Biblioteka
PO CO SAKRAMENTY
strona 34



 

SAKRAMENT  MAŁŻEŃSTWA


 1.  Miłość do drugiego człowieka, jak i świadomość, że jest się kochanym przez niego, to jest nowy etap rozwoju człowieka, gdzie objawia mu się tajemnica Boga – Boga Dobra najwyższego i najbardziej godnego miłości. Innymi słowy: miłość do drugiego człowieka jest jakby egzemplifikacją miłości do Boga – egzemplifikacją, która zresztą nie jest w stanie człowieka zaspokoić. Przyjrzyjmy się bliżej temu przeżyciu. Określenie „miłość bliźniego” przyzwyczailiśmy się rozumieć jako miłosierdzie, i to pojęte w sensie filantropii. Wypływa to stąd, że człowiek jest stworzeniem bardzo nieuporządkowanym. Rzadko panuje w jego działaniu klasyczny układ. Spiętrzają się namiętności, porywy woli, refleksja nie nadąża za tym, co się dzieje w sferze uczuciowej. Bardzo często bywa tak, że zanim człowiek zdążył pokochać, już musi działać: opanowywać swój gniew, lenistwo czy egoizm, kierować się poczuciem obowiązku, rozsądku czy odpowiedzialności, zakładać z góry istnienie dobra, którego aktualnie nie dostrzega.
 Egzystencjalna struktura miłości powstaje dopiero na skutek zauważenia jakiegoś dobra. W porządku chronologicznym akt ten jest poprzedzony otwarciem się człowieka na świat: człowiek musi zdobyć się na odwagę, by odejść od siebie, wyjść ze swojego zamkniętego światka, w którym tylko troszczy się o własne życie i zdrowie, a energię życiową zużywa wyłącznie na to, co może mu przynieść korzyść. W tym układzie miłość bliźniego pojawia się na tle otwarcia się na całą rzeczywistość, która otacza człowieka, na tle miłości wszelkiego dobra. Miłość do konkretnego człowieka jest wypadkiem szczegółowym miłości w ogóle, jest wyrazem postawy otwartej – jest nie tylko szczegółowym, ale i szczytowym wypadkiem uruchomionej w danym człowieku struktury miłości: człowiek może być obiektywnie powodem najwyższej miłości, ponieważ spośród otaczającego świata jest bytem najbogatszym w skali nieporównywalnej.
 Typowy rozwój struktury miłości obserwować możemy w wypadkach miłości narzeczeńskiej. Każde zetknięcie się z dobrem wywołuje zachwyt, radość. Skutkiem tego jest chęć „pójścia za”. To jest akt oddania się, służenia. Oczywiście, akt podjęty w pełnej wolności. Jego najbardziej charakterystyczną cechą jest bezinteresowność: nie występują w nim żadne elementy wyrachowania. Kto kocha, nie spodziewa się rewanżu. Nie żąda nawet wzajemności. Temu uczuciu towarzyszy radość. Nie budzi się w człowieku żadna wątpliwość, czy to, co robi, jest rozsądne. W normalnym przebiegu tego procesu takie postępowanie powoduje wzajemność: człowiek, który jest kochany, zwraca swoją uwagę na tego, kto go kocha, odkrywa jego wartość i tak zostaje uruchomiona z kolei w nim egzystencjalna struktura miłości. Pomiędzy tymi ludźmi występuje wzajemność: ten, kto kocha, jest równocześnie kochany przez tego, kogo kocha. To jest droga, którą w normalnym biegu rzeczy idzie dwoje narzeczonych.
 Narzeczeństwo jest właśnie okresem rozwoju struktury miłości małżeńskiej dwojga ludzi – w którym to okresie czasem dominuje element pociągu seksualnego, czasem wyłącznie przyjaźni – do pełnej, wypróbowanej miłości małżeńskiej: do bycia razem.
 Miłość małżeńska jest szczytową formą tak rozwijającego się uczucia. Struktura tej miłości, której elementem charakterystycznym jest pociąg seksualny, musi posiadać wszystkie cechy autentycznej miłości bliźniego, chociaż jej przebieg – zwłaszcza w etapach początkowych – może stwarzać pozory jakiejś struktury bardzo odmiennej.
