Dziennik Polski

strona do druku


18 czerwca 2004
PO WYBORACH - PRZED WYBORAMI

 
     W prognozach dotyczących ostatnich wyborów gdzieś wyczytałem, że do urn wyborczych pójdzie najwyżej 20 procent uprawnionych. Nie wierzyłem. I prognozy się sprawdziły. Jestem wstrząśnięty. I to jest polski naród chrześcijański?! Tyleśmy się dowiedzieli od Jezusa Chrystusa, tyleśmy się od Niego nauczyli?! Jak by nie było, te 20 procent to jest legitymacja naszego chrześcijaństwa.
     Przecież nasz wymiar człowieczy jest nie tylko indywidualny, ale i społeczny. Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za siebie, ale za swoją rodzinę, za swój ród, za swoje miasto, za swój naród, za swoje państwo. Za swoją teraźniejszość, ale również za swoją przyszłość. Prawda zaglądnęła nam w oczy: zatraciliśmy ten wymiar społeczny do głębi.

* * *

     Chciałem znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Zacząłem rozmawiać.
     - Dlaczego nie poszedłeś do wyborów?
     - Co mnie to obchodzi! A niech se tam na górze łby urywają.
     - A właśnie to musi każdego obchodzić! Jesteś obywatelem państwa polskiego i ponosisz odpowiedzialność za to, co się w nim dzieje.
     - Ja? Odpowiedzialność za to, co się w państwie dzieje? Proszę mnie nie rozśmieszać.
     - Oczywiście że tak.
     - Ja z którym się nikt nie liczy. Nie mam zamiaru się wygłupiać. Oni mnie tylko wtedy potrzebują, gdy wymyślą sobie jakieś wybory. Wtedy ja mam potwierdzać ich pomysły. A figę. Nie mam ochoty robić z siebie błazna. Po drugie, ja myślę, że naród nie poszedł głosować, bo nie wie, na kogo. Ja się przyznam, że nie mam pojęcia, na kogo oddać głos.
     - Pytaj! Jak nie wiesz. Czytaj gazety. Słuchaj tego, co w radiu mówią. Przyglądaj się w telewizji. A to wszystko na to, żeby sobie wyrobić własne zdanie na temat poszczególnych ludzi i na temat partii, do której należą. Bez takiej twojej pracy się nie obejdzie. Na tym polega również demokratyczny system, o który walczyliśmy.
     - Tylko proszę mi nie mówić o systemie - ja nie wierzę nikomu. Wiem jedno na pewno: ci co kandydują, to po prostu chcą się dostać do żłobu.
     - A nie wierzysz, że chodzi im o dobro wspólne, że zależy im na Polsce?
     - Na jakiej Polsce. Pewnie że nie wierzę. Chcą się tylko jak najwięcej nachapać. I tyle.
     - Co to znaczy nachapać?
     - Nakraść. Wszyscy są tacy sami.
     - Wszyscy?
     - Wszyscy. Wystarczy czytać gazety albo oglądać telewizję. Co raz wybucha skandal. Co raz jakieś przekręty, korupcja, łapówki, oszustwa, zatajanie prawdy, zdradzanie tajemnic państwowych - za pieniądze oczywiście - współpraca z mafią.
     - To się zdarza, tylko nie wolno mówić, że wszyscy.
     - Ale tego za dużo.
     - A czyja to wina?
     - No czyja?
     - Wyborców. Takich myśmy wybrali.
     - Ja nie wybrałem. Na głosowania nie chodzę.
     - Mylisz się, ty też ich wybrałeś, przez to że nie poszedłeś głosować.

* * *

     W ciągu wieków wykuliśmy w Polsce taką zasadę polityczną: "Nic o nas bez nas". Ale to zanikło. Tego już nie czujemy! Przynajmniej te 80 procent nie czuje.
     "Nic o nas bez nas". We wszystkich sprawach dotyczących mojej osoby, rodziny, narodu chcę być obecny. Chcę być powiadomiony, chcę, by pytano mnie o zdanie, chcę mieć prawo współ-decydować, współ-rozstrzygać. Czuję się do tego uprawomocniony. To przynależy do mojej godności człowieczej i obywatelskiej.
     Nie jest to tylko troska o teraźniejszość, ale troska o swoją przyszłość, o przyszłość swojej rodziny, swojego rodu, swojego narodu! Tak jak naród nas wychował - że jesteśmy Polakami - tak trzeba kontynuować troskę o przyszłe pokolenia. "Nic o nas bez nas".

KS. MIECZYSŁAW MALIŃSKI