Biblioteka
PO CO SAKRAMENTY
strona 14

 




INSTYTUCJE POWSZEDNIE I ŚWIĄTECZNE
W ŻYCIU SPOŁECZNYM

 
1. 1.  Rozważania na temat tworzenia się instytucji w życiu poszczególnych ludzi są dla nas podstawą do analizy procesu powstawania instytucji w życiu społeczeństwa. W społeczności proces ten jest oczywiście bardziej zróżnicowany i rozbudowany.
 Społeczności jest wiele i są wielorakie: jest społeczność rodziny, kamienicy, bloku, miasta, narodu. Już na przykładzie społeczności rodziny widoczna jest potrzeba rozmaitych instytucji, bo np. jest jedna łazienka, a używa jej pięć osób. Trzeba w układaniu chronologii dnia uwzględnić kolejność korzystania z tej łazienki. Inny przykład: aby uniknąć zamieszania przy zasiadaniu do stołu, zostają „ustalone” miejsca, żeby te osiem osób, które spożywają razem posiłki, codziennie niepotrzebnie na nowo nie sprawiało sobie kłopotu. Oczywiście dochodzi na początku do spięć, zderzeń, ale z czasem coraz bardziej dociera się, wypracowuje się ten „sposób”. W kwestiach spornych decyduje przeważnie autorytet już istniejący: głowa rodziny. Możemy powstawanie instytucji obserwować również na przykładach mechanicznych zakłóceń życia społeczności: np. trzaskają drzwi bramy wejściowej do bloku, ściany są cienkie i stąd sąsiedzi sobie nawzajem przeszkadzają hałasowaniem – społeczność musi takie problemy rozwiązać. Znajduje na to radę (wynalazek) i wprowadza (wdraża) ją jako obowiązujący zwyczaj. Odpowiedzialnym za funkcjonowanie tej instytucji zostaje wyznaczony człowiek, który już od dawna stoi na czele danej grupy, albo może wyłania się jakiś samorzutny przewodniczący, który pilnuje instytucji ustanowionej przez społeczność. Podobnie dzieje się na szerszej płaszczyźnie, np. w społeczności miasta, w narodzie, jak również w wymiarach ogólnoludzkich: ktoś wpadł np. na pomysł znaczka pocztowego, bo się okazało, że indywidualni roznosiciele listów nie wystarczają, stąd pomysł poczty – instytucja poczty, instytucja znaczka pocztowego na terenie danego państwa i z kolei – poprzez bardzo skomplikowane umowy i porozumienia – na terenie całego świata.
 1. 2.  Te rozważania dotyczą instytucji zwyczajnych, czyli codziennych, na etapie ich powstawania, tworzenia się. Ale stwierdzamy z kolei, że jednostka, jak i społeczność, nie stwarza wszystkich instytucji, którym podlega. Wprost przeciwnie: ona tylko w małej mierze je stwarza, a w ogromnej mierze  z a s t a j e.  Człowiek rodzi się w czasie i w przestrzeni, w jakiejś konkretnej sytuacji kulturowej, napotyka instytucje, które się już nagromadziły, natworzyły, które już otrzymały jakiś kształt ostateczny w dawnej epoce, i musi je przyjąć; albo musi przyjąć instytucje utworzone współcześnie, ale nie przez niego. W przeciwnym razie społeczeństwo go wyeliminuje.
 Tak jest od samego początku: uczenie przedszkolaka, dziecka, studenta jest również uczeniem kolejnych instytucji. Im człowiek jest młodszy, tym bardziej to uczenie ma charakter gwałtu: sprzeciwia się jego poczuciu swobody, wolności: dziecko nie może robić tego, na co ma ochotę, musi robić to, co mu wychowawcy kazali – właściwie nawet nie: „to, co mu wychowawcy kazali”, a raczej: „to, co mu instytucja każe” – bo wychowawcy też w jakiś sposób są związani: podlegają instytucjom, którym służą. Ten gwałt, przeciwko któremu buntuje się czasem dziecko, w miarę dojrzewania zamienia się na bardziej rozumowy „mus”:  k o n i e c z n o ś ć  przyjęcia pewnych warunków, jeżeli chce się osiągnąć jakiś cel.
