6 września 2009
23. NIEDZIELA ZWYKŁA


Spojrzawszy w niebo


     Przeszłość odchodzi w cień. Gasną kolory. Mylą się daty, fakty, nazwiska. Aż natkniemy się na zdjęcia wypłowiałe! Z czasu wojny. I patrzymy, nie dowierzając prawie, na stosy trupów, na rozstrzeliwania ludzi, na powieszonych na szubienicy, na głodne dzieci, na zamarzniętych w śniegu. Nie dowierzamy prawie zdjęciom. Że to niemożliwe, nie do uwierzenia, żeby człowiek tak zabijał człowieka.
     Ale przecieka do nas strach przed tamtym czasem, przed tamtymi okropnościami. I rodzi się podejrzenie, że to nie koniec. Że zbrodnia może się powtórzyć. Jeżeli nie na naszym pokoleniu, to na następnym.
     Jan Paweł II był człowiekiem, który był z tamtych czasów. Miał świadomość tragedii polskiej, europejskiej, światowej, która się nazywała drugą wojną światową. I w roku 1986 zwołał do Asyżu wszystkich przedstawicieli wielkich religii, aby modlili się o pokój. 
     Paradoksalnie, uwaga świata skierowała się na wymiar ekumeniczny tego wydarzenia, a przeoczyli ten fakt, że to nie chodziło o ekumenizm, ale o pokój. Religie były potraktowane jako święte narzędzie, mające przynieść światu pokój.
     Bo każda religia prawdziwie potraktowana głosi pokój. Głosi Boga, który jest Pokojem. Trzeba więc powtarzać Asyż. I powtarzamy.