Biblioteka
WYCHOWAĆ DZIECKO, WYCHOWAĆ SIEBIE
strona 16



RODZEŃSTWO


   - A wiesz, że będziemy mieli malutkiego dzidziusia?
   - A skąd się weźmie?
   - Już jest. W moim brzuszku.
   - O, mogę go dotknąć?
   - Możesz.
   - A mogę go posłuchać?
   - On jeszcze nie mówi.
   - Ale słyszy?
   - Słyszy.
   - A jak ma na imię?
   - Jeszcze nie wiem. A jak byś ty chciał?
   - Staś.
   - O, na pewno?
   - No bo ja jestem Jaś.
   - A gdy będzie dziewczynka?
   - Ja nie chcę dziewczynki. One wciąż płaczą, albo się gniewają.
   - Zobaczymy.
   - I co było dalej? - spytałem mamę Jasia.
   - Ale to nie była dziewczynka. To był Staś. Ale też płakał. I trzeba go było nosić na rękach. I Jaś się obraził.
   - O to właśnie?
   - Bo w domu wszystko zaczęło się kręcić wokół Stasia. A Jaś był już traktowany jak dorosły.
   - No i jak dalej?
   - Z czasem oswoił się z tym stanem rzeczy i włączył się w opiekę nad Stasiem. W taką opiekę jaką może dać trzechletnie dziecko. Teraz, jak widać, siedzą na dywanie i malują mazakami jakieś swoje najpiękniejsze bohomazy.
   - I jesteście z mężem zadowoleni?
   - Zdecydowaliśmy się z mężem na drugie dziecko i teraz już nie żałujemy.
   - Co was skłoniło do tego?
   - Dokładnie to, przeciwko czemu Jaś się tak buntował, gdy patrzył na to, co się dzieje w domu ze Stasiem. Dotąd Jaś był pępkiem świata i wszystko w domu się kręciło pod jego dyktando. I on to spostrzegł i zaczął wykorzystywać tę sytuację.
   - A teraz?
   - A teraz jest ich dwóch najważniejszych. I muszą się z tym pogodzić.
   - A godzą się?
   - Oczywiście, że nie od razu, ale przecież. Muszą się tego uczyć. Czasem z awanturami, z płaczem, z tupaniem nogami. Nawet z rękoczynami.
   - Jaś bije Stasia?
   - Proszę sobie wyobrazić, że nie tylko. Bywa, że Staś rzuca się na Jasia.
   - A to mu się udaje?
   - Jak widać. Staś, choć młodszy, jest jednak masywny. Jaś jest drobnokościsty, to po mnie. I różnica jest, ale nie taka wielka.
   - To tyle od strony dominacji. A od innej strony?
   - Jaś uczy Stasia. Ja sama tego bym nie potrafiła, jak on to robi. Patrzę z podziwem, jak go uczy, jak się nim opiekuje, jak go objaśnia, jak go upomina.
   - A co na to Staś?
   - Proszę sobie wyobrazić, że go pilnie słucha, naśladuje, podporządkowuje się tym pouczeniom. Jasne, że nie ze wszystkim się zgadza. Zwłaszcza gdy Jaś chce zyskiwać jakieś przywileje, to Staś protestuje.

* * *

   Gdy słuchałem tych relacji, przyszła mi do głowy scena ze spotkania z ośmioma Grzegrzółkami. Tak się nazywają dzieci pani Anny w skrócie. Siedzieliśmy na werandzie u leśnika, który miał jakieś wspaniałości, którymi nas częstował. Babcię tych ośmiorga Gżegżółków i mnie. Babcia, czyli pani doktor, siedziała przy stole i spokojnie rozmawiała, nie wpatrując się w okno, za którym dzieci szalały. Tym wpatrującym się byłem ja. Wreszcie nie wytrzymałem i spytałem:
   - Pani się nie boi, że może się tam coś stać?
   - Nie, one pilnują jeden drugiego. Lepiej niż ja bym to potrafiła.

 

strona: ...[14]  [15]  [16]  [17]  [18]  ...