 1. 3.  Stwierdzić możemy, że w miarę rozwoju cywilizacji rośnie ilość instytucji. Jako przykład może służyć praca dzisiejszego pilota samolotów odrzutowych w porównaniu z pracą pilota z czasów silników tłokowych, gdy maksymalna szybkość samolotów wynosiła 300 km/godz. Samodzielność pilota dzisiejszego jest bardzo ograniczona. Jego działalność jest ściśle określona i wymagana jest najwyższa dokładność w pracy: pilot musi się do wszystkich wskazań dostosować. I tak: przy rozbiegu samolot musi nabrać wyznaczonej szybkości – i to nie jakiejś stałej, ale w zależności od tego, ilu jest pasażerów i bagażu – musi lecieć na określonej wysokości i nie przekraczać kanału, który mu wyznacza kontrola naziemna itd. Pilot jest prawie że automatem. Do takiego stopnia, że niekiedy zamiast człowieka-pilota wprowadza się pilota automatycznego: już tak dokładnie można wszystko określić, przewidzieć, zdefiniować, ustalić – zinstytucjonalizować.
 1. 4.  Gdy porównamy dawne instytucje z obecnymi, możemy powiedzieć i to, że dzisiaj nie tylko wzrasta lawinowo ich ilość, ale że są one coraz bardziej precyzyjne i kategoryczne. Niespełnienie kolejnego „nakazu” grozi coraz częściej katastrofą. Przykładem może być choćby ulica: człowiek współczesny – nie tylko ten w samochodzie, ale i pieszy – jest sterowany coraz większą ilością przepisów drogowych, nieposłuszeństwo którym grozi często śmiercią. Żyjemy pod coraz większym pręgierzem instytucji. Jeżeli człowiek się im nie podda, zostanie wyeliminowany ze społeczeństwa. I to w rozmaity sposób. Jeżeli się nie podda np. instytucji banku: przelewów, przekazów, wszystkich obrotów finansowych, które obowiązują w tej chwili w społeczeństwie, utrudni sobie bardzo życie albo nawet w ogóle nie potrafi swoich spraw finansowych uporządkować. Jesteśmy zinstytucjonalizowani w najrozmaitszych pionach: w pionie handlowym, przemysłowym, zawodowym, kultury codziennej, która jest też wyraźnie określona.
 1. 5.  Poznanie instytucji obowiązujących na terenie społeczności, w której jednostka żyje, i dostosowywanie się do nich nie wystarcza. Człowiek musi mieć świadomość, że każda nowa społeczność, z jaką się spotyka, stanowi swoisty zespół instytucji, do których on musi się dostosowywać. Na przykład: ktoś wynajmuje pokój w hotelu. Tam zastaje instytucje hotelowe. Jeżeli się nie dostosuje do regulaminu, to zostanie usunięty z hotelu. W najlepszym razie albo np. nie dostanie posiłku, albo też będzie musiał zapłacić za drugą dobę hotelową. Tutaj należy również zetknięcie się cudzoziemca z instytucjami, jakie zastaje on na terenie państwa, do którego przyjechał. Jeżeli chce tam normalnie żyć, jeżeli zależy mu na kontaktach z gospodarzami, musi uwzględnić obowiązujące w danym państwie instytucje i musi się ich nauczyć.
 1. 6.  Możemy wymienić trzy etapy ustosunkowania się jednostki i społeczności do nowych instytucji. Pierwszy etap to wrogość lub przynajmniej niechęć. Wynika tak z zaufania do dotychczasowych instytucji, z obawy przed ich nieprzydatnością jak i z lenistwa.
