PIERWSZA KONFERENCJA REKOLEKCYJNA



SZATAN

Czasem sobie stawiam pytanie, jak będzie dalej. Co będzie dalej z naszym krajem? Ze światem? Co będzie dalej z miastami, z miasteczkami, z wsiami? Już teraz wieczorami niebezpiecznie jest wychodzić na ulice. Zwłaszcza samemu. To zagrożenie wzrosło błyskawicznie. Na przestrzeni kilku lat. Zagrożenie na ulicy. Zagrożenie w mieszkaniu – że się włamią, że się dostaną, że zamordują.

Co będzie dalej z naszym narodem, co z ludzkością? Stanie się bandą zgłodniałych, napadających na siebie wilków?

Czasem sobie stawiam takie pytanie, co będzie w telewizji za 10, za 20, za 50 lat. Co jeszcze można wymyślić bardziej okrutnego niż zostało wymyślone dotąd? Na przestrzeni ostatnich kilku lat okrucieństwo tak się wzmogło, że pytanie, co będzie za 10 lat, jest pytaniem absurdalnym, a co za 50 lat – już bezsensownym. Nie wiemy, jakie jeszcze napady, gwałty, znęcanie się, tortury, morderstwa będą pokazywane w telewizji. Już wymyśla się opowieści ze świata fikcyjnego. Gdzie bohaterami są jakieś monstra – z innych planet, z innych galaktyk. Żeby horror zwiększyć, strach nasilić – jeżeli można jeszcze bardziej.

To samo gdy chodzi o programy gier komputerowych, którymi bawią się nasze dzieci w zabijanie. Co jeszcze wymyślą gorszego ludzie? Czy jeszcze można coś gorszego wymyślić?

Ale nie narzekajmy tak na telewizję czy na gry komputerowe. One wypełniają nasze życzenia. To my chcemy oglądać takie okropieństwa i takie wyuzdania.

Trzeba wreszcie stanąć przed pytaniem: Skąd to zło? W ludziach, w kulturze, w świecie. Nie tylko w społeczeństwie, ale i w człowieku. Skąd tyle zła?

Wiemy o tym, że przychodzimy na świat z bagażem grzechu pierworodnego, z bagażem dziedzictwa zła, które popełniali nasi przodkowie, praojcowie, praprapraojcowie – aż sięgając do pierwszego człowieka, który zaistniał na świecie. A może jeszcze wcześniej. Przychodzimy na świat z bagażem złych skłonności, złych tendencji, złych trendów. Z bagażem najrozmaitszych obciążeń, zahamowań, urazów, kompleksów w naszej psychice. To wiemy.

Wiemy również bardzo dobrze, że do tego bagażu dokłada się bieżące zło, które popełniamy – wszystkie kłamstwa, oszustwa, lenistwa, złości, zazdrości, brutalności i inne złe zachowania, których się „naumiemy”, nauczymy, naoglądamy, nasłuchamy – i wprowadzimy w życie. A które przekształcają naszą osobowość tak, że powstają nawyki złe, przyzwyczajenia złe, wady, które owocują z kolei złymi czynami. To też wiemy.

Ale nie można jeszcze do tej całości obrazu zła, które tkwi w nas, nie dodać szatana. Bo jeżeli mamy tyle fantazji, że wymyślamy jakieś potwory, które przylatują z innych planet czy z innych galaktyk – to tu wystarczy oprzeć się na tekstach Pisma Świętego, które dotyczą szatana, aby upewnić się o jego istnieniu. Szatan jako sprawca naszego zła. Jeden z wielu, ale sprawca.

* * *

W obrzędzie chrztu kapłan zadaje rodzicom dziecka pytanie: „Czy wyrzekacie się grzechu, aby żyć w wolności dzieci Bożych? Czy wyrzekacie się wszystkiego, co prowadzi do zła, aby was grzech nie opanował? Czy wyrzekacie się szatana, który jest głównym sprawcą grzechu?” Rodzice w imieniu własnym i w imieniu dziecka odpowiadają – „Wyrzekamy się”.

Wyrzekać się szatana. Jak się wyrzekać szatana? A przecież to, co mówimy z lekkim sercem przy obrzędzie chrztu świętego, to są zobowiązania, które pozostają w naszej duszy na całe życie. Wyrzekamy się. Szatana.

