Biblioteka
PO CO SAKRAMENTY
strona 4


 

WIARA W JEZUSA CHRYSTUSA

 1. 1.  Dla chrześcijan Tym, kto życiem swoim i swoim nauczaniem w sposób najbardziej pełny wyraził Boga, jest Jezus Chrystus. Chrześcijanie uważają Jezusa za swojego Mistrza. Wierzą, że wpatrzeni w Niego – w Jego przykład – potrafią najszybciej dojść do zjednoczenia się z Bogiem: potrafią zachwycić się prawdą, dobrem, pięknem i dla niego żyć życiem bezinteresownym w służbie człowiekowi.
 Aby lepiej zrozumieć Jezusa Chrystusa, przeanalizujmy rolę proroków w narodzie wybranym. Prorocy stoją w szeregu wieszczów, szamanów, mężów świętych, twórców i reformatorów religijnych. To są ludzie, którzy w sposób mniej lub więcej doskonały wypowiadali tajemnicę Boga – którzy stawali się Jego Słowem. Ludzie, którzy z otaczającego świata, społeczeństwa i z siebie samych potrafili odczytywać tajemnicę Boga, i tak sobą, jak i swoim nauczaniem starali się przekazać ją środowisku, w którym żyli.
 Prorocy potrafili wyrazić egzystencjalną strukturę wiary, którą uruchamiały w nich wydarzenia zewnętrzne. Struktura ta stanowi odpowiedź na egzystencjalne pytania. Jest jednak oczywiste, że wtedy umie się dawać odpowiedzi na pytania, gdy same pytania w pełni pojmuje się i przeżywa – zwłaszcza pytania tego typu.
 Prorocy byli to więc, po pierwsze, ludzie przeżywający głęboko swoją egzystencję. A więc ludzie, stawiający sobie pytania odnośnie do swego życia i swej śmierci. Ludzie, których te pytania dręczyły, którzy szukali na nie odpowiedzi i znaleźli ją w Bogu odczytanym z otaczającego ich świata i objawienia z samych siebie. Po drugie – byli to ludzie, którzy znali potrzeby swojej epoki, umieli przejąć boleść i radość egzystencji ludzkiej tego społeczeństwa, w którym żyli. Opierając się na tych dwóch typach doświadczeń: swoich osobistych i odebranych od otoczenia, tworzyli sobie wizję Boga, budowali naukę o Bogu albo – co częściej – przeprowadzali reformę religii, której byli wyznawcami, a która ich zdaniem np. zaskorupiała w sztywnych formach liturgicznych, formułach dogmatycznych czy przepisach moralnych i przestała pomagać człowiekowi w kontakcie z Bóstwem. Na tej zasadzie możemy powiedzieć, że byli oni głosicielami słowa Bożego.
 Należy dodać – co częściowo zawiera się w stwierdzeniach powyższych – iż ludzie nauczający o Bogu, dzięki temu, że tak silnie byli związani ze swoją epoką, społeczeństwem i tak głęboko je odczuwali, nie przekazywali  s w o j e j  nauki, nie świadczyli Boga jako czegoś obcego dla swoich słuchaczy, lecz jako rzeczywistość istniejącą również w odbiorcach, którą ci jedynie w niedostatecznym stopniu uświadamiali sobie lub nie dość jej w sobie mieli. Na tym fakcie budowali tak twórcy, jak i reformatorzy religijni, tak wielcy mistycy Wschodu, świeci Kościoła, jak i jego niekanonizowani duszpasterze, misjonarze i kaznodzieje.
 1. 2.  Oczywiście byli to ludzie swojej epoki, swoich czasów, uwikłani w jakieś sprawy, rozgrywki polityczne i społeczne, gdzie musieli zajmować stanowiska, odcinać się od błędnie im przypisywanych intencji i idei, opowiadać się za tendencjami, które w tym czasie wydawały się słuszne i sprawiedliwe. Byli uwikłani w swoje wady, słabości, błędy i grzechy, w swoje własne i rodzinne kłopoty. Te zaangażowania – społeczne i osobiste – wpływały niewątpliwie na głoszone i widziane przez nich prawdy wiary. Wpływały na przerysowania i wypaczenia, na koncentrowanie się na jakimś problemie kosztem innych albo nawet na fałszywe ustawianie całych kompleksów zagadnień.
 Do tego trzeba dodać, że forma głoszenia nie zawsze była adekwatna do treści, którą twórcy czy reformatorzy religijni usiłowali przekazać swemu pokoleniu, co powodowało, że nie zawsze byli trafnie rozumiani przez słuchaczy; i dlatego też nie zawsze przekazy nauki mistrzów przez ich uczniów czy następców oddają jej oryginalną treść. Nadto w odbiorze odległych historycznie wydarzeń i pism, które dotarły do dzisiejszego człowieka, przeszkadza różny od współczesnego ich krąg kulturowy, nieznajomość szczegółów, kontekstów, w których oni tkwili. Stąd tyle nieporozumień co do wielkich założycieli i reformatorów religijnych oraz tego, co głosili.

 2. 1.  Określenia „prorocy” – nie należy kojarzyć tego słowa z prorokowaniem, czyli przepowiadaniem zdarzeń przyszłych, ono oznacza „przemawianie o Bogu wobec społeczności” – używamy w odniesieniu do wszystkich prawdziwych nauczycieli narodu żydowskiego. Tak tych, o których donosi nam Pismo Święte, jak i nieznanych nam. Należy ich zobaczyć właśnie na tle odwiecznego Słowa Bożego. Prorocy to byli ludzie, którzy w pełni  p r z y j ę l i  Słowo, jakie do nich przyszło. To znaczy, przyjęli je nie tylko „do głoszenia”. Nie tylko w tym sensie, że nauczali o Bogu jedynym, prawdziwym; przyjęli je – z pomocą Bożą – w najgłębszym znaczeniu, w znaczeniu uobecnienia w nich rzeczywistości Bożej: uruchomienia w nich struktury wiary. Życiem swoim świadczyli, że Bóg jest, że Bóg jest miłością, że daje człowiekowi życie wieczne, że jest jego zbawieniem. Świadczyli Go własnym wyrzeczeniem, ubóstwem, samotnością – i naukami. Mówili o Nim nie tylko wtedy, gdy ich słuchano, gdy tak władcy, jak cały lud spełniali ich wolę, gdy oni sami byli otoczeni szacunkiem i czcią, ale i wtedy, gdy wszyscy się od nich odwracali, gdy nimi gardzono, gdy ich poniewierano, aż do końca: gdy za głoszone Słowo spotykała ich śmierć. I w tym sensie byli na pewno zapowiedzią Tego, który miał po nich przyjść.
 2. 2.  Cechą wyróżniającą naród żydowski spośród innych narodów była świadomość, że łączy go z Bogiem Przymierze. Na przestrzeni wieków utrwalało się w tym narodzie zaufanie do Boga, jak również zobowiązanie i wdzięczność, znajdujące wyraz chociażby w przepisach porządkowych oraz prawach regulujących życie całego narodu.
 Przeświadczenie o wierności Boga wobec narodu żydowskiego charakteryzuje religijność starotestamentową, wyróżniając ją w stosunku do religii innych narodów. Z drugiej strony rolę wciąż rosnącą odgrywała w tej religii świadomość suwerenności Boga i Jego potęgi oraz sprawiedliwości w wyznaczaniu dziejów narodu wybranego. Dlatego też wszystko, co się działo z narodem i w narodzie żydowskim, było przypisywane Bogu. W tym kontekście sformułowania „Słowa Boże” czy nawet Słowo Boże(6)  wydają się w pełni zrozumiałe: wszystkie wydarzenia sprowadzone do woli sprawczej Boga mogły być w ten sposób określane.
 Prorocy Izraela tak życiem swoim, jak nauczaniem przekształcali naród swój w naród wybrany, w lud Boży, który miał być wśród innych narodów jak „miasto na górze” i jak zapowiedź tej społeczności, którą jest Kościół święty.