 Drugi etap to akceptacja – człowiek odkrywa, że to, co wprowadził do swojego życia, sprawdza się w praktyce, jest dobre, a nawet wręcz znakomite i tylko tak powinno być. Ten stan jest największym zagrożeniem, a czasem tragedią jednostek jak i społeczności. To jest moment, kiedy społeczność stwierdzi, że należy utrzymać status quo, bez wprowadzania dalszych zmian. Dzieje się tak dlatego, że zarówno pojedynczy człowiek, jak i społeczność są leniwi i na żadną zmianę nie mają ochoty. Po prostu uważają, że potrzeba została zaspokojona przez wdrożony wynalazek i nie należy do niej wracać. A tymczasem udoskonalanie albo nawet wymienianie starych instytucji przez nowe jest dlatego konieczne, że instytucja jest określona czasowo: mogła być świetna w momencie, kiedy powstała, ale ponieważ czas biegnie i rosną nowe potrzeby i wymagania, zmieniają się układy – choćby na skutek powstawania innych instytucji – ta zaczyna być coraz bardziej anachroniczna tak wobec człowieka, który ją dawno temu wymyślił, jak i wobec życia.
 Na tym etapie widzieć możemy niebezpieczeństwo, jakie zagraża ludziom ze strony instytucji. Ma ono źródło w jej największej zalecie. Zaletą instytucji jest to, że człowiek czy społeczeństwo nie musi za każdym razem „odnajdywać” – robić nowych wynalazków, bo już to zrobił raz. Minus instytucji to właśnie również fakt, że tak człowiek, jak i społeczeństwo nie musi robić wynalazków, staje się automatem i już przestaje myśleć.
 Przykładem buntu przeciwko instytucji – powiedzmy dokładniej: przeciwko drugiemu jej etapowi – byli hipisi. Mówiąc ogólnie: hipisi zrywali z wszelkimi instytucjami, które obowiązują ludzi, ich państwa czy ich społeczności, i chcieli żyć w zupełnej wolności. Byli tacy, którzy siali, orali, którzy jedli tylko zioła czy kłącza, ubierali się w to, co sami uznali za sensowne czy konieczne – myli się albo się nie myli itd. Gdybyśmy chcieli nazwać ten fenomen z naszego punktu widzenia, to jest to właśnie protest przeciwko zinstytucjonalizowaniu współczesnego człowieka. Tezą tych ludzi było często: na to, aby pozostać człowiekiem, trzeba żyć w całkowitej niezależności od wszelkich instytucji i samemu robić wynalazki. Równocześnie należy stwierdzić, że oni jednak – nie zdając sobie z tego sprawy – nie tworzyli czegoś, co by było antyinstytucją, ale budowali – obok istniejących w społeczeństwie – swoje instytucje.
 Rzeczą charakterystyczną jest „instytucjonalizowanie” hipisów – tworzenie mody hipisowskiej – przez współczesną cywilizację. Oni, którzy odrzucili np. nowoczesne rogowe, kwadratowe, wyszukane oprawy okularów i zaczęli nosić proste, druciane, okrągłe, znalezione gdzieś na śmietniku albo wśród rupieci swoich dziadków, po jakimś czasie mogli je kupić w każdym sklepie optycznym. Podobnie z innymi częściami garderoby: w sklepach można otrzymać hipisowskie spodnie, bluzy, sukienki, torby, buty – produkowane przez przemysł masowy.
 Trzeci etap – który musi istnieć – to etap przekraczania instytucji: wyrastania ponad nią.
 Podstawowym warunkiem potrzebnym do takiego kroku jest świadomość celu, dla którego dana instytucja powstała, jej funkcji służebnej. Tylko to umożliwi uznanie jej niewspółmierności, nieprzydatności w zmienionej sytuacji. Ta świadomość celu może uratować człowieka przed zapanowaniem instytucji nad nim samym, daje mu szansę modyfikowania jej w zależności od zmieniających się układów.
