Biblioteka



37






MIŁOŚĆ POMIĘDZY CHŁOPCEM A DZIEWCZYNĄ



Twój pierwszy pocałunek



     Po wejściu do sali spostrzegłem na stole kartkę. Dużymi, na wpół dorosłymi literami było wypisane: „Czy całowanie się jest grzechem? Prosimy nam na to odpowiedzieć”.
     I wtedy, stojąc przed tą grupą młodzieży, pomyślałem sobie, że chyba mało jest pytań, które można by załatwić słowem: „tak” albo „nie”.
     Podniosłem głowę, wyczułem, że cała grupa zna treść kartki. Było cicho, wszyscy zastygli w oczekiwaniu, jak potraktuję ich prośbę. Powiedziałem: „Odpowiem na to pytanie od razu. Jeśli jednak chcecie zadać sobie trud, to spróbujcie wraz ze mną spojrzeć na to zagadnienie z zasadniczego stanowiska”.
     Postawmy najpierw zagadnienie pocałunku na płaszczyźnie przeżyć seksualnych. Wtedy trzeba powiedzieć, że w tym wypadku obowiązuje ta sama zasada, co przy innych doznaniach zmysłowych: zasada przyzwyczajenia albo zmęczenia. To tylko pierwszy pocałunek jest wstrząsem, jeszcze drugi robi kolosalne wrażenie, ale z czasem wrażenie to jest coraz mniejsze. Na to, żeby uzyskiwać silne doznanie, nie poprzestaje się więc na pocałunku… I o tym musisz wiedzieć.
     Gdyby mi ktoś oświadczył, że wraz ze swoją dziewczyną jako zasadę postawił sobie, że pocałunek jest dozwolony, ale „nic poza tym”, to jeżeli bym po pewnym czasie się z nim spotkał i spytał: „Czy w dalszym ciągu nic poza tym?”, jestem przekonany, że musiałby mi niestety zaprzeczyć. Dlaczego tak się dzieje? Bo mechanizm bodźców seksualnych jest wycelowany na stosunek płciowy, a dokładniej mówiąc na dziecko. Stąd tu nie ma żartów. A dopowiedzmy dalej: Jeżeli dziecko – to małżeństwo. A gdy dochodzimy do małżeństwa, to trzeba stwierdzić, że tu już musi być prawdziwa, wielka miłość człowieka do człowieka.
     Podsumowując: Nie można nigdy zagadnień seksualnych traktować jako „same w sobie”, ale zawsze w powiązaniu z uczuciem miłości – przyjaźni. Pocałunek jest jej wyrazem.
     Ale zdaje się, że słyszę już, jak mówisz: „Czy ksiądz spadł z księżyca, że ksiądz takie rzeczy opowiada?” „Czy ksiądz jest poważny i zdaje sobie z tego sprawę, jak to wszystko się układa? Ksiądz mi pokazuje jakiś ideał. Powiedzieć księdzu, jak to leci? Jak wyglądają prywatki, domy wczasowe, kampingi, jak się dziewczynę podrywa? Czy ksiądz ma pojęcie, jaki jest poziom rozmów dziewcząt, chłopców, jakie serwują sobie kawały; może ksiądz nie słyszał, może lepiej że nie, bo by księdzu uszy zwiędły. To, w czym my żyjemy, to dżungla”.
     Ja wiem. Ja wiem nawet więcej, niż w tej serii zdań zostało powiedziane. Bo wiem, jakie są tragedie chłopców, dziewcząt. Znam te zharatane dziewczęta, tych zharatanych chłopców, którzy nie przestali być prawie dziećmi, jeszcze nie dość dobrze weszli w okres młodzieńczy, a już są straceni. Którzy potem jakoś to życie lepią, jakoś je kleją. Ale to jest łatanie sprawy, która właściwie jest już nie do uratowania. Ilu ludzi po takich przeżyciach nadaje się do zakładu psychiatrycznego? Rozdygotani, rozklejeni, zszarpani, stojący na brzegu katastrofy życiowej. Czasem nie wytrzymują sytuacji, którą sobie sami zgotowali, i skaczą z mostu albo otwierają gaz. To tak z daleka: dolatuje muzyczka grająca przeboje. To tak z daleka kolorowo: z festonami, wstążkami, konfetti, ze światłami – częściej bez – gdy dla uatrakcyjnienia wygasza się światła. Ale poczekaj, ja ci powiem, co będzie potem. A zresztą ty sam już też wiesz. I tak przejdzie ci życie. I na dobrą sprawę nigdy nie byłeś młodym człowiekiem. Nigdy naprawdę nikogo nie pokochałeś. To było tylko podrywanie. Nigdy naprawdę nikogo nie pokochałaś. To było tylko przechodzenie z rąk do rąk. I wyjdziesz ubogi, skopany. I wyjdziesz taka upokorzona, wstydząca się na końcu siebie samej. Potem na wytłumaczenie będziesz opowiadał, że wszystkie dziewczęta są jednakie, to znaczy jednako nic niewarte. Potem będziesz opowiadała, że wszystkim chłopcom o to samo chodzi i więcej o nic.
     Miej odpowiedzialność za siebie w sprawach największych, jakimi są sprawy twojej miłości. Bo ten cud może się zdarzyć również i w twoim życiu i nie wolno ci go zmarnować. Namyśl się bardzo, zanim jej powiesz słowo: „kocham”. A już nigdy tego nie mów, nie wierząc w to. Bądź odpowiedzialny za najważniejszą sprawę twojego życia.
     A po drugie – bądź odpowiedzialny za miłość drugiego człowieka. Za drugiego człowieka w ogóle, któremu coś chcesz powiedzieć o swojej ku niemu miłości. Bo zła uczynionego tutaj nie da się odrobić. Uważaj, bo to jest krzywda największa, jaką możesz wyrządzić człowiekowi.