Dziennik Polski

strona do druku


11 marca 2005
NIECZYSTOŚĆ

 
     Najważniejszym sensem życia – a właściwie jedynym sensem życia – jest miłość. Miłość do Boga, do świata, do siebie samego i wreszcie do drugiego człowieka. Największe przeżycie w tym względzie dotyczy miłości małżeńskiej – miłości tak wielkiej, że zakochany decyduję się na wyjście z domu rodzinnego, złączenie się z ukochanym człowiekiem na zawsze.
     Nieczystość jest zaprzeczeniem tego najważniejszego aktu, jakim jest miłość w ogóle, a miłość małżeńska w szczególności. Nieczystość to nie miłość, tylko i wyłącznie seks. Przesłania wszystkie inne wartości ludzkie. To podrywanie dziewcząt, podrywanie chłopców. Tu nie ma miejsca na żadną miłość. Tu nie wchodzą w rachubę żadne wartości duchowe – mądrość, wdzięk, urok dziewczęcy czy męski, inteligencja, delikatność, takt, bezinteresowność, bogate życie wewnętrzne. A jeżeli nawet to wszystko jest brane pod uwagę, to tylko jako margines, jako czynnik pobudzający przeżycia seksualne. Ale chodzi w zasadzie tylko o akt fizyczny. Pełni się go, czyni się go, kiedy się zechce, z kim się zechce, na to żeby się wyżyć, żeby doznać jeszcze jednej gamy przyjemności. Ważne jest tylko „zaliczanie dziewcząt”, „zaliczanie chłopców”. Nawet na zasadzie zakładu, że się potrafi uwieść tego chłopca albo tę dziewczynę - „przelecieć”.
     Ci ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, że konsekwencje są nieubłagane. Że to nie jest chwilowy rozdział seksu od miłości, ale że to jest niszczenie miłości. Następuje atrofia miłości. Człowiek przestaje kochać. I to jest tragedia.
     A przy tym dochodzi do wypaczeń psychicznych. Nerwice, psychozy. Prześladujące człowieka ciągi skojarzeń. Na zasadzie dowcipu – „Z czym się to tobie kojarzy?”. Kojarzy się zawsze mu z jednym, kojarzy się jej zawsze z jednym. To już są patologie, to trzeba leczyć.
     Erotoman nie potrafi nigdy już kochać. Nawet gdy wejdzie w związek małżeński, to trwałość jest tylko iluzoryczna. Gdy napotka na drodze kolejny obiekt pożądania, bez najmniejszego wahania zdradzi swoją małżonkę czy swojego męża. Nawet na jeden raz, na krótki przelotny romans. Albo odejdzie na zawsze i zwiąże się z tym drugim partnerem, z ta drugą partnerką – ale tylko na krótko, bo gdy napotka kolejny obiekt pożądania, postąpi tak samo jak w pierwszym wypadku. 
     Atrofia miłości nie ogranicza się wyłącznie do miłości do drugiego człowieka, ale nieczystość niszczy każdą formę prawdziwej miłości. Taki człowiek nie potrafi już kochać ani Boga, ani świata, ani siebie. To już człowiek kaleki.

* * *

     Można powiedzieć, że człowiek jest zawsze taki sam, jaki był. Że „nihil novi sub sole” – „nic nowego pod słońcem”. Erotomani zawsze byli. Dewiacje seksualne czyniły spustoszenia w rozmaitych środowiskach. Ale – i tak, i nie. Należy mówić o zmianach, jakie się dokonały w ostatnich czasach, chociażby gdy chodzi o młodzież żeńską. Tu obserwujemy emancypację – pod każdym względem. I niestety w tym złym tego słowa znaczeniu. Brutalność, chamstwo – niespotykane dotąd. Słownik, sposób bycia już nie tylko dorównujący chłopcom z marginesu, ale nierzadko przewyższający ich.
     A poza tym: już zdążyliśmy się dorobić nowych form wypaczeń seksualnych, a mianowicie w Internecie pod nazwą: programy erotyczne. I są już psychicznie chorzy: ludzie, którzy wgapiają się godzinami w to, co dzieje się na szklanym ekranie, podnieceni, rozgorączkowani, pochłonięci. Już nie potrzebują partnera czy partnerki. I nadają się tylko do leczenia. Z tym, że najpierw muszą tego chcieć. Czyli muszą mieć jeszcze na tyle instynktu samozachowawczego, żeby się ratować. A na to już nie wszystkich stać. Ale gdy się już zdecydują, wyłania się jeszcze jedna trudność, że nie mamy skutecznej metody leczenia, nie bardzo jesteśmy w stanie przeprowadzać kurację odwykową.

KS. MIECZYSŁAW MALIŃSKI