Rekolekcje Adwentowe 2004

strona do druku


REKOLEKCJE BOŻONARODZENIOWE 2004

NAUKA DRUGA
21 XII

     Dzisiaj będzie o Jezusie Chrystusie.
     Ale jak mówić inaczej o Jezusie Chrystusie, skoro On jest - w Najświętszym Sakramencie. Przy nas. Z nami.
     A trzeba mówić O Jezusie Chrystusie, bo przecież to są rekolekcje Bożonarodzeniowe.
     Wobec tego zaśpiewajmy:
          Chwała i dziękczynienie bądź w każdym momencie
          Jezusowi w Najświętszym Boskim Sakramencie.
          Ile minut w godzinie, a godzin w wieczności,
          tylekroć bądź pochwalon, Jezu, ma miłości.
     Panie Jezu, który jesteś ukryty w Najświętszym Sakramencie, kim Ty jesteś? Kto Ty jesteś?
     Pozwól, że takie pytania stawiam w imieniu nas wszystkich zgromadzonych tutaj w kościele. Kiedyś Ty postawiłeś takie pytanie apostołom swoim: "Za kogo mnie uważają ludzie?" "Za kogo uważają ludzie Syna Człowieczego?" - bo tak się chętnie nazywałeś: Syn Człowieczy. A Piotr wypalił: "Ty jesteś Chrystusem Boga Żywego". Pochwaliłeś go za to. A więc jesteś Chrystusem, Synem Boga Żywego. 
     Chrystus - czyli Mesjasz. Syn Boga Żywego. Ale my jesteśmy też synami Boga Żywego. Kiedyś powiedziałeś o tym w Ewangelii świętej. Jest tak napisane.
     Powiedziałeś, że jesteś naszym Mistrzem i Panem. Ale również powiedziałeś, że jesteś naszym Bratem. Powiedziałeś: Kto czyni wolę Ojca mojego, który jest w niebiesiech, ten jest mi bratem i siostrą. A my staramy się czynić wolę Ojca niebieskiego. Nie zawsze nam się to udaje, ale w zasadzie tacy jesteśmy - uczniowie Twoi. A więc bracia Twoi.
     Jesteś ukryty w Najświętszym Sakramencie.
     O milcząca Hostio biała. - To złe wyrażenie. Po pierwsze, to nie jest Hostia, tylko to jesteś Ty. Nie milcząca - bo Ty jesteś i nauczasz! Nas.
     Bo skąd się tu wziąłeś w tym tabernakulum? Ze Mszy świętej, która co dopiero się skończyła. Eucharystia - to jest Msza święta. A kontynuacją Mszy świętej jest Twoja obecność w tabernakulum. Ale ściśle związana ze Mszą świętą. To nie jest coś nowego, obcego, tylko to jest dalszy ciąg Mszy świętej. A we Mszy świętej najważniejsze w pierwszej części jest Twoje nauczanie nas. Twoja Ewangelia.
     Ty wymyśliłeś Mszę świętą, by zostać z nami na cały czas trwania naszego globu. Wymyśliłeś Mszę świętą. Jej pierwszą część, kiedy nauczasz nas - miłości! Bo na to przyszedłeś na świat. Aby nas nauczać miłości. Abyśmy byli podobni do Ciebie i podobni przez to do Ojca, który jest Miłością.
     Idziemy z Tobą. Od Adwentu poprzez Boże Narodzenie, Wielki Post, Wielkanoc, Zesłanie Ducha Świętego. Rok za rokiem. Przychodzimy w niedziele do kościoła na Mszę świętą niedzielną - żeby wysłuchać Twojej nauki, którą kierujesz do każdego z nas. Żeby nam jej wystarczyło na cały tydzień. A więc Ty, zamknięty w tabernakulum, uczysz nas niedzielnej prawdy. To jest ta kontynuacja w dniu powszednim niedzielnego bogactwa, które zostało nam przekazane przez Ewangelię świętą.
     Jaka szkoda, że nasze kościoły są pozamykane. A przynajmniej większość kościołów jest pozamykana. I jesteś odcięty jeszcze bardziej od ludzi. Czasem tylko przedsionki są otwarte. Dobrze i to. Ale to i tak za mało. Żeby można było siąść w ławce, w dzień powszedni wszedłszy do kościoła, gdy nam czasu zostanie chociaż odrobina na taka modlitwę. Siąść w ławce - przed Tobą! Przed Nauczycielem naszym. Przed Mistrzem naszym. Przed Panem naszym. Przed Bratem naszym. I jeszcze raz wrócić do niedzielnej Ewangelii - która jest zadana na cały tydzień.
     Uczysz nas. Przypowieściami. Powiedzeniami. Porównywaniami. Aforyzmami. Wydarzeniami Twojego życia.
     Czyż dwóch wróbli nie sprzedają na rynku za grosz? A żaden z nich nie spadnie bez woli Ojca, który jest w niebiesiech.
     I zakończenie druzgocące: Drożsi wy jesteście niż wiele wróbli.
     Zrozumiałeś? Pojąłeś? Potrafiłeś wyczerpać głębię tego krótkiego zdania? Wystarczy na tydzień. Za mało tygodnia, za mało życia, żeby to zrozumieć. Jak Bóg nas kocha.
     A kto jest mój bliźni? - spytał się Ciebie doktor w Piśmie, uczony. A Ty opowiadasz przypowieść o Samarytaninie i o Żydzie poranionym. Jak się spotkali. Odwieczni wrogowie - Samarytanie przeciwko Żydom, Żydzi przeciwko Samarytanom. I Samarytanin się nachylił nad nim - nad pokaleczonym Żydem. Nie jego bracia, którzy przechodzili obok. I to nie zwyczajni bracia, tylko kapłan i lewita. Żydowski kapłan. Żydowski lewita. Przeszli, minęli - i poszli dalej. Może się spieszyli na nabożeństwo. Może ich głowa bolała? Może nie lubili widzieć człowieka ciężko poranionego. Może im się słabo zrobiło? Przeszli.
