STRONA GŁÓWNA / ARTYKUŁY / Dziennik Polski wydanie niedzielne


17 stycznia 2004

1190

18 stycznia 2004
DRUGA NIEDZIELA ZWYKŁA


„Wesele” 


     Każdy chce mieć swój dom. Chociażby najmniejszy. Chociażby to było mieszkanie prawie miniaturowe. Ale swoje. Pomalowane na takie kolory, jakie nam się podobają. Urządzone tak, jak nam to najbardziej odpowiada. Z takimi obrazami na ścianie, jakie lubimy. Chce mieć swój dom. Swój. Własnymi rękami zbudowany. Własnym gustem zorganizowany.
     Każdy potrzebuje domu. Potrzebuje miejsca na świecie, gdzie mógłby za sobą zamknąć drzwi, zostawić poza drzwiami wszystkie brudy, hałas, krzyk, gwar, kłopoty, które zdają się go przerastać – i mieć wreszcie chwilę wytchnienia. Rozluźnić się, uspokoić się. Być sobą, nie pod nieustannym ciśnieniem środowiska, w którym pracuje. Odpocząć.
     Każdy potrzebuje domu. Nie tylko tych ścian, nie tylko tych wyczyszczonych okien, nie tylko tych mebli, jak on sobie zawsze marzył. Ale potrzebuje domu jako atmosfery, jako klimatu – jako miejsca duchowego. Żeby mu było dobrze. Czy jest sam, czy z najbliższymi ludźmi.
     I tak jak trzeba budować dom materialny, tak trzeba budować dom duchowy. Żeby to był przedsionek nieba. Dla mnie i dla tych, którzy ze mną mieszkają. Żeby nie było świętokradztwa, zbezczeszczenia, bluźnierstwa. Żeby nie było przekleństwa, kłótni, awantur, nieporządku, bałaganu, złego słowa, niepotrzebnego harmideru, hałasu.
     Ale ażeby w naszym domu nie brakło nigdy uśmiechu, śpiewania, kwiatów. Żeby w naszym domu nie brakło słońca, które dajemy bliskim naszym. Miłości, serdeczności, ciepła, dobroci. Żeby nie brakło słowa „przepraszam”.
     Każdy potrzebuje domu. Każdy musi budować ten dom swoimi rękami. Każdy jest odpowiedzialny za swój dom. Taki masz dom, jakim ty jesteś. „Pokaż mi dom, a powiem ci, kim jesteś”. Taki masz dom, jaki budujesz przez całe życie. Każdy jest odpowiedzialny za swój dom.
     Są domy, gdzie mieszka tylko jeden człowiek. Są domy pełne dzieci. Ale każdy dom obowiązuje, żeby w nim panowała atmosfera miłości. Wtedy do niego będą przychodzili ludzie, żeby się nacieszyć atmosferą tego domu.


* * *


     Są domy smutne, domy zagniewane. Z cichymi godzinami, z cichymi dniami – gdzie się jedno do drugiego nie odzywa.
     Są domy rozbite. Które są norą, jaskinią, a nie domem. Gdzie nie ma miłości, darowania win, uśmiechu, serdeczności, ale panuje niezgoda, podejrzliwość, niechęć, prowokowanie, drażnienie jeden drugiego, nienawiść, zazdrość, pogarda, chęć zemsty.
     Jak do tego doszło? Jak taki dom uratować? Czy da się w ogóle uratować go? Na pewno potrzeba pomocy przyjaciół, krewnych, rodziny. I potrzeba dobrej woli. Przebaczenia. Darowania. Zobaczenia też swoich win. I wyciągnięcia ręki do drugiego.


KS. MIECZYSŁAW MALIŃSKI