Dziennik Polski - wydanie niedzielne

strona do druku




18 września 2005 
XXV NIEDZIELA ZWYKŁA

"Królestwo niebieskie"

     Mówisz z ulgą:
     - Jestem wolny od nienawiści.
     - Nie zależy ci na tym, co o tobie mówią? Nie obchodzi cię to, co o tobie opowiada ten albo tamten? Jak ci za plecami buty szyje? Nie leży ci to na sercu, że przestali ci się ludzie kłaniać, nie dręczy cię to, że nie odpowiadają na twoje pytania, nie daje spać po nocach, że nie dostrzegają cię. Nie boli cię to, że nie zapraszają cię jak dawniej? Nie zamartwiasz się, że pokazują cię palcem na ulicy?
     - A co, mam sobie dynamit przywiązać do piersi i podejść do niego i wysadzić się w powietrze? Albo mam mu bombę wsadzić do samochodu, żeby wyleciała razem z nim? Albo mam w nocy przyjść pod jego mieszkanie, wlać benzynę, podpalić mu chałupę, niech się spali razem ze swoim domem?! Tak będzie sprawiedliwość wyrównana?
     Przecież ja tego człowieka, tych ludzi kochałem, a przynajmniej szanowałem, i nie chcę tego zaprzestać. Bo uważam, bo jestem najgłębiej przekonany, że przebaczyć, to znaczy w dalszym ciągu kochać. Kochać mimo wszystko. Może, jeżeli cię razi słowo "kochać", to mogę je zastąpić zwrotem: "chcę być im życzliwy".
     I uważam, że na tym polega miłość nieprzyjaciół naszych. Tylko wadzi mi słowo "nieprzyjaciół". To przecież często byli moi przyjaciele albo dobrzy znajomi, a przynajmniej ludzie którym nie wyrządziłem żadnej krzywdy.
     Ale gdy jestem zupełnie bezradny i stoję jak przed zamkniętymi drzwiami, to jedynie chcę nie mieć im za złe. Bo nie wiedzą, co czynią.
     - I tak naprawdę potrafisz?
     - Dokładnie rzecz biorąc, staram się. I gdy podnoszą się we mnie fale żalu czy nawet pogardy, to żeby je przytłumić, leję na nie olej zapomnienia, darowania. Jestem tylko człowiekiem i mam pamięć. I mam w sobie gorycz. Bo przecież był kolegą, a przynajmniej znajomym. I co teraz.

 KS. MIECZYSŁAW MALIŃSKI