Biblioteka


Spotkać Jezusa w Wielkim Poście



     Spotkać Jezusa w Wielkim Poście w chwilach najgorętszych. Gdy ryzykuje życiem. Gdy odważa się mówić, poruszyć sprawy niepopularne, wręcz nie do przyjęcia dla Żydów, choć wybrał w tym celu środowisko Mu najbliższe: Nazaret, gdzie się wychował, gdzie wyrósł – ludzi z którymi, dla których pracował. Patrzeć i słuchać, jak w Nazarecie Jezus mówi o miłości Boga do wszystkich ludzi, o Jego miłości która nie ogranicza się tylko do narodu żydowskiego, ale ogarnia wszystkie narody. Jezus wiedząc, że odbiera im to, czym się najbardziej szczycili – ich jedyność wśród wszystkich narodów świata – zdając sobie sprawę, jak to zaboli, powołuje się na fakty ze Starego Testamentu związane z dwoma najbardziej lubianymi prorokami: Eliaszem i Elizeuszem. Podaje fakt historyczny. Jak to uratowana została od śmierci głodowej przez Eliasza z polecenia Bożego nie żadna kobieta żydowska ale poganka. I żeby nie zostać przy tym jednym wydarzeniu, Jezus przytacza drugi fakt. Jak to przez proroka Elizeusza z polecenia Bożego zostaje uratowany od nieuleczalnego trądu nie Żyd, członek narodu wybranego, ale znowu poganin. Patrzeć z przerażeniem, jak Żydzi eksplodują: jak porywają Jezusa i wleką, aby zrzucić Go w przepaść. Być z Jezusem w czasie najgorętszym. Słuchać, jak przy różnych okazjach wciąż obala szerzone – pokrewne do powyżej wymienionej – zakorzenione opinie popierane przez faryzeuszy i doktorów w Piśmie, że zbawionymi mogą być tylko członkowie narodu wybranego. Okazją do takiej wypowiedzi jest setnik, poganin, który Go prosi o uzdrowienie sługi. I z dziecięcą, wprost z bezgraniczną wiarą tłumaczy Jezusowi, że jeżeli zechce uzdrowić jego sługę, nie musi przychodzić do domu, wystarczy, żeby powiedział tylko, a sługa jego będzie zdrowy. Podziwiając jego wiarę, Jezus mówi: „Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim. A synowie królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz w ciemność, tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Mt 8,11-12). Patrzeć, jak Jezus przełamuje kolejną barierę religijno-społeczną – jak zbliża się do nieczystych: do grzeszników i celników. Jak określa swoje powołanie: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. (…) Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych ale grzeszników” (Mt 9,10-13). Tylko nie mów, że to stare dzieje. Kto ma ochotę dzisiaj zajmować się nawracaniem grzeszników i celników, których zawsze jest pod dostatkiem, odkąd ludzie pojawili się na ziemi. Sam powiedz – zajmujesz się, troszczysz się o uratowanie nieczystych, którzy są w zasięgu twojej ręki, kręgu twoich znajomych. Choćby narkomani, alkoholicy, niebieskie ptaki, którym się nie chce ani uczyć, ani pracować. Czy – jak faryzeusze – obserwujesz obojętnie, z pogardą, skazałeś ich na straty. Słuchać, jak Jezus w odróżnieniu od swoich przeciwników uważa, że ci ludzie są w stanie nawrócić się, wejść na drogę uczciwego, normalnego życia i że tacy ludzie mają prawo być traktowani na równi z innymi ludźmi. Z tego prostego powodu, że nie ma sprawiedliwych, że nawet „sprawiedliwy siedmiokroć na dzień upada”, że każdy człowiek jest grzeszny. To wyraźnie mówi, gdy uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzają do Niego niewiastę cudzołożną, aby ją ukamienować: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” (J 8,7). To dał do zrozumienia, powołując celnika Mateusza do grona swoich apostołów. To dał do zrozumienia, przyjaźniąc się z Marią Magdaleną, ukazując się jej pierwszej po swoim zmartwychwstaniu. Tylko