Biblioteka
CHODZĄCY PO MORZU
strona 2

TY

SAM
 



 

„Tylko modlitwą i postem”
________________________________________________________________
 
   Co to znaczy być normalnym? Co to znaczy być nienormalnym? Ile w nas obciążeń dziedzicznych, kompleksów nabytych bez naszej woli, a ile naszej winy: naszej głupoty, słabości, niezaradności – i w końcu złości naszej.
 Tyle w nas zaciekłości, nieprzejednania, zazdrości, wstrętów, pogardy. Tyle smutków, strachów, zahamowań, uprzedzeń, pretensji, zadrażnień, zaborczości, brutalności, gwałtowności, chamstwa, nieopanowania. Tyle w nas podejrzliwości, kłamstwa, obłudy, przewrotności.
 Na ile jesteś normalny, na ile jesteś nienormalny? Ile w tobie spadku po przodkach, urazów doznanych w dzieciństwie, a ile twojej winy?
 Coś ty z siebie zrobił? Co ty z sobą robisz?




„Przestraszył się i zaczął tonąć”
__________________________________________________________

  Idziemy po wąskiej taśmie normalności. Pod stopami zieją dziury niepamięci, po bokach cisną się oślizłe ściany wstrętów i obrzydliwości, nad głową zawrotna ciemna przestrzeń, w perspektywie chmury napierających strachów. Idziesz wąską taśmą normalności. Brakuje tylko kroku, żebyś się zapadł w czeluść nieczułości, apatii, żebyś nabrał uprzedzeń, kompleksów, żebyś się dał pochłonąć lękom, niepokojom. Brakuje tylko kroku, żebyś przestał odbierać prawidłowo świat, przestał słyszeć, co do ciebie ktoś mówi, przestał logicznie myśleć.
 Chodzisz po wąskiej taśmie normalności. Strzeż jej. Pilnuj. Doceniaj.
 



„I począł Go kusić”
_________________________________________________________

 To jest propozycja, która jawi się przed każdym z nas: uśmiechnij się podle, wykpij, donieś, rzuć oszczerstwo, przemilcz prawdę, a otrzymasz twoje królestwo.
 Potem okazuje się, że dałeś się zwieść: za ten fałszywy uśmiech, wymanewrowanie kolegi, oszustwo – za twoją nieuczciwość jeszcze nie otrzymałeś swojego królestwa. Ale przy następnej okazji usłyszysz tę samą propozycję.
 I opętany majakiem zdobycia swojego królestwa coraz bardziej będziesz brnął, aż stanie się dla ciebie wszystko jedno. Już kłamstwo nie będzie kłamstwem, kradzież nie będzie kradzieżą, krzywda nie będzie krzywdą, każdy chwyt będzie dozwolony – byłeś tylko zdobył twoje królestwo.

 

„Przyprowadzili mu opętanego”
_________________________________________________________

   Z czym ci się wszystko kojarzy? Z seksem, pieniędzmi, karierą, sławą? Co cię opętało, że ze środka uczyniłeś cel, że w szczególe zobaczyłeś istotę, sens życia?
   I czy z tego zdajesz sobie sprawę?


 


„Jeżeli oddasz mi pokłon”
_________________________________________________________

 Gdyby się tak można było dowiedzieć o adres szatana, u którego sprzedaje się duszę za dobre pieniądze. – Bo na końcu zawsze człowiek by sobie „Godzinki” przypomniał i jakoś by się uratował. A co by sobie użył, to by sobie użył. – Ale adresu nie podają. I to nie dlatego, że byłoby za dużo zgłoszeń, ale że on nie ma stałego adresu. On jest wszędzie. A po drugie: każdemu to samo obiecać – że otrzyma władzę nad światem? – Nie uwierzą. Dojdzie do konfrontacji i kłopot.
 Ale przecież szatan coś daje. Daje samochód – lepszy samochód, posadę – lepszą posadę, podwyżkę pensji – większą podwyżkę pensji, nazwisko – lepsze nazwisko, wyjazd za granicę – lepszy wyjazd za granicę. Daje za opętanie: jak sobie powiesz, że chcesz to osiągnąć za wszelką cenę – to osiągniesz. Ale musisz wliczyć w rachunek, że tak jak tkanka rakowa zeżre cały organizm, tak to twoje opętanie zeżre twoją osobowość, zablokuje wszystkie istotne nurty twojego rozwoju, zniszczy twoje powołanie, twoją twórczość. Będziesz tylko wciąż o tym detalu przemyśliwał, skupisz na nim swoją uwagę, skoncentrujesz wszystkie swoje poczynania, zwiążesz z nim swoje uczucia. I nie będziesz już nic innego widział, na nic innego reagował. Zostanie tylko kupka zgnilizny wczepiona w swoją zdobycz. Będziesz miał to, coś chciał mieć.
 Najtragiczniejsze jest to, że w miarę upływu czasu tracisz samokrytycyzm i nie potrafisz sobie powiedzieć, na którym jesteś etapie podpisywania swojego cyrografu. Ile z ciebie jeszcze zostało, a co już zżarł rak opętania.





„Kto by rzekł bratu swemu głupcze”
__________________________________________________________

 Czy wiesz o tym, że się możesz wściec: że rozleci się twoja osobowość, posypią się twoje zasady, zwyczaje, sposoby bycia. Przestaniesz panować nad swoimi myślami, słowami, ruchami, i porwany falą szaleństwa narobisz straszliwych głupstw, porozbijasz i poranisz ludzi. Może nawet przekreślisz na zawsze swoje życie. I nic nie pomoże, że za chwilę będziesz rwał włosy, tłukł głową w ścianę i mówił: Jak ja mogłem to zrobić? Na wszystko będzie za późno. Już niczego nie odwołasz, już niczego nie odmienisz. Nic nie powróci do stanu pierwotnego.
 Czy ty wiesz, że się potrafisz wściec? A jeżeli już wiesz, to naucz się wsłuchiwać w pomruki rozpoczynającej się w tobie lawiny, żeby wstrzymać ją póki czas. Bo za moment będzie na wszystko za późno.