Kto to jest szatan? Mówię „kto”, nie mówię „co”. Bo to jest osoba. Duch zły. Zły duch. Wchodzimy w materię nam obcą – czystego ducha. Na ten temat nie mamy prawie żadnej wiedzy oprócz przeczuć i intuicyjnego przekonania. Z Pisma Świętego dowiadujemy się bardzo niewiele o tym, kto to jest, jaki jest jego sposób bycia. Reszty domyślamy się w oparciu o najprostsze zasady logiki.

Możemy powiedzieć, że – jako duch – jest to stworzenie transcendentne i immanentne. Stworzenie transcendentne – to znaczy, że to jest osoba. To jest ktoś. Jest sprytny, przebiegły, chytry. Chce nam zrobić na złość. Chce nas zniszczyć, ponieważ nienawidzi Boga.

To jest ktoś. Ale jest również immanentny. Może się więc jednoczyć z innymi duchami. Mówiąc konkretnie, to znaczy – przepraszam za prymitywne określenie – może wejść w nas. Oczywiście tylko wtedy, kiedy się na to zgodzimy. Kiedy na to przystaniemy. On do tego zachęca nas, wabi, przyzywa, snuje miraże, obietnice – kusi nas – znowu słowo wyświechtane, wieloznaczne, nie ma lepszego. „Ciągnie nas”, żebyśmy poszli za nim. Namawia, tłumaczy, przekonuje, porywa. Ale nie wejdzie do nas i nie „zamieszka” w nas na siłę. Dopiero wtedy, kiedy my wyrazimy na to zgodę. Kiedy zdecydujemy się na to.

* * *

Dla niego przeszkodą – choć do przebycia – jest nasze sumienie. Musi je pokonać. Bo my dzięki sumieniu wyczuwamy, spostrzegamy się, że to, ku czemu nas ciągnie, jest złem. Że to jest źle, niedobrze do czego nas namawia, że to jest szkoda, krzywda. Dzięki sumieniu my się spostrzegamy, orientujemy się, my wiemy o tym, że nie wolno za nim iść. Sumienie nas przestrzega. Sumienie – głos Boży – ostrzega, upomina.

Nasze „ja” decyduje. Pójdę – nie pójdę. I w tej decyzji ujawnia się dopiero moja osoba. Bo dotąd jest on – ten szatan, który podchodzi ze swoimi propozycjami – i sumienie, które chce mnie uchronić przed katastrofą grzechu. Ale teraz wszystko zależy od mojej decyzji – identyfikuję się z nim, idę z nim, czy nie idę.

Dopiero gdy przyznamy mu rację, gdy pójdziemy w ślad za jego propozycjami, namowami, wtedy zaczyna się identyfikacja szatana z nami. Na jednej może tylko linii, płaszczyźnie, w jednym sektorze. Ale już identyfikacja zaczyna istnieć. My stajemy się mu powolni, służebni, z nim zjednoczeni. My stajemy się jego braćmi.

Potem, gdy pójdę za pokusą szatana pierwszy raz, drugi, dziesiąty, gdy mi się to spodoba, gdy się do tego przyzwyczaję, to już wtedy sumienie przestaje działać, przestaje mnie niepokoić, przestaje robić wyrzuty. Potem już jest wszystko w porządku. Potem już jest spokój sumienia zgwałconego, zdeptanego, zmaltretowanego. Potem już ja mam rację. Ja – nie ja, szatan ma rację i ja mam rację. My razem mamy rację. My razem – ja z szatanem. Szatan ze mną.

Wcielamy się w szatana. Szatan się w nas wciela. Upodobniamy się do szatana. Stajemy się jak szatan. Dochodzi do opętania.

Wciąż na jednej płaszczyźnie, wciąż na jednym sektorze, wciąż na jednej linii. To może być chciwość – pieniądze. Za wszelką cenę pieniądze. To może być zemsta, zazdrość, nienawiść.

Na jednym sektorze na razie. Z czasem przenosi się ono na inne sektory, na inne sprawy i powoli szatan opanowuje całą osobę ludzką.

* * *

Brałem udział w takiej audycji telewizyjnej na temat opętania. Na estradzie siedziały cztery panie – specjalistki od wypędzania złego ducha z człowieka, od uwalniania opętanego od szatana. Za drobną opłatą. Opowiadały, jak pod ich zabiegami opętani byli rzucani przez szatana na ziemię, jak się wili w konwulsjach, jak wołali, przeklinali, bluzgali przekleństwem. Jak opętanych musieli przytrzymywać silni mężczyźni. Pytano mnie o zdanie. Mówiłem: „Nie, to nie jest opętanie, to chyba epilepsja”.

