28 maja 2006
7. NIEDZIELA PO ZMARTWYCHWSTANIU PAŃSKIM

"Został wzięty do nieba" 

     Jezus wstąpił w niebo w momencie swojej śmierci. To znaczy - zjednoczył się z Ojcem. Osiągnął pełnię szczęścia. Bo niebo to Bóg.
     Potem wielokrotnie pojawiał się apostołom. Aby umocnić ich w wierze. Aby udowodnić, że to czego nauczał, jest prawdą. Ukazywał się im w różnych sytuacjach. Wiele z nich opisuje nam Ewangelia. O innych tylko wzmiankuje. Objawiał się apostołom, aby im pomóc w wypełnieniu funkcji apostolskiej, do której zostali powołani. W pewien sposób kontrolował ich, sprawdzał, jak sobie radzą, co z Jego nauki zrozumieli, co mówią, jak nauczają, jak świadczą. Pomagał im jak matka, która prowadzi za rączkę dziecko stawiające pierwsze kroki.
     Oczywiście, to nie były zupełnie pierwsze kroki. W czasie swojej pracy nauczycielskiej rozsyłał apostołów po dwóch do miejsc, do których zamierzał się udać, aby przygotowali ludzi na to spotkanie. Stawiał swoich uczniów przed nowym zadaniem mówienia własnymi słowami o tym, co słyszeli od Jezusa, na co patrzyli, czego doświadczali. To była wielka szkoła apostołowania.
     Ale to jeszcze nie było to, co ich czekało. Wtedy mieli za plecami autorytet Jezusa. To On był prawdziwie Nauczycielem, a oni Jego uczniami. Mieli się do kogo odwołać, na kogo się powołać. Teraz szli do ludzi jako samodzielni nauczyciele. Zdani na własne siły. Na własną wiarę. Na własny rozum. Co z tego zrozumieli, Komu zawierzyli, czym płonęli, czym byli zachwyceni, co ich parło do apostołowania. Ale potrzebna była korekta. I otrzymywali ją od Jezusa objawiającego się im.
     Aż przyszła dorosłość. Stali się prawdziwie samodzielnymi nauczycielami głoszącymi prawdę o Bogu-Miłości, dla której prawdziwie warto było żyć. I tak skończył się okres objawiań się Jezusa Zmartwychwstałego.
     Ale nie definitywnie. Bo jeszcze był Szaweł, który powie: "W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi". Bo On objawia się i w naszych czasach - żeby wymienić św. Marię Alacoque albo nasza Faustynę. A objawia się nie na to, żeby wprowadzić korektę, ale przesunąć dominantę - w tym wypadku na miłość miłosierną Boga do ludzi.
     Obyśmy to rozumieli. Obyśmy stali się Jego apostołami.

KS. MIECZYSŁAW MALIŃSKI