 


„Kto chce zyskać życie swe, straci je”
__________________________________________________________

 Nikt cię nie może zniszczyć. Dokonać możesz tego tylko ty sam. Ty zdecydujesz, nie oni, czy twój horyzont zamknie się na sprawach ambicjonalnych. To ty sam wchodzisz na cokół samouwielbienia. To ty nadajesz swoim prywatnym interesom rangę absolutną. To ty nazywasz swoją żądzę sławy walką o prawdę.
 To ty, nikt inny, rozstrzygasz, czy jesteś wolny.

 


„Nieprzyjaciele twoi”
__________________________________________________________

 Największe zagrożenie płynie dla ciebie nie od twoich nieprzyjaciół, nie ze świata, ale z ciebie samego: że stchórzysz, że zabraknie ci mądrości, wytrwałości, cierpliwości, że ogarnie cię lenistwo, zniechęcenie, że dasz się ponieść gniewowi, nienawiści, zazdrości, fałszywej ambicji – i złamiesz tę linię postępowania, którą, zdawało ci się, na zawsze sobie wytyczyłeś; wyprzesz się tego, w co dotąd wierzyłeś, zgodzisz się na to, przeciwko czemu protestowałeś – zrezygnujesz z wielkości, do której dążyłeś.
 Największe niebezpieczeństwo grozi ci nie od twoich nieprzyjaciół, ale od ciebie: że zabraknie ci wiary, nadziei, miłości.

 


„Sprawiedliwy siedmiokroć na dzień upada”
__________________________________________________________

 Dobrze, jeżeli grzeszysz: dobrze, jeżeli czujesz, jeżeli mówisz sobie, że grzeszysz.
 Źle, jeżeli nie grzeszysz: jeżeli nie czujesz, że grzeszysz, i wciąż upierasz się, że postępujesz słusznie. A równocześnie ludzie, którzy z tobą współżyją, skarżą się na ciebie: że jesteś szorstki, nieuprzejmy, ordynarny, bezwzględny, że postępujesz nieuczciwie, stronniczo, niesprawiedliwie, tchórzliwie, że dbasz tylko o swoje sprawy, że kierujesz się sympatiami, uprzedzeniami, że jesteś nieobowiązkowy, leniwy, nieodpowiedzialny.
 A ty wciąż nieodmiennie powtarzasz, że sumienie nic ci nie wyrzuca, że jesteś w porządku.

 


„I przemienił się przed nimi”
__________________________________________________________

 Grzechy nasze to nie kamienie, które gromadzą się obok nas na naszą hańbę i na nasze potępienie. Dobre czyny nasze to nie drogocenne diamenty, które gromadzą się na naszą chwałę i na nasze zbawienie.
 Wszystko jest w nas. Każdy zły czyn: każda nienawiść, zazdrość, chciwość jest jak punkt gnilny. W miarę jak pogrążasz się w swojej złości, on rozszerza się: coraz bardziej stajesz się zepsuty. Każdy twój dobry czyn – gdy zawstydzisz się swojej interesowności, zemsty, podłości, gdy odwrócisz się od zła – powoduje twoją odnowę, powracanie do normalności.
 Wszystko dzieje się w nas. Popełniony grzech pozostaje w tobie. Dobry czyn jest w stanie go zmazać: przemienić cię na obraz Syna Człowieczego.

 


„Jeśli ziarno nie obumrze”
__________________________________________________________

 My, wieczni zbieracze, którzy z uporczywością maniaka dążymy do tego, żeby zagarnąć, zatrzymać, posiadać – rzeczy, ludzi, siebie. Którzy wciąż chcemy mieć pewność, że to nasze, że nam nikt tego nie wydrze, że nikt nie ma prawa do naszych rzeczy, naszych ludzi, nas samych.
 A rozsypie ci się to wszystko w rękach, w popiół zamieni; a odejdzie od ciebie człowiek, który cię naprawdę kochał; a obrzydniesz sam sobie – ty, posiadacz swojej chwały.
 My, wieczni zbieracze – rzeczy, ludzi, siebie samych.

 


„Narodził się w stajni i położono Go w żłobie”
__________________________________________________________

 Jak nie mieć, gdy inni mają. Jak nie mieć więcej, gdy inni więcej mają. Jak nie mieć lepszego, gdy inni lepsze mają. I tak rzeczy zabudują twoją wyobraźnię, myślenie, uczucia. Odtąd już nic nie usłyszysz. Odtąd już nic nie zobaczysz. Odtąd już nic innego nie poczujesz. Twoje ręce będą szukać tylko twardego kształtu rzeczy. A wtedy już cię mają. Już każdy może tobą powodować: niech tylko ci podsunie pod dłoń rzecz; niech tylko ci rzuci pieniądz na stół. Już nie jesteś wolny. Już nie jesteś człowiekiem, a tylko opętanym żądzą posiadania zbieraczem.
 I dlatego Jezus wciąż poucza, że trzeba być, a nie mieć, że trzeba działać, a nie składać, że trzeba dawać, a nie zbierać. I dlatego narodził się w stajni i położono Go w żłobie.