 Pojawia się pytanie: co to znaczy przekraczać instytucje w wypadku np. pilota samolotów odrzutowych? Czy pilot powinien dowolnie postępować i nie podporządkowywać się przepisom? Nie, na pewno nie wolno mu łamać regulaminu, musi być posłuszny poleceniom, jakie otrzymuje, ale równocześnie on musi wyrastać ponad nie, musi wobec nich mieć dystans właśnie na zasadzie świadomości tego, że one są  n a r z ę d z i a m i,  które mają mu pomóc uzyskać cel, nie są jednak szczytem osiągnięć myśli ludzkiej – że może dojść do nowego wynalazku, który będzie wymagał wprowadzenia nowego regulaminu, nowych przepisów.

 2. 1.  Egzystencja człowieka jest określona w dużej mierze jego naturą społeczną. Jest coś, co zbliża poszczególnych ludzi do siebie i skłania do tworzenia wspólnot.. Każda społeczność ludzka tworzy się więc w imię czegoś – jakichś wspólnych spraw. To są wspólne interesy, cele, dążenia, ideały. Pomiędzy jednostkami o pokrewnej strukturze psychicznej zawiązuje się poczucie wspólnoty, a z kolei wytwarzają się formy organizacyjne wyrastające z tych struktur, regulujące wzajemne współżycie ludzi. Wspólnoty mogą być najrozmaitszego typu.
 Są grupy społeczne oparte na zasadzie dowolności. Można do nich należeć albo nie. Ale są też społeczności, bez których człowiek nie mógłby egzystować: nie byłby w stanie rozwinąć w sobie struktur psychicznych, które są mu nieodzowne do tego, by mógł być pełnym człowiekiem. Nie jest ta granica całkiem ostra, możemy jednak stwierdzić istnienie jakichś krańcowych form takich organizacji. Do pierwszej grupy należą np. organizacje rozrywkowe, towarzystwa pomagające rozwijać zainteresowania typu hobby lub też mające na celu wyłącznie sprawy materialne swoich członków, organizacje, których celem jest dalsze kształcenie zawodowe czy ogólnokulturalne, stowarzyszenia charytatywne, umożliwiające zorganizowaną pomoc bliźniemu. Drugą grupę reprezentuje np. naród.
 2. 2.  Człowiek zdaje sobie sprawę, że nie jest w stanie – za krótkie jest jego życie – zaczynać wszystkiego od początku. Musi uchwycić rozwój kultury, tak materialnej jak duchowej, na ostatnim etapie, do którego ludzkość zdążyła dojść, i nie powtarzając błędów swych przodków, kontynuować ich osiągnięcia. Społeczeństwo stwarza mu do tego warunki. Jeżeli tylko wykorzysta książki, czasopisma, doświadczenie fachowców, uczonych, stanie się spadkobiercą wiedzy pokoleń.
 Człowiek ma świadomość, że zawdzięcza społeczeństwu istnienie nie tylko biologiczne, ale i duchowe: społeczeństwo wraz z tym, co określić możemy jego kulturą, stanowi bodziec, który uruchamia w jego członkach struktury psychiczne.
 I tak coraz wyraźniej zarysowuje się fakt, że żadnej społeczności nie chodzi tylko o to, aby utrzymać przy życiu i wykształcić operatywnych fachowców, dobrze wykonujących swój zawód dla dobrobytu materialnego wspólnoty. Nawet gdy ludzie organizują się tylko w imię materialnych spraw, to nigdy one nie wystarczają. Bo okazuje się, że to jest nie tylko kwestia cienkiej warstwy potrzeb materialnych. One mają powiązanie z egzystencją człowieka. Są włączone w jakąś określoną strukturę wchodzącą w skład jego osobowości. Stąd też w każdej społeczności zaczyna się tworzyć warstwa ideowa. Pojawiają się jakieś nazwiska, rosną wzory, przykłady; społeczność zaczyna się doszukiwać głębszego uzasadnienia, sensu tych spraw, którymi się zajmuje.
