Biblioteka


NAUKA ŚREDNIOWIECZNA



 



NAUKA ŚREDNIOWIECZNA


     Przechodziłem właśnie po wysłuchaniu wykładu o. Rahnera obok biblioteki uniwersyteckiej w Monachium, gdy prawie że zderzyłem się z wychodzącym z niej moim przyjacielem Jurkiem – historykiem.
     – Co ty tu robisz? – spytałem go zaskoczony tym nieoczekiwanym spotkaniem.
     – Wciąż to samo. Siedzę nad średniowieczną filozofią polską.
     – Tutaj? – spytałem lekko zdziwiony.
     – A tak. Tu jest dużo interesujących manuskryptów dotyczących krakowskiego uniwersytetu. Zresztą nie tylko tutaj. Potem jadę do biblioteki wiedeńskiej. Tam jest ich również bardzo dużo.


     Badania nad fenomenem, jakim jest Mikołaj Kopernik, pozwoliły nam zrozumieć stan nauki średniowiecznej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Stwierdzamy na ich podstawie, że to był znakomity uniwersytet, o stojących na wysokim poziomie właśnie artes liberales: nauce matematyki i astronomii. Kronikarz ówczesny, opisujący miasta średniowiecznej Europy, nazwie to miasto Cracovia urbs celeberrima właśnie z tego powodu.
     Średniowiecze to był, po pierwsze, okres niesłychanie rozbudowanej ciekawości intelektualnej: „wiedzieć, jak najwięcej wiedzieć”. Powstaje po raz pierwszy w dziejach Europy kasta ludzi oddających się wyłącznie nauce: stan klerków, którzy mogą swobodnie podejmować badania naukowe. Ale równocześnie społeczeństwo chce wiedzieć, do czego oni doszli – do jakich rozwiązań. Wobec tego do obowiązków uczonych należy również mówić o tym, czego się dowiedzieli. Stąd funkcje profesorów średniowiecze określiło: legere, disputare, praedicare – czytać, dyskutować, nauczać. W związku z tym obserwujemy bardzo charakterystyczne zjawisko: gdy się pojawi jakiś wielki autorytet, wędrują do niego słuchacze z całej Europy.
     Jako naturalna konsekwencja tego pędu do wiedzy powstaje twór zwany uniwersytetem. Stwarza on poprzez bogate wyposażenie – przez organizowanie zbiorów bibliotecznych, kompletowanie instrumentów potrzebnych do badań – warunki do swobodnej pracy naukowców. Zwalnia ich od trosk o byt materialny. Daje możliwości kontaktów z nimi szerokim masom studenckim przez budowanie sal wykładowych, internatów. A co najważniejsze: uniwersytet to miejsce, gdzie gromadził się zespół ludzi ogarniający całokształt ówczesnej wiedzy, a więc nie zlepek ludzi nie bardzo wiedzących, czym się kto zajmuje, ale organizm zgranych z sobą naukowców, którzy, pracując w swoich specjalnościach, pozostają ze sobą w stałym kontakcie, tworząc „cech” uczonych. Ta koncepcja, wykrystalizowana w Paryżu, przyjęła się w bardzo krótkim czasie w całej Europie. Takim kwitnącym ośrodkiem stał się na pewien czas i Kraków. Ściągali do niego żądni wiedzy ludzie z całej Europy. Potem wracali do swoich krajów, do swoich domów z notatkami, podręcznikami, a te w kolejach losu dostawały się do bibliotek w Monachium, Wiedniu czy Einsiedeln.