 


„Wy, którzy źli jesteście”
__________________________________________________________

  Jesteś jasnością, ale i ciemnością.
 Jest w tobie zachwyt pięknem, miłość dobra, radość z prawdy, ale tuż obok jest nienawiść dobra, wstręt do piękna, pogarda prawdy.
 Żądasz wolności, ale i drzemie w tobie zapiekła niechęć do każdej swobody, tępa złość na każdą odmienność, zemsta za każdy odruch samodzielności, chęć paraliżowania każdej próby odgięcia karku.
 Tęsknisz za tworzeniem, ale i chcesz zniszczenia każdego dzieła, wszelkiego tworu. Jest w tobie czyhanie na wszystko, co żyje, pragnienie, by wszystkich i wszystko zagarnęła śmierć. Czekassz na sposobność, by nie dopuścić do rozwoju, zdławić w zarodku, podgryźć, by się zawaliło, legło w gruzach, by zwiędło to, co zakwitnęło.
 Podziwiasz, ale i zazdrościsz wszystkiego: każdego uśmiechu, sukcesu, kroku naprzód, i korzystasz z wszelkiej okazji, by wyśmiać, wyszydzić, zbezcześcić, sprofanować, upokorzyć, zniszczyć.
 W tobie jest ciemność, która chce cię zagarnąć, byś się stał nocą – która chce zgasić światłość, jaką jesteś.

 

„Jeżeli pokutować nie będziecie”
__________________________________________________________

 Potrzeba nam umartwienia, potrzeba postu, bo w nas tuż obok dobra drzemie zło. Stąd tak często jesteśmy zagubieni w naszych ocenach, skłóceni sami z sobą, tracący orientację, grunt pod nogami. I uważamy za dobro to, co po chwili opanowania się ocenimy jako zło; za rację to, co po chwili uciszenia uznamy za kłamstwo; za sprawiedliwość to, co po chwili uspokojenia znajdujemy jako krzywdę.
 Potrzeba nam umartwienia, potrzeba postu, bo potrzeba nam świadomości zagrożenia złem: żebyśmy tacy pewni siebie nie byli – bo nie jesteśmy; żebyśmy tacy mądrzy nie byli – bo nie jesteśmy; żebyśmy tacy doskonali nie byli – bo nie jesteśmy.

 

„Idź i nie grzesz więcej”
__________________________________________________________

 Nie ma zmarnowanego życia – dopóki żyjesz. Dopóki żyjesz, możesz się obudzić, opamiętać, poprawić. Możesz się nawrócić, odnaleźć swoją drogę, funkcję, powołanie – według łaski, jaką otrzymałeś. Możesz tworzyć, budować, mieć swoje wielkie dni.
 Dopóki żyjesz, jeszcześ się nie nawrócił, nie odnalazł, nie zobaczył siebie w prawdzie, nie dał z siebie wszystkiego. Jeszcze wciąż za dużo w tobie egoizmu i interesowności, lenistwa i oportunizmu. Jeszcze nie dorastasz do łaski, którą otrzymałeś. Dopóki żyjesz.

 

„Pierwsze i najważniejsze przykazanie”
__________________________________________________________

  Kochać. To samo słowo wypowiadane przez wszystkich ludzi. Przez każdego inaczej rozumiane, według miary, jaką Bóg dał każdemu z nas – na ile ten dar Boży rozwinęliśmy albo zniszczyli.
 Kochać. Twoją miłość mierzy się wielkością twojej wrażliwości: na człowieka, który stoi obok ciebie, na społeczeństwo, w którym żyjesz. Na ile spowodowałeś, że skóra na tobie narosła, na ile uodporniłeś się, żeby mieć spokój od ludzi lub żeby nimi na zimno manipulować.

 


„Grzechy wasze”
__________________________________________________________

 Nie lamentuj bez końca nad rozlanym mlekiem. Po prostu: twoja porywczość szczeniacka, dziecinny gniew, paroksyzm strachu, chciwość nieopanowana; i głupota. Beznadziejna twoja głupota.
 Nie pytaj bez końca – dlaczego, ale pytaj: Jak żyć dalej, żeby nie było tych wciąż powtarzanych błędów i głupstw. Nie stój bez końca nad rozlanym mlekiem, ale idź dalej, bo szkoda czasu.

 


„Zdaj sprawę z włodarstwa twego”
__________________________________________________________

 Inaczej się gra, jeżeli w swojej, może nawet nijakiej, talii kart ujrzy się wielką kartę. Rzecz w tym, żeby umieć nią zagrać: aby nie doszło do tego, że przez nieumiejętność, strach, niedbalstwo będziesz musiał ją oddać niewykorzystaną.
 Czyś już zagrał swoją życiową kartą? Bo jeżeli tak i jeżeli ci się udało, to musisz przyznać, że teraz łatwiej jest żyć. Bo pamięć tej wielkiej chwili rzuca blask na całe dalsze życie. Dodaje odwagi, wspaniałomyślności, daje poczucie godności.
 A może jeszcze jesteś przed tym wydarzeniem? Uważaj, żebyś pod koniec życia nie spostrzegł, że tę wielką kartę wciąż kurczowo trzymasz w rękach. Aż do momentu, gdy ci ją wyjmą i odrzucą.

 


„I począł się rozliczać”
__________________________________________________________

 Gdybyś wiedział, ileś dostał i ile masz zyskać; za co jesteś odpowiedzialny, a co już ciebie nie dotyczy, nie musi cię obchodzić. Gdybyś wiedział. Ale ty nie wiesz. Nie wiesz, gdzie się kończy granica zmęczenia, a gdzie się rozpoczyna lenistwo; jak długiego potrzebujesz odpoczynku, a gdzie jest już czasu marnowanie. Ile pracy brać na siebie, a ile przerzucić na swoich współpracowników. Dokąd są wyrzuty sumienia, a kiedy rozpoczyna się chora wyobraźnia. I jesteś wciąż rozdarty, pozostawiony w niepewności. I nikt cię nie potrafi od tych wątpliwości do końca uwolnić.

