Biblioteka



16





       BIBLIA JEST RÓWNIEŻ DOKUMENTEM HISTORYCZNYM


     Zenon Kosidowski pisze w książce Opowieści biblijne, że dzięki odkryciom archeologów „dokonał się proces rewindykacji Biblii jako dokumentu świeckiego, zawierającego niemały ładunek wiadomości historycznych (…) Zaczęliśmy patrzeć na Biblię innymi oczyma i ku naszemu zdumieniu spostrzegliśmy, że jest ona jednym z największych arcydzieł literatury światowej, dziełem wyjątkowego realizmu, w którym przelewa się i kipi autentyczne życie. Po prostu trudno uwierzyć, że ów bogaty kalejdoskop opowieści pełnych plastyki, ruchu i kolorytu oraz ludzi w ciało i krew obleczonych – mógł powstać w tak odległej przeszłości i że przetrwał do naszych czasów”.
     Traktując Biblię jako dzieło historyczne, można ją badać pod rozmaitymi aspektami. Można np. obserwować wpływ kultury kananejskiej na kulturę Izraela, szukać zapożyczeń z mitów i legend sumeryjskich, analizować imiona ludzi, nazwy miast, narodów, badać zjawiska przyrodnicze. Można podane w Biblii wydarzenia dotyczące Izraela umieszczać na kanwie ówczesnych dziejów świata, wchodzić w drobne, ale wiele mówiące szczegóły życia Mojżesza, Dawida czy Saula, zastanawiać się, dlaczego np. Dawid nadał synowi swojemu imię Elihaf. Stawiać hipotezy, że np. ofiara Izaaka oznaczała koniec ofiar składanych Bogu z ludzi, ściśle mówiąc: oznaczała odrzucenie tego typu ofiar praktykowanych przez Kananejczyków, że nazwanie przez Żydów Boga imieniem „Elohim” wywodzi się od imienia boga kananejskiego „El”. Można ukazać historycznie same badania nad Biblią; jak one przebiegały, jak dochodziło do niejednokrotnie rewelacyjnych odkryć prawie drogą przypadku: np. w roku 1867 angielski oficer kpt. Warren odkrył podziemne przejście do Jerozolimy, przez które prawdopodobnie wtargnęły podczas oblężenia wojska Dawida. Można wskazywać, jakie znaczenie dla badań nad dziejami Izraela miało odczytanie przez pracownika Muzeum Brytyjskiego Georga Smitha pisma klinowego w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia itd., itd. Prace nad Biblią trwają i trwać będą, jak długo człowiek będzie się zajmował przeszłością. Nie jest to zresztą sprawa łatwa. W Biblii napotykamy inny świat. Inny nie tylko z tego powodu, że różny jest świat Europejczyka i Semity. Napotykamy świat zamarły państwa, którego historia została tragicznie przerwana przez Rzymian w roku 70 zburzeniem Jerozolimy i usunięciem narodu żydowskiego z terenu Palestyny.
     Nigdy chyba lepiej nie poznałem inności świata Biblii, jak na wykładach języka hebrajskiego. Jest jakaś prawda w tym powiedzeniu, że poznając język, poznać można najlepiej duszę narodu, który tym językiem mówi. Faktycznie przez kształt znaków, dźwięk słów oznaczających rzeczy, zwierzęta, czynności, przez sposób budowania czasowników, odmianę rzeczowników, używanie spójników, przez składnię, całą gramatykę – przez język, można dużo dowiedzieć się o psychice tych, którzy ten język tworzyli; więcej chyba niż na podstawie ich architektury czy historii.
     Pamiętam, jak po przebrnięciu przez podstawowe zagadnienia hebrajskiego otrzymaliśmy fotografie rękopisu jakiejś części Księgi Psalmów, pochodzącego z pierwszych wieków: sznureczki znaków spółgłoskowych, bez samogłosek, bez przerw międzywyrazowych, bez przerw międzyzdaniowych, bez znaków przestankowych, bez dużych liter. „Proszę czytać i tłumaczyć”. Ale jak? Gdzie zrobić przerwę w tym sznureczku liter, tu czy tu? I w pierwszym i w drugim wypadku można uzyskać sensowne zdanie.
     To była dla nas maleńka próbka, na jakie trudności natrafiają tłumacze Biblii. A przecież to nie są wszystkie trudności. Dochodzi np. ogromne zagadnienie: sprawa rozwoju języka – przecież Biblia powstawała na przestrzeni z górą tysiąca lat. Mojżesz (XIII w. przed Chr.) montował fragmenty już spisane na długo przed nim, jak również spisywał stare przekazy ustne. Ostatnia księga Biblii: Księga Mądrości została napisana w pierwszym wieku przed Chrystusem. A język był żywy, bogacił się słownik, zmieniało się znaczenie słów, różnicowały się formy gramatyczne. To wszystko znajdujemy w tekście. To wszystko trzeba przy tłumaczeniu uwzględnić. Nie dość na tym: kolejne redakcje, zwłaszcza redakcja przeprowadzona w IV w. przed Chr., nanosiły korektury, poszerzenia tekstu, zmiany pisane oczywiście w języku tego okresu. – Nie przedstawiam wyczerpująco trudności językowych Biblii, ale je tylko sygnalizuję.
     Nie tu zresztą tkwi problem najważniejszy. Najważniejszy, to odgadnąć:  c o 