 3. 1.  Przyjmując Stary i Nowy Testament – Objawienie Starego i Nowego Przymierza – trzeba konsekwentnie stać na stanowisku, że pomiędzy nimi nie może być sprzeczności. Że drugi jest dopełnieniem pierwszego. Że w pierwszym był w jakiś sposób już i drugi zawarty. Od tej strony patrząc na Jezusa – twórcę Nowego Przymierza – stwierdzić należy, że jest On reformatorem. Jezus powraca do źródeł Objawienia, ukazuje istotę prawdy objawionej ludziom przez Boga – prawdy, która zdążyła się na przestrzeni lat, w toku rozbudowujących się instytucji pomocniczych, zatrzeć czy nawet zagubić – i usiłuje przywrócić religię żydowską do stanu pierwotnej czystości. Powiedział to zresztą niedwuznacznie nie tylko w słowach: „…ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Zakonie, aż się wszystko wypełni”, ale również: „nie mniemajcie, że przyszedłem rozwiązać Zakon czy Proroków: nie przyszedłem rozwiązywać, lecz wypełnić” (Mt 5, 17-18).
 Odpowiedź na pytanie: co Pan Jezus chciał ludziom przekazać, jaką naukę głosił, przeciw czemu występował, co zwalczał, jest trudniejsza niżby się zdawało. Wbrew pozorom nie byłaby słuszna droga studiów nad ewangelicznym opisem zasądzenia Pana Jezusa na śmierć – tak nad procesem wytoczonym przez Żydów, jak samym wyrokiem zatwierdzonym przez Rzymian. Jak wynika ze szczegółów przedstawionych przez Ewangelistów, proces zorganizowany przez Żydów nie dostarcza analizy działalności Jezusa ani Jego nauki. Miał tylko jeden cel: doprowadzić do wyroku śmierci niezależnie od tego na jakiej drodze, za pomocą jakiej argumentacji. Dlatego, żeby sobie odpowiedzieć na pytanie, co Pan Jezus chciał, a czego nie chciał, musimy popatrzeć na Jego codzienne życie, na Jego działalność w pełni rozkwitu. Ażeby z kolei to zrozumieć, musimy określić, jakie były okoliczności, warunki, w których Pan Jezus działał – bez tego nie uwydatni się istota Jego nauki.
 3. 2.  Sytuacja narodu żydowskiego była trudna. Żydzi znajdowali się pod panowaniem Rzymu. Okupant rzymski był bardzo przebiegłym przeciwnikiem. Na przykładzie innych ludów widzimy, że Rzymianie rządzili, dając poszczególnym ludom podbitym dużą swobodę. Choć w większości teren Palestyny podzielony był na prowincje, na czele których stali tetrarchowie mianowani z ramienia rzymskiego, jednak ażeby dać jakąś satysfakcję Żydom, Rzymianie stworzyli królestwo żydowskie: judzkie. Żydzi zdawali sobie sprawę, że ich król jest marionetką sterowaną przez namiestników rzymskich. Mając głębokie poczucie roli, jaką powinni pełnić wobec całej ludzkości – poczucie swego wybraństwa Bożego – chcieli zrzucić z siebie jarzmo rzymskie. Niechęć, nienawiść trwała. Stąd też włączenie się w ideę Pax Romana, we wspólnotę z innymi narodami, nie wchodziło zupełnie w rachubę.
 Wobec tej przymusowej sytuacji, gdy naród nie miał swojego bytu politycznego – swojego króla – musiał znaleźć sobie autorytet zastępczy, na którym mógłby się oprzeć, który mógłby nim kierować. Otrzymał go bez trudu w warstwie kapłańskiej. To nie było przypadkowe, lecz wynikało ze starych uwarunkowań, starych tradycji żydowskich związanych z rodem Lewi.
 Wokół tej grupy centralnej sytuowały się dwie grupy pomocnicze: faryzeuszów i doktorów w Piśmie – grupy na niektórych płaszczyznach zwalczające się nawzajem, a równocześnie występujące przeciwko kapłanom i świątyni w ogóle. Tak wyglądał – oczywiście w dużym skrócie – stan faktyczny.
 Był to stan nienormalny. Na zasadzie, że władca czy rządca nadaje ton, styl życia swoim podwładnym, doszło do przerysowywania wagi i znaczenia obrzędów świątecznych; nie tylko w sensie mnożenia świąt, uroczystości, nabożeństw, ale również przypisywania im jedynie ważnej roli w życiu jednostki i narodu. Równocześnie narastał proces formalizacji tych obrzędów, mnożyły się przepisy, od których zachowania zależało na przykład, czy ofiara będzie przyjęta przez Boga.
 Fakt, że narodowi żydowskiemu przewodziła grupa o charakterze religijnym, miał skutki sięgające w życie codzienne. Doszło do instytucjonalizacji życia świeckiego na kształt obrzędów liturgicznych i aktów prawnych. I podobnie jak obrzędy w świątyni musiały być precyzyjnie wykonywane pod grozą, że nie będzie spełniona ofiara, modlitwa, nabożeństwo – podobnie zaczęło się dziać w życiu codziennym ludzi. To, co dla nas jest zwyczajnym myciem naczyń, dla nich było już instytucją religijną i przepisem prawa. Zinstytucjonalizowane najprostsze czynności ludzkie były potraktowane jako interpretacja Prawa Bożego, realizacja Przymierza i były przez jego przedstawicieli kontrolowane. Mówiąc w skrócie: ten był wiernym synem narodu wybranego, kto szczegółowo wykonywał wszystkie przepisy. W tych warunkach zaczęła się wytwarzać atmosfera podejrzliwości, donosów, obłudy i zakłamania. Jeżeli wiara legitymuje się czynem bezinteresownym, to życie ówczesnego narodu żydowskiego było zaprzeczeniem tej prawdy.