 


„Jam jest życie”
__________________________________________________________

 Chcemy żyć. Ale jesteśmy świadomi, jak szczelnie wokół nas zamknięty jest krąg niebezpieczeństw. Niebezpieczeństw grożących od wypadków, od złych ludzi, od nas samych: od ciała naszego, które jest takie słabe i może nas w każdej chwili zdradzić.
 Chcemy żyć. I żyć nie tylko biologicznie. Ale im bardziej chcemy żyć jak ludzie, tym bardziej jesteśmy świadomi, jak zagrożona jest nasza wolność. Zagrożona przez człowieka, który jest obok nas i chce nas zdominować; przez społeczeństwo, które chce nas uformować na swoją modłę; przez nas samych: przez zło, które tkwi w nas, które może wymknąć się spod naszej kontroli i tak uróść, że zniszczy nas jak rak.
 Chcemy żyć – przestać się bać, na czymś się oprzeć, zaufać, mieć pewność: szukamy kamienia mądrości, wody życia, eliksiru miłości, ziela szczęścia. Patrzymy w gwiazdy, badamy znaki zodiaku, wczytujemy się w horoskopy. – Czy dobrze szukamy?

 


„I odszedł modlić się”
__________________________________________________________

 Przychodzi czasem na ciebie noc, kiedy nic nie widzisz. Czujesz, że każdy twój krok, każdy twój ruch może spowodować katastrofę.
 Przychodzi na ciebie mgła, kiedy każda droga wydaje ci się błędna. Twój głos zawisa w pustce, nie dociera do nikogo. Ludzie nie potrafią pojąć twoich trudności. I ty nie jesteś w stanie zrozumieć ich odpowiedzi.
 Przychodzi czasem na ciebie chwila, że chciałbyś, aby cię ktoś wziął za rękę i wskazał drogę, i powiedział, co masz robić.
 W takim okresie największą pomoc da ci modlitwa. A przez Boga z powrotem trafisz do ludzi.

 
„Jako dzieci”
__________________________________________________________

 Co pozostało po tych przeżytych już latach z twojej prostoty, autentyzmu, spontaniczności? Czy ty potrafisz się jeszcze cieszyć, zachwycać, oburzać, dziwić? A może wstydzisz się swojej wrażliwości: bo po tylu latach życia powinieneś już wiedzieć, że liczy się tylko to, na czym można zarobić, że reagować należy tylko na to, co niebezpieczne.

 


„A jesteście smutni”
__________________________________________________________

 My musimy być już teraz trochę wniebowzięci. My musimy już teraz trochę chodzić nad ziemią. I wierzyć po ryzykancku, i ufać wbrew obliczeniom, i kochać na wyrost, i radować się, choć czasem niewiele powodów do tego.
 My musimy już teraz trochę chodzić nad ziemią. Bo to wbrew pozorom jest jedyny klucz do życia. Za takimi ciągnąć będą w procesji, przylatywać jak ćmy do ognia, jak pszczoły do miodu - ci wszyscy obliczeni, wyrachowani, sprawiedliwi, a przy tym ogromnie smutni. By wziąć trochę beztroskiej wiary, trochę nieobrachowanej nadziei, trochę miłości za darmo – trochę radości, bez której nie da się żyć.
 My musimy już teraz być trochę wniebowzięci.

 

„Błogosławieni”
__________________________________________________________

 Jakiego chcesz szczęścia? Bo wbrew pozorom są różne kategorie szczęścia. O jakim szczęściu marzysz? To jest ważniejsze pytanie niż by ci się zdawało.
 Jakiego chcesz szczęścia? Takiego w wygodnych pantoflach, w fotelu przed telewizorem? A czy wierzysz, że można być szczęśliwym, kiedy się ma ręce urobione po łokcie, gdy pot zalewa ci oczy, gdyś umęczony do ostatka; że można być szczęśliwym będąc kamienowanym. A może jesteś właśnie tak szczęśliwy, choć sam o tym nie wiesz.

 

„Otrzymali nagrodę swoją”
__________________________________________________________

 My, wychowani na cenzurkach. Od małego dziecka głaskali nas po głowinach i bili po łapach. Za grzeczne zachowanie dawali cukierki, za złe posyłali do kąta. W szkole stawiali stopnie ze sprawowania i stopnie za naukę. Potem dawali stypendia, awanse, podwyższali pobory, przyznawali premie, wyróżnienia, nagrody, nominacje. I tak nauczyli nas zerkać do góry: patrzeć, czy mają minę srogą, a może nawet grożą palcem, czy też kiwają nam z uznaniem głowami. W miarę upływu lat coraz lepiej jesteśmy wytresowani. Już prawie bezbłędnie zachowujemy się tak, żeby ważne osobistości były z nas zadowolone. I gdy zdarzy się, że nie zauważą naszego dobrego sprawowania albo przynajmniej zapominają nas za to pogłaskać, nie możemy tego przeboleć. A gdy jeszcze – przez pomyłkę albo nawet nie przez pomyłkę – mimo naszego dobrego zachowania, dostaniemy klapsa, doprowadza nas to na skraj rozpaczy.
 Po co więc jeszcze pytać: kim jesteś, co ty naprawdę myślisz, jaka jest norma twojego postępowania? Ciebie już nie ma. Jest tylko kram, gdzie wystawione jest wszystko na sprzedaż.
 Na tobie zresztą ciąg zła się nie kończy. Ty jesteś dla jakichś ludzi ważną osobistością. Manipulując nagrodami i karami niszczysz ich, jak i ciebie zniszczono.

