Biblioteka
ABY NIE USTAĆ W DRODZE
strona 4

 

 

 Zmartwychwstanie


 

Powstał z martwych

  Gdy byłeś dzieckiem, w Wielkanoc niebo musiało być fantastycznie niebieskie. I dużo słońca. I zielona trawa.
 Mama, choć było zimno, wkładała najcieńsze pończochy. Tatuś, gdy skończył się golić, przeciągał dłonią po policzkach, uśmiechał się do lustra i powiadał: „No, człowiek nie jest jeszcze taki stary”, i wiązał najbardziej kolorowy krawat. Szedłeś do kościoła w najnowszym ubraniu. Kolega miał nowe buty, a koleżanka nowy płaszcz wiosenny i niebieskie wstążki w warkoczach. Czekałeś niecierpliwie, kiedy ksiądz wreszcie skończy kazanie i wracałeś do domu na śniadanie. Stół był nakryty białym obrusem. We flakonie sterczały bazie. Mama stawiała na środku stołu wielką lukrowaną babę. Przed tobą garnuszek w czerwone grochy z najlepszą kawą, jakiej nigdzie poza domem rodzinnym nie piłeś. Takie zostały ci wspomnienia z uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego w latach dziecinnych.
 A potem, gdy byłeś młody, gdy cię roznosiło życie i wierzyłeś w swoją siłę i swoje osiągnięcia – jeszcze było za wcześnie na to, żebyś zrozumiał, czym jest Zmartwychwstanie.
 Ale wyobraź sobie, że przeżyłeś wiele lat. Przyjdzie Wielkanoc z bladym słońcem i wypłowiałym niebem. W lustrze przestraszyła cię twarz ze zmarszczkami i siwym zarostem. Nie wyszedłeś z mieszkania, bo nie starczyło ci sił. Stoisz w oknie i patrzysz, jak spod brudnych płacht śniegu ciekną strużki wody i już zielenieje trawa. Pąki na gałęziach kasztana błyszczą. Na suchych płytach chodnika dzieci grają w klasy – tak jak ty nie tak dawno.
 Może wtedy zrozumiesz, czym jest Zmartwychwstanie.
 Siłą chrześcijaństwa jest to, że tobie, że każdemu pochylającemu się w rozpad, zapewnia życie.
 


Cóż jest, że jesteście smutni?

  To jest chyba jeden z najpiękniejszych urywków Ewangelii św. Wstęga drogi, bezchmurne niebo, słońce i dwie wolno idące postacie. A potem trzecia postać Nieznajomego. Zdarzenie zakończone gdzieś u wejścia gospody, gdy słońce chyliło się ku zachodowi i chłód ogarniał ziemię.
 Jesteśmy jak ci uczniowie.
 Poszliśmy za Jezusem Nazareńskim potężnym w czynie i w mowie wobec Boga i całego ludu. Ale oto umarł. Więc wracamy do domów, aby znów spokojnie uprawiać grzędy i patrzeć, czy fasola dojrzewa. Tylko przeraziły nas niektóre z naszych niewiast, które były przed świtaniem u grobu, nie znalazły ciała, ale widziały aniołów, którzy powiadają, że On żyje. I poszli niektórzy z naszych do grobu i znaleźli tak, jak mówiły niewiasty, ale Jego samego nie znaleźli.
 Tak bardzo przestraszeni, zmartwieni, niedowierzający; tak zgaszeni, smutni.
 Chyba, że Go poznamy. Przy łamaniu Chleba.
 


Zostań z nami, Panie

  Święta dogasają. Gdy matka zdejmowała ci ubranie, zawieszała na wieszaku i wkładała do szafy, wzdychałeś głęboko, patrzyłeś smętnie i pytałeś – pamiętasz to do dziś – „Czy nie mogłoby być tak, żeby przez cały rok były święta?”
 Dobrze ci było przez te dni: Wielki Czwartek, Wielki Piątek, Wielką Sobotę, Wielką Niedzielę. I teraz, gdy Jezus zdaje się już odchodzić, zwracasz się smutno do Niego: „Zostań, Panie”.
 Czy nie dałoby się Go zatrzymać?
 Pamiętasz? Bóg nazywa się inaczej Miłość.
 