 4. 1.  Pan Jezus uderzył przede wszystkim w przeakcentowanie liturgii i ofiary na niekorzyść uczciwego życia na co dzień. „Nie każdy, który mi mówi: »Panie, Panie« wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz tylko ten, kto wypełnia wolę Ojca mego, który jest w niebiesiech” (Mt 7, 20).
 Świątynia była największą świętością Żydów. Ale można powiedzieć – w tym aspekcie, o który nam chodzi – że stała się w jakiś sposób elementem deformującym świadomość narodu żydowskiego, tak społeczną jak religijną. Fakt posiadania Arki Przymierza, Arki, do której były złożone największe skarby żydowskie: tablice kamienne, laska Aarona, manna – fakt posiadania dowodów szczególnej opieki Boga nad Żydami, zaciążył nad tym narodem. Jak wiadomo, w przekonaniu Żydów w miejscu, gdzie znajdowała się Arka Przymierza trwała obecność Boga w szczególny sposób. Przekonanie to zresztą nie było bezpodstawne. Dawniej, w czasie wędrówki do Ziemi Obiecanej, nad namiotem, w którym mieściła się Arka, unosił się obłok zwiastujący tę Obecność. Potem, gdy wybudowano świątynię, chociaż obłoku nie było, świadomość szczególnej obecności Boga pozostała u Żydów bardzo ostra. W końcu, w ostatniej fazie, nie było i Arki – zaginęła w zawieruchach, jakie ten naród przechodził; prawdopodobnie ukrył ją gdzieś prorok Jeremiasz w obawie przed wojskami króla Nabuchodonozora – ale wszyscy Żydzi nadal wierzyli, że za zasłoną, która oddziela Święte Świętych, Bóg w specjalny sposób jest obecny. I ten fakt skupiał uwagę całego narodu żydowskiego na świątyni. Przy niej wszystkie inne sprawy schodziły na margines – wszystkie: łącznie z przykazaniem miłości. Świątynia stała w centrum życia Żydów.
 Z kolei wszystko wokół i wszyscy, którzy byli ze świątynią związani, uczestniczyli w rytmie jej życia – którzy dbali o to, żeby Bóg otrzymywał należną cześć od narodu wybranego – byli najważniejsi.
 I tak doszło do podziału na życie sakralne i powszednie, na czynności Boże i świeckie, do stwierdzenia, że jedynie te pierwsze są godne człowieka, a te drugie – stanowią tylko konieczność.
 Jezus obalił przekonanie, że najważniejsza jest świątynia – że wyłącznie służba liturgiczna jest prawdziwie służbą Bogu. Nie przypadkiem w oskarżeniach, jakie stawiali Żydzi Jezusowi, powraca zarzut, że planował On zamach na świątynię.
 4. 2.  Jezus nie ograniczył się tylko do zakwestionowania znaczenia służby w świątyni. Wskazał również na względność tych wszystkich religijnych instytucji stworzonych przez Żydów, które miały służyć miłości, ale nie powinny nigdy stać się ważne same w sobie, nie powinny przesłonić samego celu, dla którego zostały ustanowione. W obrazie sądu ostatecznego wyraźnie wskazał, że istotne są uczynki miłości, a nie składanie ofiar w świątyni – „Byłem głodny, a daliście mi jeść” (Mt 25, 35). To, czego w wizji sądu ostatecznego Chrystus nie dopowiedział wprost, ujął w krótkim cytacie z Ozeasza: „»Miłosierdzia chcę, a nie ofiary« mówi Pan” (Oz 6, 6). Dla przywódców żydowskich – dla których w hierarchii czynności ludzkich na pierwszym miejscu stały akty ściśle religijne, a wśród nich właśnie ofiara – taka nauka była bluźnierstwem.
 Jezus wystąpił ostro przeciwko uczonym w Piśmie, którzy wykorzystują zabobonną wiarę w prawie magiczną moc modlitw, „którzy objadają domy wdów pod pozorem długich modłów” (Łk 20, 46). Wystąpił również przeciwko przepisom rabinackim, już wprost sprzecznym z przykazaniem miłości. „Bóg rzekł: Czcij ojca i matkę… Wy zaś powiadacie: Ktokolwiek by rzekł ojcu albo matce: ofiarą jest, cokolwiek ode mnie byłoby dla ciebie wsparciem, będzie mógł nie wesprzeć ojca swego albo matki swojej. I przekreśliliście słowo Boże dla podania waszego. Obłudnicy, dobrze o was prorokował Izajasz, mówiąc: Lud ten czci mnie wargami, ale serce jego dalekie jest ode mnie” (Mt 15, 3-8).
 4. 3.  Domagając się czynu bezinteresownego, Pan Jezus uderzył w obłudę i zakłamanie uczonych w Piśmie i faryzeuszy, którzy „wszystkie swe sprawy czynią, aby byli widziani od ludzi” (Mt 23, 5), a równocześnie pouczał lud żydowski, na czym polega prawdziwa sprawiedliwość. „A gdy się modlicie, nie bądźcie jako obłudnicy, którzy modlą się radzi w synagogach i stojąc na rogach ulic, aby byli widziani od ludzi. Zaprawdę powiadam wam, że wzięli nagrodę swoją. Ale ty, gdy się modlić będziesz, wnijdź do komory twojej, a zawarłszy drzwi, módl się do Ojca twego w skrytości. A Ojciec twój, który przenika skrytości, odda tobie”  (Mt 6, 5-6). „A gdy pościcie, nie bądźcie smutni jako obłudnicy. Twarze bowiem swoje wyniszczają, aby okazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę powiadam wam, że wzięli nagrodę swoją. Ale ty, gdy pościsz, namaść głowę swoją i obmyj oblicze swoje, abyś nie okazał ludziom, że pościsz, ale Ojcu twojemu, który jest w skrytości. A Ojciec twój, który widzi w skrytości, odda tobie” (Mt 6, 16-18). „Strzeżcie się, abyście sprawiedliwości waszej nie czynili przed ludźmi, iżby was widziano; inaczej nagrody mieć nie będziecie u Ojca waszego, który jest w niebiesiech. Gdy tedy dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak (…) czynią obłudnicy w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam wam, że wzięli już nagrodę swoją. Ale gdy ty dajesz jałmużnę, niechaj nie wie lewica twoja, co prawica twoja czyni, aby jałmużna twoja była w skrytości. A Ojciec twój, który widzi w skrytości, odpłaci tobie” (Mt 6, 1-4). Ale jeżeli Jezus do ludu kierował upominanie i pouczanie, do faryzeuszy i nauczycieli tego ludu kierował groźbę: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które na zewnątrz wydają się ludziom piękne, wewnątrz zaś pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wprawdzie wydajecie się ludziom sprawiedliwi, a wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości” (Mt 23, 27-28).
 4. 4.  Pan Jezus, jak mówiliśmy, zdawał sobie sprawę, że zagrożenie dla ludzkiej osoby tkwi w samym systemie życia świątecznego jak i codziennego, skonstruowanym przez kapłanów, faryzeuszy i doktorów w Piśmie. To mnóstwo instytucji, które wypełniało życie ówczesnych Żydów, doprowadziło do mechanizacji, bezmyślności, a tym samym zaciemniło istotę rzeczy, przysłoniło cel, dla którego te instytucje powstały. W swoim proteście nie ogranicza się Chrystus tylko do słów, ale przechodzi do czynów. Tak On jak i Jego uczniowie zaczynają inaczej postępować niż wszyscy, niż nakazują przepisy. To postępowanie wywołuje krytykę ze strony ich wrogów. „Wtedy przystąpili do Niego uczeni w Piśmie i faryzeusze z Jerozolimy, mówiąc: Czemu uczniowie twoi wykraczają przeciw podaniu starszych? Nie obmywają bowiem rąk, gdy chleb spożywają?” (Mt 15, 1-2). „Faryzeusze bowiem i wszyscy Żydzi nie jedzą bez częstego obmywania rąk, zachowując podanie starszych. Ani też spożywają rzeczy z targu, dopóki się nie obmyją. Ponadto podania ich nakazują im przestrzegać wielu innych rzeczy: umywania kielichów i dzbanów, naczyń miedzianych i łóżek” (Mk 7, 3-4). „W on czas przechodził Jezus w szabat przez zboże, a uczniowie Jego, będąc głodni, poczęli rwać kłosy i spożywać. Co ujrzawszy faryzeusze, rzekli Mu: Patrz, oto uczniowie twoi czynią, czego się nie godzi czynić w dni sobotnie” (Mt 12, 1-2).
 Stwierdzamy fakt: uczniowie Pana Jezusa nie myli rąk przed jedzeniem, nie myli kubków przed jedzeniem, uczniowie Pana Jezusa w szabat zrywali kłosy. Niewątpliwie powodem tego był Jezus. Jemu zależało na tym, aby wskazać, że mycie kubków i rąk nie jest istotą sprawy: nie na tym polega świętość. Mówią o tym wyraźnie niektóre teksty Ewangelii: „A gdy odszedł stamtąd, przyszedł do synagogi ich. A oto był tam człowiek mający uschłą rękę; i pytali Go: czy godzi się w szabat uzdrawiać? A to, aby Go mogli oskarżyć. On zaś odpowiedział im: Czyż który z was, jeśliby miał tylko jedną owcę, a ta wpadłaby mu do dołu w dzień sobotni, nie uchwyci jej i nie wydobędzie? O ileż więcej wart jest człowiek niźli owca. Przeto godzi się w szabat dobrze czynić. Po czym rzecze owemu człowiekowi: Wyciągnij rękę twoją. I wyciągnął, i stała się zdrowa jako i druga” (Mt 12, 9-13).
 Panu Jezusowi chodziło o to, że przepis nie stanowi celu sam dla siebie. Należy go wypełniać dla jego istotnego sensu.
 Zaprzeczeniem postawy prostoty jest rachunek sumienia faryzeusza w świątyni. „Dwóch ludzi weszło do świątyni, aby się modlić: jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz, stojąc, tak się modlił w duszy: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, drapieżni, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, jako i ten celnik. Poszczę dwakroć w tygodniu, składam dziesięciny ze wszystkiego, co mam. A celnik, stojąc z daleka, nawet oczu swych nie chciał wznieść w niebo, ale bił się w piersi, mówiąc: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu. Powiadam wam: ten odszedł do domu swego bardziej usprawiedliwiony niźli tamten” (Łk 18, 10-14).
 4. 5.  Oczywiście, nie trzeba tłumaczyć, że Jezusowi nie chodziło o likwidację słusznych instytucji, ale o swobodę wobec nich, o zachowanie poczucia wolności. Jak to wyraźnie powiedział: „Szabat był ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu” (Mk 2, 27). Zależało Mu na tym, by nie tracić z oczu faktu względności instytucji, ale uznawał ich potrzebę i sam ich przestrzegał: sam uczęszczał do świątyni i płacił podatki na świątynię. Chociaż istotną wartością życia dla Niego była miłość: „Pierwsze i najważniejsze przykazanie jest: Będziesz miłował Pana Boga twego (…) Będziesz miłował bliźniego twego jako siebie samego” (Mt 22, 37, 39). I stąd to „Biada”, jakie rzuca Jezus tym, którzy to powinni rozumieć. „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, że dajecie dziesięcinę z mięty i z anyżku, i z kminku, a pominęliście to, co daleko ważniejsze jest w Zakonie: sąd i miłosierdzie, i wiarę. To trzeba było wypełnić, a tamtego nie pomijać” (Mt 23, 23)