 


„Nauczał jako władzę mający”
__________________________________________________________

 Tak długo jesteś wielki, jak długo służysz Sprawie. Im bardziej się w nią angażujesz, tym więcej ludzi pójdzie za tobą, nie żałując ani czasu, ani pieniędzy. Ale wszyscy odejdą, gdy ze Sprawy uczynisz interes dla siebie. Jeżeli ktoś przy tobie pozostanie, to tylko z litości, czekając na twoje nawrócenie.

 


„Rzekł szatan: To wszystko oddam tobie, jeśli złożysz mi pokłon”
__________________________________________________________

 To tkwi głęboko w nas: aby każdy dzień przynosił korzyść, aby każde nasze posunięcie opłacało się nam, by wykorzystać każdą okazję, sposobność, i przeskoczyć na wyższy stopień. Wciąż zyskiwać, otrzymywać, zdobywać, osiągać, gromadzić – iść naprzód.
 Ale wiedz, że przyjdzie czas, chwila – że już przyszła – kiedy musisz mówić: nie. Wobec sposobności, możliwości, szans, które ci się ukazują, musisz powiedzieć: pas – dziękuję. Rezygnuję z tego stopnia, punktu, zysku. Nie skorzystam, nie zarobię. Bo chcę być wolny, chcę być uczciwy wobec siebie i wobec innych, bo to nie godzi się z moim sumieniem; albo po prostu: bo jestem chrześcijaninem.
 Obyś miał – gdy przyjdzie czas próby – dostateczną ilość sił, by powiedzieć: nie.

 


„Wzięli zapłatę swoją”
__________________________________________________________

 Ale nade wszystko pilnuj swoich intencji. Ale nade wszystko pilnuj motywacji swoich czynów – dlaczego, po co, z jakiego powodu ja to robię, tego się podejmuję.
 Ale nade wszystko pilnuj motywacji swoich czynów. Tu rozstrzyga się twoja wielkość i twoja podłość, twoje człowieczeństwo, twoje chrześcijaństwo.

 


„Prorocy wasi”
__________________________________________________________

 Każdy z nas ma coś z proroka: każdemu objawia się Bóg w niepowtarzalny sposób – każdemu jest dane widzieć Boga, świat, ludzi, siebie w jakiejś prawdzie. Każdy z nas musi mieć coś z proroka: każdy musi to, co zobaczył, przekazać ludziom, podzielić się z nimi tym, czym został obdarzony.
 Gdy to zaprzepaścisz, staniesz się urzędnikiem podbijającym pieczątkę pod cudzymi pomysłami.

 


„Kim jesteś”
__________________________________________________________

 Twoja godność osobista. Czy masz szacunek dla słowa, które powiedziałeś. Czy nie uciekasz w ogólniki, w powoływanie się na innych, w zasłanianie się cudzym autorytetem. Czy bierzesz odpowiedzialność za swoje słowo: czy jest ono doprecyzowane, czy wyraża to, co chcesz wyrazić. Bez cienia fałszu.
 Twoja godność osobista. Czy masz szacunek dla pracy, której się podjąłeś – czy ty się jeszcze czegoś podejmujesz. A może – z lenistwa, wygody, bojaźni: aby nie myśleć ani nie decydować, aby uwolnić się od odpowiedzialności za to, co się dzieje – wtopiłeś się w tłum i człapiesz w nim, poddając się jego instynktowi.
 Czy ty już sobie uświadomiłeś samego siebie? Czy ty wiesz, że ty – jesteś ty?
 Twoja godność osobista. Twoja godność. Ty sam.

 


„Idź za mną”
__________________________________________________________

 Bądź rzeką. Nie staraj się być pomnikiem. Nie gromadź swoich pomysłów, wynalazków, powiedzeń, uśmiechów, gestów, które się sprawdziły, o których przekonałeś się, że ci odpowiadają, które znalazły oddźwięk w twoim towarzystwie. Nie gromadź nawet swoich przekonań, poglądów, ocen. Bądź rzeką. To trudniej. Łatwiej wyciągać ze swojego skarbca gotowe uśmiechy, zwroty, odpowiedzi, tezy, pewniki. Ale wtedy nawet się nie spostrzeżesz, jak staniesz się martwym pniem.
 Bądź rzeką. To trudniej. To prawie niebezpieczne. Strach przed tym – że ci nie przyjdzie na czas odpowiedź, rozwiązanie, pomysł, że tak w ciemno iść, zawsze od początku, szukać. To trudniej. Ale wtedy jesteś człowiekiem, gałęzią, która się zieleni, a nie martwym, czarnym pniem.

 


„Tyś powiedział”
__________________________________________________________

 Masz słabą głowę. Nie licz za bardzo na nią, boś się już tyle razy sparzył. Dlatego gdy wreszcie ujrzysz się w prawdzie, gdy poznasz swoje obowiązki, gdy zrozumiesz swój błąd, wbijaj kołki postanowień, zwłaszcza w miejscach, gdzie jesteś słaby, gdzie się wywróciłeś – dawaj sobie słowo. Albo inaczej: dawaj Bogu słowo.
 I gdy znowu zaczniesz tracić głowę i wszystkie argumenty uznasz za bezsensowne, wtedy uratować cię może ta jedna nić – że przyrzekłeś, że dałeś słowo. Nawet bez powoływania się na to, że wtedy widziałeś ostro, bo nie ma czasu, tylko sobie to powtarzaj – że dałeś słowo.