 W miarę jak początkowa sympatia pomiędzy chłopcem i dziewczyną zaczyna przeradzać się w miłość, narasta pragnienie związania się z sobą na zawsze. Każda ze stron wie, że człowiek, którego teraz poznaje, nie jest absolutnym ideałem, że niewątpliwie istnieje jakaś szansa spotkania jeszcze innego człowieka, który może byłby lepszym partnerem na towarzysza życia niż ten obecny. Równocześnie jednak każda ze stron zdaje sobie też sprawę z tego, że pozorne ograniczenie wynikające z faktu pozostania na zawsze z jednym człowiekiem jest w gruncie rzeczy zdecydowaniem się na zaufanie wartości, jaką on stanowi. Okres namysłu jest okresem bardzo trudnym. W czasie jego trwania przychodzą do głosu wszystkie argumenty pro i contra. Człowiek wyraźnie zdaje sobie sprawę z tego, co sam reprezentuje, czym jest, co ma do zaofiarowania, a przy tym z pełną wnikliwością, starając się w sposób jak najbardziej surowy zapanować nad uczuciem sympatii, analizuje wszystkie dane, którymi dysponuje druga strona. Chce więc poznać tego drugiego człowieka, ażeby swoją decyzję w pełni uzasadnić. Równocześnie zdaje sobie sprawę, że i tamten obserwuje go pilnie, przygotowuje się do decyzji, w przededniu której stoi. Jest to etap konieczny, aby nie doszło do jakiejś pomyłki i aby w przyszłości nie wydarzyła się katastrofa.
 Małżeństwo to zdecydowanie się na życie wspólne. Tu nie chodzi o to, że w jednym mieszkaniu zamieszka dwoje ludzi, ale że będzie już teraz wszystko „nasze”: „nasza” własność i „nasza” decyzja. To oznacza zmianę układu dnia codziennego, zmianę postępowania: w każdym kroku trzeba uwzględnić swojego partnera. A ten drugi człowiek nie jest ani bratem, ani siostrą, dziedziczącymi podobne cechy, wychowanymi pod jednym dachem. Małżonkowie stanowią dwa różne światy; już od samego narodzenia różne, a potem różnie kształtowane przez obce środowiska. Każde z nich ma poczucie własnej integralności, godności, wartości, dąży do wolności: chce decydować zgodnie z własną oceną, z własną praktyką i doświadczeniem. Dlatego też nie jest to takie proste wprowadzić drugiego w swój świat, a przy tym pozostać sobą. Nic nie utracić z własnej wolności, a przy tym uwzględnić wolność drugiego, pozostawić mu swobodę działania. Nie pozwolić zdominować się przez drugiego człowieka, nie stracić własnej indywidualności – a równocześnie uszanować w pełni osobowość partnera.
 Ale to nie znaczy, iż ludzie decydujący się na małżeństwo muszą ulegać złudzeniu, że wyjątkowo w ich sytuacji wszystko będzie zawsze idealnie, bo wybrali takiego partnera, z którym życie będzie się układało zupełnie bezkonfliktowo. Każda ze stron zdaje sobie sprawę, że jest tylko człowiekiem. Dlatego droga, na którą wstępuje, będzie na pewno usiana starciami, przykrościami, bólami wzajemnie sobie zadawanymi, jak też będzie drogą przeproszeń, przebaczeń, wyrozumiałości, cierpliwości, wzajemnych pocieszeń, podtrzymywania się, służenia swoją pomocą, wzajemnego znoszenia się, dźwigania się w okresach słabości. To wszystko jest brane w rachubę przy decyzji związania się na zawsze. Ale równocześnie wyraźnie stoją przed oczyma pozytywy: trudy, jakie niesie z sobą małżeństwo, są niewspółmierne z dobrem, które pozostaje cały czas nienaruszone – z człowiekiem, którego wielkość jest dla partnera niewątpliwa, którego wartość została sprawdzona i który mimo posiadanych wad jest kochany.
 Równocześnie miłość małżeńska nie jest tylko otwarciem się na siebie nawzajem. To nie może być „my” w odcięciu się od reszty społeczeństwa, a nawet w jakimś sprzeciwie „przeciwko innym”. Miłość, która byłaby zamknięciem się w kręgu „my dwoje”, nie miałaby żadnych szans na przetrwanie. I z tego każda ze stron musi sobie zdawać sprawę. Autentyczna miłość małżeńska  j e s t   w y n i k i e m   o t w a r c i a   s i ę  na cały świat: na wszelkie dobro, a jednocześnie  o t w i e r a  człowieka na świat, na społeczeństwo, na ludzkość, na Boga. Inaczej mówiąc, tak jak z jednej strony miłość małżeńska jest wynikiem uruchomionej struktury miłości, tak z drugiej strony jest bodźcem do jej dalszego rozbudowywania. Jest szkołą miłości „w ogóle”. Uczy kochać świat, a przede wszystkim innych ludzi. Człowiek wtedy doświadcza do końca, co to znaczy kochać drugiego człowieka, co to znaczy uczynek miłości. Takim świadectwem wejścia w społeczność, nieograniczania się do relacji: ty – ja, jest – a przynajmniej powinno być – pragnienie dziecka.
 To wszystko musi być jasne dla człowieka, który rozważa ewentualność swojego małżeństwa. Powinien on zdawać sobie sprawę, że ryzyko tej decyzji jest nieprawdopodobnie większe od ryzyka rozmaitych innych decyzji. Ryzyko w sensie trudności i osiągnięć – w sensie nowego życia.