I poznali Go

  Nie tylko do apostołów przyszedł Jezus po zmartwychwstaniu. Nie tylko na ich wierze Mu zależało. On przyjdzie i do ciebie, bo Jemu i na twojej wierze zależy. W chwili, gdy nie będziesz się zupełnie tego spodziewał, zobaczysz Go w całej prawdzie: może jako Obecnego, może jako Sprawiedliwość, Dobroć czy Mądrość.
 Przyjdzie, żebyś uwierzył, żeby przynieść ci pokój, żeby nabrały sensu twoje codzienne krzątania. Żeby nabrała sensu twoja praca, odpoczynek, cierpienie, śmierć.
 


Który Go zdradził

 Zaufaj sobie. Zaufaj, że potrafisz być uczciwy, że zachowasz się z godnością, że nie zdradzisz, że nie stchórzysz, że się nie upodlisz, że sprostasz, że dasz sobie radę, że wypełnisz zadanie, które ci powierzono, że potrafisz kochać i być wiernym. Zaufaj sobie.
 Zaufaj drugiemu człowiekowi. Że cię nie zostawi samego, że ci dochowa wierności, że cię nie opuści w chorobie, że ci pomoże, że cię zrozumie, że odkryje swój błąd.
 Zaufaj drugiemu człowiekowi. – Zaufaj sobie.
 I nawet gdybyś się zawiódł, pamiętaj, że to jest szczególny wypadek, który nie może przekreślić twojej ufności.
 


Którzy płaczą

  Nie zatrzymuj się nad swoim niepowodzeniem. Nie roztkliwiaj się nad sobą. Nie współczuj. Bo wtedy łatwo przypomnisz sobie, że miałeś smutne dzieciństwo i nieciekawą młodość. Odnajdziesz bez trudu w swoim życiu pasmo cierpień. Rozżalisz się, że jesteś taki nieszczęśliwy, taki biedny. Każda kolejna porażka będzie pogłębiała ten stan.
 Uratować się możesz tylko wtedy, gdy potrafisz się oderwać od siebie i dostrzec chociażby jednego człowieka. Wtedy przekonasz się, że on też cierpi. Wtedy zobaczysz, że cierpią wszyscy ludzie, nie tylko ty.
 


Ojcze nasz

  Przyjdzie czas, że pryśnie urok zła i zobaczysz krzywdę, którą wyrządziłeś. Przyjdzie czas, że zgaśnie mit twojej wielkości i zobaczysz się małym, w końcu dość głupim człowiekiem. Że wyczerpie się twoja siła i poczujesz się słabą, bezradną istotą. Że odejdą twoi bliscy i zostaniesz sam.
 Obyś wtedy wiedział, co zrobić ze swoim złem, ze swoją brzydotą, ze swoją słabością, ze swoją samotnością.
 


Jeżeli ziarno nie obumrze

  Życzę ci, abyś jak najprędzej zobaczył brak, który dręczy ciebie, twoje środowisko, twój zawód, kraj, świat; abyś ujrzał, co masz naprawić, stworzyć – żebyś znalazł swoją pasję życiową. Wtedy kariera, pieniądze i mnóstwo różnych spraw utraci dla ciebie swoją wartość, a ogarnie cię jedno dążenie: spełnienia swego powołania. Nie odrzuć go w obawie, że przerasta twoje możliwości, że żąda wyrzeczeń ponad miarę, że jest dla ciebie za trudne. Wygodne życie przynosi o wiele więcej przykrości. Wygodne życie to pieniądze i kariera, sieć intryg i zawiści, wyważanie, ile innym się należało, a ile tobie, niespełnione marzenia o sławie, nieotrzymane godności, lęk o utratę stanowiska – w sumie obrzydzenie do siebie i swego losu.
 Życzę ci, żebyś – gdy odkryjesz swoje powołanie – nie zdradził go.
 