Szatan jest złem moralnym. W dokładnym tego słowa znaczeniu. Opętanie szatańskie to opętanie grzechem. Grzech jest krzywdą – wyrządzaną sobie względnie ludziom.

Na opętanie nie pomoże pani za drobną opłatą – która, jak twierdzi, wypędza szatana z człowieka – nawet gdy posługuje się krzyżem i wodą święconą.

Opętany musi sam się nawrócić. Trzeba samemu wziąć się w garść. Nie załatwi tego za mnie ktoś, kto zrobi nade mną znak krzyża, poświęci mnie wodą święconą.

To ja muszę go wyrzucić z siebie. To ja muszę powiedzieć: Precz. Koniec. Z pijaństwem, z narkotykami, z kradzieżą, napadami, rozbojem. Nie chcę więcej tego zła robić.

Za mnie nikt nie zrobi cudu. Nawet gdyby mnie zlał wodą święconą obficie, nawet gdyby nie wiem ile krzyżów świętych nade mną zrobił, to nic nie pomoże, jeżeli ja sam nie zdecyduję się na to, że powiem: Przestaję pić. Przestaję narkotyzować się. Przestaję kraść. Przestaję robić pieniądze za wszelką cenę, za cenę krzywdy ludzkiej.

Oczywiście, modlitwa życzliwego człowieka może pomóc. Modlitwa, woda święcona, znak krzyża świętego może pomóc – ale on za mnie nie zdziała cudu na tej zasadzie, że gdy szatan poczuje na mojej głowie wodę święconą, to ucieknie. Ja muszę zadecydować o tym, czy on odejdzie ode mnie, czy nie.

I dlatego cała akcja wypędzania złego ducha z człowieka powinna mieć charakter rekolekcji indywidualnych. A więc nie ograniczać się do jednego spotkania, ale rozciągnąć się na szereg spotkań, w czasie których byłyby czytania Pisma Świętego, modlitwy, rozmowy.

Oczywiście najlepiej, aby nie dopuścić do tego opętania.

I dlatego tak ważna jest metoda profilaktyczna. Dlatego Kościół mówi: W każdą niedzielę trzeba uczestniczyć we Mszy świętej. Poza wszystkimi innymi względami właśnie po to, żeby szatan nie zapanował na jakiejś płaszczyźnie, na jakiejś linii, na jakimś obszarze naszej duszy.

Ale to nie ma być tak, żebyśmy wciąż się bali szatana. Nie, chodzi o to, abyśmy się zawczasu opamiętali. Abyśmy zorientowali się, że coś nam grozi. Że jeszcze chwila a będziemy już na pierwszym kroku razem z szatanem. Że już zaczynamy się przechylać w jego stronę. Ale celem Mszy świętej jest, żebyśmy się cieszyli z obcowania z Bogiem. Żebyśmy cieszyli się, że wierzymy w Niego, że pokładamy w Nim nadzieję, że Go kochamy.

* * *

W moich bajkach – napisanych nie tylko dla dzieci – niektórzy szatani się nawracają. Czy to jest przeze mnie tylko wymyślone, czy to odpowiada prawdzie, czy to jest możliwe? Tak. Szatan jest stworzeniem Bożym. To jest anioł upadły. Trudno myśleć, jak mogło dojść do tej tragedii. Trudno sobie wyobrazić, jak mogło to stworzenie Boże, święte zbuntować się.

Przypuszczamy, że może to było tak, że Lucyfer – po łacinie: Niosący światło – ten najmądrzejszy, najpiękniejszy z aniołów – zakochał się w sobie, tak się zakochał w swojej mocy, w swojej mądrości, w swoim pięknie, że powiedział: Nie potrzebuję Boga.

To jest nasze ludzkie przypuszczenie. Nie wiemy, jak to się stało, że część tych duchów doskonałych zbuntowała się i że poszła za Lucyferem, stając się szatanami.

Ale oni zachowali wolną wolę, bo to są takie same stworzenia jak i my. Bo Bóg nie może stwarzać, jak na podobieństwo siebie samego. A więc one mają wolną wolę. I na tej zasadzie istnieje szansa, że mogą się nawrócić. Bo jest w nich ta iskra Boża, ten diament istnienia, które jest w każdym stworzeniu. I Pan Bóg na to liczy. Tego chce i pomaga, żeby się nawrócili.

Czy to łatwe? Mówiąc językiem szatańskim: Piekielnie trudne. Ale możliwe.