijanie średniowieczni akceptowali wszystkie przejawy życia tak społecznego, jak gospodarczego i politycznego i włączali je w całokształt organizmu Kościoła, którym żyli. Podnosili wszystkie obszary istnienia do poziomu nadprzyrodzonego. I ta harmonia wszystkich przejawów życia złączonych w organizm Kościoła jest najbardziej charakterystyczną cechą średniowiecza. Fara była nie tylko symbolem. W niej nie tylko znajdowały się ołtarze, kaplice, chorągwie cechów, którymi opiekowali się święci patronowie. Ona była miejscem spotkań tych rozmaitych grup społecznych. Tam toczyły się obrady, tam padały rozstrzygnięcia – wszystko wobec Pana Boga, w Jego domu.
     W tym jasnym obrazie społeczności miejskiej w średniowieczu istniała rysa: Kościół w okresie wczesnego średniowiecza związał się z władcami ówczesnych społeczności: z książętami, magnatami, szlachtą. Doceniając rolę, jaką pełnili oni w życiu gospodarczym, kulturalnym i politycznym – rolę „obrońców” tych społeczności – wyposażył ich w ogromne przywileje. Tak, ale to było dawno. Wtedy faktycznie można było podzielić ludzi na pracujących (wieśniacy), walczących (szlachta) i modlących się (duchowieństwo). W tym podziale trójczłonowym nie było miejsca dla mieszczan, a tymczasem oni coraz bardziej dochodzili do znaczenia w życiu średniowiecznej Europy. Uprzywilejowaną klasą w Kościele pozostawali jednak nadal „nobiles”, co było oceniane coraz wyraźniej jako niesprawiedliwość i krzywda. Erazm z Rotterdamu powie złośliwie: gdyby Pan Jezus żył w naszych czasach, nie dostałby się do kapituły kolońskiej, bo musiałby udowodnić, że od szesnastu pokoleń jest szlachcicem, a kanonikiem mógłby zostać tylko za dyspensą papieża.
     Nie zapominajmy, że ruch reformatorski Lutra, Kalwina i Zwingliego był ruchem typowo mieszczańskim.

*

     Zamierzając tedy założyć miasto w Krakowie (...) kładziemy to w uszy wszystkim, tak obecnym, jak przyszłym, że my, Bolesław, z łaski Bożej książę Krakowa i Sandomierza, wraz z najjaśniejszą matką naszą Grzymisławą i szlachetną naszą żoną Kunegundą zakładamy je (= miasto) na tym prawie, na jakim założone zostało miasto Wrocław, z tym jednak, by trzymano się nie tego, co się dzieje we Wrocławiu, lecz co się dziać powinno w myśl prawa i form miasta Magdeburga. (...)
     Działo się to na wiecu koło wsi, która się nazywa pospolicie Koporyna, roku od Wcielenia Pańskiego 1257, 5 czerwca, w obecności czcigodnego w Chrystusie ojca naszego (Prandoty), biskupa krakowskiego i komesa Adama, kasztelana krakowskiego (...)

Dokument lokacji miasta Krakowa, r. 1257


strona: ...[27]  [28]  [29]  [30]  [31]  ...