Biblioteka
HISTORIA KOŚCIOŁA
strona 39

 


WOJNY RELIGIJNE I OŚWIECENIE

 
     Inkę z Mariolą zastałem przy rozmowie na temat tragedii, jaka rozegrała się pomiędzy królem Bolesławem Śmiałym a biskupem Szczepanowskim. Naraz Inka wybuchnęła:
     - Nie rozumiem, jak można uważać za świętego Stanisława Szczepanowskiego.
     Zdumiałem się.
     - Inka, co ty pleciesz?
     - Przecież ksiądz nie będzie mi chciał wmówić tego, co Kadłubek napisał o nim. Nie rozumiem, jak mógł z kolei Kościół ogłosić takiego Kadłubka błogosławionym.
     Było mi przykro. Powiedziałem:
     - Inka, pomyśl tylko tyle: kto może mieć lepsze rozeznanie niż zgodna opinia współczesnych biskupowi. Bo przecież to oni ogłaszali „świętym”.
     - Nie, nie cierpię świętych, nie chcę o tym rozmawiać.
     I zdaje mi się, że to jest bardzo charakterystyczna postawa dla dużej części dzisiejszej młodzieży. Nie chcą rozmawiać na tematy religijne.
     To było również cechą charakterystyczną oświecenia: odejście od problematyki religii chrześcijańskiej. Ludzie oświecenia mieli dość wojen religijnych i niekończących się sporów teologicznych na temat Kościoła, natchnienia Pisma Świętego, Sakramentów i Łaski. Nie chcieli więcej omawiać ani problemów Tradycji, ani Ojców Kościoła, grzechu pierworodnego i Odkupienia. Zbyt wiele wspomnień bolesnych nagromadziło się wokół tych najwyższych pojęć. Bo przecież tych wydarzeń bolesnych było bardzo wiele. Wymieńmy tylko niektóre walki i wojny religijne. W roku 1524 wybuchła w Szwabii wojna chłopska, która rozlała się po całych środkowych i południowych Niemczech. W roku 1529 landgraf Filip Heski najechał na księstwo katolickie würzburskie i bamberskie. Wojna reformatora szwajcarskiego Zwingliego i jego zwolenników przeciw kantonom katolickim z bitwą pod Kappel w roku 1531. W Anglii prześladowanie katolików przez Henryka VIII od roku 1534 (św. Tomasz More). Prześladowania protestantów przez Marię katoliczkę (1553-1558) i z kolei katolików przez Elżbietę (1558-1603). Wojna we Francji pomiędzy katolikami z książętami Gwizjuszami na czele, zgrupowanymi w związku w Utrechcie, i hugonotami (kalwinami) z Burbonami nawarskimi (1562-1592), ze straszną nocą św. Bartłomieja (24 sierpnia 1572 r.). Wojna protestanckich Niderlandczyków przeciwko Habsburgom, zakończona pokojem westfalskim w roku 1648 i powstaniem nowego państwa holenderskiego. Wreszcie wojna trzydziestoletnia, która zamieniła całe połacie Niemiec w pustynie. Wybuchła w Czechach w roku 1618, a zakończona została pokojem westfalskim. W tej wojnie (w której zresztą z biegiem lat coraz bardziej decydującą rolę grały sprawy polityczne, nie religijne) katolików popierała Hiszpania, po stronie protestantów stały Dania, Szwecja, katolicka(!) Francja, której polityką kierował dyktator Europy, pierwszy minister króla – kardynał Richelieu. W wojnie tej brała udział nawet i Polska przez „lisowczyków” werbowanych do służby cesarskiej. Tyle o wojnach, a przecież trzeba by dużo mówić o dyskusjach, obelgach, intrygach, potwarzach, wymienić długie szeregi polemicznych książek, katechizmów, pism ulotnych...
     I mimo że przeważnie w tych walkach i sporach chodziło nie o sprawy różnych zapatrywań religijnych, a o sprawy polityczne, gospodarcze czy społeczne (chociażby jak w walce hugonotów z katolikami, chociażby jak w wojnie trzydziestoletniej), to jednak pozostało uczucie niechęci lub wrogości, które będzie charakterystyczne także dla następnych pokoleń. Niechęć ta zwraca się przeciwko instytucji Kościoła.
     Oświecenie można nazwać krótko „systemem naturalnym”, systemem naturalnego prawa, naturalnej religii, naturalnej etyki. Kolebką oświecenia były Niderlandy, gdzie od dawna chronili się przed prześladowaniem religijnym uchodźcy francuscy i angielscy. Żywy ruch umysłowy, jaki obserwujemy w drugiej połowie XVII wieku, powstał na skutek zetknięcia się tam najróżnorodniejszych indywidualności. Właśnie to było powodem, że miał charakter kosmopolityczny, że wytworzyło się poczucie solidarności ponadnarodowej i obywatelstwa świata. Analogicznym azylem była Szwajcaria – i tu powstały podobne prądy. Nowe idee promieniują z Niderlandów na wszystkie kraje. Tu zostaje wydany Dictionnaire historique et critique (od 1684) pod kierunkiem Francuza Pierre Bayle’a – słownik który jest „biblią” oświecenia, tłumaczony na inne języki. Encyklopedia francuska jest kontynuacją tych prac.
     Kant podaje następującą definicję oświecenia: „Oświecenie jest wyjściem człowieka ze stanu niepełnoletności, w który popadł sam z własnej winy. Popadł w nią człowiek przez brak odwagi posługiwania się rozumem”.
     Oświecenie opierało się więc na zaufaniu w potęgę myślenia. Dowodami na słuszność tego stanowiska były dla ludzi oświecenia epokowe odkrycia takich naukowców, jak Galileusz, Kepler, Newton. Ideałem sposobu budowania nauki stała się matematyka. (Filozof Spinoza pisze nawet etykę modo geometrico – na sposób geometrii).
     Ale oświecenie jest religijne, choć w inny sposób niż okres poprzedni. Zwłaszcza we Francji już w XVI wieku trwają poszukiwania możliwości oparcia życia na religii rozumowej wspólnej wszystkim ludziom. Widzimy to u Montaigne’a, u Charrona. W XVII wieku w Anglii u Cherbury’ego, Labe’a. Pełny rozwój znalazła ta myśl u angielskich i francuskich filozofów z XVIII wieku.
     Gdyby chodziło o jakieś najkrótsze scharakteryzowanie tych kierunków, to można powiedzieć, że religia ograniczyła się u ich twórców do moralności naturalnej. Normą jest – ich zdaniem – życie według natury (Charron). Działanie etyczne to działanie zgodne z naturą, która ujawnia się w formie naturalnego instynktu, moral sens (Shaftesbury). Postępując zgodnie z jego wskazaniami, spełniamy obowiązek religijny, bo przecież naturę naszą stworzył Pan Bóg.
     Te poglądy, które można by nazwać religią naturalną, nie skończyły się z XVIII wiekiem. Przetrwały romantyzm i wybuchły w pozytywizmie XIX wieku. Wcześniej reakcją na nie była m.in. myśl Pascala.