 2.  Po tych wstępnych uwagach odnośnie do miłości małżeńskiej spróbujmy określić, jak wygląda ta sytuacja egzystencjalna w wypadku dwojga ludzi wierzących w Chrystusa. Tutaj chodzi o ludzi, których mistrzem jest Jezus: o ludzi, którzy ukształtowali styl swojego życia według Jego wzoru. Miłość tych dwojga ludzi wyrosła na miłości, jakiej nauczyli się od Jezusa – jest to egzystencjalna struktura miłości  c h r z e ś c i j a ń s k i e j,  miłości, która była w nich rozbudowywana przez dotychczasowe życie chrześcijańskie, a która teraz w kształcie struktury miłości małżeńskiej osiągnęła szczytowy moment rozwoju.
 Ten fakt znajduje swój wyraz w ostatecznej decyzji: przychodzi wreszcie chwila, gdy okres wewnętrznej walki i rozterek, okres dyskusji, rozważań, próbowania siebie i drugiej strony jest poza dwojgiem młodych ludzi. Są już wreszcie wyzwoleni od wątpliwości. Wybrali i są zdecydowani zostać z sobą. Wtedy – wobec Kościoła – składają sobie przyrzeczenie wzajemnej wierności. Ta decyzja pozostania z sobą na zawsze, która jest wyrazem struktury miłości Chrystusowej, jaka w nich powstała, stanowi istotę sakramentu małżeństwa.
 Ale to jest święto nie tylko ich samych, lecz całego Kościoła. To jest wydarzenie bardzo ważne dla całego Kościoła, bo jest on świadomy, że w jednej z jego komórek, na jednym z jego odcinków dzieje się coś, co należy do jego głównego zadania: miłość, która jest zawsze dziełem łaski – miłość bliźniego, która zawsze sięga Boga samego, realizuje synostwo Boże, przez którą człowiek uczestniczy w życiu Bożym. Przeciwko egoizmowi, małostkowości, złu i szatanowi wychodzi dwoje ludzi, którzy się wzajemnie kochają.
 Tej decyzji dwojga ludzi, członków Kościoła, przyrzekających sobie w imię Boga, Jezusa Chrystusa, wierność, Kościół nadaje kształt zewnętrzny poprzez formuły, modlitwy, symbole liturgiczne, takie jak krzyż, święcenie obrączek, związywanie rąk stułą.
 W tym oficjalnym akcie znajduje swój zewnętrzny kształt struktura wiary chrześcijańskiej. Istniała ona na rozmaitych etapach ich narzeczeństwa w rozmaitym natężeniu, teraz jest w pełni uświadomiona i dopowiedziana do końca. Przez przyjęcie tych symboli narzeczeni wyrażają to, co jest ich najgłębszym przekonaniem.
 Decyzja pozostania z sobą na zawsze zaczyna w życiu dwojga ludzi nowy etap: małżeństwo. Ta decyzja wciąż będzie żyła pomiędzy nimi, tak w okresach szczęścia, jak i na trudnych etapach. Wciąż będzie wracała świadomość danego sobie przyrzeczenia. Będzie obowiązywała odpowiedzialność za drugiego człowieka, który na tym słowie budował swoją przyszłość. Będzie ich łączyło to słowo. Choć dawno wypowiedziane, będzie aktualizowało się każdym kolejnym czynem w mniejszym lub większym stopniu: będzie wyrazem trwającej w nich struktury miłości małżeńskiej, jak z drugiej strony będzie ją wciąż na nowo uruchamiało.