Którzy obciążeni jesteście

 Chciałeś wygrać dużo pieniędzy. Przyszedłeś z wielką nieśmiałością swoich dziesięciu lat do automatu. Był wypłowiały jak obłudny człowiek. Wrzuciłeś pierwszą monetę rozgrzaną ciepłem drżącej dłoni. Wybiegła kulka. Skakała kapryśnie po metalowych kółkach i gdy już byłeś pewny, że wpadnie do rąk pajaca, wymknęła się i uciekła. Wrzuciłeś drugą monetę, potem trzecią, wreszcie ostatnią. Kiedyś – pamiętasz, chociaż było to tak dawno – ojciec powiedział, że z ciebie nic nie wyrośnie.
 To też dobrze pamiętasz: raz kolega zbił cię na kwaśne jabłko i gdy odszedłeś z płaczem do domu, rzucił za tobą słowo cięższe niż najcięższy cios – „ty dziadu”.
 A potem przeszła obok ciebie wielka miłość. Naprawdę. Układałeś zdania, które powiesz, planowałeś spotkania. Nawet napisałeś wielki list, ale ostatecznie pozostał niewysłany. Niedawno dowiedziałeś się, że ona ciebie też kochała, ale nie odważyła się podejść.
 Rozglądasz się wokół i stwierdzasz, że tylu kolegów z ławy szkolnej, ani zdolniejszych, ani uczciwszych, pozajmowało wysokie stanowiska, podczas gdy ty tkwisz beznadziejnie w tym samym mieście bez szans wyraźnego awansu.
 Czujesz się jak wtedy, gdy odchodziłeś od automatu. Masz wyraźnego pecha od początku i tak już pozostanie do końca.
 Czy twoim marzeniem, za które oddałbyś wszystkie inne, jest:: zacząć życie na nowo – „teraz już wiedziałbym, jak żyć”?
 Czy wierzysz, że to jest marzenie każdego człowieka?
 


Duch tchnie, kędy chce

 Nie zamykaj okien i drzwi. Nie czekaj, aż wrócą czasy twojej młodości. Nie myśl, że współczesna rzeczywistość przeminie jak sen, że odpłynie jak fala. Nie mów, że tylko dawniej żyli prawdziwi ludzie, że tylko tamta literatura, poezja i sztuka miały wartość. I nie popieraj takiego stanowiska swoim katolicyzmem. Bo nie ma dobra katolickiego, katolickiej prawdy, katolickiego piękna. Każde dobro jest Boże, Chrystusowe, katolickie – jest nasze. Tak samo piękno i prawda. Nawet gdy mają znak innej religii, innego światopoglądu.
 Otwórz szeroko drzwi i okna. Bądź obiektywny. Nie bój się przyznać racji, cieszyć się ludźmi, którzy pracują obok ciebie, cieszyć się ich osiągnięciami w najróżniejszych dziedzinach. – Nawet gdyby mówili, że nie wierzą w Boga.
 


Bo nas nikt nie najął

  Tak. Nikt cię nie pytał, czy chcesz istnieć. Nikt cię nie pytał, czy – jeżeli chcesz – godzisz się na takie życie. Czy chcesz żyć, mając przed sobą widmo śmierci. Może nawet mówisz: „Gdybym wiedział, że takie będzie moje życie, wolałbym nie istnieć”.
 Ale naprawdę nie miałeś wyboru. Nie obnoś się przed sobą i przed ludźmi z żalami, że rodzice nie umieli tobą pokierować i że miałeś nieciekawe dzieciństwo. Że spotkałeś ludzi, którzy wypaczyli twój rozwój, że cię skrzywdzono; że tyle chorowałeś. Nie obnoś się z żalami.
 To jest twój los. Przyjmij go. Nieś go z godnością. Z podniesioną głową. Dał ci go Ten, który cię kocha.
 