 5. 1.  Następną trudność stanowiło narastanie w narodzie żydowskim przekonania, że tylko członkowie narodu wybranego mogą być zbawieni. Mimo, że nigdzie w Piśmie Świętym: ani w Pięcioksięgu, ani u Proroków nie było takiego sformułowania, przekonanie to stało się powszechne u Żydów. I tak fanatyzm narodowy złączył się z faktem posiadania religii objawionej. Narodowość żydowska i wiara w Boga jedynego stały się absolutnie nierozdzielne. Bóg, który Żydów wybrał na światło świata, na wzór dla innych narodów, został przez nich uznany za wyłączną własność. Ale istniała wśród Żydów świadomość obowiązku głoszenia prawdy objawionej tym, którzy jej nie znali. Tak powstał prozelityzm, czyli szerzenie religii żydowskiej wśród nie-Żydów. Opierał się on na założeniu, że poganie, którzy uwierzą w Objawienie starotestamentowe i którzy włączą się do społeczności żydowskiej, mogą też być zbawieni. O fanatycznym nacjonalizmie żydowskim świadczył jednak panujący wśród nich pogląd, że poganin, który uwierzy w Boga Objawionego i który będzie zachowywał wszystkie przepisy żydowskie i tak nigdy nie będzie miał przed Bogiem „tej samej wartości” co Żyd.
 Jezus głosił ideę nowego Królestwa Bożego. Dla Niego określenie to miało ścisłe znaczenie. Odnosiło się do ludzi służących Bogu w duchu i prawdzie. W tym układzie oczywiście nie było ważne, czy ktoś jest z pochodzenia Żydem, czy nie, czy jest obrzezany, czy nie. Stąd też można stwierdzić, że na początkowym etapie działalności Jezusa przynajmniej pomiędzy znaczną częścią słuchaczy a Jezusem zaistniała wyraźna rozbieżność: polegała ona na tym, że co innego Jezus nazywał Królestwem Bożym, a co innego rozumiały pod tym określeniem szerokie masy słuchaczy. Analogiczne nieporozumienie istniało również odnośnie do innych sformułowań dotyczących tego zagadnienia, takich jak np. słowa: Mesjasz, Syn Boży, Syn Człowieczy, Syn Dawidowy itd., którymi Jezus siebie nazywał i którymi nazywali Go ludzie. Dla szerokich mas żydowskich, nastawionych bardzo nacjonalistycznie, Jezus był po prostu reprezentantem narodu żydowskiego i miał zrealizować jego wielkość w sensie politycznym i gospodarczym.
 5. 2.  Należy stwierdzić, że Jezus nie był w stanie przedstawić wprost swojej koncepcji Królestwa Bożego słuchaczom. Zbyt głębokie było ich przekonanie o wyższości narodu żydowskiego nad innymi narodami, o wyjątkowym powołaniu i roli Żydów wobec całej ludzkości. Dowodem na to, że naród żydowski w swojej masie nie był przygotowany do przyjęcia idei Królestwa Bożego, którą reprezentował Jezus, jest chociażby wydarzenie w Nazarecie, kiedy to Jezus dalekiej aluzji dotyczącej tej sprawy o mało nie przypłacił życiem: „Prawdziwie powiadam wam, że choć wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, gdy niebo się zamknęło na trzy lata i sześć miesięcy i był głód na całej ziemi, do żadnej z nich nie był posłany Eliasz, tylko do owdowiałej niewiasty w Sarepcie Sydońskiej. I wielu było trędowatych w Izraelu za proroka Elizeusza, ale żaden z nich nie był oczyszczony, tylko Naam Syryjczyk. A słysząc to wszyscy w synagodze zawrzeli gniewem. I powstawszy wyrzucili Go poza miasto i wywiedli Go na szczyt góry, na której miasto ich było wzniesione, aby Go strącić” (Łk 4, 25-30).
 W tym układzie, w jakim Jezus działał, stanowisko Jego wyrażało się przede wszystkim brakiem pewnych stwierdzeń. I tak np. w jednej z najważniejszych, już przez nas wspominanej, przypowieści związanej z tym problemem – przypowieści o sądzie ostatecznym – Jezus oświadcza, że na końcu świata ludzie będą pytani o czyny miłości i to miłości bezinteresownej – „cokolwiek uczyniliście jednemu z braci najmniejszych, mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Nie wspomina nic o tym – czego Żydom na pewno brakowało – czy dla Sędziego będzie odgrywał jakąś rolę fakt, że ktoś był Żydem albo poganinem.
 Ale w miarę upływu czasu: gdy słuchacze coraz lepiej rozumieli nauki Jezusa, wyjaśniał On im coraz szerzej, co to znaczy należeć do Królestwa Bożego – ukazywał im, że ono nie jest zarezerwowane wyłącznie dla członków narodu żydowskiego: „A mówię wam, że wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą z Izaakiem i Jakubem w Królestwie niebieskim – Synowie zaś Królestwa będą wyrzuceni na zewnątrz w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Mt 8, 11-12).
 W trochę innym kontekście uwydatnił Jezus swoją ideę przy okazji niedoszłego spotkania z Matką: „Mówią Mu: Oto Matka Twoja, bracia i siostry Twoje są przed domem i szukają Cię. A On odpowiadając im rzekł: Kto jest Matką moją i braćmi moimi. I popatrzywszy na tych, którzy siedzieli kręgiem wokół Niego, rzecze: Oto Matka moja i bracia moi. Kto by bowiem czynił wolę Boga, ten jest bratem moim, siostrą i matką moją” (Mk 3, 32-35).
 Konsekwentnie możemy stwierdzić, że włączenie pogan do pierwszych gmin, i to włączenie ich na równych prawach z chrześcijanami pochodzenia żydowskiego, było możliwe tylko dzięki temu, że środowisko uczniów Jezusa miało pełną świadomość tego faktu, iż Królestwo Boże, które Jezus założył, jest ponadnarodowe, przekracza w sposób absolutny wąski krąg narodu żydowskiego, że obejmuje wszystkich tych, którzy starają się miłować Boga i bliźniego, naśladując w swoim życiu Syna Bożego, Jezusa Chrystusa.
 Jeżeli obserwujemy, że z biegiem czasu wyznawcy Jezusa coraz lepiej rozumieli Jego ideę Królestwa Bożego i przyjmowali ją, musimy z drugiej strony zdać sobie sprawę, że dla wrogów Jezusa taka koncepcja stanowiła zawsze tylko kamień obrazy i była jeszcze jednym powodem do tego, by Jezusa odrzucić i potępić.