 2. 3.  Każda ze społeczności posiada – powiedzmy najogólniej – jakąś określoną kulturę. Tan, kto decyduje się na przynależenie do danej społeczności, czyni to dlatego, że, po pierwsze, czuje się „spokrewniony” z tą „atmosferą”, jaka w niej panuje. Po drugie, uważa, że ta społeczność jest mu potrzebna do zrealizowania samego siebie w pewnym konkretnym aspekcie: do rozbudowy konkretnej struktury psychicznej, na której mu bardzo zależy. Taka jest pozycja człowieka stojącego na zewnątrz społeczności, gdy rozważa pro i contra przystąpienia do niej. Jeżeli jest w ogóle możliwe jakieś contra, to dlatego, że te dwie rzeczywistości nie pokrywają się w sposób bezwzględny, istnieją różnice, i to niejednokrotnie duże. Człowiek musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy on sam godzi się na przyjęcie w pełni ideologii, albo powiedzmy raczej ideałów, którymi ta społeczność żyje, czy chce się kształtować na ich miarę. Jest świadomy tego, że dla niego akt włączenia się do określonej społeczności ma wielkie znaczenie: tutaj rozgrywa się kształt jego człowieczeństwa. Z tego nie wynika dla niego wskazanie, że powinien poddać się bezkrytycznie wpływowi społeczeństwa. Ale jest faktem, iż przynajmniej początkowy etap rozwoju człowieka: okres dzieciństwa, polega na przejmowaniu od społeczeństwa najrozmaitszego typu wartości w imię autorytetu: „na wiarę”. Jest faktem również, że nawet gdy człowiek zaczyna myśleć sam i sam decydować, gdy wyzwoli się już spod wszechwładnego wpływu społeczeństwa, to nigdy nie będzie zupełnie pozbawiony pochodzących od niego inspiracji, sugestii i zawsze będzie budował na tym, co wziął od społeczeństwa, nawet gdyby miało się to dziać na zasadzie zaprzeczenia; zawsze pozostaje w dialogu z tym, co się w społeczeństwie dzieje, i zawsze jest tego wyrazem, choćby mu się zdawało, że się całkiem od tej relacji uwolnił.
 2. 4.  Im społeczność jest wyżej ukonstytuowana, powiedzmy: jest bardziej doskonała, tym bardziej jest ludzka, człowiecza, a więc łączy sprawy materialne i duchowe. Żyją w niej wartości humanistyczne. Wyrasta człowiek wrażliwy na najwyższe ideały dobra, prawdy i piękna. Społeczeństwo, zwłaszcza takie jak naród, wciąż rozbudowuje swoją ideologię w miarę rozwoju i przekształcania swoich struktur. Wielką rolę odgrywa historia danej społeczności. Ludzie żyją w blasku swoich bohaterów i wodzów, którzy stali się wyrazem struktur charakterystycznych dla danej społeczności.
 Tak kształtuje się jednostka jako część składowa społeczności: jako jej członek, którego losy są związane z jej losami – dlatego uczestniczy on w jej życiu, poświęca się i angażuje.

 3. 1.  Aby zaobserwować proces powstawania instytucji rocznicowych w społeczeństwie, weźmy dla przykładu społeczność, jaką stanowi naród, i przyglądnijmy się wydarzeniom mającym w jej życiu charakter wstrząsu, takim jak np. ruchy wyzwoleńcze, narodowe lub społeczne. Poprzedza je zawsze narastanie struktury wolnościowej: dążenie do równości, wywołane niesprawiedliwością, krzywdą społeczną. Z kolei dochodzi do wybuchu zakończonego powodzeniem lub niepowodzeniem. Potem społeczność święci tak rocznicę wybuchu tych walk, jak i śmierci najwybitniejszych ich przywódców czy bohaterów. W tym celu tworzy specjalne instytucje rocznicowe. Mają one na nowo uruchomić już cofnięte struktury, z których wyrosły te wydarzenia. Uaktywnione przez nie struktury nadają codziennemu życiu społeczności określony klimat, równocześnie znajdując konkretyzację w jakichś instytucjach powszednich. Taki jest schemat ogólnie obowiązujący.
