Biblioteka
POKOCHAĆ ŻYCIE
strona 5

     TWOJE
BOŻE NARODZENIE
 

 

     Przygotować Jezusowi miejsce.  Budować wraz z dziećmi, albo samemu, szopkę. Bo nie będzie dla Niego miejsca w gospodzie. A więc ściany, by wiatr nie zawiewał, a więc okno zaszklone, by zimno nie wchodziło, a więc szczelny dach. Jeszcze żłób i siano, by Mu miękko było i już wszystko gotowe? Przygotować zabawki na drzewko, jabłka, orzechy, łańcuchy, włosy anielskie. Taki prezent dla Niego? Przygotować jedzenie najlepsze, napiec ciast, nagotować zup, nakupić smakołyków. Dla Niego? Wyprać, wyprasować, wyczyścić obrusy, serwetki. Położyć najpiękniejsze nakrycie, zastawę na te święte dni. Aby Jemu sprawić radość - aby domownikom sprawić radość. Aby Jezusowi okazać miłość - aby moim ludziom miłość okazać. Aby we mnie miłość zamieszkała - aby w nich miłość zamieszkała. Aby zamieszkał w nas Bóg, który jest miłością. Odnaleźć Jezusa w kolędach, w obrzędach liturgicznych, w obrzędach domowych, w symbolach bożonarodzeniowych, w drzewku, w szopce. Odnaleźć Jezusa narodzonego jak zapomnianą melodię, jak kolor nieba wiosennego, jak ciszę morza o wczesnym poranku. Spotkać Jezusa leżącego w żłobie. Stanąć osłupiały przed tym odkryciem. Jakbyś o tym nigdy nie słyszał. Jakbyś dopiero teraz tego się dowiedział. Odnaleźć Jezusa w jego boskości, która znalazła swój kształt w człowieczeństwie. W Jego tak wielkim człowieczeństwie, że Mu już przysługuje imię boskości. Odkryć w tej tajemnicy betlejemskiej na nowo miłość Boga ku nam. Zapytywać z wciąż rosnącym zdumieniem, jak to możliwe, by Bogu wszechświata tak zależeć mogło na człowieku. Usiłować znaleźć odpowiedź, choć to usiłowanie jest od początku skazane na niepowodzenie. Jak to jest możliwe, że Logos - Jego Słowo - stało się Ciałem, aby zamieszkać między nami. Dlaczego Bóg zechciał się objawiać nam już nie za pośrednictwem proroków, ale bezpośrednio, ale osobiście przynieść nam prawdę. Trwać przed tym niepojętym faktem tajemnicy Bożej miłości ku ludziom, która przecież już się jakoś zawiera w tajemnicy Boga - Miłości.
     Spotkać Jezusa w żłobie. Od samego początku w całej Jego prawdzie, w całym ustawieniu się do dóbr tego świata: jako nieważnych. Nie w jakimś umartwianiu się i pogardzie dla rzeczy, nie w jakimś odmawianiu sobie bogactwa - nie wiadomo po co, z nie wiadomo jakiego dokładnie powodu. Ale w potraktowaniu dostatku jako spraw nieistotnych, nie wyznaczających żadnej drogi w życiu człowieka, nie określających żadnej wartości ani wobec Boga, ani wobec ludzi. Spotkać Jezusa w żłobie. Jako Jego solidarność z ludźmi najbiedniejszymi. Jego identyfikację z tymi, którzy potrzebują ratunku. Kiedyś powie do zbawionych: "Byłem nagi, a przyodzialiście mnie; byłem głodny, a daliście mi jeść; byłem przybyszem, a przyjęliście mnie". Już na samym początku swej drogi ma tych, którzy Go nie przyjęli i ma tych, którzy przyszli do Niego - pasterzy i Trzech Mędrców. Spotkać Jezusa potrzebującego ludzkiej pomocy. Przyjść razem z pasterzami, zerwani ze snu przez aniołów. Przyjść do Jezusa wraz z Mędrcami ze Wschodu prowadzonymi przez gwiazdę, niosącymi Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. Bo trzeba sobie jakoś życie ustawić. Trzeba wiedzieć, po co złoto, po co mirra, po co kadzidło. Przyjść jak Mędrcy. Przynieść Mu, biednemu, swoje złoto, swoje kadzidło i swoją mirrę. Przynieść swoje bogactwo Synowi Bożemu, który jest ubogi - przynieść ludziom, którzy tego potrzebują. Oddać Mu swoją chwałę. Synowi Bożemu uniżonemu aż po stajnię, aż po żłób. Oddać swoje cierpienie Synowi Bożemu cierpiącemu chłód i niedostatek.
     Przyjść do Jezusa leżącego w żłobie, przy którym już nie aniołowie trzymają straż ale Maria i Józef. Poprzez Świętą Rodzinę popatrzeć na wszystkie rodziny świata - na swoją rodzinę. Stwierdzić, że Bóg Ojciec dał swojemu Synowi to, czego każde dziecko potrzebuje naprawdę: dobrą Matkę, Marię i dobrego Józefa. Znowu, po raz nieskończony, potwierdzić w sobie rolę rodziców w kształtowaniu osobowości dziecka, rolę rodziny, atmosferę miłości, która w rodzinie powinna panować. Popatrzeć na Jezusa jako na dziecko. Poprzez Niego popatrzeć na wszystkie dzieci świata. Na dzieci bez matek, na dzieci bez ojców, na dzieci osierocone, na dzieci porzucone, na dzieci w domach opieki, na dzieci w sierocińcach, na dzieci w żłobkach - bo matki idą wraz z ojcami do pracy, aby mogły dom utrzymać, albo tylko dlatego, że wolą pracę zawodową od pracy przy dziecku. Poprzez Dzieciątko Jezus odkryć w sobie dziecko. Odkryć potrzebę bycia dzieckiem. To, o czym potem Jezus powie: "Jeżeli nie staniecie się jako te dzieci, nie wnijdziecie do królestwa Bożego". Odkryć w sobie zapomnianą czułość, wrażliwość, prostotę, świeżość spojrzenia, zdziwienie i zachwyt, ufność i oddanie. Stwierdzić ze smutkiem, jak już zrogowaciałeś, przytępiałeś. Jaki już jesteś zepsuty, cyniczny, sarkastyczny, nieufny, niedowierzający, jak ci brakuje prostoty - wszystkiego, by być normalnym człowiekiem. Odkryć w sobie dziecko - niewinność i nieśmiałość, potrzebę drugiego człowieka, potrzebę miłości wzajemnej, potrzebę domu. Odkryć dom: przystań, dom: miejsce bezpieczne, gdzie możesz przebywać niezagrożony. Miejsce spoczynku nocnego i posiłków codziennych, miejsce pracy i miejsce odpoczynku, punkt zborny, gdzie spotykasz się z twoimi najbliższymi. Dom miniświat, w którym jest wszystko to, co w wielkim świecie. Minispołeczność, w której dzieje się wszystko to, co w wielkich społecznościach. Dom - szkołę życia, bo tak jak tu uczysz się rozgrywać swoje życie, tak rozgrywasz je poza domem. 

 

strona: ...[3]  [4]  [5]  [6]  [7]  ...