     Najbardziej podstawowymi pytaniami, na które człowiek średniowiecza szukał odpowiedzi, były: „w co wierzyć, jak żyć, czego się spodziewać”. Podstawową książką studiów była Biblia. Ona cieszyła się największym autorytetem i wszystkie badania koncentrowały się w końcu wokół wysiłku zrozumienia jej. Zwrócono się w tym celu do starożytności. Odkryto m. in. Senekę przy rozwiązywaniu problemów moralnych, a przy filozoficznych – Arystotelesa. Na nim się też skoncentrowała uwaga ówczesnych uczonych. Ponieważ świat arabski, stojący kulturalnie o wiele wyżej niż Europa, prowadził od dawna pracę nad Arystotelesem, zwrócono się wobec tego do naukowców arabskich. Wiemy, że już w połowie XI wieku w Monte Cassino mnich Konstantyn pracuje nad przekładem jego dzieł z arabskiego na łacinę. Praca na wielką skalę rozpoczęła się w Hiszpanii (w kraju najsilniejszych wpływów muzułmańskich). W Toledo arcybiskup Rajmund de Sauvetat (+ 1151) założył szkołę tłumaczy, działającą do XIII wieku, gdzie przetłumaczono na łacinę nie tylko wszystkie dzieła Arystotelesa dostępne w języku arabskim, ale również wielkie dzieła filozofów i uczonych muzułmańskich i żydowskich, takich jak Avicenna, Al Ghazali, Ibu Gebirol. Na tym się jednak nie skończyło. Raz odkryte źródła poczęły przyciągać ludzi z całej Europy. Anglik Abelard z Bath jedzie do Hiszpanii, potem na Bliski Wschód i tłumaczy Euklidesa oraz matematyków i astronomów Azji Środkowej z IX wieku, m. in. Abu Mashara. Tłumaczono również i żyjących współcześnie uczonych, np. Michał Scot (+ 1232), astrolog Fryderyka II, tłumaczy dzieła hiszpańskiego muzułmanina Averroesa (+ 1198).
     Ale nie do tłumaczeń ograniczała się praca naukowców średniowiecznych. To był tylko początek. W połowie XIII wieku studiowano, dyskutowano nad dziełami Arystotelesa i jego arabskich komentatorów w całej Europie: na uniwersytetach w Paryżu, Oxfordzie, Tuluzie, Kolonii, potem w Padwie i Bolonii. Z czasem na uniwersytety weszli przedstawiciele zakonu kaznodziejskiego, założonego przez św. Dominika (+ 1221). W roku 1217 na uniwersytety Paryża, Bolonii, w 1221 do Oxfordu, w 1229 do Tuluzy, do nich dołączyli się wkrótce przedstawiciele zakonu franciszkańskiego. Zapisali się w historii kultury takimi nazwiskami, jak św. Tomasz z Akwinu, św. Albert Wielki, św. Bonawentura, Duns Szkot, Aleksander z Hales, Roger Bacon.
     Charakterystyczna dla średniowiecza jest specjalizacja ówczesnych uniwersytetów: prawo – Bolonia i Padwa, zagadnienia matematyczne – Oxford, teologia – Paryż, studia medyczne – Salerno. Ale wysiłek wszystkich uczelni szedł w kierunku budowania syntezy myśli greckiej i arabskiej na wytycznych objawienia chrześcijańskiego. To osiągnął w najpełniejszej mierze św. Tomasz z Akwinu w swojej Summa theologica.
     Ten prąd budowania syntezy nauk na fundamentach objawienia miał wpływ i na całą sztukę średniowieczną. Odzwierciedleniem tego dążenia w architekturze jest gotyk.
     Ale trzeba powiedzieć o rodzącej się tragedii: Przy rozpoczynającym się gwałtownym rozwoju nauk przyrodniczych brak było należytego potraktowania samego problemu Pisma Świętego. Nie dojrzało jeszcze zrozumienie, że celem Pisma Świętego jest wyłącznie zbawienie człowieka, a nie informacja na tematy przyrodnicze, i że jeżeli Biblia tych tematów dotyka, to traktuje je w sposób zjawiskowy; nie przywiązuje do nich istotnego znaczenia, nie wyprzedza tu wiedzy, którą posiadają pisarze natchnieni. Innymi słowy – Pismo Święte objawia prawdy zbawcze, a nie przyrodnicze.
     Tego wszystkiego niestety długo nie rozumiano. A skutki były nieobliczalne – dość wspomnieć sprawę Galileusza.


