17 lutego 2010
ŚRODA POPIELCOWA


Powiadam wam



     Ty płoniesz. Od pierwszego uderzenia serca. I będziesz płonął aż do ostatniego oddechu.
     Płonąłeś jako dziecko – na miarę wiadereczka i łopatki; na miarę podzielenia się bułką ze swoim kolegą czy koleżanką.
     Płonąłeś jako młody człowiek – wystrzelający prawie pod niebo pomysłami, odkryciami kopernikańskimi, bezinteresowną, opętaną miłością, przyjaźniami na śmierć i życie; ambicją, pychą, pewnością siebie, zarozumiałością, niepokorą.
     Aż przyszedł czas dojrzały. Płonąłeś gromadzonymi pieniędzmi, interesami, ryzykiem na każdym kroku, rosnącym majątkiem. Mniejszymi i większymi oszustwami podbijałeś świat – swój świat – zawodowy, rodzinny, koleżeński.
     Aż zaskoczył cię czas emerytury. To już nie płonące ognisko. To dogasające patyki. Zazdrość, gorzkość przegranego życia, nieudanych pomysłów, niedojrzałych, niezrównoważonych. To kołacze ci się po głowie, spać nie daje w nocy. Gorycz. Jedyna pociecha – udane sprawy, bezinteresowne, na które się zdobyłeś. Satysfakcja, radość – że nie jest tak źle z tobą, że nie jesteś ten najgorszy.
     Aż obali cię ostatnie uderzenie serca.
     I przyjdziesz do twojego wygasłego ogniska i patykiem będziesz grzebał w popiele, szukając diamentu – miłości w twoim życiu. Które tak prędko przeleciało.
     Ale jeszcze żyjesz i póki tli się w tobie ogienek, wszystko jest możliwe. Jeszcze możesz naprawić, przebaczyć, przeprosić, pokochać.



 





February 17, 2010
ASH WEDNESDAY



I say to you


 
     You’ve been burning up.  Since the time of your first heartbeat.  And you will be burning till your last breath.
     You were ablaze as a child – befitting your little sandbox bucket and spade; befitting your ability to share a pastry with your friends.
     You were on fire as a young man – reaching for the sky with your ideas, with your Copernican discoveries, with disinterested, crazy love, friendships for life and death, ambitions, pride, self assurance, conceit, and lack of humility.
     And then came the time of maturity.  You were burning up with money gathered, business, risk at every step, and growing fortune.  With smaller and bigger swindles with which you were conquering the world — your professional, your family’s and your friends’ world.
     And finally time of retirement has caught you by surprise.  It’s not a burning fire any more.  It’s like smoldering sticks.  Jealousy, bitterness of life lost, unsuccessful ideas; immature and unbalanced.  All this keeps going around and around in your head, does not let you sleep at night.  Bitterness.  The only consolation – successful, disinterested things you have managed to do.  Satisfaction and joy, that it’s not so bad, that you are not the worst one of all.
     Then the last heartbeat will knock you down.
     You will come up to your extinguished camp fire and you will be poking ashes with a stick searching for a diamond: for love in your life; life, which has passed so fast.
     But you are still alive and as long as the little flame is still burning within you, everything is possible.  You still can repair, forgive, apologize, and come to love.