 6. 1.  W społeczeństwie Izraela funkcjonowała bardzo wyraźnie określona opinia odnośnie bogactwa i ubóstwa, powodzenia życiowego i niepowodzenia, zdrowia i choroby. Kapłani i uczeni w oparciu o swoistą interpretację Pism świętych lansowali pogląd, że osiągnięcia życiowe są dowodem błogosławieństwa Bożego, a klęski – odrzucenia albo wręcz potępienia. Głosili oni, że człowiek bogaty, zdrowy, szczęśliwy zasłużył sobie na to powodzenie swoim uczciwym życiem. Człowiek biedny, chory, ułomny jest dotknięty przez Boga nieszczęściem jako karą za grzechy, których się dopuścił. Stąd też było wskazane, aby pobożny Izraelita nie przestawał z ludźmi nieszczęśliwymi. Jeżeli się do nich zbliżał, to tylko na to, by dać im jałmużnę.
 Po drugie – w społeczeństwie izraelskim uważano niektóre zawody za poniżające, niegodne uczciwego człowieka, a niektóre wręcz za nieczyste i grzeszne. To była nie tylko prostytucja i funkcja celników, ale takie rzemiosła jak rzeźnik, lekarz, kąpielowy, woźnica. Z ludźmi wykonującymi te funkcje żaden uczciwy człowiek nie powinien się kontaktować.
 Jezus swoją nauką i postępowaniem usiłował zburzyć panujące przekonanie, że bogaci, zdrowi cieszą się błogosławieństwem Bożym, a ubodzy, chorzy są przez Boga odrzuceni. Przypowieść o bogaczu potępionym po śmierci i Łazarzu przeniesionym na łono Abrahama miała rewolucyjne znaczenie (Łk 16, 19-31). Takie stanowisko Jezusa spowodowało, że był On wciąż otoczony chorymi, którzy przychodzili do Niego, prosząc o pomoc. Ewangelie są pełne relacji o uzdrawianiu przez Jezusa chorych. Uzdrowienia te należy interpretować również tak, że Jezus w ten sposób obalał ustalone schematy, iż choroba jest karą Bożą. Stąd też zrozumiała jest reakcja faryzeuszy na tę działalność Jezusa. Uważali ją oni za sprzeciwianie się woli Bożej. Ich stanowisko można by sformułować w ten sposób: „Jeżeli Bóg kogoś ukarał chorobą, kalectwem czy ubóstwem, świętokradztwem jest zmienianie tego stanu”. Oświadczali, że Jezus przez Belzebuba, księcia czartowskiego, wyrzuca czarty (Mt 12, 24). Jak głęboko tkwiły w świadomości Żydów schematy myślowe, że choroba jest konsekwencją wyłącznie grzesznego życia, świadczą o tym reakcje Jego uczniów. „I zapytali Go uczniowie Jego mówiąc: Rabbi, kto zgrzeszył, on czy rodzice jego, że się ślepym urodził? Odpowiedział Jezus: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale żeby sprawy Boże w nim się okazały” (J 9, 2-3). Czasem oczywiście może grzech być przyczyną nieszczęścia, ale nie jest tak zawsze. „Dopiero potem spotyka go Jezus w świątyni i mówi do niego: A wiec wyzdrowiałeś. Już więcej nie grzesz, aby ci się co gorszego nie zdarzyło” (J 5, 14).
 Na każdym kroku w Ewangeliach możemy śledzić, jak Jezus chciał ludzkiego szczęścia. Widział nie tylko chorych, ale i zgnębionych, załamanych. Chciał im pomóc: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i uginacie się pod ciężarem, a ja was pokrzepię” (Mt 11, 28).
 6. 2.  Ale głównym celem Jego działalności było nawracanie grzeszników. „Przyszedłem, aby znaleźć to, co było zginęło” (Łk 18, 10). Zbliżał się do prostytutek, celników. Szukał ich, jak Zacheusza, zwierzchnika celników: „Zacheuszu (…) dziś muszę się zatrzymać w twoim domu” (Łk 19, 5). Przygarniał ich do siebie. Wiemy z Ewangelii, że wielu z nich chodziło z Jezusem. Z nich też dobrał sobie jednego z dwunastu. „A gdy przechodził, ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego przy cle, i rzekł mu: »Pójdź za mną!«. A wstawszy, poszedł za Nim. I siedział Jezus u stołu w domu jego, a wielu celników i grzeszników zasiadło tam razem z Nim i uczniami Jego, było bowiem wielu, którzy szli za Nim” (Mk 2, 14-16). Przebywał z grzesznikami. Jadł z nimi i pił. Stawał w ich obronie. Jednym z najbardziej wzruszających wydarzeń, gdzie zresztą Pan Jezus ryzykował życiem, było uratowanie jawnogrzesznicy przed ukamienowaniem (J 8, 1-11).
 Oczywiście, jak mógł się tego spodziewać, Jego postępowanie wywoływało nieustanne zgorszenie tych, którzy się uważali za sumienie narodu. „A faryzeusze i uczeni w Piśmie niezadowoleni mówili: Że też ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi” (Łk 15, 2). Odpowiadał im: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale źle się mający” (Mk 3, 17).
 Kontakt Jezusa z grzesznikami nie był czymś powierzchownym. Jezus nawiązywał z nimi więzy przyjaźni. Stąd nawet zyskał imię „Przyjaciela celników i grzeszników” (Mt 11, 19). Odpowiadając na zarzuty przeciwników, przytacza ich opinię o sobie: „Przyszedł Syn Człowieczy, jedząc i pijąc, a powiadacie: oto człowiek, żarłok i opój, przyjaciel celników i grzeszników” (Łk 7, 34).
 6. 3.  Najważniejszy jest jednak nie sam fakt takiego stosunku Jezusa do nieszczęśliwych: chorych, ubogich i grzeszników, lecz motywacja. Jezus nie postępuje tak na zasadzie jakiegoś upodobania czy nawet własnej „naturalnej” dobroci. Jego działalność jest tylko odbiciem tego, jakim jest sam Bóg. A Bóg, o którym Jezus mówił, jest dobry dla wszystkich. „Jezus zaś rzekł mu: Czemu mię nazywasz dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg” (Mk 10, 18). Bóg jest łaskawy nie tylko dla dobrych ale i złych. „Albowiem sprawia On (Ojciec wasz niebieski), żę słońce Jego wschodzi nad złymi jak i nad dobrymi, a deszczem zrasza sprawiedliwych i nieprawych” (Mt 5, 45). Przy czym dobroć, na którą Jezus wskazuje, nie jest dobrocią rozumianą pasywnie. Bóg wychodzi naprzeciw grzesznego człowieka ze swoim przebaczeniem. Tej sprawie poświęcił Jezus jedną z najpiękniejszych przypowieści – o synu marnotrawnym (Łk 15, 11-32). Bóg nie czeka na nawrócenie grzesznika, ale szuka go, jak szuka pasterz zaginionej owcy, jak szuka niewiasta zgubionej drachmy (Łk 15, 4-10).
 Postępowanie Jezusa płynęło z prostych założeń: jeżeli takim jest Bóg – jeżeli tak traktuje grzeszników, biednych, chorych i skrzywdzonych, to człowiek musi postępować podobnie. Dobroć wobec nieszczęśliwych jest próbą dla naszej ludzkiej miłości. Nie dość na tym, zdaniem Jezusa Bóg utożsamia się z nieszczęśliwymi ludźmi. A więc o tyle jest się blisko Boga, o ile jest się bliskim takich właśnie nieszczęśliwych. Litania: Byłem głodny, spragniony, nagi, w więzieniu, chory – a daliście mi jeść itd., kończy się motywacją: Cokolwiek uczyniliście jednemu z braci moich najmniejszych, mnieście uczynili (Mt 25, 31-46).
 Obraz Boga, o którym Jezus mówił, stanowił wyzwanie dla kapłanów, faryzeuszy, uczonych w Piśmie a nawet dla zelotów. Bóg, którego Jezus ukazywał, był zupełnie inny niż Bóg tych ludzi. Wnioski, jakie z tego obrazu płynęły na codzienne życie, były całkowicie sprzeczne z obowiązującymi poglądami.
 Model życia Jezus ukazał w swojej osobie. A po drugie, co jest jeszcze bardziej dla nas doniosłe, domagał się, by ludzie Go naśladowali. Mówił: „Uczcie się ode mnie” (Mt 11, 29). Tłumaczył, że tylko droga, którą On wskazuje, prowadzi do Boga: „Jam jest droga i prawda i żywot”. „Nikt nie przychodzi do Ojca jeno przeze mnie” (J 14, 6). Że tylko idąc z Nim, można dojść do życia wiecznego: „Jam jest światłość świata. Kto idzie za mną, nie chodzi w ciemnościach, ale będzie miał światłość żywota” (J 8,12).
 Tak rozumieli Go Jego uczniowie: „Odpowiedział Mu tedy Szymon Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego” (J 6, 69).