 3. 2.  Dzieje różnych narodów świadczą, że jeżeli rząd był świadomy tego schematu, wtedy unikał demonstracyjnych wyroków śmierci na rewolucjonistów, aby nie stały się dla uciskanego społeczeństwa powodem do stworzenia rocznicy świątecznej czy legendy – elementów podtrzymujących strukturę wolnościową. Świadomi byli tego sami rewolucjoniści i dlatego tak często zdarzało się, że szli na śmierć spokojnie, wiedząc, że ich ofiara będzie najlepszym protestem przeciwko przemocy – pozostanie w pamięci społeczeństwa i zrodzi następców, którzy podejmą walkę o sprawę, dla której oni zginęli.
 3. 3.  W wypadku, kiedy rewolucja czy powstanie zostało zakończone pomyślnie, jak np. w wypadku rewolucji francuskiej, która nam wciąż służy za przykład, pierwsze uroczystości związane ze święceniem tego faktu niosą w sobie pełną treść wydarzeń, które stały się ich podstawą. Uczestniczą w nich ci sami ludzie, którzy wtedy działali, którzy w sobie noszą jeszcze idee, o jakie walczyli i są w pełni twórczego zaangażowania w ich realizację. Ale gdy przejdzie któraś z rzędu taka rocznica, jest dla nich oczywiste, jak niewiele pozostało z tamtych dni. Instytucje codzienne, które zaczynają wyrastać, wykazują szereg elementarnych błędów: brak im przystosowania do rzeczywistości, nie stanowią zwartego kompleksu, są nierealne albo zbyt szczegółowe; inaczej mówiąc, instytucje są niewspółmierne do reprezentowanej przez nie rzeczywistości. W miarę upływu czasu często daleko odbiegają od wielkich idei, z jakich wyrosły. Obsadzają je ludzie, którzy z tamtych osiągnięć robią sobie wygodne stanowiska, dobrze płatne posady. To są po prostu urzędnicy, którzy mogliby wykonywać swoje funkcje w każdym układzie. Ci są zawsze za utrzymaniem status quo. Uznają cel za osiągnięty i nie chcą dalszej rewolucji. W tej sytuacji tym, którzy walczyli o zwycięstwo rewolucji, może nasuwać się pytanie: „To za taki świat walczyliśmy?” Ale na to, aby znowu poderwać się do walki, często brak już siły i ochoty. Rewolucjoniści nie znajdują także poparcia ze strony społeczeństwa. Ono też może być zmęczone. Zresztą urzędnicy potrafią ich przezornie rozbroić, zagrozić albo uspokoić, nadają im tytuły, godności czy stanowiska.
 Możemy jednak zaobserwować następny proces. Ci urzędnicy muszą, chociażby dla pozoru, podtrzymywać instytucje świąteczne: rocznice tamtych dni, które stworzyły instytucje obecnie kierowane przez nich, którzy zrobili sobie z rewolucji narzędzie do podtrzymywania ustanowionego przez siebie porządku, będącego w gruncie rzeczy zaprzeczeniem haseł tej właśnie rewolucji, muszą jednocześnie organizować jej rocznice, bo przecież w jej imię sprawują rządy. Muszą tak postępować, chociażby nawet nie mieli już z tym wszystkim nic wspólnego, chociażby chcieli odpocząć od wielkiej przeszłości i od jej żądań, nie widząc szans na ich realizację. Jest to paradoksalne zjawisko: urzędnicy posiadający władzę uważają, że rewolucja, która im tę władzę dała, była ostatnią, a oni bronią jej zdobyczy. I wtedy zwykle bywa tak, że po upływie nawet krótkiego czasu instytucje świąteczne odrywają się zupełnie od struktur, które reprezentowały, zaczynają żyć życiem autonomicznym, są obchodzone, celebrowane. Instytucje świąteczne stają się celem same dla siebie. Nie są już symbolem. Społeczeństwo nie uczestniczy poprzez nie w rzeczywistości, z której wyrosły.
 Ale rocznica, której została nadana forma tzw. galówki, jest nie do zniesienia dla ludzi postępu. I dlatego odrzucają oni w ten sposób celebrowane uroczystości. Stąd też w tak krótkim czasie po rewolucji trójkolorowy sztandar stał się symbolem reakcji, a znakiem postępu była chorągiew czarna.
