Biblioteka





POPĘD SEKSUALNY


                         Wiem teraz: to jest jasne jak słońce na niebie,
                         I musi skonać serce pod ciężką żałobą,
                         Bo nigdy cię nie wezmę na wieczność dla siebie, 
                        Ty nigdy mną nie będziesz, a ja nigdy tobą.

                                                                         (Jan Lechoń)


     Popęd seksualny jest popędem najsilniejszym, najbardziej dynamicznym. Gdybyśmy odjęli go światu, stałby się świat szary, bezbarwny. Wszystkie kolory ziemi, całe bogactwo form – kwietne łąki, motyle, ptaki, zwierzęta tętnią tym wielkim rytmem. W wymiarze człowieka to już nie tylko popęd rozrodczy, dla przetrwania gatunku ludzkiego. Gdybyśmy go odjęli ludziom, staliby się szarą masą bezbarwną, apatyczną, nudną. On wyrywa człowieka z samotności, nieśmiałości, z jego zahamowań, kompleksów, z odosobnienia. On pcha człowieka ku innym ludziom, ku kontaktom z nimi, ku znalezieniu partnera odpowiadającego jego tęsknotom, pragnieniom, wymaganiom, wyobrażeniom. On zmusza do maksymalnej aktywizacji, do koncentracji, do dawania z siebie jak najwięcej pod każdym względem, by zdobyć drugiego człowieka, by zwrócić na siebie uwagę, by zainteresować go sobą, by być wartym pożądania, uznania, szacunku, podziwu, miłości.
     Popęd seksualny nie jest osobną warstwą naszej osobowości. Jesteśmy całością, jednością. On znajduje się wszędzie, we wszystkich naszych przeżyciach, we wszystkich naszych działaniach i ich motywacjach. Przybiera najrozmaitsze formy. Czasem trudny do rozszyfrowania, do zidentyfikowania, bo już taki wysublimowany, taki uduchowiony, a przecież wciąż obecny. Jest i w serdeczności, przyjaźni, życzliwości, w najwyższych formach miłości bezinteresownej. Realizuje się w tym najwyższym pięknie ludzkich zachowań, w najdelikatniejszej czułości, miłosierdziu i przebaczaniu.
     Możesz mi zarzucić, że za bardzo chwalę pociąg seksualny, że za bardzo podkreślam jest ważność. Fakt, że jesteśmy przyzwyczajeni oceniać go, jeśli nawet nie wprost jako coś złego – to przynajmniej podejrzanego, a już na pewno na dziesiątym miejscu. A ja naraz na wielkich dzwonach, na ukazywaniu jego wartości podstawowej w naszym życiu. Ale przecież jesteśmy takimi z woli Bożej. Tak nas stworzył Pan Bóg.
     Popęd seksualny jest obecny od samego początku naszego życia. Ale jego znaczenie gwałtownie wzrasta w okresie młodości – rozwoju fizycznego i duchowego chłopca i dziewczyny. Wtedy to następuje czas rozglądania się za partnerem życia. Jest tak w przeżyciu „uderzenia piorunem”: miłości od pierwszego wejrzenia; jak też jest w ewolucyjnym dorastaniu do miłości chłopca i dziewczyny, którzy znają się od dziecka, od szkoły podstawowej. Zwłaszcza wtedy ogromną rolę odgrywa wygląd zewnętrzny partnera – twarz, postać, sposób zachowania się, ruchy, chód, sposób ubierania się, czesania, mówienia, wyrażania się, ton głosu. Czas szukania swojego partnera na całe życie zakończony okresem narzeczeństwa, z pierścionkiem zaręczynowym, uwieńczony aktem małżeńskim, ślubowaniem sobie dozgonnej wierności, znajduje swoją formę najpełniejszą w tym, co się nazywa stosunkiem małżeńskim.
     Nie jesteśmy duchami i dlatego nasza miłość nie kończy się na kształcie werbalnym. Słowo „współżycie” ma pełny ludzki – a nie duchowy i nie zwierzęcy – sens. Stosunek, współżycie małżeńskie jest po prostu wyrazem miłości małżeńskiej. I błędem jest, grzechem jest spychanie go za brzeg naszych ludzkich kontaktów, traktowanie go jako coś wstydliwego, poniżej godności ludzkiej, czemu poddajemy się tylko ze względu na naszą słabość, czemu ulegamy ze względu na nasze żądze zwierzęce, co jest konieczne na to, by posiadać dzieci. A tymczasem stosunek małżeński ma taki kształt, jaki kształt ma człowiek, istota fizyczno-duchowa, i musi posiadać wszystkie cechy dwoistości tej naszej natury. Musi być harmonijny, tak jak harmonijny musi być każdy człowiek.
     A więc po pierwsze: Jest to akt miłości małżeńskiej – miłości w tym najgłębszym znaczeniu. Miłości, która powinna kierować postępowaniem małżonków w ciągu całego dnia, a tu, w akcie współżycia seksualnego, musi być przestrzegana w sposób szczególny. Jeżeli miłość, to troska, by dać szczęście ukochanemu człowiekowi, by mu było dobrze ze mną, a nie tylko mnie z nim. To nie ma być więc wyładowanie potencji seksualnej, nie dążenie, by mieć jak najwięcej przyjemności, nie wymaganie od partnera, by doprowadził mnie do orgazmu. A gdy tylko zdobędę to, na czym mi zależało, mogę spokojnie odwrócić się plecami i zasnąć. To nie akt zwierzęcy, ale ludzki, akt miłości. A więc musi w nim być wszystko, co tylko pod słowem miłość można sobie tutaj wyobrazić. Jeżeli tak, wtedy dziać się to nie może w pośpiechu, ale w atmosferze czułości i delikatności, wrażliwości na to, jak reaguje mój ukochany człowiek. Sprawdzianem, że wszystko przebiega tak, jak przebiegać powinno, jest radość, która w obojgu małżonkach powinna wzrastać.
