Biblioteka
WYCHOWAĆ DZIECKO, WYCHOWAĆ SIEBIE
strona 36


 
RODZICE A SZKOŁA


   - Wezwałam panią, bo chciałam się dowiedzieć, czy pani zdaje sobie sprawę z tego, że syn pije alkohol.
   - Mój syn alkohol? W życiu. To ktoś go niesłusznie oskarżył przed panią.
   - Nie. Jak pani wie, w tamtym tygodniu klasa była na wycieczce. I wieczorem po kolacji ja osobiście zastałam kilku chłopców na piciu alkoholu. Syn pani należał do nich.
   - No, jak pani tak mówi, to muszę wierzyć. Ale to się dotąd nigdy nie zdarzało.
   - Niestety, zdarzało się.
   - Skąd pani to wie?
   - Rozmawiałam z nim. Przyznał się do tego.

* * *

   Rodzina i szkoła ma stanowić jedną całość. Nauczyciele, rodzice i dziecko mają tworzyć jeden organizm.
   To nie może być tak, że rodzice pytają dziecko, które wróciło ze szkoły: "Co cię tam znowu w tej szkole nauczyli?" Nie może być pogardy w stosunku do tego, czego nauczyciele uczą, jacy są i co w ogóle szkoła daje. Bo nauczyciele starają się wychować dzieci na prawdziwych ludzi, na dobrych Polaków. Rodzice muszą mieć szacunek dla nauczyciela i jego pracy. Chociaż jest kiepsko wynagradzany. Chociaż nie jeździ drogim samochodem, a najczęściej żadnym samochodem. Chociaż nie jest tak ubrany, jak by mógł być ubrany.
   A z drugiej strony, nauczyciele nie mogą patrzyć na dom jako na wrogi obóz. I nie powinni uważać siebie za wyłącznych wychowawców dziecka. "Bo gdzie tam rodzice. Wychodzą, kiedy jeszcze dziecko śpi. Przychodzą późno z pracy, kiedy dziecko się kładzie spać. To na nas, na szkole, spoczywa obowiązek i cały trud wychowywania dziecka". Też nieprawda.
   To musi być współpraca. Rodzice nie są na to, ażeby przygotowywać prezenty na imieniny pani nauczycielki czy pana nauczyciela, "studniówkę", kanapki na matury czy na egzaminy wstępne. Rodzice powinni być traktowani przez szkołę jako równorzędni współtwórcy wychowywania dziecka. A nie jako ci, którzy przeszkadzają. Najwyżej psują to, co szkoła chce w dziecko wbudować.
   Rodzice powinni upomnieć się, gdy się zdarzy, że nauczyciel albo nauczycielka nie daje sobie rady w szkole z klasą. Albo gdy dzieci skarżą się, że "pani nic nie uczy" czy że "pani jest niesprawiedliwa". Rodzice powinni podejmować rozmowy z nauczycielką czy nawet z dyrekcją. Nie na to, żeby od razu robić awanturę, ale żeby się wspólnie zastanowić nad problemem. Dowiedzieć się, jak rzecz się ma z tym nieuczeniem. Jak to naprawdę jest z tym nieposłuszeństwem dzieci w klasie. Z tym bałaganem, z tym nieporządkiem, z tym hałasem, z tym że się wymknęła klasa z rąk wychowawcy czy nauczycieli.
   To musi być wspólne dogadywanie się rodziców i nauczycieli wypływające z troski o dziecko. Bo istotą sprawy jest dobro dziecka. I to dobro dziecka musi być najwyższą wartością tych obu grup społecznych - rodziców i nauczycieli.

* * *

   A gdyby to było możliwe, żeby od czasu do czasu, a przynajmniej jeden raz nauczyciel czy nauczycielka mogła odwiedzić dom swojego ucznia czy uczennicy. I na miejscu porozmawiać. I zobaczyć, jaki to jest dom. Jak w nim się żyje.
   Tylko skąd wziąć na to czas?

 

strona: ...[34]  [35]  [36]  [37]  [38]  ...