 7. 1.  Dla człowieka zafascynowanego osobą Jezusa pozostaje On nie tylko jako wzór niedościgły do naśladowania, ale jako Ktoś, kto przekracza ludzki format. I tutaj nawet nie chodzi o cuda, które On zdziałał, nawet nie o cud Jego zmartwychwstania, ale o te wszystkie sformułowania i określenia, które ukazują Go w zupełnie innych niż zwyczajnego człowieka wymiarach. Zakładając Jego prawdomówność potwierdzoną śmiercią, jak i pokorę, i prostotę, o której świadczyło Jego życie, nie sposób pominąć stwierdzeń, które wciąż przewijają się w Jego nauce, a które świadczą o Jego szczególnym stosunku do Boga-Ojca. Nie są one przypadkowe, lecz wprost przeciwnie: tłumaczą Jego życie i Jego czyny w sposób logiczny. Stanowią najważniejszy zarzut, jaki Żydzi wytoczyli przeciwko Jezusowi. Zarzut ten znalazł wyraz w pytaniu postawionym przez najwyższego kapłana w czasie procesu w Sanhedrynie, które to pytanie miało w sposób ostateczny zadecydować o winie Jezusa. Brzmiało ono: „Poprzysięgam cię przez Boga żywego, abyś nam powiedział, czy ty jesteś Chrystusem, Synem Bożym?” (Mt 26, 63).
 Pytane to nie zostało wymyślone przez arcykapłana. On wiedział, że Jezus tak o sobie nauczał. Mówiąc na te tematy, Jezus prawie zawsze wywoływał podobną jak tamta reakcję. Ewangelia podaje takie wypadki: „Tedy mu rzekli Żydzi: Teraz poznaliśmy, że czarta masz. Abraham umarł i prorocy, a ty mówisz: Jeśliby kto zachował naukę moją, nie zazna śmierci na wieki. Czyżeś ty większy od ojca naszego Abrahama, który umarł? Nawet prorocy pomarli. Za kogo się uważasz? Odpowiedział Jezus: (…) Abraham, ojciec wasz, z radością wyglądał dnia mojego, a ujrzał i uweselił się. Rzekli tedy Żydzi do niego: Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz a Abrahama widziałeś? Rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, pierwej niż Abraham był jam jest. Porwali więc kamienie, aby rzucić na niego. Ale Jezus ukrył się i wyszedł ze świątyni” (J 8, 52-59).
 Zwrot: „Jam jest” – ten sam, który usłyszał Mojżesz od objawiającego się mu w krzaku ognistym Boga – ocenili Żydzi jako bluźnierstwo.
 Innym razem usłyszeli od Jezusa jeszcze wyraźniejsze oświadczenie: „Czyny, które ja wykonywam w imię Ojca mego, świadczą o mnie, ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z owiec moich”. (…) „Ja i Ojciec jedno jesteśmy. Chwycili tedy Żydzi kamienie, aby go ukamienować” (J 10, 26; 30-31).
 W tych zdarzeniach leży geneza pytania, które Jezusowi postawił najwyższy kapłan.
 7. 2.  Obok wypowiedzi Jezusa na temat swojego Bóstwa znajdujemy szereg innych, które choć nie wprost mówią o tym samym, jednak dają to do zrozumienia. Na przykład: „(…) Jezus (…) rzekł paralitykowi: Synu, odpuszczają ci się grzechy twoje. A byli tam niektórzy z uczonych w Piśmie, siedząc i myśląc sobie w duszy: Cóż on powiada? Bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, jeśli nie sam Bóg?” (Mk 2, 5-8). Albo podobne słowa skierowane do jawnogrzesznicy: „Odpuszczają ci się grzechy. I poczęli współbiesiadnicy mówić między sobą: Któż jest ten, że nawet grzechy odpuszcza” (Łk 7, 48).
 Te przykłady można by mnożyć. Ale trzeba równocześnie stwierdzić, że Jezus bardzo umiejętnie dozował określanie roli, którą ma do spełnienia wśród ludzi i – co najważniejsze – swojego stosunku do Ojca. Podprowadzał słuchaczy do tej nowej tajemnicy różnymi drogami. Jednym ze sposobów były imiona, jakimi siebie określał, np. „Jam jest pasterz dobry” (J 10, 11), „Oto tu ktoś większy niż Jonasz … niż Salomon” (Mt 12, 41-42). „Jam jest zmartwychwstanie i żywot” (J 11, 25), „Syn Człowieczy” (Mt 8, 21), „Pan szabatu” (Mt 12, 8), „Chrystus” (J 4, 26). Potwierdził wyznanie Piotra, który oświadczył: „Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego” (Mt 16, 16).
 Kolejne sformułowania dotyczyły Jego osobistego życia, np. „A ja prawdę mówię i nie wierzycie mi”. „Kto z was dowiedzie mi grzechu?” „Jeżeli prawdę mówię, czemu mi nie wierzycie?” (J 8, 45-46) – Jego działalności: „Syn Człowieczy nie przyszedł zatracać dusze lecz zbawiać” (Łk 9, 56). „Beze mnie nic uczynić nie możecie” (J 15, 5). „Wszystko zostało mi dane od Ojca mego” (Łk 10, 22) – a wreszcie stosunku, jaki Go łączył z Bogiem Ojcem: „Nikt nie wie, kim jest Ojciec, tylko Syn” (Łk 10, 22). „Kto mnie widział, widział także i Ojca” (J, 14, 9). Dawał też do zrozumienia Żydom, kim jest, wskazując na swoją nadzwyczajną władzę i uprawnienia, chociażby wtedy, gdy mówił: „Słyszeliście, że powiedziane było w Starym Testamencie: nie zabijaj, a kto by zabił, będzie winien sądu. A ja wam powiadam, że każdy, który się gniewa na brata swego, będzie winien sądu” (Mt 5, 21-22).
 Ten sam cel miały spełnić niektóre z cudów, np. uciszenie burzy – wywołało ono takie zdumienie, że zastanawiano się, „Kto jest ten, że nawet wichry i morze są mu posłuszne” (Mt 8, 27) – albo przemienienie (Mt 17, 1-9).
 7. 3.  Należy dodać, że istniały kręgi wtajemniczonych w prawdy, które Jezus głosił – nie wszyscy potrafiliby, zwłaszcza bez dłuższego, szerokiego przygotowania, przyjąć centralną prawdę: że Jezus uważa się za Syna Bożego. Pojąć tę nową tajemnicę była w stanie przede wszystkim grupa Jego najbliższych uczniów. W jej skład wchodzili ci, którzy towarzyszyli Mu ustawicznie w Jego wędrówkach, słuchając Jego nauk, patrząc na zdziałane przez Niego cuda. Odkrywali oni stopniowo w swoim Nauczycielu Jego inność, przekraczanie wszystkich ludzkich wymiarów. Nazywali Go Królem izraelskim (J 1, 49), Chrystusem (Mt 8, 29), aż wreszcie Synem Bożym (Mt 14, 33), Synem Boga żywego (Mt 16, 16).
 Na pewno nie było im łatwo doróść do tego stwierdzenia. Dla ortodoksyjnego Izraelity prawda o Bogu jedynym była podstawową prawdą jego religii. Najważniejsze przykazanie brzmiało: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Ja jestem Pan, Bóg twój” (Wj 20, 3.5). Żydom wydarzenie pod górą Synaj: gniew Mojżesza na widok złotego cielca, dostatecznie głęboko tkwiło w świadomości, by ostrzegać przed podobnym grzechem. A cóż dopiero mówić o okazywaniu uwielbienia jakiemuś człowiekowi, który by sobie uzurpował prawo do ubóstwiania. Powtarzamy: drogę do ujrzenia w Jezusie Słowa Bożego potrafili uczniowie odbyć tylko dzięki stopniowemu odsłanianiu im przez Jezusa tej nowej rzeczywistości.

 8. 1.  Nauka Jezusa nie była absolutną nowością. Jezus kontynuował najlepsze tradycje Starego Testamentu. Przede wszystkim tradycje proroków. Oni nawoływali naród żydowski, aby chwalił Boga w duchu i prawdzie: aby składali Bogu ofiarę swoim życiem. I zapowiadali przyjście takich czasów: nowego przymierza. „Oto dni nadchodzą, mówi Pan, i zawrę z Domem Izraelskim i z Domem Judzkim przymierze nowe. Położę Zakon mój we wnętrznościach ich i na sercu ich napiszę go, i będę im Bogiem, a oni będą mi ludem” (Jr 31, 31-33; por.Hbr 7, 8). „I dam im serce jedno i ducha nowego dam do wnętrzności ich, i odejmę serce kamienne z ciała ich i dam im serce żywe. Żeby chodzili według przykazań moich i strzegli sądów moich i pełnili je; aby mi byli ludem, a ja bym był ich Bogiem” (Ez 11, 19).
 Jezus głosił, że te zapowiadane przez proroków czasy właśnie nadeszły. „Według swego zwyczaju wstąpił w szabat do synagogi i zgłosił się do czytania. I podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinął więc zwój i napotkał miejsce, gdzie napisano: Duch Pana spoczął na mnie. Dlatego namaścił mnie, abym niósł dobrą nowinę ubogim. Posłał mnie, bym uzdrowił tych, którzy są skruszonego serca. Bym zwiastował wolność uwięzionym, a ślepym, że przejrzą; abym uciśnionym wolność przywrócił i ogłosił rok zmiłowania Pańskiego oraz dzień pomsty. Potem zwinął zwój i oddawszy go słudze, usiadł. Oczy wszystkich obecnych w synagodze były zwrócone na Niego. On zaś zaczął mówić do nich: Dzisiaj wypełniły się słowa Pisma, które dopiero co usłyszeliście” (Łk 4, 16-21; por. Iz 61, 1). Podobny sens miały inne sformułowania Jezusa, jak np.: „A gdy się zebrali faryzeusze, zapytał ich Jezus, mówiąc: Co sądzicie o Chrystusie? Czyim jest synem? Mówią mu: Dawida. Rzekł im: Jakoż tego Dawid w duchu zowie go Panem, mówiąc: Rzekł Pan Panu memu, siądź po prawicy mojej, aż położę nieprzyjaciół twoich podnóżkiem nóg twoich” (Ps 109, 1). Jeżeli więc Dawid nazywa go Panem, jakże jest synem jego? A nikt nie mógł mu odpowiedzieć słowa, ani też nie śmiał go onego dnia więcej pytać” (Mt 22, 41-46). Z kolei w rozmowie z Samarytanką powiedział: „Lecz oto nadchodzi godzina, i owszem, już nadeszła, kiedy prawdziwi czciciele będą oddawali Ojcu cześć w duchu i w prawdzie, bo takich czcicieli szuka Ojciec. Bóg jest duchem; ci, którzy Mu cześć oddają, winni oddawać cześć w duchu i w prawdzie” (J 4, 23-25). Podobną treść ma również następująca wypowiedź: „W tym czasie przechodził Jezus w dzień szabatu wśród pól zboża. Uczniowie Jego, będąc głodni, poczęli zrywać kłosy i jeść. Faryzeusze spostrzegli to i powiedzieli do Niego: Patrz, uczniowie Twoi czynią to, czego nie wolno czynić w szabat. Odpowiedział im: Nie czytaliście, co czynił Dawid, kiedy sam łaknął (…) Albowiem Syn Człowieczy panem jest i szabatu” (Mt 12, 1-8).
 Na co dzień, poprzez rozmaite przypowieści i powiedzenia, Jezus nauczał swoich słuchaczy tego, co ujął w przytaczanym już wspaniałym obrazie sądu ostatecznego, zgodnym z zapowiedziami wielkich proroków Starego Testamentu (por. np.: Iz 13, 9-10; 34, 4; Za 12, 10).
 Jezus Chrystus ukazuje się nam – poprzez swoje życie – jako odwieczne Słowo Boże, Słowo egzystujące w samym Bóstwie, Słowo, w którym wypowiada się Bóg sam, będący absolutną tajemnicą(7) . Słowo, które dochodziło do głosu w ludziach, zwłaszcza w twórcach i reformatorach religijnych, które objawiło się w sposób szczególny przez patriarchów i proroków Starego Testamentu, które jest istotowo równe Ojcu-Tajemnicy, a które stało się człowiekiem w Jezusie Chrystusie.
 Trzeba przyznać, że teksty Pisma Świętego Starego Testamentu nie były tak jednoznaczne dla ludzi współczesnych Jezusowi jak teraz są dla nas. Kapłanów nie było na to stać, by je odnieść do osoby Jezusa. Cała Jego działalność była dla nich nie do przyjęcia. Oni nie rozumieli i nie chcieli uznać tego novum którym był Jezus – Słowo Ojca. Przecież nawet prorocy nigdy by sobie nie pozwolili na takie sformułowania, jakie Jezus wypowiadał o sobie i o roli, którą pełni wobec ludzi. Nigdy by nie powiedzieli: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10, 30). „Kto mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14, 9).
 Kapłani odrzucili Jezusa w imię tego, co im przekazywała ich tradycja – w imię tego, że jest jeden Bóg i nie ma innego. Ale tu byli właśnie z tradycją w niezgodzie. W Piśmie Świętym, na którym się opierali, znajdują się teksty zapowiadające przyjście Syna Bożego. Ile było u ludzi odrzucających naukę Jezusa prawdziwego zgorszenia a ile złej woli, lenistwa, przyzwyczajenia do otrzymanych schematów, niechęci do tego, co przekraczało ich wygodnictwo duchowe, trudno nam ocenić.
 Przez tych Żydów, którym była dana łaska zrozumienia Jezusa, Jego wystąpienie zostało przyjęte jako wydarzenie logiczne, wyczekiwane, zapowiedziane, chociaż swą wielkością przewyższające wszystko, co dotąd istniało, Jezus w swoim życiu stał się Słowem Bożym.