nie mów, że to stare dzieje. Przecież ty sam nie dowierzasz nawróceniom. Przecież ty sam uważasz się za sprawiedliwego i wolisz z nimi nie mieć nic do czynienia. Słuchać, jak Jezus obala kolejną nieprawdę rozpowszechnioną w narodzie żydowskim, podtrzymywaną przez faryzeuszy i uczonych w Piśmie, o tym, że kto biedny, chory, nieszczęśliwy, ten jest grzesznikiem, bo gdyby był człowiekiem sprawiedliwym, Bóg nie dopuściłby do tego, aby ten człowiek cierpiał. Kara, która spada na jakiegoś człowieka ze strony władzy, a zwłaszcza kara śmierci, świadczy o tym samym: o tym, że ten człowiek grzechami swoimi zasłużył na taką karę czy na haniebną śmierć. A ten kto zdrowy, bogaty, na stanowisku, jest z pewnością człowiekiem prawym i uczciwym, Bóg w ten sposób wynagradza mu jego cnoty. W odpowiedzi na te poglądy opowiada Jezus przypowieść o bogaczu i Łazarzu. O bogaczu, który po śmierci idzie do piekła, i o żebraku, który idzie do nieba. W sposób programowy wyraża tę prawdę w kazaniu na górze – najbardziej rewolucyjnym manifeście, który stanowił swoiste trzęsienie ziemi dla mentalności ówczesnych ludzi, w którym wprost ogłasza za błogosławionych ludzi ubogich, głodnych, płaczących, przyrzekając im, że do nich należy królestwo Boże, a woła „biada wam” nad bogaczami i sytymi. Już za to powinien być potępiony. Jak zresztą za każde uzdrowienie chorych, sparaliżowanych, trędowatych, niewidomych. Przecież każde z nich sprzeciwiało się opinii, że choroba jest karą Bożą. Wobec tego obrońcy porządku społecznego głoszą, że Jezus leczy mocą Belzebuba, księcia czartowskiego. Tylko nie mów, że to stare dzieje. Przecież i w twoim słowniku istnieje zwrot „kara Boża”, a przynajmniej odpowiada ci pogląd, że Bóg karze ludzi za ich grzechy już tu i błogosławi uczciwym, że warto być uczciwym. Nie stać cię, brakuje ci ochoty na dalszą drogę myślową: że grzech to jest krzywda wyrządzana nie tylko ludziom ale i sobie, która wróci się nieszczęściem, klęską, niepowodzeniem. Przypatrywać się, jak szybko rosną tłumy tych, których zachwycił Jezus głoszonymi naukami. Mimo że niektóre spośród nich są trudne do przyjęcia. Rosną tłumy, bo je coraz bardziej przekonuje ta nauka o Bogu, który jest Ojcem naszym, o Bogu miłości i miłosierdzia, o którym tyle w przypowieści o synu marnotrawnym, o Bogu patrzącym w serca ludzkie a nie tylko na czyny. Przyglądać się narastającej zazdrości wobec Jezusa tych, którzy dotąd sprawowali władzę duchową nad całym Izraelem, których słuchano nawet gdy ich przepisy uważano za nonsensowne a przynajmniej niezrozumiałe, przed którymi miano respekt, chociaż nimi gardzono, których się bano nawet, gdy ich nienawidzono. Przyglądać się poprzez niedziele Wielkiego Postu, poprzez dnie zwyczajne Wielkiego Postu, jak narasta nienawiść wokół Jezusa. Jak nawet ci, którzy byli dla siebie wrogami – faryzeusze, saduceusze i kapłani – jednoczą się w walce przeciw Jezusowi. Przyglądać się, jak Go obserwują, postrzegają, a już nie są zdolni, a już nawet tego nie chcą, by zrozumieć, o co Jezusowi chodzi, co On chce osiągnąć, z jakimi On ich błędami walczy. Ich myślenie jest skoncentrowane tylko na tym, by znaleźć coś, co posłuży zniszczeniu Jezusa. Jak szukają już tylko pretekstu, aby wydać na Niego wyrok śmierci. Jak podsyłają Mu ludzi – prowokatorów. Patrzeć, jak Jezus już nie ma możliwości porozumienia, jakiegokolwiek dialogu. Jak na końcu chodzi Żydom już tylko o określenie, uzasadnienie wyroku śmierci, jak znajdują argument ostateczny: „Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze święte miejsce i nasz naród”.