Rekolekcje Wielkopostne 2003

strona do druku


CZWARTA KONFERENCJA REKOLEKCYJNA

Jezus nasz Nauczyciel

   Już się po kościołach nie śpiewa "Godzinek" ku czci Najświętszej Marii Panny. Może jeszcze gdzieś po wsiach, gdzie są jeszcze utrzymywane stare tradycje. Małe wyjątki świadczą o regule.
   Już znikły nieszpory niedzielne. Ludzie nie przychodzą do kościoła po południu w niedzielę na to, żeby śpiewać Psalmy Dawidowe. Przepiękne psalmy, pięknie przetłumaczone na język polski psalmy, z pięknymi melodiami. Nie ma nieszporów. Naszych polskich nieszporów. Kiedyś watykańska Kongregacja do spraw liturgii upominała Polaków - że nie po łacinie śpiewają. Ale utrzymaliśmy ten język polski w nieszporach. Teraz wywalczone nieszpory znikły.
   Przygasły i nabożeństwa majowe. I gdzieniegdzie zupełnie wygasły nabożeństwa czerwcowe. Nawet październikowe nabożeństwa różańcowe słabiej są praktykowane.
   Już się nie mówi, że marzec jest miesiącem świętego Józefa. Jeszcze się mówi, że maj jest poświęcony Matce Najświętszej. Jeszcze tylko czasem się wspomina, że czerwiec jest Serca Jezusowego. Ale to już tylko starsze pokolenie.
   Znikły nowenny przed uroczystością św. Franciszka z Asyżu. Znikły Bractwa Różańcowe, tak jak znikły żywe Różańce. Prawie całkiem ślad zaginął po Arcybractwach Miłosierdzia, jak i Arcybractwach dobrej śmierci. Znikły najrozmaitsze stowarzyszenia religijne. Pogrom. Zagłada. I to na naszych oczach. I to w ostatnim czasie.
   Niektórzy narzekają, że protestanci postępują lepiej, bo mają nabożeństwa, gdzie są czytane i komentowane fragmenty Pisma Świętego. A my trzymamy się tylko Mszy świętej. Nieporozumienie totalne. Bo Msza święta jest, po pierwsze, czytaniem Pisma Świętego Starego i Nowego Testamentu. I komentarzem, czyli homilią, czyli kazaniem.
   A więc została na placu Msza święta - niedzielna i na dzień powszedni. Został Jezus jako nasz Nauczyciel, nasz Mistrz, nasz Zbawiciel - nasz Brat. Naucza, aby nas uratować od głupoty tego świata i od nienawiści tego świata.
   Tylko żebyśmy umieli brać od Niego tę mądrość, tę miłość, jaka się kryje w Ewangelii i w Starym Testamencie, który jest dla niej skarbnicą. Żebyśmy umieli brać. Żebyśmy umieli uczestniczyć we Mszy świętej.
   Zgoda. Jest lepiej niż było do czasów Soboru Watykańskiego II. Już ksiądz nie jest odwrócony do ołtarza - tylko do ludzi. Został uczyniony pierwszy krok ku tworzeniu społeczności eucharystycznej. Został uczyniony drugi krok: teksty liturgiczne odmawiane są nie po łacinie, ale w języku narodowym.
   Ale i tak czasem odnoszę takie wrażenie, że ksiądz, który jest przy ołtarzu, który czyta teksty, który modli się z mszału, jest traktowany przez ludzi zgromadzonych w kościele jak - obce ciało. Że "tam sobie ksiądz coś gada, tam sobie ksiądz coś recytuje, tam sobie ksiądz coś czyta, a my musimy odstać i pójdziemy zaraz do domu".
   A ja bym marzył o tym, żebyśmy wszyscy na głos czytali mszał. Wszyscy - wszystko. Czytania, Ofiarowanie, Kanon, nawet łącznie z tak zwanymi tekstami Przeistoczenia, i oczywiście modlitwy po Komunii świętej. Całość. Żeby to było nasze! Żeby to nie było jego! Tego księdza, który jest za ołtarzem. Nawet nie jako reprezentanta naszego. Tylko żeby razem. Bo to jest nasza Msza święta. Nasza modlitwa Eucharystyczna. Tak pierwsza część - tak zwana synagogalna - jak druga część - tak zwana rocznicowa. Całość jest nasza wspólna.