Ufaj synu

  Coraz ciężej zrywać się ze snu, by ujść przerażającym majakom. Coraz groźniej wyją syreny. Coraz bardziej zarzucani jesteśmy okólnikami, przepisami, upomnieniami. Coraz straszniej piętrzy się nad nami stos obowiązków, funkcji, spraw niezałatwionych. Coraz częściej napotykamy w gazetach komunikaty z pola walki, z miejsc dotkniętych klęskami, statystyki wypadków samochodowych, chorób nieuleczalnych. Coraz smutniej wracają wspomnienia z lat dziecinnych. Coraz mniej nadziei, że w naszym życiu zdarzyć się jeszcze może coś nadzwyczajnego, że jeszcze będzie nam dobrze, że jeszcze będziemy szczęśliwi. – Bo już tyle lat nam się przesypało i rośnie wiara we własną starość i we własną śmierć.
 A tu trzeba zaufać, Bogu bezgranicznie we wszystkim zaufać.
 


Popatrzcie na lilie polne

  Nie zaczynaj czytać gazet od nekrologów i sprawozdań z frontów. Nie przerażaj się statystykami śmiertelności spowodowanej rakiem i chorobą serca. Nie daj się przywalić obowiązkami, funkcjami, sprawami do załatwienia. Nie skarż się, że już nie wierzysz w ludzką uczciwość i dobroć, nie mów, że życie już przeżyłeś i nic więcej od niego nie oczekujesz.
 Tylko podnieś głowę, a poczujesz wiosenny wiatr na swojej twarzy, a zobaczysz, ile światła jest wokół ciebie.
 Zaufaj. Rzeczywistość, która cię czeka, jest bogatsza od wszystkiego, co jesteś w stanie sobie wyobrazić.
 


Drożsi niż wiele wróbli

 Nie wypatruj cudzego szczęścia. Usuń ze swoich myśli zwroty typu: „Temu to się powodzi”. Z tym nastawieniem będziesz zawsze nieszczęśliwy, niezależnie od tego, co zdobędziesz. Bo przecież naprawdę jest inaczej: wszystko, czym jesteś, wszystko, co posiadasz, całe twoje życie, każdy twój dzień ze wszystkim, co niesie, jest darem. Uznaj ten dar, przyjmij go, doceń, bądź wdzięczny.
 


Prawda was wyswobodzi

  Nie żyj w buncie. Nie żyj nikomu „na złość”. Nie podejmuj żadnych akcji, nie planuj żadnych działań po to tylko, aby komuś udowodnić, że cię skrzywdził lub że pomylił się co do ciebie. Nie podejmuj żadnych akcji, nie planuj żadnych działań po to tylko, aby udowodnić, że jesteś wartościowy, że cię stać, że potrafisz. To nie jest miłość.
 Nie drżyj, że ktoś może przekonać się, że nie jesteś taki, jak on o tobie myślał. Nie żyj jak zaszczuty pies, który wciąż oczekuje nowego uderzenia.
 Bądź wolny. Zachowaj swoją godność człowieka.
 


Ratuj nas

  Na to, żebyś był pełnym człowiekiem, musisz nauczyć się przegrywać, ponosić klęski, przyjmować choroby. Musisz uznać, że jesteś omylny, słaby, ograniczony.
 Bez histeryzowania. Bez rozpaczliwych wyznań, że nie potrafisz żyć, że do niczego się nie nadajesz, że nikomu nie jesteś potrzebny.
 Po prostu musisz uznać, że jesteś człowiekiem.
 


Wierzącemu wszystko jest możliwe

 W religijności człowieka nadzieja musi zajmować miejsce na równi z wiarą i miłością. Matura, egzamin, każde wydarzenie życiowe jest jej próbą. Ponad rozlatane ręce, rozkołatane serce musi wyrastać świadomość, że wszystko od Niego ostatecznie zależy. „Jestem w Jego rękach. On mnie nie opuści, nie zostawi samego”.
 Ponad rozlatane ręce musi wyrastać spokój, który jest kwiatem nadziei.
 


On wie

  Nie wiem, jakie dalsze życie Bóg ci przygotował, ani ty nie wiesz. To do nas nie należy. Ważne jest, żebyś wiedział, że On ci je przygotował. Ważne jest, żebyś wiedział, że On będzie zawsze z tobą, że na ciebie liczy, tak jak chce, żebyś ty na Niego liczył.
 


