TRZECIA KONFERENCJA REKOLEKCYJNA


Bóg Zbawca człowieka

   Miarą naszej wiary jest strach.
   I odwrotnie: Miarą naszej wiary jest radość życia.
   Uwierzyć naprawdę, że Bóg nas stworzył z miłości - tak jak wszystko stworzył z miłości - to oznacza również uwierzyć, że wybrał dla nas czas najbardziej stosowny. Stworzył nas akurat w tym a nie innym czasie. Nie kiedy indziej wcześniej, nie kiedy indziej później. Nie w innej epoce, która minęła albo która przyjdzie, tylko akurat teraz. Usytuował nas w tym kraju, a nie w innym. Przyłączył nas do tego narodu, a nie do innego. Wybrał dla nas rodziców takich a nie innych, rodzinę taką a nie inną, ród taki a nie inny. Wymyślił miejscowość, w której mieszkamy. Szkołę w której spotykaliśmy takich nauczycieli, profesorów, kolegów, koleżanki. A przy tym obdarował nas konkretnymi talentami - inteligencji, mądrości, wszelakich zdolności, uzdolnień wyspecjalizowanych, szczególnych. Dał ci optykę jedyną, która jest pod słońcem, tylko twoja. Nikt nie patrzy na świat tak jak ty! Dał ci sposób podejmowania problemów - specyficzny, jedyny, różny od wszystkich ludzi którzy są, którzy byli i którzy będą.
   I prowadzi cię przez życie. Jest przy tobie wciąż. Stale. Z miłością. Z troską. Podszeptuje ci pomysły. Upomina cię. Karci cię. Chwali cię. Podsuwa ci okazje, sytuacje, ludzi. Inicjatywy.
   A ty bierzesz albo nie bierzesz. A ty zrozumiałeś Go albo nie zrozumiałeś. Albo udajesz, że nie rozumiesz, że nie widzisz, że nie słyszysz. A naprawdę - nie chce ci się. Mówisz "pas". Uważasz, że to za wysoko postawiona dla ciebie poprzeczka. Boisz się. Nie wchodzisz w sprawę. Albo może idziesz - choć nie na całego.
   Ale On z tobą jest zawsze. Nawet wtedy, kiedy podejmujesz tylko jedną trzecią Jego natchnień. Nawet wtedy, kiedy realizujesz tylko jedną dziesiątą. Nie obraża się na ciebie. Nie gniewa się. Nie macha na ciebie ręką, nie skreśla cię. Nawet wtedy, kiedyś wcale nie wykorzystał Jego nalegań, pomysłów, inspiracji - jest przy tobie. To po pierwsze.
   A po drugie - powołał cię. Do tej roli, do tej funkcji, którą wykonujesz. Powołał cię. Do tego zawodu, który wykonujesz. Do tej funkcji w rodzinie, którą masz. Powołał cię do stanu małżeńskiego albo jeszcze nie. Albo do stanu panieńskiego czy kawalerskiego. Powołał cię, abyś się zaangażował, wszedł w temat, odkrył istotę rzeczy, zrozumiał, czego ludzie od ciebie oczekują, jakie są twoje obowiązki, jakie prawa.
   I po trzecie, twoje dobre czyny, nawet te najdrobniejsze, jednoczą cię z Bogiem prawie tak jak modlitwa, posiadają wymiar Boży.
   Gdy pierzesz, czyścisz, sprzątasz, układasz, przygotowujesz posiłki, nakrywasz do stołu, zmywasz naczynie, gdy jesteś miła przy stole, serdeczna, jesteś ciepła w kontakcie, niezależnie od tego czy się dobrze czujesz, czy też źle, bo masz jakieś zmartwienie. Wszystko to, co robisz dobrze, co wykonujesz solidnie - nawet te najbardziej prymitywne w ludzkim pojęciu czynności - wszystko to jest Boże, bo wypływa z miłości, czyli z Boga samego, ma wartość Bożą. Wieczną.
   Podobnie ma się rzecz, gdy chodzi o twoją pracę zawodową, którą wykonujesz. O twoją punktualność, akuratność, twoje wynalazki, racjonalizatorstwo, twoje staranne wykonywanie swoich obowiązków - również takich, które są nieuznane, niepochwalone, niedocenione, na które nikt nie zwraca uwagi. Nawet gdy jesteś traktowany jak powietrze, a pracujesz uczciwie, solidnie, a starasz się, żeby było wszystko w porządku, wywiązujesz się ze swoich obowiązków maksymalnie. I to spotyka się - z zerem reakcji. U twoich przełożonych, u twoich kolegów. A może nawet z niechęcią, żeś taki perfekcjonista, żeś taki dokładny, uczciwy, solidny, żeś taki odskakujący od ich stylu życia.
   Ale On to widzi, On to wszystko przyjmuje, bo przecież to wasze wspólne dzieło. Tyś Jego synem, gdy tak postępujesz. Twoje życie nabiera rangi absolutnej. Nie ma zmarnowanego życia. Nie ma zmarnowanego najdrobniejszego dobrego uczynku - jeżeli dobrym uczynkiem nazywamy wykonywanie swojego zawodu.