 3.  Na terenie Starego Testamentu obserwujemy rozwój instytucji małżeńskiej. Od form „kultury patriarchalnej”, gdzie kobieta była własnością mężczyzny, z możliwością poligamii, aż – po zaprzestaniu życia koczowniczego i podjęciu uprawy roli – do coraz wyraźniejszego krystalizowania się monogamii. Z kolei na tym etapie następowało coraz głębsze sublimowanie małżeństwa do poziomu miłości małżeńskiej.
 Ani Pan Jezus, ani apostołowie nie zajmowali się szczegółowymi problemami małżeńskimi, niemniej, znamy wyraźnie Jego stanowisko odnośnie do istotnego problemu, jakim jest nierozerwalność związku małżeńskiego (Mk 10, 2-10; Mt 19, 3-12). Jezus bezkompromisowo określa każdy rozwód jako wykroczenie przeciwko konstytucji Bożej małżeństwa.
 Zawieranie związku małżeńskiego wobec kapłana chrześcijaństwo przejęło od Rzymian. Ta tradycja jest nam znana już od IV wieku. Obowiązek publicznego oświadczenia o zawarciu małżeństwa został sprecyzowany zwłaszcza w średniowieczu w walce z plagą małżeństw tajemnych – co nie znaczy, żeby one tym samym zupełnie zanikły.
 Kościół pierwotny musiał dawać odpowiedzi na bardzo wiele konkretnych pytań dotyczących małżeństwa. Zagrożenie stanowił niezdrowy pogląd, pojawiający się w Kościele na przestrzeni wieków, że małżeństwo jako cielesne, nie duchowe, jest sprzeczne z życiem prawdziwie duchowym.
 To stanowisko zaciążyło i na przyszłości. Najsilniej widzimy jego wpływ u św. Augustyna. Chociaż z jednej strony występował on przeciwko manichejczykom i stał w obronie ciała ludzkiego, z drugiej strony szedł za daleko przy zwalczaniu pelagianów, wykazując głębokie skażenie natury ludzkiej przez grzech pierworodny. Do tego stopnia, że traktował akt małżeński jako coś, czego ludzie powinni się wstydzić. Seks, jego zdaniem, ma funkcję wyłącznie służebną dla przyjścia dziecka na świat. Nawet miłość uczuciowa do drugiego człowieka była źle widziana jako stojąca na przeszkodzie miłości do Boga.
 U wczesnych scholastyków zaznaczył się zarówno wpływ św. Augustyna, jak i zwyczajów przyniesionych przez ludy barbarzyńskie, zwłaszcza Longobardów, według których zawarcie małżeństwa dokonywało się przez stosunek małżeński. Te dwa stanowiska wykrystalizowały się około XII w. w dwóch przeciwstawnych szkołach: bolońskiej i paryskiej. Wielcy scholastycy: św. Albert, św. Tomasz, św. Bonawentura rozbudowali teorię konsensu: zgody małżeńskiej jako podstawy zawarcia związku małżeńskiego, i określili stosunek małżeński jako konsekwencję tej zgody. W ten sposób usunęli sprzeczność tych dwóch teorii.

