Biblioteka
HISTORIA KOŚCIOŁA
strona 44

 


RUCHY WOLNOŚCIOWE XIX WIEKU

 
     Osobna zabawa to oglądanie watykańskiej straży honorowej z prawdziwymi halabardami, w szerokich beretach albo żelaznych hełmach na głowie, w kolorowych uniformach w pasy żółte i granatowe. To szwajcarzy – ci, którzy stoją przy wejściach do Watykanu. Ale są jeszcze inni – chociażby ci, którzy w granatowych mundurach z epoletami kapiącymi złotem, w wyzłoconych kaskach z przepięknymi pióropuszami towarzyszą papieżowi przy jego wystąpieniach publicznych. Dla nas to już tylko barwne widowisko, już tylko zabawa, okazja do jeszcze jednego zdjęcia, ale faktycznie to żołnierze dawnego państwa kościelnego, to relikt autentycznego życia, które skończyło się dopiero przed niewiele więcej niż stu laty. Pozostała jeszcze do niedawna ceremonia: gdy papież, wyjeżdżając z Watykanu, przekraczał białą linię płyt biegnących na zewnątrz kolumnady Berniniego, czekali tam na niego przedstawiciele rządu włoskiego, by powitać głowę państwa watykańskiego na granicy państwa włoskiego. Są jeszcze znaczki watykańskie, które filateliści dobrze znają. Jest jeszcze sklep państwa watykańskiego, gdzie można taniej niż w mieście kupić rozmaite rzeczy. Jest radiostacja watykańska. – A więc miniaturowe państwo, którego władcą jest papież.
     Nie było chyba drugiego faktu w ciągu wieków, którego wpływ na rozwój Kościoła – powiedzmy dokładniej: na rozwój religii katolickiej – wypadnie tak zupełnie różnie oceniać, jak fakt istnienia państwa kościelnego. Wtedy, gdy – za czasów Pepina Małego – państwo to powstawało, miało swoje uwarunkowania i uzasadnienia historyczne, potem, z biegiem wieków, stawało się coraz większym ciężarem, w końcu – ciężarem nie do udźwignięcia.
     Wiek XIX można by – patrząc ze stanowiska warstw rządzących – określić jako wiek, w którym ówcześni władcy państw byli bezustannie straszeni upiorem rewolucji francuskiej. Mówi się o nim jako o wieku ancien regime albo restauracji – usiłowania powrotu do stanu sprzed rewolucji francuskiej, burzenia reform, które wprowadził kodeks Napoleona I. Ale to jest określenie bardzo łagodne i nieprawdziwe, jak nieprawdą jest każdy powrót. To był po prostu czas budowania nowego kształtu państwa, które możemy krótko nazwać państwem policyjnym. Było to państwo nie ponadnarodowe, ale antynarodowościowe – „anty” dla tych mniejszości narodowych, które znalazły się na skutek podbojów czy przetargów w danym organizmie państwowym. Poza tym – państwo ludzi bogatych. Forma zewnętrzna – parlament – nazywana zdobyczą XIX wieku, to forma łudząca tylko posmakiem demokracji, bo przecież ażeby głosować, a tym bardziej być wybranym, musiało się posiadać odpowiedni status majątkowy i społeczny.
     Szerokie masy ludu XIX wieku były „zarażone” dążeniem do wolności. Nie było dziedziny życia społecznego ani osobistego, która pozostawałaby wolna od tego dążenia. Można je obserwować tak w życiu politycznym, jak gospodarczym, religijnym czy naukowym. Ziarno zasiane przez rewolucję francuską, rozniesione przez wojska napoleońskie po całej Europie, robiło swoje. Ludzie dorastali do świadomości krzywdy, jaka im się dzieje, dorastali do świadomości tego, że może być inaczej, niż dotąd było, i to nie kiedyś w nieokreślonej przyszłości, ale już teraz. Marzenia mogą stać się faktem. Zwycięstwo rewolucji francuskiej, chociaż krótkotrwałe, ukazywało taką możliwość. Te dążenia ujawniły się poprzez rozmaite zamachy, bunty, strajki, rewolucje – ruchy, które znajdują swój kształt w organizacjach takich, jak karbonariusze, Młoda Francja, Młode Niemcy – Młoda Europa. To tych ludzi śledzili szpicle, policja chodziła im po piętach, sądy skazywały na katorgi, zsyłki, długoletnie więzienia lub na śmierć, tym ludziom zabierano majątki. Oni walczyli przeciwko gwałtom dokonywanym na jednostkach, instytucjach społecznych i całych narodach – przeciwko wszelakim aktom przemocy.
     Z biegiem czasu następowało coraz mocniejsze zwarcie frontów. Z jednej strony zwarcie frontu władców absolutnych: popierali się nawzajem, udzielali sobie pomocy, łączyli się poprzez bardzo precyzyjne układy, kontrakty w obawie, żeby nie doszło nawet do najmniejszego wyłomu w tym murze, bo gdyby to się stało, mogłoby nastąpić systemem lawinowym załamanie się całości budowy.
     Z drugiej strony doszło do zwarcia szeregów frontu ruchów wolnościowych. Chociaż poszczególne organizacje czy narody miały poczucie swojej odrębności, wszystkie jednak zdawały sobie z tego sprawę, że cel jest wspólny i zwycięstwo na jednym odcinku rzutuje na wszystkie inne dziedziny.