 Trzeba jednak powiedzieć, że oprócz zewnętrznej warstwy rocznicy istnieje jej warstwa właściwa. Jest ona dostępna dla tych, którzy potrafili przebić się przez zewnętrzny blichtr do prawdziwej treści uroczystości. Są to ludzie, dla których ta rocznica staje się rzeczywistym świętem, uobecnia w nich tamte wydarzenia w ich istocie i powoduje uruchomienie struktury, z jakiej one wyrosły. I w ten sposób urzędnicy – ludzie, którzy organizują instytucję rocznicową, działają właściwie samobójczo, bo, uruchamiając strukturę będącą jej podstawą, przygotowują sobie nową rewolucję.
 Dodajmy na koniec, że w konkretnych wypadkach występuje bardzo często tak jedna jak druga warstwa równocześnie i w odczuciu jednostki poprzez „galę”: zewnętrzną formę uroczystości, przebija – choć czasem prawie ledwie uchwytny – jej nurt najgłębszy: struktura wolności. Tak jak i odwrotnie – nawet najbardziej autentycznemu przeżyciu jakiejś rocznicy towarzyszą elementy celebry.
 3. 4.  Analogicznie do procesu odrywania się instytucji świątecznych od struktur, przez który instytucje te są nie świętowane, lecz celebrowane, istnieje proces odrywania się instytucji życia codziennego od struktur z nimi związanych. Ten drugi posiada jednak o wiele bardziej drastyczną formę.
 Instytucje powszednie, które przecież wyrosły ze struktury rewolucyjnej, celebrowane przez urzędników, zaczynają stawać się niezależne, uzyskują autonomię i wcale nie sprawiają wrażenia, jakoby istniały dla społeczności i były jej tworem. I choć pozornie służą prawidłowemu funkcjonowaniu procesów ekonomicznych i społecznych, praktycznie rzecz biorąc, utrudniają postęp. Tak bezmyślnie wykonywane instytucje powszednie wywołują w społeczeństwie odruch sprzeciwu – uruchamiają w nim strukturę buntu będącego zagrożeniem właśnie dla tych instytucji, które go wywołały. Bunt ten spowoduje, że zostaną usunięte – na drodze zmian ewolucyjnych lub rewolucji.
 3. 5.  Jak długo można świętować rocznice nawet najbardziej przełomowych w życiu danego społeczeństwa wydarzeń? Jak długo na przykład można świętować rocznicę zburzenia Bastylii, buntu niewolników lub buntu chłopów pańszczyźnianych? Odpowiemy krótko: zawsze. Rocznica ta jest potrzebna, póki uruchamia jakieś struktury dotąd niezrealizowane poprzez odnośne instytucje powszednie – inaczej mówiąc: dopóki jeszcze pańszczyzna, feudalizm czy niewolnictwo istnieje w jakiejkolwiek formie albo stanowi realne zagrożenie, dopóty społeczeństwo potrafi przeżywać uroczystości wyrosłe na podłożu walki o realizację struktur wolnościowych. Dopiero z chwilą, gdyby wszystkie instytucje przemocy i gwałtu zanikły i instytucje społeczne wyrażałyby adekwatnie strukturę wolności, obchodzenie tamtych rocznic straciłoby sens. Niełatwo taki punkt oznaczyć, gdyż, po pierwsze, przemiany tego typu nie dokonują się w życiu ludzkości nagle, a po drugie, społeczeństwo nie jest jednorodne, składa się z rozmaitych grup i istnieje niebezpieczeństwo, że przez taką likwidację jakiejś instytucji świątecznej można skrzywdzić tych, którym instytucja ta jest jeszcze potrzebna. Muszą więc zachować dużą tolerancję ci, dla których instytucja jest już niczym, wobec tych, którzy uważają ją za świętość. A po trzecie, system ucisku szybko zmienia formy, pokonany na jednym froncie odzyskuje teren na innym. Kolonializm przemienia