c h c i a ł  p o w i e d z i e ć  a u t o r.  I to jest zarazem najtrudniejsze. Trzeba zrozumieć sytuację pisarza. On znał ludzi, do których się zwracał. Znał ich sposób reagowania, znał ich mentalność. Wiedział, jak do nich trafić w sposób najbardziej skuteczny. I pod tym kątem dobierał słowa oraz formy literackie, takie, które gwarantowały mu, że zostanie w sposób jednoznaczny zrozumiany. Nie pisał bezpośrednio dla nas, tylko dla nich. Rozumieli go doskonale jego adresaci, a my nie możemy się dziwić, że nam jest trudno. Posługiwał się przenośniami, porównaniami, dwuznacznikami przez jego odbiorców momentalnie dostrzeganymi, przypowieściami. Czasem tworzył nowele, krótkie powieści, zmyślał ludzi i sytuacje albo też do zmyślonych sytuacji wstawiał postacie historyczne. Przekształcał znane mu wydarzenia historyczne na dydaktyczne opowiadania. Posługiwał się legendami i mitami narodów ościennych, które modyfikował w miarę własnego zapotrzebowania.
     Przez współczesnych mu odbiorców było to wszystko w sposób oczywisty odczytane. Ale to było bardzo dawno. Zmienił się język, zmienił się odbiorca, zmieniło się życie, przestały być zrozumiałe niuanse, którymi operowali tamci pisarze, znikły z obiegu niektóre formy literackie, chociażby taka apokalipsa, która była w tamtych czasach tak popularna, jak teraz powieść. A dzisiaj ktoś ma pretensje, że Biblia pisze o Jonaszu, jak to został połknięty przez rybę (jaka to mogła być ryba? przecież chyba nie wieloryb, bo on ma fiszbiny!) i przebywał w niej przez trzy dni, po czym został wyrzucony na brzeg i spokojnie poszedł głosić pokutę Niniwitom; jak za to, że Adam zerwał (Adam zerwał czy Ewa zerwała?) owoc z drzewa (na wszelki wypadek dodaje się tu na własną odpowiedzialność, celem zbliżenia do rzeczywistości europejskiej: jabłko), my musimy cierpieć; że Pieśń nad Pieśniami jest księgą miłosną i należy do Biblii; że Tobiasz spacerował z aniołem, a Jakub bił się z Bogiem.
     Aby odpowiedzieć na te i inne niezliczone „trudności”, trzeba najpierw stwierdzić, z jakim gatunkiem literackim spotykamy się w danym tekście Pisma. I to nie jest takie łatwe. Pozory są często mylące. Dla przykładu podam parę faktów.
     Przez długi czas fragment opisujący potop uważano za baśń. Do czasu, gdy odczytano epopeję o Gilgameszu zapisaną na glinianych tabliczkach w języku akkadyjskim. Pochodzi z VII w. przed Chr. Znaleziono ją w ruinach Niniwy. Opisuje kataklizm taki jak ten, o którym pisze Biblia. Do czasu wykopalisk przeprowadzonych przez Wooleya w 1929 r. właśnie w tamtych okolicach, o których mówią te opisy, w pobliżu Tell-al-Mukaj. Uczony ten pod warstwą świadczącą o ludzkich osiedlach natrafił na trzymetrową warstwę mułu rzecznego. Kopiąc głębiej, odkrył znowu ślady ludzkiego życia. Dokładniejsze badania ustaliły, że kataklizm, który my nazywamy potopem, obejmował obszar długości 630 km, mniej więcej w kierunku biegu rzek Eufrat i Tygrys, a szerokości 160 km. Czas katastrofy określono właśnie na ok. 4000 lat przed Chr.
     I tak za baśń uważano również opis zniszczenia Sodomy i Gomory, podczas gdy dzisiejszy stan badań mówi o kataklizmie mającym charakter trzęsienia ziemi, któremu towarzyszyły eksplozje gazów ziemnych i ogólny pożar, zakończony ostatecznie zapadnięciem się terenu, który przykryły wody Morza Martwego. Czas katastrofy ustalono na rok 1900 przed Chr.
     I tak tekst dotyczący zdobycia przez Jozuego Jerycha, który mówi o zatrzymaniu się słońca na prośbę Jozuego, a który uważano za opis historyczny, okazał się utworem poetyckim.
     Takich przykładów można by podawać dużo.
     Faktem jest więc, że znajdujemy w Biblii najrozmaitsze gatunki literackie, które następują po sobie bez zapowiedzenia, bez tytułu, bez wyraźnego powiązania logicznego, a które musimy interpretować po myśli twórcy.
     Trudności natury językowej i trudności w określeniu gatunku literackiego nie są oczywiście jedynymi przeszkodami, na jakie natrafiają badacze Biblii jako dzieła historycznego. Mimo jednak wszelkich problemów związanych z jej odczytaniem, czysto historyczna wartość Biblii jest ogromna. Przez swój autentyzm Biblia jest jedynym w swoim rodzaju dokumentem podającym nam w sposób niezwykle sugestywny obraz tamtych czasów, wydobywa, w sposób niespotykany nigdzie indziej, z dalekiej przeszłości sprawy drobne poszczególnych ludzi, sprawy istotne dla całych państw i narodów, bohaterstwo i podłość ludzi z ulicy i zajmujących wysokie stanowiska, świętość i zbrodnię.
     Na końcu trzeba powtórzyć, że analiza Biblii jako dzieła  h i s t o r y c z n e g o  nie podaje nam jej istotnej treści. Biblia nie była pisana na to, by świadczyć o dawnych dziejach. Biblia jest dziełem  r e l i g i j n y m.  Wszystkie prace badawcze dotyczące Biblii można traktować tylko jako przygotowanie do pogłębienia zrozumienia treści religijnych, które ona niesie. Kto by chciał widzieć w Biblii wyłącznie dzieło historyczne, fałszywie odczytuje jej treść, popada w sprzeczność z intencjami twórców Biblii.