* * *

   A jak takie myślenie uratować, taki sposób postępowania, jak to realizować na dziś, na jutro, na całe życie? A jak wytrzymać napór pokus i nie odstąpić od takiego "idealistycznego", niepraktycznego podchodzenia do życia, jak nie postępować tak jak większość? Jak się nie załamać? Nie zwątpić? Nie zrezygnować z takiego stylu życia? Jak nie załamać się w obliczu choroby - swojej czy swoich bliskich? Jak nie załamać się w obliczu klęsk twoich osobistych, zawodowych i rodzinnych. Jak wytrwać w uczciwości, prawości, solidności - wierząc, że On jest przy mnie i bierze to wszystko. Jak w to wierzyć do końca, jak w to uwierzyć?
   Na to masz Mszę świętą. Niedzielną albo i również codzienną.
   My nie doceniamy Mszy świętej. Bo trzeba przyznać, że my jej nie rozumiemy. I tak można powiedzieć - nie będziemy rozumieli nawet do śmierci. Nawet mimo to, że podejmujesz wysiłki, żeby pojąć, odebrać prawidłowo tę tajemnicę, to misterium, które się rozgrywa przy ołtarzu. Jest ono tak głębokie, tak wysokie, tak szerokie, że jest dla nas nie do ogarnięcia. Ale - spróbujmy przybliżyć się do niej przynajmniej odrobinę.
   Pierwsza tajemnica mieści się w pierwszej części - tak zwanej synagogalnej - która się zaczyna znakiem krzyża świętego, a kończy się homilią albo - w niedziele i święta - "Wyznaniem wiary": "Wierzę w Boga Ojca". To jest pierwsza część. Centrum - Czytania.
   Może powiesz: "No właśnie. Raz o Naamanie, kiedy indziej o Zuzannie. Po co nam są czytane takie opowiastki? Może nawet i tak było. No i co z tego?"
   Już odpowiadam. To są przypowieści. A więc nie jest to kategoria wiedzy, informacji, ale kategoria literacka. Nie chodzi w niej o podanie wiadomości o Zuzannie czy Naamanie, ale chodzi o nas, którzy możemy się znaleźć w sytuacji podobnej do sytuacji Zuzanny czy Naamana.
   I Ewangelia święta jest analogiczną formą. Tylko - gdy w przypadku Zuzanny czy Naamana - mogą być elementy legendarne czy nawet baśniowe, w przypadku Ewangelii są to fakty historyczne. Ale potraktowane jako literatura religijna,  gdzie chodzi wciąż o ciebie. To znaczy - ty jesteś tym Zacheuszem, którego nawiedza Jezus. Jezus staje przed tobą tak jak wtedy, gdy stanął przed Zacheuszem. To jest twoje spotkanie, nie Zacheusza! Ale teraz twoje.
   Podobnie ty jesteś tą Marią Magdaleną. Ona faktycznie miała takie szczęście, że stanął przed nią Jezus, ale teraz jesteś ty tą Marią Magdaleną. Teraz Jezus staje przed tobą. I to się dzieje między wami! Ten dramat się rozgrywa w twojej duszy.
   Przeżyć dobrze Mszę świętą, to jest - po pierwsze - przeżyć dobrze, odebrać dobrze Czytania Pisma Świętego.
   Potem ksiądz, który będzie mówił kazanie, może ci pomóc w przeżyciu tego, co usłyszałeś, a może zepsuje coś. Ale ty trzymaj się tego, coś doznał, czegoś doświadczył w czasie czytania zwłaszcza Ewangelii świętej. Bierz choć jedno słowo, choć jedno zdanie - na cały tydzień, który przed tobą, na każdy dzień, na każdą sekundę twego życia. Oczywiście, nie wszystko zrozumiesz z tego, co usłyszałeś - bo dzielą cię odległości kulturowe, inna tradycja, inne otoczenie, inny kontekst. Oczywiście. Ale to, co zrozumiesz, co zrozumiesz na pewno - że ty jesteś Zacheuszem, że ty jesteś Marią Magdaleną.
   A druga część Mszy świętej - to Wielki Czwartek. Codziennie na Mszy świętej uobecnia się Wielki Czwartek. Ta druga część rozpoczyna się Ofiarowaniem. Kończy się Komunią świętą. Tak jak Jezus przy stole paschalnym wziął w ręce chleb i pobłogosławił, tak jak Jezus wziął wino i pobłogosławił, to samo dzieje się we Mszy świętej od Ofiarowania aż po Komunię świętą.
   A po co to?
   Po to, żeby się spotkać z Jezusem - który poszedł na śmierć za prawdę. Za to czego nauczał. Modlił się: "Boże, oddal ode mnie ten kielich". Ale dodał: "Nie jako ja, ale jako Ty chcesz". I stanąwszy przed Piłatem, powiedział: "Jam się na to narodził i na to przyszedłem na świat, aby świadectwo dać prawdzie". Jezus w obliczu śmierci nie wycofał się z tego, co głosił. Bo mógł się jeszcze wyprzeć tego, co twierdził. Albo mógł przynajmniej obiecać, że zaprzestanie nauczania, że zamilknie. Mógł wrócić do swoich apostołów, mógł wrócić do swoich spacerów po Galilei. Już nie jako nauczyciel.
   Dla prawdy poszedł na krzyż. Dlatego żeby być sobą, żeby nie odejść od tego, co ogłaszał ludziom. Że Bóg jest Miłością. I kocha wszystkich, Żydów jak i pogan. Że trzeba tak żyć, a nie inaczej. I tak postępować. I tak mówić! Za to poszedł na krzyż.
   Gdybyś ty się zaparł tego, w co ty wierzysz, to mógłbyś sobie inaczej życie ułożyć. Mógłbyś przykraść, oszukać, oszwabić, donieść, podłożyć nogę, wykopać dół pod konkurentem, mógłbyś go kopnąć, naskarżyć. Mógłbyś! Ale ty nie zrobisz tego. Na to jest Msza święta! Na to jest spotkanie z Jezusem.
   Żebyś wytrzymał swoje trudne życie, żebyś potrafił być wciąż pogodny - wierząc, że jesteś w Jego rękach, że On jest przy tobie wciąż, że On cię prowadzi - na to ci potrzebna Msza święta.