Włosy na głowach waszych są policzone

  To nieprawda, że masz pecha i zawsze ci się w życiu nie szczęści.
 Nie łudź się, że dla ciebie powinny być przygotowane optymalne warunki, żebyś mógł bez przeszkód rozwinąć wszystkie swoje możliwości i nie tracić czasu i energii na błąkanie się, na powroty w to samo miejsce, na zabezpieczanie sobie minimalnych warunków egzystencji.
 Nie wierz w złośliwość losu wobec ciebie ani w to, że powinieneś mieć wygodne warunki rozwoju. Właśnie te niekorzystne, i one przede wszystkim, pozwalają najpełniej rozwinąć się twemu człowieczeństwu.
 


Kto wytrwa do końca

  Na życie człowieka w ogromnej większości składają się niepowodzenia, a tylko w niewielkim procencie osiągnięcia. I nie byłoby tych ostatnich, gdyby nie było tych pierwszych. Dlatego jest tak ważne, by umieć przyjmować klęski, brak wyników, obmowę, negatywną ocenę, brak uznania. Dlatego tak ważną jest rzeczą wytrwałość, ustawianie się w nowej pozycji, rekonstrukcja zburzonych planów, czekanie, zaczynanie od nowa.
 


Jak inni

  Nie czekaj, aż przyjdzie królewicz i zabierze ciebie – Kopciuszka – ze sobą.
 Nie nadsłuchuj, kiedy do twoich drzwi zapuka ktoś, kto ciebie – Janka Muzykanta – wyprowadzi z ukrycia i ukaże światu jako nowo odkryty talent.
 Nie jesteś najlepszą matką ani najlepszym ojcem, ani najlepszą żoną, ani najlepszym mężem, ani najlepszą córką, ani najlepszym synem, ani najlepszą pielęgniarką, nauczycielem, pracownikiem. Nie tylko ty, ale nikt, bo każdy jest tylko człowiekiem. Jeżeli ci ktoś zwróci uwagę, wytknie błędy, to jeszcze nie powód, aby świat miał ci wirować przed oczami, bo ci ktoś śmiał coś takiego powiedzieć. Nie tylko tobie – każdemu można postawić jakieś zarzuty.
 Nie chciej być jedynym.
 Pan Bóg rozmaite kwiaty tworzył na łące. Źle by było, gdyby jeden chciał zastąpić wszystkie inne. Masz być innym.
 


Wie Ojciec wasz, czego potrzebujecie

  Gdy jesteś bardzo szczęśliwy i radość cię przepełnia, gdy masz jakąś ogromną satysfakcję, poczucie spełnionego czynu i nie możesz sobie nawet wyobrazić, żeby coś mogło ci zagrozić – wtedy zazwyczaj przychodzi uderzenie. Nagle i z najmniej spodziewanej strony.
 Ale ono pochodzi z tej samej ręki co tamten dar.
 


Przyjdą na ciebie dni

 Może już nie pytasz szeroko otwartymi oczami dziecka, które dostało niespodziewanie w twarz: dlaczego? Teraz, gdy spotyka cię jakaś radość, już wiesz, że przyjdzie wyrównanie – cierpienie.
 Zaobserwowałeś może jeszcze coś więcej. Że w życiu istnieje prawo serii: są okresy, gdy jest cudownie; wtedy trawa jest zielona i niebo niebieskie i słońce świeci albo jest urocza mgła. Ludzie są dobrzy, wszystko układa się planowo, nie masz wątpliwości, że warto żyć. Po nich przychodzi wyrównanie: złe dni, pełne cierpienia. Wtedy świat jest szary, a ludzie są jak wilki. Budzisz się z bólem głowy. Dowiadujesz się o plotkach, jakie na twój temat krążą. Przełożony robi ci nieuzasadnione wymówki. Niczego nie możesz załatwić. Bezskutecznie oczekujesz na list. Czujesz się stary.
 Nie ty jeden. Nie tylko dziś. Nie ma takiej epoki, nie ma bogactwa tak wielkiego ani nędzy tak podłej, nie ma stanowiska tak wysokiego ani tak niskiego, nie uchroni człowieka mądrość ani głupota – przed cierpieniem.
 Byleś umiał przyjąć cierpienie jak krzyż, przez który masz być zbawiony.
 