     Po tym przydługim wstępie powiedzmy krótko to, co nam ukaże tragedię Kościoła. Papież był jednym z ówczesnych monarchów. Oczywiście można by w odniesieniu do państwa kościelnego wprowadzić pewne wyjaśnienia, uzupełniać i poprawiać ten obraz przy pomocy rozmaitych złagodzeń. Wymienić trzeba by było wszystkie instytucje dobroczynne, działające w państwie kościelnym, tak zakonne, jak świeckie. Łagodniejsze postępowanie policji, nie tak surowe kary i wyroki. Ale w gruncie rzeczy, choć wszystko to prawda, nie zmienia jednak faktu, że papież był jednym z ówczesnych monarchów. W wyniku tego miał przeciwko sobie szerokie masy ludu, domagające się wolności, i to tak ludu składającego się z obywateli swojego państwa, jak i ludu całego świata chrześcijańskiego, wszystkich narodów, do których dochodziły wiadomości o stanowisku papieża. To był czas, kiedy ksiądz w sutannie nie mógł w Rzymie iść na przedmieścia pod groźbą pobicia – przecież nie z nienawiści do Pana Jezusa.
     Ale to nie oznacza, że papież miał za sobą konserwatystów: monarchów, władców absolutnych, koła rządzące i ich popleczników. Oni zgodnie z ideą państwa absolutnego traktowali Kościół jako narzędzie, które powinno być na usługach ich interesów, jako jeszcze jeden czynnik pomagający trzymać w garści masy ludowe. Konsekwentnie więc sami chcieli ingerować we wszystkie sprawy kościelne, kontrolować działalność Kościoła i zmuszać go, by wykonywał ich polecenia. Tu sprawą kapitalną była obsada stanowisk kościelnych – wszystkich, a przede wszystkim oczywiście tych najwyższych, to znaczy biskupich. Ale nie tylko. Dochodziło do tego, że księżom nie wolno było wygłaszać swobodnie kazań – mogli jedynie odczytywać teksty zatwierdzone przez urzędnika – że księdzu nie wolno było wyjeżdżać swobodnie, bez każdorazowego zgłoszenia swojego wyjazdu, poza teren dekanatu, że biskupom nie wolno było opuszczać diecezji, nie wolno było kontaktować się ze Stolicą Apostolską. Rządy wszystkich państw postępowały samowolnie z majątkami kościelnymi, zakonnikami, kościołami, duchownymi: kasowano zakony, zawieszano w czynnościach księży. Władze świeckie wchodziły w najmniejsze detale życia religijnego. To wcale nie śmieszne, że cesarza austriackiego nazywano „zakrystianinem” wyznaczającym, kiedy i ile wolno palić świeczek na ołtarzu.
     Z biegiem czasu dochodzą do władzy liberałowie. Traktują oni Kościół nie z pozycji paternalistycznej – jak monarchowie absolutni – ale jako czynnik wrogi, konserwatywny, łączący się przeciwko nim z monarchistami. We Włoszech sytuacja jest szczególnie napięta. Papież wbrew woli mieszkańców całego półwyspu, Sycylii i Sardynii nie zgadza się na włączenie swojego państwa do zjednoczonych Włoch, ale utrzymuje jego suwerenność przy pomocy interwencyjnych wojsk francuskich. Mimo to jednak w roku 1870 dochodzi do wchłonięcia państwa kościelnego przez zjednoczone Włochy. Papież nie uznaje tego stanu rzeczy, traktuje go jako przejściowy i podejmuje wszelkie możliwe kroki polityczne, by odzyskać swoje państwo. Nie zezwala katolikom kandydować do parlamentu włoskiego, zabrania im brać udział w głosowaniach powszechnych, poleca im odsunąć się od życia politycznego i społecznego. Ma to oczywiście katastrofalne następstwa. Do władzy we Włoszech dochodzą czynniki wrogie Kościołowi, które, czując zagrożenie ze strony Watykanu, dążą do skrępowania Kościoła na wszelkich odcinkach. Kontrolują bardzo skrupulatnie jego działalność, starają się mu szkodzić na płaszczyźnie międzynarodowej.
     Skutki odcięcia od współczesnego świata były fatalne i odbiły się na rozmaitych dziedzinach życia. Najciężej zaważyły na rozwoju życia naukowego w Kościele. Nie było mowy, żeby chrześcijańscy teologowie, a nawet myśliciele świeccy, mogli prowadzić dialog z nowymi kierunkami filozoficznymi, a już wykluczona była jakakolwiek próba budowania nowej teologii w nawiązaniu do tych filozofii. Wobec tego powrócono do św. Tomasza. Oczywiście nie można negować wielkości św. Tomasza. Jego nauka zachowuje szczególne miejsce i znaczenie jako „najskuteczniejsze narzędzie założenia bezpiecznych fundamentów wiary”; ale teologia musi być budowana wciąż na nowo, zgodnie z rytmem historii jej kultury, jej filozofii, bo inaczej straci kontakt ze społeczeństwem. Tak się stało i wówczas, a nawet zwłaszcza wówczas, ponieważ wiek XIX był jakimś wielkim skokiem naprzód w porównaniu do wieków poprzednich. Ludzie zaczęli inaczej myśleć i mówić o Bogu i chcieli słyszeć o Bogu w tej nowej konwencji myślowej i językowej. Istniało niebezpieczeństwo podziału rzeczywistości na dwa światy, ustawienia Boga w obcym świecie umownym, nieprzystającym do świata codziennego. Jeżeli jeszcze człowiekowi prostemu na pozór wystarczy jakieś prymitywne opowiadanie o Bogu – chociaż to też nie jest prawda – to w wypadku człowieka wykształconego oznacza to niestety zbyt często odejście od religii, rezygnację z kazań, z nabożeństw, z życia sakramentalnego.