 9. 1.  Zaznaczyć należy, że sformułowanie „wiara w Jezusa Chrystusa” nastręcza pewne trudności. Słowa „wierzyć” używaliśmy dotąd w ściśle określonym kontekście i rozumieliśmy je jako wiarę w Boga. A to – przypominamy – znaczy w ujęciu egzystencjalnym: przekroczenie swojego egoizmu, otwarcie się na dobro, piękno, prawdę, na prawo, porządek, uczciwość, sprawiedliwość – na rzeczywistość. Jakkolwiek ten akt będziemy chcieli nazwać, legitymuje się on czynem bezinteresownym. Wiara w Jezusa Chrystusa jest elementem pomocniczym na naszej drodze wiary w Boga. Jezus jest dla wierzących w Niego tym, który swoim życiem wyraził w sposób najpełniejszy Boga: jest wyrazem Boga. Wierzący w Jezusa mają pewność, że naśladując Go, zjednoczą się z Bogiem.
 W kolejnych rozważaniach będzie nam zależało na tym, by możliwie jasno określić znaczenie sformułowania „wiara w Jezusa Chrystusa”.
 9. 2.  Zacznijmy od stwierdzenia ogólnego, że wierzyć w Jezusa Chrystusa to znaczy  p ó j ś ć  za Jezusem. Zafascynować się Jego osobą. Uznać Go za swój wzór. I naśladować Go. Wcielać Jego wielkość – Jego życie – w swoje codzienne życie: żyć tak jak On w służbie, prawdzie, być bezinteresownym, otwartym na wszystko i wszystkich, ufającym bezgranicznie Ojcu.
 Ukażemy naszą myśl opisowo. Do wiary w Chrystusa mogą prowadzić dwie drogi: po pierwsze, może zaistnieć taka sytuacja, że człowiek, w którym jest uruchomiona egzystencjalna struktura wiary – który jest „otwarty” i przekracza swój egoizm kolejnymi decyzjami – zetknie się z postacią Jezusa Chrystusa i oczarowany Jego osobą uznaje Go za wzór swojego człowieczeństwa. Zetknie się w jakiejkolwiek formie: albo po prostu bierze po raz pierwszy w życiu Ewangelię świętą i z niej dowiaduje się o Nim, albo spotyka Go za pośrednictwem rozpraw naukowych, dzieł sztuki lub za pośrednictwem instytucji kościelnych i ich symboli.
 Może to być odkrycie zupełnie innego typu – w naszej rzeczywistości na pewno częściej się zdarzające: człowiek, który posiada i egzystencjalną, i intelektualną strukturę wiary, czyli nie tylko żyje uczciwie, lecz także uczęszcza na Msze święte w niedziele i święta, słucha nauk o Panu Jezusie i uważa się za chrześcijanina, w gruncie rzeczy chrześcijaninem nie jest, bo Jezus nie jest i nigdy nie był dla tego człowieka wzorem. I może się zdarzyć, że ten człowiek wreszcie Go naprawdę „zobaczy”, zafascynuje się Nim.
 Tak w jednym jak w drugim wypadku chodzi więc o człowieka wierzącego, otwartego na rzeczywistość, który nagle stwierdzi, że z wszystkich wzorów życia, modeli człowieka, jakie są na świecie, Jezus Chrystus jest najprawdziwszym Człowiekiem, tym Kimś, w którym znajduje swój bezwzględny ideał życia.
 Może być sytuacja diametralnie przeciwna: człowiek, który jest niewierzący, to znaczy ten, który jest egoistą, którego życie jest w pełni interesowne, który jest pochłonięty gromadzeniem pieniędzy, nie ma czasu ani ochoty na Kościół i religię – ten człowiek naraz „spotyka” Jezusa Chrystusa, znowu na podobnej zasadzie jak powyżej, i ulega Jego osobie, bierze Go za swój wzór życia.
 W tym ostatnim wypadku sytuacja jest więc zupełnie inna niż w poprzednich: człowiek niewierzący najpierw uwierzy w Jezusa Chrystusa – uzna Go za swój wzór, i na tej drodze: poprzez wiarę w Chrystusa, uwierzy w Boga. Jeżeliby tak można było paradoksalnie powiedzieć – nie wiedząc o Bogu, zaczyna wierzyć w Jezusa.

 10. 1.  Dla człowieka stojącego z zewnątrz Kościoła Jezus z Nazaretu jest jednym z mężów religijnych, jacy pojawili się na przestrzeni dziejów ludzkości: podobnie jak inni, zreformował On religię, której był wyznawcą, a która odeszła od swoich autentycznych początków. Jednakże gdy człowiek – śledząc przekazy ewangelistów, zwłaszcza św. Jana – zbliża się do Jezusa poprzez nauki, które On głosił, poprzez Jego życie, spostrzega, że wyrasta On nad innych w stopniu nieporównywalnym. Wyraz Ojca – Słowo Boże – jak ewangelista nazywa Jezusa, stanowi kategorię dla siebie. W Nim można dotknąć w sposób istotny tajemnicy życia Boga. Ono jest początkiem świata i jego zasadą: jakąś formą Jego uzewnętrznienia się jest świat materialny, świat ducha, wszystkie rzeczy i prawa, które nimi rządzą, przyroda, w końcu człowiek, w którym to Słowo się odsłania wtedy, gdy on realizuje swoje człowieczeństwo, żyjąc zgodnie ze swoim sumieniem. Skutkiem życia Jezusa było uruchomienie w Jego otoczeniu egzystencjalnej struktury wiary, której cechą charakterystyczną jest właśnie wyzwolenie się z egoizmu, otwarcie się na dobro. Przykładem są tutaj przede wszystkim grzesznicy z Magdaleną i Zacheuszem na czele.
 10. 2.  Ale spośród wszystkich czynów bezinteresownych, które zaistniały w życiu Jezusa, czynem największego formatu i najważniejszym dla Jego życia była Jego męka i śmierć. To był czas, w którym ukazał siebie w najgłębszym tego słowa znaczeniu. Właśnie dlatego, że stał wobec grożącej Mu śmierci, i to śmierci haniebnej, jako buntownik, zdrajca narodu, złoczyńca, w pogardzie od przeciwników, w nienawiści tłumów, w zdradzie ze strony swojego najbliższego ucznia, w opuszczeniu od przyjaciół, w zupełnej samotności – w poczuciu własnej niewinności. Jego śmierć krzyżowa była przerwaniem życia wypełnionego po brzegi nauczaniem, czynieniem dobrze – dopiero co rozpoczętego, w pełni sił. Innymi słowy: okoliczności zewnętrzne postawiły Go przed zagrożeniem największego formatu i tym samym zmusiły Go do podjęcia decyzji w sposób maksymalny dojrzałej. Wchodził w śmierć świadomie. Nie rezygnował z prawdy, którą głosił, nie wycofał się ani na krok z tego, co powiedział. Jak sam określił: „Jam się na to narodził i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie” (J 18, 37). Dopiero na tym tle trzeba zobaczyć Jego stosunek do zdrajcy, do tych, którzy po Niego przyszli w Ogrodzie Oliwnym, do Annasza i Kajfasza, do żołnierza bijącego Go po twarzy, do Piłata, do tych, którzy urągali Mu pod krzyżem, do współwiszącego. Te „akty bezinteresowne” były również przyczyną nawrócenia bezpośrednich świadków męki: łotra i setnika. Męka i śmierć Jezusa były w jakiś sposób potrzebne do tego, żeby On stał się doskonałym wyrazem Boga-Miłości, ażeby wyraził sobą, kim jest Bóg. Z drugiej strony to był czas, w którym ludzie mogli zobaczyć, kim On jest. Jego człowieczeństwo uzyskało wtedy najpełniejszy kształt.
 10. 3.  Aby jeszcze lepiej zrozumieć, co to znaczy uwierzyć w Jezusa Chrystusa, zwróćmy uwagę na fakt, że w stosunku do wszystkich ludzi, o których Ewangelia święta mówi, że poszli za Nim, można stwierdzić: to są ludzie, którzy w jakiś sposób zachwycili się Nim. Choć spotykali Jezusa w najrozmaitszych sytuacjach życiowych, ich reakcje na to spotkanie były tego samego rodzaju. Można to zaobserwować np. w wypadku Zacheusza czy jawnogrzesznicy. Charakterystycznym przykładem jest „nawrócenie się” św. Piotra przez cudowny połów ryb.
 Choćby na tych przykładach możemy zauważyć, że Jezus nie był dla ludzi Go otaczających, przychodzących do Niego, równym im partnerem. To widać w tytułach, jakie Mu nadawali. Zwracali się do Niego, nazywając Go Panem, jak np. trędowaty (Łk 5, 12) – człowiek chory przy sadzawce Siloe (J 5, 7) – setnik (Łk 7,6); nazywali Go Nauczycielem, jak np. uczniowie Jana (J 7, 38) – uczony w Piśmie (Mt 8, 19); Synem Dawidowym, jak np. dwaj niewidomi (Mt 9, 27) – niewiasta chananejska (Mt 15, 22 – niewidomy z Jerycha (Mk 10, 47). Przekonanie o tym, że Jezus nie jest zwyczajnym człowiekiem, wyrażali ludzie obcy, a nawet wrodzy: „słudzy arcykapłanów i faryzeuszów (…) rzekli (…): Nigdy jeszcze żaden człowiek tak nie mówił jak On” (J 7, 45-47). Samarytanie z Sychar mówili do niewiasty, która zapoznała ich z Jezusem: „Już nie dla twego opowiadania wierzymy, ale samiśmy słyszeli i przekonali się, że prawdziwie jest to Zbawiciel świata” (J 4, 42). Ludzie stojący bliżej Jezusa formułowali bardziej precyzyjnie Jego nadzwyczajność. Jan Chrzciciel nazwał Go Barankiem Bożym, „który gładzi grzechy świata” (J 1, 29), któremu on nie jest godzien „rozwiązać rzemyka u Jego sandałów” (J 1, 27). Natanael powiedział Mu: „Ty jesteś królem izraelskim” (J 1, 49). Uczniowie Jego jeszcze głębiej rozumieli misję Jezusa i Jego osobę – „Uczniowie, którzy byli w łodzi, złożyli Mu pokłon, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym” (Mt 14, 33). Najpełniejszą wypowiedź dał św. Piotr, gdy „Jezus, przyszedłszy w okolicę Cezarei Filipowej, pytał uczniów swoich, mówiąc (…) A wy za kogo mnie macie? Odpowiadając Szymon Piotr rzekł: Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego” (Mt 16, 13-16).