I dwa wróble nie spadną bez woli Ojca

  Nie bój się ani teraźniejszości, ani przeszłości, ani przyszłości; ani ludzi, ani świata; ani pytań, ani odpowiedzi; ani listów, ani telegramów; ani kolegów, ani przełożonych.
 Niech cię nie straszą nocne majaki katastrof, chorób, zawiści ludzkiej. Wchodź bez lęku w rozpoczynający się dzień.
 Grzechy przeciwko nadziei są tak wielkie jak grzechy przeciwko miłości.
 


Nie wiecie

  Ile razy stałeś pod drzwiami, będąc pewny, że spotka cię awantura, a przyjęto cię z otwartymi rękami. Ile razy wchodziłeś ze słońcem w duszy i na ustach, a zgaszono cię obojętnością, lekceważeniem albo nawet wyrządzono ci krzywdę. Ile razy spodziewałeś się nagrody, a nikt nawet o niej nie pomyślał. Ile razy spadła na ciebie pochwała za detal, którego nawet nie zauważyłeś. Ile razy nie spełniła się żadna z możliwości, jakie zakładałeś; stało się coś, czego przez moment nawet nie przypuszczałeś.
 Nie miej więc zbyt wielkiego zaufania do swoich przewidywań. Rzeczywistość na pewno je przerośnie. Ale nie bój się jej. Ona jest Boża.
 


Niech umarli grzebią umarłych

  Wyeliminuj ze swoich rozmów takie pytania jak: „Kiedy kolega składał maturę?” albo: „Kiedy pan robił dyplom?”, aby z kolei gwałtownie obliczać, ile twój rozmówca ma lat, i porównywać z nim siebie. Zdejmij ze ściany zdjęcia z dawnych lat, schowaj albumy ze starymi fotografiami, usuń dyplomy, odznaczenia, nagrody świadczące o twoich zasługach i osiągnięciach. Bądź spokojny, Bóg je wszystkie pamięta, a dla ciebie są one nie tylko niewskazane, ale niebezpieczne, bo trzymają cię w świecie, który już odszedł.
 Nie wspominaj bez potrzeby. Zlikwiduj opowiastki zaczynające się od zwrotu: „Za moich czasów…” albo: „Pamiętam, było to w roku…”
 Nie myśl, że chcę zniszczyć twoją przeszłość; ona jest dostatecznie w tobie. Nie chcę tylko, żebyś nią ciągle żył. Masz konkretne obowiązki postawione przez Boga: dzień dzisiejszy i czekającą cię przyszłość – tym się zajmij.
 


Niech się nie wraca

  Nie wracaj do swoich dawnych miejsc zamieszkania ani na stanowiska poprzednio zajmowane, ani do ludzi, z którymi blisko żyłeś. Nie łudź się: nie wrócą nigdy tamte „dobre czasy”. Nie odnajdziesz swoich dawnych znajomych ani oni w tobie nie odnajdą tamtego człowieka. Będziesz dla nich upiorem dawnych lat. Bo inny jest ich świat, który był wtedy twoim, inny jest już świat, w którym żyjesz. Z każdym dniem stajesz się dla nich bardziej obcy. Przekonasz się w pierwszej rozmowie – po: „Co u ciebie słychać, jak ci się wiedzie, co z naszymi wspólnymi znajomymi?” zabraknie tematu. Pomyślicie z przykrością o sobie: „Jak on się zestarzał”.
 Jeśli stanie się inaczej, to dowód, że napotkałeś przyjaciela, chociaż może nigdy go tak nie nazywałeś. Ale to jest bardzo rzadki wypadek.
 


Ptaki niebieskie

  Gdy zobaczysz coś pięknego, nie chwytaj za aparat fotograficzny czy też nie żałuj, że nie masz go przy sobie – nie kolekcjonuj pięknych chwil. Szczęścia nie da się zamknąć w albumach fotograficznych, nie da się go przywołać przez odwrócenie kartki.
 Nie myśl, że już nic wspanialszego spotkać cię nie może. Idź naprzód. Bądź spokojny: rzeczywistość jest bogata – nie wyczerpiesz jej w ciągu swego życia.
 