     A kto jest mój bliźni? - spytał się uczony w Piśmie Ciebie kiedyś. Tak i my się Ciebie dzisiaj pytamy - nie raz w ciągu dnia, nie raz w ciągu tygodnia, nie raz w ciągu życia. "A kto jest mój bliźni? A czy ten jest mój bliźni?"
     Żebyśmy nie byli jak te głupie panny, które, czekając, nie wzięły oliwy.
     Żebyśmy nie byli tacy jak ci, którzy bili pięściami do bramy nieba, wołając: "Ale myśmy z Tobą jedli i pili! Ty na naszych placach nauczałeś!" Żeby nie usłyszeć: Odstąpcie wy, którzy czynicie nieprawość.
     Tyś na to przyszedł, żeby nas uczyć miłości. Ostrzegać przed fałszywym uśmiechem, przed obłudą faryzejską. Ostrzegać przed nienawiścią, przed zazdrością - brata syna marnotrawnego.
     Ty nas uczyłeś i uczysz, i będziesz uczył dokąd ten świat istnieje. Ty - Więzień miłości. Tak to niedobrze brzmi. Ty - Brat nasz! Który zostałeś z nami na to, żeby nas uczyć miłości. Bo nas kochasz!
     A o tym świadczy druga część Mszy świętej. Druga część, która rozpoczyna się od Ofiarowania, która się nazywa "rocznicową" częścią. Która jest nazwana kiepskim wyrażeniem "Pamiątka" Męki, Śmierci i Zmartwychwstania.
     Rocznica - nie Pamiątka. Uobecnienie Męki, Śmierci i Zmartwychwstania. Uobecnienie. Ciebie. Całym Twoim życiem - z narodzeniem w stajni, z dorastaniem w zaciszy domu w Nazarecie, z działalnością nauczycielską, z Wielkim Czwartkiem i Piątkiem. Tak jakbyśmy stali pod krzyżem. Tak jakbyśmy szli z trzema niewiastami do grobu na trzeci dzień. Tak jakbyśmy stanęli przy grobie i zobaczyli grób pusty. Tak jak Magdalena usłyszeli zawołanie: Mario! Ona się odwróciła i zobaczyła Ciebie. Widziała Ciebie trzy dni temu - strzęp ludzki, krwawy strzęp zdjęty z krzyża. I Ciebie teraz w pięknie, piękności zobaczyła i nie poznała. Jak poznać? Tak przemienionego.    
     Tak mi się zdaje, że straszymy dzieci krzyżem. Że krzyż to jest za trudny dla dziecka. Również dla nas - dla dorosłych.
     Widziałem krzyż najpiękniejszy, jaki spotkałem w życiu, we Wrocławiu, podczas pielgrzymki papieskiej - wycięty w murze krzyż, a w nim stojący Zmartwychwstały Jezus. Radosny, uśmiechnięty, otwarty.
     Tyś na to przyszedł na świat, żeby nas nauczyć miłości.
     Tyś na to został w Najświętszym Sakramencie - w Tajemnicy Mszy świętej, w Tajemnicy Eucharystii, bo tak nazywamy tę Mszę świętą również, Twoją Mszę świętą - ażeby nas uczyć miłości. W pierwszej części - przypowieściami, zdarzeniami, kazaniami, naukami. W drugiej części - rocznicą.
     Po co wspominać jeszcze?! Po co wspominać jeszcze tamten krwawy czas? Po co wspominać nawet zmartwychwstanie - gdy nawet zakończona została ta męka wspaniałym zmartwychwstaniem. Po co?
     Po to, żeby nam powiedzieć, że za miłość można być powieszonym na krzyżu. Że nie trzeba czekać na zapłatę na tym świecie. Że nie trzeba wyciągać ręki! - do nikogo! - za swoje dobre życie! Że nie trzeba handlować sobą! Swoimi dobrymi czynami! Swoją pracą - najbardziej uczciwą!
     Tylko nas uczysz Ty z tabernakulum, ze Mszy świętej, że gdy zapłacą nam za dobre życie krzyżem - nie tym przywieszonym na piersiach, w złotym kolorze - gdy nam zapłacą krzyżem, hańbą, wyśmianiem, pogardą, lekceważeniem, żeśmy tacy głupi i naiwni - żebyśmy nie mieli pretensji! Ani do siebie, ani do Boga, ani do Ciebie, Jezu. Bo Tyś był pierwszy! który zawisł na krzyżu.
     Przepraszam Cię, że wrzeszczę przy Tobie. Ale to nad sobą wrzeszczę i nad nami, którzyśmy zgromadzeni w tym kościele.
     Tyś też wrzeszczał. Przepraszam. Tyś też mówił: Biada wam, faryzeusze, obłudnicy! Tyś też wrzeszczał. Ale chciałeś ich przyprowadzić do rozsądku! Chciałeś ich nawrócić. Do miłości. Bo to bracia Twoi. Tak jak wszyscy ludzie na świecie.
     Przyszedłeś na to, żeby nas nauczyć miłości. I niech Ci będzie za to dzięki.
           Chwała i dziękczynienie bądź w każdym momencie
           Jezusowi w Najświętszym Boskim Sakramencie.
           Ile minut w godzinie, a godzin w wieczności,
           tylekroć bądź pochwalon, Jezu, ma miłości.