Biblioteka


3. NIEDZIELA ADWENTU  (11 XII)



3. NIEDZIELA ADWENTU

Ewangelia:                                                                                Mt 11
Gdy oni odchodzili, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: „Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą. Po coście więc wyszli? Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka”.

Mówią Święci:
Jan jest więcej niż prorokiem, albowiem tego, którego poprzedzał, nie tylko zapowiadał, ale również ukazywał. Ponieważ nie był trzciną chwiejącą się od wiatru, nie był w miękkie przyodziany szaty i powiedziano, że nazwa proroka mu nie odpowiada, posłuchajmy, co o nim powiedziano: „Oto ja posyłam anioła mego i zgotuję drogę przed obliczem moim” (Mt 3, 1). Co bowiem po grecku oznacza anioł, po łacinie zwiastun. Słusznie więc ten, kto jest wysłany, aby zwiastował najwyższego Sędziego, aniołem jest nazwany i aby zachował w imieniu tę godność, którą wypełnia. Wzniosłe jest to imię, lecz życie Jana nie jest z nim też niezgodne.
                                                                             Św. Grzegorz Wielki (+ 604)

Psalm:                                                                                        Ps 146
Bóg dochowuje wierności na wieki,
uciśnionym wymierza sprawiedliwość.
Chlebem karmi głodnych,
wypuszcza na wolność więźniów.
Pan przywraca wzrok ociemniałym,
Pan dźwiga poniżonych.
Pan kocha sprawiedliwych.
Pan strzeże przybyszów.

Rozważanie:
Na co cię jeszcze stać? Czy na to, żeby potem przyjść, uścisnąć rękę i powiedzieć: Słuchaj, stary, ale byłeś wspaniały. My, kibice, oglądacie, turyści życiowi, którzy zajęli stałe miejsca nie na arenie, ale na widowni. Z hasłem naczelnym: Nie dać się wciągnąć, nie zdradzić swoich myśli, zamiarów nawet uśmiechem, nawet ruchem brwi, a już nigdy słowem. I patrzeć, jak sobie łby urywają. A potem – marzysz – gdy się wszystko skończy, gdy załatwią twoje sprawy swoimi rękami, gdy zaczną wynosić trupy bohaterów, wtedy ty, ściskając im w przejściu dłoń i nakładając wieniec laurowy, będziesz wiedział, jak się w życiu ustawić. Powiesz, że obraz to za surowy, że gdy o wielkie sprawy chodzi, nie muszą cię szukać. Wtedy nie zawiedziesz. A włączać się w głupstwa szkoda czasu i energii, a nade wszystko szkoda ryzykować. Tylko przyznaj: jakoś tak się dziwnie składa, że na twojej drodze wciąż nie ma tych wielkich spraw.

Poezja:
Spuśćcie rosę, niebiosa, duchy nieobjęte,
i sztaby blasku białe, zwiastujące pieśni,
żeby, co żyje – życiem nie było przeklęte
i stało się jak światło w ciele- nie cielesne.

Spuśćcie rosę, niebiosa, rozróżnienie czynów,
i krople takie jasne, by koroną było
to, co jest nazywane za potęgę – miłość
i przez niedopełnianie pozostaje winą.

Spuśćcie rosę, niebiosa – kręgi żywe świateł
na głowy pochylone, by to, co jest mądrość,
nie odchylało na dół jak po płatku płatek
ludzi do głuchych studni i pożogi lądów.

Spuśćcie rosę, niebiosa, aby elementy,
które są ku świętości, uczyniły świętym
i podsycane duchów płomieniem, powstały
jak łodygi wzrastania i owoce chwały,
a opadając liśćmi zwycięstwa jak złoto,
lot uczyniły dla nas albo nas dla lotu.
                                            K. K. Baczyński, Rorate coeli