*

     (...) Ruchy rewolucyjne, które wybuchły w różnych państwach graniczących z papieskim przeciw prawowitym książętom, objęły, jak płomienie pożaru, niektóre prowincje nasze, które, podburzone pożałowania godnym przykładem, podniecone nadto przez agitację zagranicy, powstały przeciwko naszej ojcowskiej władzy i żądają poddania się rządowi, który w latach ostatnich wystąpił przeciwko nakazom i prawowitej władzy Kościoła i prawom duchowieństwa. Potępiając tego rodzaju postępowanie i ubolewając nad tym, że pewna część ludności tych właśnie prowincyj w taki sposób odpowiedziała na naszą miłość i opiekę, oświadczamy jednocześnie równie otwarcie, że Stolica Święta potrzebuje władzy świeckiej, ażeby dla dobra religii, móc korzystać z pełną swobodą z duchownego autorytetu; tej to właśnie władzy wrogowie Kościoła chcą go pozbawić...

Z encykliki Piusa IX w sprawie władzy świeckiej papieży,
1859 r.


     Okólnikiem z d. 22 marca r.b. Nr 24, poleciłem, aby osoby winne użycia mowy polskiej poddawać karom pieniężnym. Określiłem również, że używać mowy tej nie wolno: w urzędach, u przedstawicieli władzy, w ogóle w sprawach służbowych, w świątyniach, teatrach, klubach i innych miejscach zebrań, także na ulicach przy napływie publiczności, jeżeli w tym ostatnim wypadku mowa polska będzie użyta nie w rozmowie prywatnej, lecz w charakterze demonstracyjnym...

Zakaz używania języka polskiego – okólnik gubernatora
wileńskiego Potapowa z dn. 9 lipca (st. st.) 1868 r.


 

strona: ...[42]  [43]  [44]  [45]  [46]  ...