* * *

   Ale gdy już tak została Msza święta na pobojowisku wszystkich innych nabożeństw, nowenn, litanii, to zdawałoby się, że na Msze święte codzienne będą przychodziły rzesze. A nie przychodzą. "Nie ma czasu". "Daleko od kościoła". I to nieprawda, i to nieprawda. Nie chce się. Nie rozumie się. "Po co niby mamy przychodzić?" Odpowiadam: Po mądrość!
   Bez mądrości nie ma życia, nie ma miłości. Bez mądrości nie ma twórczości. Nie ma pomysłów, sposobów, nie ma dawania, nie ma przebaczenia. Bez mądrości nie ma życia.
   A mądrości uczy nas Jezus, Syn Boży, Słowo Boże.
   A więc przychodź do kościoła po mądrość. Żebyśmy mądrzejsi byli. Żebyśmy byli tymi, którzy budują życie z sensem. Życie, które ma sens. Życie które jest nasycone sensem. Sens - który bierzemy od Boga samego. Poprzez Jego Syna.
   A na tej drodze zagraża nam wciąż poczucie rzeszy, tłumu, wspólnoty, które w pewnym aspekcie jest dobre. Ale bez absolutyzowania. Bo wtedy staje się niebezpieczne. We wspólnocie musisz pozostać osobą niezawisłą, samodzielną, odpowiedzialną za siebie i za drugich. We wspólnocie musisz sam siebie odnaleźć. Swoją osobę, swoją tożsamość, swoją niepowtarzalną jedyność, swoją - komórkę, celę, pokój, miejsce.
   Żebyś ty sam budował na własny rachunek swoją religijność. Nie na rachunek księdza! Gminy! Czy Kościoła. Nie na rachunek Kościoła Powszechnego.
   Żebyś budował swoją religijność na własny sposób, żebyś miał swoje instytucje religijne. Swoje sposoby na siebie. Swoje źródła, z których czerpiesz wodę życia. Żebyś ty sam, osobiście kształtował swoją religijność.
   Dla przykładu, żebyś ty sam wiedział, że maj jest Maryjny, a czerwiec Serca Jezusowego, a październik różańcowy. Żebyś ty sam wiedział, że Adwent jest Adwentem, że Boże Narodzenie jest Bożym Narodzeniem, że Wielki Post jest Wielkim Postem, że Zmartwychwstanie Pańskie jest Zmartwychwstaniem Pańskim, że Zesłanie Ducha Świętego jest Zesłaniem Ducha Świętego - ale to nie narzucone! Tylko twoje!
   Miej swój styl życia religijnego. Swoje wynalazki na tej drodze. Swoje instytucje, pomysły.
   Żebyś ty umiał kształtować swoje modlitwy. Żebyś ty umiał modlić się po swojemu. Nie tak jak cię mama nauczyła i tata nauczył i - kropa. I więcej nic - że "to trzeba odbyć, bo taka tradycja została mi przekazana". Dobrze, że taka tradycja została ci przekazana. I dobrze, że ją pielęgnujesz. Ale tę formę weź, którą ci przekazano i ukształtuj ją po swojemu. Znajdź formę osobistą. Tę niepowtarzalną twoją!
   Tak, pisząc książkę o Faustynie, pt. "Faustyna znaczy szczęśliwa", tak podziwiałem, jak ta dziewczyna, która skończyła trzy klasy szkoły podstawowej - i to było całe jej wykształcenie - znalazłszy się w środowisku, które ją przerastało wykształceniem, doświadczeniem, zachowała swoją tożsamość! Uratowała siebie! Budowała siebie wciąż! Nie tylko została na tym, co przyniosła do klasztoru sama, tylko budowała wciąż tę osobowość na terenie kościelnej instytucji, jaką jest klasztor. Potrafiła nie oddać siebie, nie utożsamić siebie z regułą zakonną, tylko pozostać sobą, osobowością.
   Wyciągnij wnioski z tego, że została na placu Msza święta. Że poza tą katastrofą, która się dokonała, zostało jednak coś najpiękniejszego. Ten norwidowski diament w popiele - Msza święta. Ta mądrość, która płynie od Boga poprzez Pismo Święte. Ta mądrość, która płynie do ciebie na każdej Mszy świętej słowem Bożym.
   Powiesz: "Ale ja naprawdę nie mam możliwości chodzenia na Mszę świętą codzienną. Nie zmieszczę się, nie poradzę. Nie dam rady".
   To się zaopatrz w taki modlitewnik, który podaje ci na każdy dzień tekst ewangeliczny, jaki jest czytany w mszale. Czy jesteś w domu, czy w tramwaju, czy jesteś na przerwie, czy w pracy. Otwierasz ten twój modlitewnik i jednym spojrzeniem - trwa to minutę, dwie minuty góra - i wiesz, gdzie jesteś.
   Bierz ze Mszy świętej słowa Jezusa! Umiej czerpać ze Mszy świętej to, co potrzebne ci do życia.
   A wszystko po to, żebyś był mądry! Bo tylko z mądrości możesz czerpać miłość, radość, twórczość, przebaczenie, szczęście już tu na ziemi.