 4.  Późne średniowiecze wprowadza słowo „umowa”, które przetrwało w słowniku teologii małżeństwa aż do naszych czasów. Słowo nietrafne, bo używane w języku handlowym, zakładające czasowość trwania, możliwość zerwania, słowo świeckie, nienadające się do wyrażania spraw międzyludzkich z tego obszaru kontaktów, jakim jest małżeństwo. To było odejście od dotychczasowej terminologii, gdzie małżeństwo, zresztą zgodnie z tradycjami pogańskimi, określano jako święty związek albo przysięgę, za którą stał zawsze Bóg.
 Nowość Soboru Watykańskiego II polega na tym, że ujął w formę słowną przekonanie o roli miłości w małżeństwie, które zresztą już od dawna nurtowało Kościół. Po pierwsze, zniknęło z tekstu konstytucji Gaudium et Spes słowo „umowa”, powróciło słowo: związek, zgoda, pojawiło się nowe: przymierze. Po drugie, centralne miejsce zajęły w tym akcie sformułowania: wspólnota życia i miłość. „Głęboka wspólnota życia i miłości małżeńskiej ustanowiona przez Stwórcę i unormowana Jego prawami, zawiązuje się przez przymierze małżeńskie, czyli przez nieodwołalną osobistą zgodę” (KDK 48). Przestano traktować małżeństwo jako instytucję służącą wyłącznie przekazywaniu życia: „Małżeństwo jednak nie jest ustanowione wyłącznie dla rodzenia potomstwa (bonum prolis), sama bowiem natura nierozerwalnego związku między dwoma osobami oraz dobro potomstwa wymagają, aby także wzajemna miłość małżonków odpowiednio się wyrażała, aby się rozwijała i dojrzewała” (KDK 50). Z drugiej strony „dzieci są owocem miłości”; „z samej zaś natury swojej instytucja małżeńska oraz miłość małżeńska nastawione są na rodzenie oraz wychowywanie potomstwa, co stanowi jej jakby szczytowe uwieńczenie” (KDK 48). Po raz pierwszy w dokumentach kościelnych miłość małżeńska jest nie tylko tak wszechstronnie omówiona, ale uzyskała taką wysoką rangę, jak np. w tym tekście: „Słowo Boże wielokrotnie wzywa narzeczonych i małżonków, aby żywili i umacniali narzeczeństwo czystą a małżeństwo niepodzielną miłością” (KDK 49). „Prawdziwa miłość małżeńska włącza się w miłość Bożą i kierowana jest oraz doznaje wzbogacenia przez opiekuńczą moc Chrystusa i zbawczą działalność Kościoła” (KDK 48). Ale nie tylko sama miłość duchowa: „Akty zatem, przez które małżonkowie jednoczą się z sobą w sposób intymny i czysty, są uczciwe i godne; a jeśli spełniane są prawdziwie po ludzku, są oznaką i podtrzymaniem wzajemnego oddania się, przez które małżonkowie ubogacają się sercem radosnym i wdzięcznym” (KDK 49). Z tego, co tu przedstawiliśmy, wynika, że na to, aby mogła zaistnieć zgoda małżeńska (74): to obopólne „tak”, by mógł zaistnieć związek małżeński, potrzebna jest wzajemna miłość. Można powiedzieć również inaczej: brak miłości uniemożliwia prawdziwą decyzję na wspólne życie – na małżeństwo.
 Prasytuacja, jaką jest dla człowieka wierzącego w Chrystusa zawarcie związku małżeńskiego, otrzymuje kształt instytucjonalny w sakramencie małżeństwa. W nim to właśnie chrześcijanin wyraża siebie, swoją wolę, by wraz ze swym partnerem iść przez życie w taki sposób, jak tego uczy Jezus w Ewangelii.
 


 PRZYPISY:


 74) Charakterystycznym dla nowego widzenia sakramentu małżeństwa jest uzasadnienie decyzji Św. Roty z 30 października 1970 r.: „Gdzie nie ma miłości małżeńskiej, tam zgoda albo nie jest dobrowolna, wewnętrzna, albo też eliminuje czy ogranicza sam przedmiot, który musi być spójny, aby mogło zaistnieć ważne małżeństwo”.

 


strona: ...[32]  [33]  [34]  [35]