*

     (1) W początkach spotykało się tylko chrześcijan całkowicie wydoskonalonych we wszystkim, co potrzebne do zbawienia.
     Dziś natomiast spotykamy się z tak grubą niewiedzą, że każdemu, kto kocha Kościół, musi ona ból zadać.
     Przyjęcia do Kościoła dostępowano dopiero po wielkich próbach i długim pragnieniu.
     Dziś znajdujemy się w Kościele bez trudu, bez starania i bez przeszkód.
     Przyjmowano dopiero po bardzo dokładnym wybadaniu.
     Dziś jesteśmy dopuszczani wcześniej, niż można by nas wybadać.
     Ten mógł dostąpić przyjęcia, kto się wpierw odprzysiągł od poprzedniego życia, kto się wyrzekł świata, ciała i szatana.
     Dziś jesteśmy dopuszczani, zanim staniemy się zdolni to uczynić.
     Na koniec – trzeba było dawniej porzucić świat, by być przyjętym do Kościoła, dziś natomiast przychodzi się do Kościoła w tym samym czasie, co i na świat. (...)
     (5) Dlatego też dawniej spotykało się pośród chrześcijan tylko ludzi oświeconych.
     Dziś natomiast ich niewiedza budzi zgrozę. (...)
     (12) Dlatego też w pierwszych czasach ci, co odrodzili się przez chrzest i wyrzekli się nieprawości świata, aby rozpocząć zbożne życie wedle nauki Kościoła, bardzo rzadko staczali się na powrót z Kościoła do świata. Dziś natomiast nie ma nic pospolitszego niż nieprawości świata w sercu chrześcijanina.
     (6) Trzeba więc, by dzisiejsi chrześcijanie z poddaniem pobierali te nauki, które by musieli pobierać, gdyby dopiero mieli być przyjęci do społeczności Kościoła. (...)

Blaise Pascal, Rozprawy i listy


 

strona: ...[37]  [38]  [39]  [40]  [41]  ...