*


     Chcąc zgłębić zagadnienie natury duszy, trzeba założyć, że dusza jest naczelną zasadą życia żyjących dookoła nas istot; istoty bowiem obdarzone duszą nazywamy żyjącymi, a nie posiadające duszy – martwymi. Głównymi zaś przejawami życia są: poznanie i ruch. Starożytni filozofowie nie umiejący wyjść poza wyobraźnię uważali, że źródłem zarówno poznania, jak i ruchów jest jakieś ciało – twierdząc, że tylko ciała są rzeczami, a to, co nie jest ciałem, jest niczym; stosownie do tych założeń sądzili więc, że dusza jest jakimś ciałem.


     I chociaż można by w rozmaity sposób wykazać błędność tego poglądu, to jednak obierzemy tylko jedną drogę rozumowania, która wykazuje powszechniej i pewniej, że dusza nie jest ciałem. Jasne jest bowiem, że duszą nie jest jakakolwiek bądź zasada funkcji życiowych, w ten bowiem sposób duszą mogłoby być i oko jako zasada widzenia; podobnie przedstawiałaby się sprawa z innymi organami, będącymi narzędziami duszy. Ale tylko o naczelnej zasadzie życia powiadamy, że jest duszą. Chociaż więc jakieś ciało może być jedną z zasad życia – jak na przykład serce jest zasadą życia zwierzęcia – to jednak żadne ciało nie może być nigdy naczelną zasadą życia. Oczywiste jest bowiem, że żadne ciało nie jest zasadą życia ani nie jest żyjące dlatego, że jest ciałem, bo wówczas wszelkie ciało byłoby ożywione lub byłoby zasadą życia. Ciało więc żyje lub jest zasadą życia nie dzięki temu, że jest ciałem, ale z powodu tego, że jest właśnie takim a takim ciałem. To zaś, że jest aktualnie takim a takim ciałem, otrzymuje ono od jakiejś zasady, którą nazywamy jego aktem. Dusza więc, która jest naczelną zasadą życia, nie jest ciałem, lecz aktem ciała, podobnie jak ciepło będące zasadą ogrzewania nie ciałem, lecz pewnym aktem ciała.


Św. Tomasz z Akwinu, Summa teologiczna I q. 75,1
(Traktat o człowieku)



     Dostatecznie jasno, Ojcze Święty, zdaję sobie sprawę z tego, że znajdą się ludzie, którzy gdy tylko posłyszą, iż w tych moich księgach o obrotach sfer wszechświata przypisuję jakieś ruchy kuli ziemskiej, zaraz podniosą krzyk, że należy mnie wraz z takim przekonaniem potępić. Nie jestem bowiem do tego stopnia zakochany we własnym dziele, żebym nie zważał na to, co o nim będą sądzić inni. I jakkolwiek wiem, że myśli uczonego są niezależne od sądu ogółu – ponieważ dążeniem uczonego, o ile tylko ludzkiemu rozumowi pozwala na to Bóg, jest szukanie we wszystkim prawdy – mimo to jestem zdania, że poglądów zgoła różnych od uznanej prawności należy się wystrzegać. (…)
     Być może, że znajdą się tacy, co lubiąc bredzić, mimo zupełnej nieznajomości nauk matematycznych roszcząc sobie przecież prawo do wypowiadania o nich sądu, na podstawie jakiegoś miejsca w Piśmie św. tłumaczonego źle i wykrętnie odpowiednio do ich zamierzeń, ośmielą się potępiać i prześladować tę moją teorię. O tych jednak zupełnie nie dbam, do tego stopnia, że sąd ich mam nawet w pogardzie jako lekkomyślny. Nie jest przecież tajemnicą, że Laktancjusz, sławny zresztą pisarz, ale słaby matematyk, mówi o kształcie Ziemi zupełnie jak dziecko, szydząc z tych, którzy podali, że Ziemia ma kształt kuli. Nie powinno więc dziwić ludzi nauki, jeżeli tacy jacyś i mnie będą wyśmiewać. Dzieła matematyczne pisane są dla matematyków, którzy – o ile się nie mylę – dostrzegą, że te moje trudy przyniosą pewną korzyść również Kościołowi powszechnemu, nad którym władzę sprawuje teraz Twoja Świątobliwość.


 Mikołaj Kopernik, O obrotach sfer niebieskich.
 Przedmowa do Jego Świątobliwości Papieża Pawła III