27 listopada 2005
I NIEDZIELA ADWENTU

"Czuwajcie" 

     My kochamy najchętniej tych, którym się dobrze powodzi. Tych bogatych, w wygodnych mieszkaniach. Tych uśmiechniętych, pogodnych, optymistów. Tych zdrowych, silnych, przebojowych. My kochamy najchętniej ludzi, którzy mają pieniądze. Którzy i poczęstują, i ugoszczą, i pamiętają o prezentach na imieniny, na urodziny, którzy nam postawią, zaoferują, przyjdą, obdarują.
     Boimy się biednych, nieporadnych. Odwracamy głowę, bo nam zawadzają! Tarasują drogę. Bo wymagają od nas! Nawet gdy nie proszą, gdy się nie upominają. Kłują w oczy.
     Jeszcze dopuszczamy ich istnienie, gdy są gdzieś daleko, czasem na innych kontynentach. Najtrudniej ich dostrzec, gdy tuż obok, w naszej rodzinie.

* * *

     Mówi mi stary człowiek:
     - Mnie nie wystarcza na lekarstwa. Mam za niską emeryturę.
     - A dzieci? Przecież, na ile wiem, znakomicie im się powodzi.
     - E, oni mają swoje wydatki. Syn co dopiero nowy samochód kupił.
     Mówi mi stara kobieta:
     - Muszę oszczędzać na jedzeniu, bo inaczej braknie mi do końca miesiąca. Przez listopad codziennie odkładam złotówkę, żeby wnukowi kupić prezent na Świętego Mikołaja.
     - A rodzice mają pieniędzy w bród.
     - To się tylko tak mówi.
     Odwiedzam mocno starszą panią.
     - Słyszę, że córka postawiła dom.
     - Ale mieszkanie sprzedała.
     - A pani dalej mieszka w tej klitce?"
     - Ano jakoś tak.
     Rodzeństwo żre się o spadek po rodzicach.
     Brat dobrze ustawiony nie pomaga prawie głodującej siostrze.
     Córka wyjechała za granicę, dorobiła się. Mówię jej:
     - Masz pieniądze, przysyłaj matce co miesiąc chociaż 100 czy 50 euro. 
     - Gdy przyjeżdżam, zawsze jej coś zrzucę.
     Kobieta chora obłożnie.
     - Pani tak samotnie?
     - Przychodzą sąsiadki.
     - A dzieci?
     - Zajęte, ale raz na jakiś czas któreś wpadnie.

* * *

     Nie umieliśmy wychować naszych dzieci. Wyrosło takie pokolenie, któremu się wszystko należy. Tylko czekają na gotowe.
     Obraz zbyt ponury? Na pociechę dopowiem:
     Ale są cudowne rodziny. Są cudowni ludzie.
     Jest kobieta - od pół roku w łóżku, sparaliżowana. trzeba wszystko przy niej zrobić. I jest mąż - który to wszystko, co trzeba, przy niej robi. Jest córka, która pomaga. Święci moi. Chwała im, niech będą błogosławieni.

KS. MIECZYSŁAW MALIŃSKI