 11. 1.  Przeanalizujmy sformułowanie: zafascynowanie Chrystusem. Chrześcijanie widzą w Jezusie nie tylko najwyższą formę człowieczeństwa w ogóle, ale człowieczeństwa  s w o j e g o.  W życiu indywidualnym człowieka bywa, że to zafascynowanie Chrystusem przychodzi albo w jakimś wyraźnym momencie, albo narasta stopniowo. W tym drugim wypadku z biegiem lat On staje się prawie niedostrzegalnie coraz bardziej obecny – poprzez poszczególne fragmenty znane z Ewangelii świętej: poszczególne wydarzenia, słowa, sformułowania, przypowieści. (Powiedzieliśmy: „przypowieści”, nie chodzi nam jednak o przypowieści jako takie, lecz o Niego samego, który się ukazał poprzez przypowieści). Inaczej mówiąc, chrześcijanie są to ludzie, którzy zostali do głębi zaniepokojeni, poruszeni, olśnieni osobą Jezusa i coraz bardziej uznają Go za swój wzór: przekonują się, że jeżeli ich życie ma mieć sens, to taki, jaki On mu nadał. Chcą być tacy jak On. Stąd też On jest dla nich kimś najbliższym, należy do nich.
 Gdybyśmy wzięli pod uwagę jakąś maksymalną formę aktu wiary w Chrystusa, to należałoby powiedzieć, że wtedy ta fascynacja Jezusem nie stanowi w osobowości człowieka przeżyć marginalnych, ale ogarnia jego życie w sposób całkowity. Sięga do najgłębszych podstaw jego egzystencji, nadaje wysiłkom, aktom świadomym wymiar ostateczny. Nie ma domeny spraw człowieczych, które by były rozwiązywane poza Chrystusem. Wiara chrześcijańska pojęta w istotnym znaczeniu jest ogarnięciem przez Chrystusa całego człowieczeństwa, nowym etapem rozwoju człowieka, nadaniem jego osobowości innego kształtu. Stąd też możemy mówić o powstaniu w człowieku nowej struktury egzystencjalnej, którą nazywamy strukturą wiary chrześcijańskiej albo wyraźniej: wiary w Chrystusa.
 11. 2.  W miarę jednak jak rozbudowuje się struktura wiary, przeżycie, które nazwaliśmy „zafascynowaniem” stopniowo zmienia swój charakter. Oddaje go słowo „pamiętanie”. Chociaż ono nie jest w pełni adekwatne, jednak określa stan psychiczny człowieka, który po pierwszym etapie olśnienia, mającym czasem nawet formę zachwytu, zaczyna „żyć normalnie”.
 Jeżeli jednak wiarę chrześcijańską – lub wiarę w Chrystusa – określimy jako pamięć o Chrystusie, wtedy należy z tego sformułowania usunąć sens uprzedmiotowiający  i  p r z e s z ł o ś c i o w y.  Mówiąc „pamięć o Chrystusie” mamy więc na myśli nie pamiętanie w sferze wyłącznie przeżyć intelektualnych, ale przede wszystkim zaangażowanie uczuciowe i wolitywne, realizację tej pamięci w życiu, co określić możemy zwrotem „być takim jak On” – to pamiętanie ma więc charakter  p r z y s z ł o ś c i o w y.
 11. 3.  Praktycznie rzecz biorąc, w życiu człowieka, który uwierzył w Chrystusa, dochodzi stale do konfrontacji tej „pamięci” o osobie Chrystusa z rozwiązaniami, jakie podejmuje na co dzień. Inaczej mówiąc: człowiek, który uwierzył w Jezusa, nie może żyć tak jak dawniej. Na każdym kroku przy kolejno podejmowanych decyzjach towarzyszy mu mniej lub więcej wyraźne pytanie: „jak Jezus by w tym wypadku postąpił”, „jak by On zareagował na taką sytuację”, „jak On ocenia taki krok”,
 W wyniku tych rozważań można stwierdzić, że stawanie się chrześcijaninem jest procesem trwającym całe  życie. Proces ten zależy od decyzji podejmowanych w kolejnych sytuacjach życiowych: przez kolejne decyzje człowiek wciąż albo Jezusa zdradza, albo Go wyznaje.
 11. 4.  Trzeba dopowiedzieć, że obecność Chrystusa w człowieku jest szczególną obecnością Bożą w odróżnieniu od ogólnej obecności Boga jako wszechobecnego. Jest to obecność przysługująca Chrystusowi jako wcielonemu Słowu Bożemu, obecność będąca równocześnie obecnością Boga Ojca i Ducha Świętego.
 Jeżeli na to, ażeby spotkać się z Bogiem w świecie: uruchomić w sobie strukturę egzystencjalną wiary, trzeba wejść w świat, zaangażować się w niego, w jego sprawy – tak w świat materialny, jak i w świat ludzki – to ażeby spotkać się z Bogiem w Jezusie Chrystusie, czyli ażeby uruchomić w sobie strukturę wiary w Chrystusa, trzeba świętować pamięć o Jezusie w rozmaitych instytucjach religijnych i symbolach, trzeba realizować Jego wzór w codziennym uczciwym życiu. O tym będzie mowa w następnych rozdziałach.

 
PRZYPISY

(6)  Zwrot „Słowo Boże” nie jest jednoznaczny. Przybiera on najrozmaitsze odcienie w Starym i Nowym Testamencie. Można wskazać na dwa kompleksy znaczeniowe, na których skupiają się wypowiedzi starotestamentowe: po pierwsze, na Prawie Synaju (Wj 19 do Lb 10), a po drugie, na proroctwach. Mamy tu na myśli nie tylko klasycznych Proroków, ale również dzieła przedklasyczne, jak na przykład Księgi Królewskie.

(7)  Należy zauważyć, że Izrael nie rozróżniał słowa od zdarzenia czy też rzeczy przez

strona: ...[2]  [3]  [4]  [5]  [6]  ...