 


„Dziś muszę stanąć w domu twoim”
__________________________________________________________

 Strzeż swojej chwili obecnej. Nie oglądaj się wstecz – tylko na tyle, by wyciągnąć wnioski z klęsk doznanych i odniesionych sukcesów. Nie wypatruj przyszłości – tylko na tyle, byle kierunku nie stracić. Niech twoja chwila obecna będzie maksymalnie precyzyjna, traktowana z największą powagą, absolutnie uczciwa. Ona ciebie określa: potwierdza albo zaprzecza twojej przeszłości. Ona wyznacza przyszłość przez twoją aktualną decyzję.
 Za tobą już kurtyna przeszłości. Przed tobą niewiadome. A ty nade wszystko strzeż chwili obecnej.

 


„Czemuś zwątpił”
__________________________________________________________

 Jesteś przegrany, gdy przestałeś ufać. Nawet gdyby wszystko szło ci dobrze. Nawet gdyby ci ludzie zazdrościli sukcesów.
 I tak długo stoisz, jak długo ufasz. Nawet gdy ci się wszystko wciąż rozsypuje, nawet gdy cię ludzie nieustannie niszczą, nawet gdy wbrew sobie, wbrew najgorszym prognozom, wbrew oczywistej przegranej, wbrew swojemu przerażeniu resztką woli – chcesz ufać.

 


„Twój czas”
__________________________________________________________

  Nie wpatruj się w swoją przeszłość. Bo z coraz większym przerażeniem będziesz stwierdzał, ile było okazji, sposobności, możliwości, któreś zaniedbał, zlekceważył, a które już są teraz nie do odrobienia – przepadły bezpowrotnie.
 Nie wpatruj się w przeszłość, bo spod ręki uciekną ci nowe możliwości, szanse, które trzeba natychmiast podjąć, których nie można przeoczyć. W przeciwnym razie za rok, a może nawet za parę godzin, będziesz z takim samym żalem oceniał miniony czas.
 Nie wpatruj się w przeszłość, ale bierz to, co ci Bóg wkłada teraz do rąk.

 


„Dziesięć talentów”
__________________________________________________________

 Uważaj na siebie zwłaszcza wtedy, gdy wszystko ci idzie dobrze. Żebyś nagle nie zachłysnął się sobą. Nie, nie myśl, że chcę odebrać ci tę odrobinę radości, która się stała twoim udziałem. Chcę cię jedynie ostrzec przed nieporozumieniem. Twoje sukcesy są wynikiem twojej pracy, twoich zdolności, ale również współpracy twoich przyjaciół, znajomych, jak i całkiem nieznajomych ludzi dobrej woli, w końcu – układów, które zaistniały. A co najważniejsze – wszystko to jest darem: i twoje talenty, i twój długoletni trud, i ludzie ci pomagający, i okoliczności. Dopiero w takim ujęciu twoje powodzenie zyskuje prawdziwy wymiar.

 


„Nie bójcie się”
__________________________________________________________

 Obyś się nigdy nie zaczął bać, bo już nigdy nie przestaniesz. Nie uspokajaj się, że gdy złapiesz jaką taką stabilizację, że gdy się wszystko uciszy, to się przestaniesz bać. Nieprawda. Im bardziej będziesz szsedł w górę, im więcej będziesz miał, tym silniej będzie w tobie rósł strach o wszystko, o wszystkich, o siebie samego.
 Nie bój się. Nie żyj w strachu. Co ci po takim życiu? Bóg stworzył nas do szczęścia.

 


„I odszedł smutny, bo miał majętności wiele”
__________________________________________________________

 Żebyś choć raz w życiu przestał się bać. Żeby chociaż raz w życiu naprawdę nie zależało ci na tym, co ludzie o tobie powiedzą. Żebyś choć raz w życiu nie troszczył się o swoje interesy, ale zaangażował się w Sprawę. Żebyś choć raz w życiu całkiem bezinteresownie zaczął komuś pomagać żyć. Żebyś się przynajmniej raqz w życiu zachwycił. Żebyś przynajmniej raz w życiu…
 - To zatęsknisz. To wtedy już nigdy nie będziesz ze swego spryciarstwa, ze swego groszoróbstwa zadowolony. Niezależnie od tego, na jakie świetne stanowisko się wydrapiesz, ile pieniędzy nagromadzisz.
 Żebyś choć raz w życiu był wolny. To wtedy będziesz już zawsze tęsknił za takim życiem.

 


„Powstał z martwych”
__________________________________________________________

 Ileż to razy już cię pogrzebano. Ileż to razy przywalono cię kamieniem oszczerstwa. Ileż to razy przyłożono pieczęć na twoją nieobecność. I zmartwychwstałeś. I chodzą pogłoski, że cię widzieli na ulicy, gdy szedłeś uśmiechnięty – jak dawniej, w najpiękniejsze dni twojego powodzenia i chwały. Zaczynają o tobie mówić ludzie z szacunkiem, podziwiać twoją mądrość i wytrwałość, rozumieć, trafnie odczytywać twoje intencje, doceniać zasługi. I zatrwożyli się twoi wrogowie, ci, którzy na ciebie wydali wyrok, którzy cię ukrzyżowali i pogrzebali.
 Nie myśl, że to ostatni raz. Jeszcze cię nieraz pogrzebią. Jeszcze nieraz będą się cieszyć z twojej śmierci. Ale zmartwychwstaniesz.
 Będziesz chodził w królestwie niebieskim wraz z Synem Bożym uwielbiony, pełen chwały, tak jak On, Brat nasz, w którym mamy wzór życia, śmierci i zmartwychwstania. Bo prawda zawsze zwycięży. Bo sprawiedliwość jest wieczna. Byłeś jej nie zdradził, byłeś jej zawsze służył.