     Powiedzieliśmy, że stosunek małżeński to jest akt ludzki – dlatego też przez niego bardzo wiele dzieje się w człowieku. To jest jakiś dramat, który się rozwija, ma swoje apogeum i zakończenie, po którym partnerzy stają się innymi ludźmi – pogłębieni, rozradowani, utwierdzeni w swojej miłości.
     I tak powinno być, zwłaszcza dla nas, chrześcijan, którzy wierzymy, że Bóg jest miłością. Przecież stosunek małżeński jest to realizowanie się jednego z kształtów miłości. Przecież ta miłość małżeńska doznaje szczególnego wyróżnienia przez formę sakramentu małżeństwa. Jakich jeszcze potrzeba nam argumentów, by ukazać świętość stosunku małżeńskiego.
     Zabrzmi to może paradoksalnie, dla naszych zakłamanych uszu, ale w gruncie rzeczy tak powinno być, że każdy mąż i każda żona powinni się przed stosunkiem małżeńskim serdecznie pomodlić, żeby ten cudowny, a równocześnie bardzo ważny akt nie został przez żadne z nich w jakiś sposób popsuty, zniszczony, pogrzebany. Żeby był taki cudowny, taki piękny, taki Boży, jak tego Pan Bóg chce. Żeby go potraktować przynajmniej należycie.
     My pod tym względem jesteśmy, wbrew pozorom, pruderyjni, zakompleksiali. Mimo że tak liberalni i swobodni, tak nieskrępowani, a nawet rozpasani, pozwalający sobie na wszystko, w gruncie rzeczy jesteśmy zafałszowani. Tak gdy chodzi o tak zwane świeckie podejście do tego zagadnienia, jak również i religijne: nasze chrześcijańskie odniesienie jest pełne starych nalotów manichejskich, pełne starych skrupułów jansenistycznych. Warto się tutaj odnieść do innych religii, choćby do religii Dalekiego Wschodu. Wtedy dopiero widzimy, jak ich podejście do współżycia małżeńskiego przewyższa o niebo to, co my Europejczycy na ten temat mówimy, piszemy, myślimy. Wtedy dopiero widzimy, jak jesteśmy pod tym względem prymitywni.
     Ale i z tego należy sobie zdawać sprawę, że kultura życia seksualnego nie rozpoczyna się na początku stosunku małżeńskiego, lecz że musi obejmować całe życie małżonków. Małżonkowie powinni być świadomi, że muszą być dla siebie wciąż atrakcyjni pod względem seksualnym. Stosunek jest tylko uwieńczeniem tego, co rozwijać się powinno przez cały dzień. Żona, gdy była dziewczyną, mniej lub więcej odruchowo starała się podobać wszystkim mężczyznom – szukała wtedy tego jedynego. Mąż, będąc chłopcem, mniej lub więcej instynktownie starał się podobać wszystkim dziewczynom. Ten obowiązek trwa. Tylko że zmienił się obiekt. To już nie wszystkim mężczyznom ma się żona podobać, ale tylko temu jednemu jedynemu: swojemu mężowi. To nie wszystkim kobietom – jak było dotąd – mąż się ma podobać. Ale tej jednej wybranej: swojej żonie. Rozmawiam z kobietą. Widzę, że coś jej bardzo dolega. Dopytuję się, co się stało. „Mój mąż oświadczył mi wczoraj, że już nie może mieć ze mną stosunków małżeńskich”. Mówi to do mnie zupełnie załamana. „A jak było dotąd?” „Rzadko, ale były”. „Czy coś zaszło?” „Nie, nic. To chyba wiek. Jest ode mnie starszy. Chyba wiek”. Patrzę nagle na nią jakimś wyostrzonym spojrzeniem, choć znam ją dobrze tyle lat. Papieros w ustach. Tyle razy prosił ją mąż: „Nie trzymaj papierosa w ustach. Nie pal tyle”. Włosy chyba dawno niemyte. Nic z kobiecości, żadnego wdzięku, który mogłem stwierdzać na jej dawnych zdjęciach. Pochylona, rozczłapana. To nie tylko wiek.
     A więc masz się podobać swojemu mężowi. Masz się podobać swojej żonie. Masz być pociągający. Oczywiście, to nie wyłącznie wygląd. To drobne czułości rozsiane po dniu – choćby pocałunek na dzień dobry, choćby pocałunek na dobranoc. Choćby pocałunek na wyjście do pracy, choćby pocałunek na przyjście z pracy. To mają być jakieś drobne dobre słowa – komplementy potwierdzające twoje zainteresowanie. Jakieś drobne prezenciki, kwiaty kupione bez powodu – nie tylko na dzień kobiet, dzień matki czy imieniny. A poza tym wszystko, co ci tylko fantazja inspirowana przez miłość przyniesie do głowy. Wtedy nie bój się o przyszłość – wcześniej umrzesz ty, niż umrze twoja miłość.