Ufaj

  Co ty myślisz o sobie? Że jesteś genialny? Że jesteś bardzo inteligentny? Co zostało z twoich „snów o potędze”? Co z twoich młodzieńczych marzeń o wielkości? – Zgaszone spojrzenie człowieka, który chce już tylko małej stabilizacji.
 A przecież w tobie są możliwości, których nawet nie przeczuwasz. Jesteś zdolny do czynów, o jakich nie marzyłeś w najśmielszych przypuszczeniach. A w tobie drzemie wielkość.
 Byleś tylko dalej chciał walczyć.
 


Małej wiary

 Nie zasłaniaj się swoją małością, złem, które zdążyłeś w życiu popełnić.
 Nie zasłaniaj się swoim bałaganiarstwem, lenistwem, brakiem inteligencji – wadami, których jesteś świadom.
 Nie bój się ludzi, którzy stają ci na przeszkodzie, którzy ci złośliwie brużdżą, nie bój się opornego świata.
 Masz dość siły, aby stanąć na wysokości zadania.
 Daje ci ją Ten, który żąda od ciebie wielkości.
 


Włóż na nią rękę Twoją, a będzie żyć

 Stoisz w pokoju dyrekcji. Kierownik robi ci wyrzuty. Nie bronisz się. Każde twoje słowo byłoby nieporozumieniem. To, co on mówi, może to i prawda, ale przecież to są szczegóły. A gdzież praca, którą włożyłeś? Wróciłeś do domu, usiadłeś na krześle; trzeba by się przebrać, nastawić wodę na herbatę, ale tak bardzo się nie chce.
 Jesteś chory. Przed chwilą lekarz wyszedł, jeszcze jego słowa dźwięczą ci w uszach. Zupełnie niedwuznacznie z tego wynikało, że gdybyś tyle nie pracował, gdybyś się nie przemęczał… Wokół ciebie kręcą się ludzie, dla których żyłeś, na których pracowałeś. Dzieli cię od nich odległość inności: oni są zdrowi.
 Ujrzałeś na twarzy człowieka, którego nazywałeś przyjacielem, grymas, chociaż prosiłeś o taką prostą rzecz. A zdawało ci się, że zatarła się różnica  pomiędzy „on” i „ja”. Teraz spostrzegłeś, że odległy jest od ciebie o całe światy.
 „Chciałbym, ażeby do mnie przyszedł ktoś najbardziej Prosty.
 Taki, jak na maszty brane polskie sosny.
 Żeby mi powiedział słowo jedno tylko – Synu.
 I aby odszedł. I żeby zostawił bladą woń jaśminu”.
 


Proście

 Z pustymi oczyma podniesionymi ku górze, wyciągając przed siebie sztywne ramiona, posuwamy się ku przodowi niepewnymi krokami. Zderzamy się z podobnymi nam ślepcami, obijamy się o sprzęty, ściany, błądzimy wśród labiryntu uliczek myleni fałszywymi głosami, potykamy się o kamienie, brodzimy przez kałuże, rozdygotani, niepewni, smutni.
 Ale czy nie przeczuwasz istnienia innego świata? Przecież doleciał do twoich uszu szum lasu. Przecież musnęło twoją twarz ciepło słońca. Uklęknij przy drodze, bo Jezus przechodzi i wołaj: „Jezusie, Synu Dawidów, zmiłuj się nade mną!” Usłyszy. Ale ty wołaj dalej: „Jezusie, Synu Dawidów, zmiłuj się nade mną!”. Może cię będą uciszać, abyś dał spokój, bo to nie ma sensu. Nie przestawaj, tylko proś. Na pewno podejdzie i spyta: „Co chcesz, abym ci uczynił?” „Panie, abym przejrzał”. Na pewno odpowie: „Niech ci się stanie, jakoś chciał”.
 I zobaczysz najpierw Jezusa, a potem ów inny świat – kolorowy, przestrzenny, prawdziwy.
 

 

strona: ...[2]  [3]  [4]  [5]  [6]  ...