 


„W drodze”
__________________________________________________________

 Doczekać się nie możesz, kiedy wreszcie znikną ostatnie rusztowania, wykopy, zwały cegieł, góry piachu, hałdy konstrukcji stalowych – kiedy wreszcie twój świat będzie uporządkowany. Doczekać się nie możesz, kiedy wreszcie wyjdziesz na twoje upragnione piętro, gdzie będziesz spokojnie mógł urzędować.
 Ale takiego świata nie ma. A naprawdę wtedy, gdy kładziesz kolejną cegłę twojej stabilizacji, musisz równocześnie przewidywać, jak ją zdemontować.
 I umrzesz wśród zwałów nieuporządkowanych spraw, gór niewykończonych prac, ciągle przebudowując swoje życie.

 


„Jeżeli sól zwietrzeje”
__________________________________________________________

 Ty jesteś ty dopiero z twoim światem – z ludźmi, ze sprawami, z rzeczami. Bez niego i ciebie by nie było. Stajesz się przez świat, w którym żyjesz, o ile potrafisz w nim się zaznaczyć: o ile wypowiadasz swoje zdanie, znajdujesz swoją pozycję, wyrażasz osobisty stosunek.
 W przeciwnym razie nie ma ciebie. Zniknąłeś pod nawałą spraw, ludzi, rzeczy. I już nie jesteś osobą, tylko jednostką, która dla świętego spokoju albo dlatego, żeby żyć, żeby utrzymać się na powierzchni, jest gotowa zgodzić się na wszystko.

 


„Rodowód”
__________________________________________________________

 Twoja historia nie zaczyna się od twego urodzenia. Twoja historia to historia twojego narodu. To są przodkowie twoi: niewolnicy i poganiacze, chłopi pańszczyźniani i panowie, mieszczanie, szlachta, wielmoże, magnaci, książęta, królowie, robotnicy i fabrykanci. To są przodkowie twoi: geniusze i durnie, wynalazcy i szalbierze, bohaterowie i zdrajcy, twórcy i gałgani, ludzie pracy i wydrwigrosze. Do nich należysz. Powiększysz grono jednych lub drugich. Będziesz człowiekiem godnym albo podłym, twórcą albo oszustem. Od ciebie zależy, za kim pójdziesz, do jakich tradycji nawiążesz, w który nurt wejdziesz.

 


„Jeszcze dziś ze mną będziesz w raju”
__________________________________________________________

 Powiedz sobie, że chcesz żyć tak, jakby to był ostatni rok twojego życia. Nawet nie „jakby”: powiedz sobie, że to jest ostatni rok twojego życia. I gdy może na końcu tego roku z niejaką satysfakcją powiesz mi – a może już nie mnie – „A jednak to nie był ostatni rok mojego życia”, to nic nie stracisz.
 Bo naprawdę można żyć tylko wtedy, kiedy się nada swojemu życiu wymiary ostateczne. Tylko wtedy można prawidłowo rozstrzygać, pracować, mówić, myśleć.
 A może to będzie naprawdę ostatni rok twojego życia.

 


„Już jest we drzwiach”
__________________________________________________________

 Przyjdzie czas, że zaczniesz się rozsypywać: słabszy wzrok, wypadające włosy, psujące się zęby, wiotczejąca skóra; zawroty głowy, tłukące się serce, zaburzenia w krążeniu, niedomogi wątroby, nerek, żółci; nagle odzywają się, znikają, aby pojawić się znowu. Aż wreszcie odkryjesz prawdę: „śmierć po mnie chodzi”. – Czy ty jesteś na takie stwierdzenie przygotowany?
 Już nie ten wzrok, nie ten słuch, nie ten refleks, nie te nerwy. Zapominasz, powtarzasz. Wszystko idzie ci topornie. Stwierdzasz: „Starzeję się”. – Czy potrafisz to udźwignąć? A może wpadłeś w panikę i szukasz bezskutecznie oparcia w świecie, który się zawalił.

 


„Nie bójcie się tych, którzy mogą zabić wasze ciało”
__________________________________________________________

 Patrzysz na tamte zdjęcia, zdjęcia ludzi powieszonych, rozstrzelanych, zamęczonych. Kto to był? Za jaki bohaterski czyn? Kto z nich był wielki? Kto tchórzliwy? A może zdrajca? Patrzysz na fotokopie ogłoszeń o rozstrzelanych. Już ci nic nie mówią. Może już nie ma nikogo, kto by wiedział, kim byli ci ludzie. A przecież to dopiero niewiele ponad trzydzieści kilka lat. Tak prędko się o bohaterach zapomina? Żółkną fotografie, rozpadają się dokumenty.
 Co będzie za następne trzydzieści kilka lat? Co będzie w trzydzieści kilka lat po twojej śmierci? Ktoś będzie patrzył na twoje zdjęcie, przeczyta nazwisko i powie może: „Tego to ja nie znam”. I nie to jest ważne. Nie to ma być ważne dla ciebie. Bo można wrastać w nieśmiertelność – nie tę notowaną zdjęciami i dokumentami pisanymi, ale czynami, które wyjdą ponad twój mały, głupi egoizm, a dosięgną prawdy, uczciwości; czynami, którymi może być napełniony każdy twój dzień. Bo jak dorośniesz swoimi czynami do Boga, to w Nim zostaniesz. I to jest ważne.

