Dziennik Polski - wydanie niedzielne

strona do druku




15 stycznia 2006
II NIEDZIELA ZWYKŁA

"Znaleźliśmy Mesjasza" 

     "Tyś jest syn mój umiłowany. Tyś moja córka umiłowana". To każdy z nas usłyszał w momencie stworzenia: poczęcia. Ale to wołanie trwa. Ten głos wciąż do nas jest zwrócony. Na każdą sekundę naszego życia. Od naszego zarania aż do śmierci i na zawsze. Nasilił się w czasie naszego chrztu, ale był ten sam co na początku.
     Tylko żeby te słowa Boże usłyszeć. I nie rozglądać się. Do kogo są skierowane? Uwierzyć, że to do nas. Że taka jest godność nasza! Że Bóg nas nazywa swoim synem, swoją córką.
     Jak trudno w to uwierzyć! Jeszcze można to przyjąć, gdy jest się młodym, gdy nas roznosi energia, tłoczą się do głowy odważne pomysły, liczymy na siebie, na swoje siły. Gdy otwierają się perspektywy, gdy powodzenie idzie za powodzeniem, komplement za komplementem, kiedy trwa akceptacja ze strony otoczenia. Obiecują nam wspaniałą przyszłość. "Boś mądry, boś zdolny, boś silny, bo dajesz sobie radę".
     Ale usłyszeć ten głos w chorobie, w klęsce, w niepowodzeniu, w tragedii, w starości, w samotności. Usłyszeć ten głos: "Tyś jest syn mój umiłowany. Tyś jest córka moja umiłowana". Usłyszeć i uwierzyć! Bo zwłaszcza wtedy trzeba uchwycić się tego głosu jak deski ratunku. Wtedy można pozbyć się strachu, utrzymać się na powierzchni życia. Zachować godność, szacunek dla samego siebie. Mieć w dalszym ciągu nadzieję ufność, odwagę.

* * *

     A gdy naprawdę uwierzysz w te słowa, to nie potrafisz spędzać dalszego życia w czterech ścianach swojego domu. To wtedy musisz wyjść, żeby ogarnąć ludzi tym nowym spojrzeniem - jako synów i córki Boga. Nie tylko po to, aby zachwycić się tym nowym widokiem, ale aby ich traktować z należnym im szacunkiem. A wreszcie, żeby się podzielić z nimi tym odkryciem. Niekoniecznie głosić tę prawdę słowami z wysokości mównicy, ale świadczyć o tym swoim życiem.

KS. MIECZYSŁAW MALIŃSKI