się w neokolonializm, a pańszczyzna w pracę zarobkową nisko płatną i stąd trzeba także stwierdzić, że całkowity zanik takich instytucji ucisku jak pańszczyzna, feudalizm, niewolnictwo jest w ogóle niemożliwy. Dzieje się tak dlatego, że struktury zła – z których te instytucje wyrastają – wciąż istnieją w człowieku. Choć jednak odżywają wciąż, tylko w nowych formach i w bardziej zakamuflowanych postaciach, nie znaczy to, że ludzkość stoi w miejscu. Można więc mówić nie tylko o zanikaniu jakichś bardziej drastycznych form na przykład instytucji niewolnictwa, lecz o stałym dążeniu do doskonałości. Każda z takich zmian jest, względnie powinna być, krokiem w kierunku dobra. Na skutek całego kompleksu uwarunkowań, przede wszystkim historycznych, znajdują one w konkretnych instytucjach tylko swój niepełny wyraz. Ale te nie są ani pierwsze, ani ostatnie: są  k o l e j n e  w ciągu, który nie ma kresu, w ciągu, w którym każdy krok jest próbą lepszego wyrażenia – realizacji danej struktury dobra. I tak droga ludzkości jest drogą ciągłego rozwoju i postępu ku dobru absolutnemu.
 Obecnie ludzkość przeżywa odejście od instytucji rocznicowych pewnego typu. I tak np. rocznice związane z drugą wojną światową i ruchem oporu jeszcze najbardziej uroczyście świętowane są w Europie Wschodniej, a tu przede wszystkim u nas w Polsce i w Związku Radzieckim, które to kraje poniosły najdotkliwsze straty, bo i najbardziej zaangażowały się w walkę z wrogiem. Ale nawet i w tych krajach możemy obserwować zmniejszające się zainteresowanie tymi uroczystościami. Dla krajów zachodnich nie mają one już wielkiego znaczenia. Jest to zupełnie normalny proces. Rośnie odległość czasowa od tamtych wydarzeń. Coraz trudniej je sobie wyobrazić, coraz inne sprawy zajmują ludzi. Podobny fakt możemy obserwować na przykładzie sposobu obchodzenia przez Francuzów rocznicy rewolucji francuskiej czy też przez Amerykanów ich dnia zwycięstwa Północy nad Południem. I jeżeli przedstawiciele rządu dokonują w te dni jakiegoś ceremoniału, to sam naród przekształcił dni rocznicowe w coś, co ma charakter samodzielnej, oderwanej od tamtych faktów historycznych zabawy ludowej.
 Natomiast obserwujemy narastające zainteresowanie instytucjami rocznicowymi innego typu, takimi jak rocznica powstania państwa, założenia uniwersytetu czy miasta, śmierci wybitnych ludzi, którzy odegrali zasadniczą rolę w dziejach narodu czy świata. Inaczej też organizuje się te obchody. Dla uczczenia takich rocznic tworzy się komitety międzynarodowe. Punkt ciężkości kładzie się nie na uroczystości masowe, lecz na naukowe badania – poznanie tego fenomenu, który w jakiś sposób nadał kształt następnym epokom. Ale tego typu imprezy są za rzadkie, żeby można było nimi żyć, zwłaszcza jeżeli chodzi o szerokie masy społeczeństwa. Szukają one innych środków, które by pomagały uruchamiać struktury osobowe. Jak już wspominaliśmy w rozdziale o świętowaniu, w ostatnim półwieczu obserwujemy gwałtowny rozrost instytucji takich jak teatr, wystawy malarskie i rzeźbiarskie, koncerty, kino, telewizja. Mają one w swoim zamyśle służyć dzisiejszemu człowiekowi do aktywizowania jego człowieczeństwa – nadawania sensu jego pracy, codziennym trudom, wyrywania go z egoizmu do wielkiego życia bezinteresownego.
 
 

 

strona: ...[12]  [13]  [14]  [15]  [16]  ...