 


„Póki światłość macie”
__________________________________________________________

 Obyś wciąż słyszał przesypujący się piasek twojej klepsydry. Ile jeszcze lat. Ile jeszcze miesięcy. Ile jeszcze godzin ci pozostało. Czy ty masz świadomość czasu.
 Jak żyjesz. Jaki procent twego czasu poświęcasz na sprawy ważne, którym się oddałeś, w które jesteś zaangażowany. Czy masz takie. A może życie ci cieknie z godziny na godzinę na niczym: Na jakimś gadaniu. Na jakimś jedzeniu. Na jakimś chodzeniu. Na jakimś pracowaniu. Na jakimś odpoczywaniu. A później przyjdą lata – one już przychodzą – kiedy będziesz się zajmował łataniem swojego rozlatującego się organizmu. Skoncentrujesz się na lekach, metodach, sposobach lekarskich – na podtrzymywaniu życia, a właściwie wegetowania: powiększania ilości twoich pustych dni.
 Obyś wciąż słyszał przesypujący się piasek twojej klepsydry

 


„Pan przyjdzie”
__________________________________________________________

 Jeszcze zedrzesz kilka ubrań, kupisz kilka książek. Jeszcze wyjedziesz kilka racy nad morze czy w góry.
 A potem śmierć.
 Tak się przewalają przez nas wydarzenia, jakie się dzieją to tu, to tam na świecie – wojny, katastrofy, nieszczęścia, odkrycia, wynalazki, osiągnięcia. Tak bardzo jesteśmy pod naporem zadań do podjęcia: i to już, i to natychmiast, bo wtedy życie się odmieni i na pewno zbawienie przyjdzie.
 Nie daj się popychać. I dlatego tak potrzeba, żebyś choć od czasu do czasu zobaczył swoje życie w wymiarach ostatecznych.
 Zedrzesz jeszcze kilka ubrań, popracujesz kilka lat, wyjedziesz kilka razy na urlop w kraju albo za granicę. Kilka razy.

 


„Kto chce iść za mną”
__________________________________________________________

 Nad twoim grobem stanie krzyż. Czy to będzie najtrafniejszy kształt twojego życia? Czy tylko przypadek albo nieporozumienie?
 Jeszcze jest twój czas. Jeszcze żyjesz. Jeszcze cię pytają, odpowiadasz, jeszcze podejmujesz decyzje, jeszcze stajesz wobec swoich obowiązków zawodowych, jeszcze spotykasz się ze swoimi wrogami.
 Czy krzyż jest najtrafniejszym kształtem twego życia?

 


„Jeśli uwierzysz”
__________________________________________________________

 Wtedy gdy pada deszcz bez końca i dzień za dniem wstaje zapłakany, tonący w wodzie i błocie – musisz wierzyć, że wreszcie kiedyś deszcz ustanie.
 Wtedy gdy trwa niepogoda, jest wietrzno, ponuro, chociaż od rana do wieczora widzisz świat w tych samych kamiennych barwach i choć twój wzrok natrafia na ten sam szary sufit chmur – musisz wierzyć, że wreszcie kiedyś wyjdzie słońce.
 Wtedy gdy wszystko oblepia mgła i możesz widzieć tylko na odległość kilku kroków – musisz wierzyć, że ona wreszcie kiedyś podniesie się lub opadnie i zobaczysz dalekie perspektywy.
 Wtedy gdy tkwisz w ciemności, gdy minuty wloką się beznadziejnie i zdaje ci się, że noc nigdy się nie skończy – musisz wierzyć, że wstanie dzień.
 I tak będzie, i doczekasz się, i znowu będziesz chodził w słońcu, cieple i kolorach; otworzy ci się świat w całej wspaniałości – jeśli uwierzysz.

 


„A chwyciwszy powrozy”
__________________________________________________________

 Na twoim niebie musi świecić słońce. Czasem tylko – może wiosną latem albo zimą – nadciągnie burza i uderzy piorun. Ale wciąż wśród grzmotów i błyskawic żyć nie można.
 Na twoim niebie musi świecić słońce. Czasem zasnują chmury horyzont, spadnie deszcz. Ale wciąż pod kożuchem chmur, gdzie wszystko szare, żyć nie można.
 Na twoim niebie musi świecić słońce. Wtedy ręce twoje będą wciąż pełne kwiatów, nie kamieni. Wtedy ręce twoje nie będą zwinięte w pięść, ale rozwarte do pomocy. Wtedy będziesz szedł z twarzą pogodną, nie zasnutą smutkiem, nie ściągniętą gniewem.

 


„Jam jest droga”
__________________________________________________________

 Gdy z kieliszkiem wina w ręce, słuchając zegara wybijającego koniec roku próbujesz określić to wydarzenie, w którym uczestniczysz, pierwszym stwierdzeniem jest: udało się. Bo przeżyłem. A tylu ludzi młodszych odeszło w tym roku.
 Temu stwierdzeniu towarzyszy świadomość uciekających lat, rosnąca trwoga o każdy miesiąc, tydzień, dzień nawet, który cię czeka, i gorączkowe szukanie odpowiedzi na pytanie: jak przeżyć ten czas podarowany?

 


„I wy zmartwychwstaniecie”
__________________________________________________________

 Może polegniesz. Może, realizując swoje życie według wzoru Jezusa, przegrasz: twoja bezinteresowność będzie przez innych wykorzystana; twoja uczciwość nie zostanie przez nikogo zauważona; twoje zasługi nie zostaną przez nikogo wyróżnione; nie dojdziesz do żadnych dużych pieniędzy. Przylepią ci łatkę fantasty, naiwnego, nieżyciowego, niepraktycznego.
 Może polegniesz. Może przegrasz. Ale tak jak On przegrał, tak jak On poległ.


 

strona: [2]  [3]  [4]